Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Ale niektórych paraliżuje. Mnie nie, a nie jestem przecież inny od nich. Poza tym jak adrenalina schodzi to pojawia się trauma. A u mnie… nie. Albo mnie tak już dzieciństwo zniszczyło, albo chronią mnie leki. Miałem parę sytuacji bliskich śmierci i żadna mnie nie straumatyzowała. Ostatnia była jak potrącił mnie tir. Wlókł mnie przez jakiś czas a ja byłem pewien, że to już koniec. No ale nie umarłem. Wstałem poobijany, z podartymi ciuchami, otrzepałem się i tyle. Powinienem mieć traumę. Nie miałem. Rozmawiałem o tym wtedy z terapeutką i stwierdziła, że to prawdopodobnie działanie leków. A to wszystko ze strony osoby, która ma napady paniki i flashbacki w sytuacjach absolutnie normalnych i niezagrażających. Go figure. U mnie momentalnie zgasło. I pamiętam jak radio powoli umierało. Nie dziwne, skoro zbiornik płynu chłodniczego wbił się w akumulator. Oj, była potem awantura, jak mnie mechanik skasował za nowy akumulator a po prostu skleił tamten. Prawie w zębach pieniądze oddawał, bydlak, złodziej parszywy. Ja się już pod tym względem ogarnąłem. Chyba już się wyszalałem. Może to też kwestia tego, czym teraz jeżdżę. Silnik ma w miarę mocny (2 litry turbo diesel, nie wiem czy to dużo – więcej niż przeciętna osobówka, mniej niż sportowe fury), ale jednak czuć prędkość bardziej niż w osobówce. Kiedyś jazda 200 po mieście była u mnie normą, przez to zresztą straciłem prawko, bo przecież nie przez krzywe parkowanie. Teraz jak przekroczę 80 to jest święto.
-
Coś może w tym być. Ja przeżyłem katastrofe kolejową gdzie były ofiary śmiertelne i mnóstwo rannych. A wtedy byłem i na lekach i po %%% więc jak jeszcze doszła adrenalina to latałem po wagonach i pomagałem rannym. A później jak o tym myślałem, to też zastanawiałem się czy tak "fabrycznie" bez substancji w organizmie bym to samo zrobił. Ale dochodze do wniosku, że jednak tutaj kluczowa jest adrenalina. Pare razy się przekonałem, że na adrenalinie nerwica i własne ograniczenia schodzą na dalszy plan. A co do tematu to jeżdżę dużo i do tej pory żadnych poważniejszych stłuczek/kolizji. Raz jedynie jadąc w nocy rozwaliłem opone i nadkole o słupek drogowy, który na remontowanej autostradzie został uderzony przez samochód z naprzeciwka i wskoczyl na mój pas. Jechałem za szybko i nie było już szans na ominięcie. Huk był taki, że myślałem, że mam dziurę w misce olejowej bo momentalnie też odcieło paliwo i się wszystko pozapalało na desce rozdzielczej. No ta prędkość u mnie za duża jest zwykle. Powinienem się trochę z tym ogarnąć w sumie
-
Skyr, spaghetti
-
Oj lubię, jak coś pika to wyrównania herzem brak .częstotliwości rządzą światem Idąc na spacer zmieniasz częstotliwości Ja najbardziej niskie theta lubie
-
A moja byłaby dumna ze mnie,
-
Współczuję Ja raz prawie wydzwoniłem w płot, bo jako świeży kierowca chciałem sobie podriftować (choć podobno „piłowanie golfa na ręcznym to nie jest drift”, no ale to nie był golf) i akurat jak wchodziłem w zakręt i zaciągnąłem ręczny, to go urwałem. I tak się zastanawiam czy jakbym jednak wydzwonił to byłaby to wtedy moja wina, czy wina samochodu. Chyba jednak samochodu. Ja miałem sporo kolizji (nagrane mam chyba 4, jak ja sobie spokojnie stoję a ktoś we mnie wjeżdża), świadkiem też byłem kilku, ale żadna nie skończyła się tragicznie (choć nie wiem jak z tą kobietą, o której pisałem wyżej, bo już pogotowie ją przejęło dalej). Raz mi ktoś na rękach umarł (obca osoba, robiłem RKO ale się nie udało), ale to nie było w sytuacji drogowej – i zastanowiło mnie wtedy, dlaczego ludzie dookoła panikowali zamiast po prostu działać. Mówię – „idź na drogę, poprowadzisz karetkę żeby tu trafiła”, a tu opór materii, zamrożenie. Potem stwierdziłem że możliwe, że też bym panikował jakbym nie był na lekach, i to było takie moje pierwsze uświadomienie sobie, jak bardzo leki zmieniają moją percepcję rzeczywistości i odpowiedzi emocjonalne. Potem zrobiłem sobie kurs nazwijmy to ratownika drogowego (jakaś organizacja organizowała taki, generalnie ratownictwo skupione na sytuacjach drogowych) i jak na złość nie miałem od tamtej pory możliwości sprawdzenia umiejętności (no tylko raz, ale tam oprócz połamanych rąk nic się nie stało, w sensie nie było zagrożenia życia, więc nie było dla mnie na gorąco za wiele do roboty, pogotowie przyjechało i przejęło pana), a z kursu w sumie i tak już niewiele pamiętam. Chciałem jeszcze zrobić KPP ale z jakiegoś powodu nie zrobiłem, nie pamiętam już dlaczego. W temacie emocji przypomniało mi się, jak kiedyś ratowałem ówczesną partnerkę po próbie samobójczej. Też w sumie nie czułem nic, po prostu działałem, a potem sobie z panem z pogotowia normalnie na luzie rozmawiałem o samochodach (drugi ją ogarniał) i nie wiem, czy to obrona mojej psychiki, wyparcie, czy to, że miałem tę laskę i ten związek totalnie w dupie (bo miałem). Ale wydaje mi się, że jednak taka reakcja nie jest normalna. W sumie ciekawe podejście. Jakbym ja miał wybierać, czy ja mam umrzeć czy ktoś obcy, to wybrałbym kogoś obcego. Oczywiście minus konsekwencje dla mnie, jeśli to ja byłbym sprawcą, ale staram się jeździć tak, żeby tym sprawcą nigdy nie być (te drifty i inne dziwne sytuacje to było 20 lat temu, człowiek miał jeszcze gówno w głowie i poczucie nieśmiertelności). Dla ciebie inni są ważniejsi od ciebie? Powiem szczerze – kolega zabił kobietę, która przechodziła w niedozwolonym miejscu. Uniewinnili go, bo jechał przepisowo i nie mógł w tej sytuacji nic zrobić, ale złamało go to psychicznie. Oczywiście nie wiem, co ja bym czuł w takiej sytuacji, ale tak racjonalnie to nie rozumiem tego. To nie była jego wina, zrobił wszystko co mógł, żeby temu zapobiec. Ja się nie obwiniam o śmierć tej osoby, której nie udało mi się uratować bo wiem, że zrobiłem wszystko najlepiej jak mogłem. Jakbym mógł i umiał wtedy zrobić lepiej, to bym zrobił. Podobnie maszynista, jak potrąci samobójcę – zrobił co mógł, hamował, i tyle. Reszta to nie jego wina. No ale mam wrażenie, że takie racjonalne rozkminy jednak zawodzą, gdy faktycznie dochodzi do takiej sytuacji.
-
Ojcu zaczęła się cykliczna depresja. To jest dopiero psychiczne katowanie znoszenie tego. Mmm
- Dzisiaj
-
Kocham te momenty
-
No niestety nie można mieć wszystkiego i jesteśmy tymi przez los poszkodowanymi nerwicowcami... Tak padlo Ja najlepiej prowadzę W nocy po wsiach A nie jakiś eskach
-
Co z tego jak zdrowie do dupy
-
Nie, tam jednego gościa świnie zjadly żywcem, a film jest na faktach.
-
Technicznie dobrym ale z zachowaniem uwagi to gorzej - dwukrotnie prawie potrąciłem kogoś na pasach, miałem 2 drobne stłuczki i 3 drobne zdarzenia parkingowe.
-
A ja miałam świnie. Są super fajne jak się zachowują czasem tylko podgryzaja sobie uszy do krwi wzajemnie ale to muszą mieć powód. A małe prosiaki takie mini mini to chyba najslodsze zwierzę jakie można zobaczyć omg
-
Jajecznica 🩵
-
o kurde spory wynik
-
Wymiana słodkości z moimi zwierzakami 🩷
-
Nie i nawet go nie znam A on był swinia?:p Ufff bo ta informacja o sweet inteligentnych pociesznych świnkach zniszczyła mi trochę moje późne dziecinstwo
-
Na początek herce
-
W jakim miejscu pragniemy sie znalezc od dzis za 5 lat?
Priscilla_126 odpowiedział(a) na Mada temat w Off-topic
Chyba faktycznie zrezygnuję z tej Turcji. Lepiej nie ryzykować. Moja fobia społeczna tak lekko odpuszcza. Ale bardzo mocno podejrzewam u siebie Aspergera To by tłumaczyło wiele moich zachowań i objawów. -
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Prince of darkness odpowiedział(a) na Krejzi1 temat w Off-topic
Ja bym chciał patriotycznie Polską Biała Zwisłouchą one nie polują na ludzi -
Nie oglądałaś kanibala z Rottenburga?
-
Mnie przerażają odkad dowiedziałam sie (tak wiem pozno;p) ze potrafia żywcem zeżreć człowieka.
-
Amplituda
-
Dallmayer, Lavazza, Davidoff Co sądzisz o furry?
-
Najpopularniejsze
-
Najczęściej czytane