Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
DID/OSDD - czyli zaburzenia dysocjacyjne
Silas_maze odpowiedział(a) na nieprzenikniona temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
Niewkopomonowana, To, co opisujesz z poczuciem nierealności świata, dwuwymiarowością, obcością własnego głosu czy ciała, bardzo pasuje do depersonalizacji/derealizacji (DPDR). To jest rzeczywiste zaburzenie dysocjacyjne, odrębne od DID. I ważna rzecz: przy derealizacji człowiek zazwyczaj wie, że świat jest realny, tylko go tak nie odczuwa. To nie jest urojenie ani „utrata rozumu”. DID jest trochę czymś innym. Tam oprócz dysocjacji występują dwa lub więcej odrębnych stanów tożsamości i zwykle problemy z pamięcią/amnezja wykraczające poza normalne zapominanie. Natomiast jedno nie wyklucza drugiego — osoby z DID również mogą doświadczać depersonalizacji i derealizacji. To, co piszesz o zmianach sposobu myślenia, poglądów, zachowania i poczuciu „innej osoby”, też jest warte dokładniejszego omówienia ze specjalistą. Z samego posta nie da się stwierdzić, z czego dokładnie to wynika. Ja naprawdę wróciłabym do lekarza, szczególnie przez kwetiapinę, i zadała bardzo konkretne pytania: „Co dokładnie leczymy tym lekiem? Dlaczego został mi przepisany? Po czym mamy poznać, że działa? Czy według Pana/Pani rzeczywiście mi pomaga, skoro nadal mam te stany, a jednocześnie czuję się po nim przytłoczona i odcięta?” Leki przeciwpsychotyczne nie są standardowym leczeniem samej depersonalizacji/derealizacji. Czasami stosuje się leki, żeby pomóc z rzeczami występującymi obok — lękiem, snem, wahaniami nastroju itd. — ale różni ludzie reagują na nie bardzo różnie. Jeżeli lek sprawia, że czujesz się gorzej, lekarz powinien o tym wiedzieć i potraktować to poważnie. Poza tym zaczęłabym prowadzić przez jakiś czas bardzo prosty dziennik. Nie próbowałabym od razu wszystkiego interpretować. Po prostu: co działo się wcześniej, jak zaczął się stan, co dokładnie się zmieniło, jak długo trwał, co było potem. Do tego sen, stres, miesiączka/cykl, ból, choroba, leki, alkohol/inne substancje, jedzenie itd. Nie dlatego, że na pewno znajdziesz jeden magiczny „trigger”. Czasami go po prostu nie ma albo stan jest praktycznie ciągły. Z czasem ciekawsze mogą być nawet sytuacje, kiedy spodziewasz się dysocjacji, a ona nie przychodzi. Co było wtedy inne? Byłaś wyspana? Czułaś się wyjątkowo bezpiecznie? Stało się wcześniej coś bardzo dobrego? Byłaś z innymi ludźmi albo w innym miejscu? Nowy związek, zakochanie, poczucie bezpieczeństwa, zmiana otoczenia — takie rzeczy też mogą zmieniać reakcję układu nerwowego. Czasami wzorzec widać dopiero po miesiącach patrzenia na siebie jako całość. I jeszcze coś z mojego własnego doświadczenia po ponad 20 latach próbowania zrozumieć swoją psychikę i korzystania z pomocy różnych ludzi: ufaj sobie przy wyborze osoby, która ma Ci pomagać. Jeżeli czujesz, że lekarz albo terapeuta Cię nie słucha, bagatelizuje albo przy każdej wizycie musisz najpierw udowodnić, że Twoje doświadczenia w ogóle istnieją — możesz poprosić o kogoś innego. Naprawdę. Terapia sama w sobie potrafi być cholernie trudna. Nie ma sensu zużywać „czasu na zdrowienie” na ciągłe bronienie swoich doświadczeń przed osobą, która teoretycznie ma Ci pomóc je zrozumieć. Dobry specjalista nie musi się z Tobą we wszystkim zgadzać ani dać Ci diagnozy, której oczekujesz. Ale powinnaś czuć, że możesz przy nim powiedzieć prawdę, że jesteś traktowana poważnie i z szacunkiem. Czasem nawet bez ostatecznej diagnozy samo posiadanie bezpiecznego miejsca, w którym można spokojnie przyjrzeć się temu, co się dzieje, jest ogromnie ważne. I na koniec: nie potrzebujesz diagnozy ani czyjegoś pozwolenia, żeby to, czego doświadczasz, było prawdziwe. Diagnoza może być bardzo przydatna — może otworzyć drogę do odpowiedniej terapii i pomóc zrozumieć, co właściwie się dzieje — ale nie tworzy Twoich objawów. To, co opisujesz, brzmi naprawdę ciężko i momentami przerażająco. I szczerze — dotarłaś bardzo daleko jak na osobę, która od 13. roku życia próbuje sobie z tym radzić, słysząc od lekarza „nie wymądrzaj się”, a potem sugestię, żeby pobiegać i „dogonić rozum” . To nie była odpowiednia pomoc. Fakt, że po tylu latach nadal próbujesz zrozumieć, co się z Tobą dzieje, zamiast po prostu przyjąć, że „taka już jestem”, naprawdę coś znaczy. Teraz zasługujesz przede wszystkim na kogoś, kto usiądzie z Tobą i faktycznie zacznie tego słuchać, zamiast kolejnej osoby, która będzie próbowała Cię uciszyć. -
-
-
Odradzam większość suplementów - do śmietnika.
Śmojda opublikował(a) temat w Medycyna niekonwencjonalna
Nie polecam brania 99% suplementów. Zauważyłem, że duża część z nich, powoduje u mnie mgłę myślową i spowolnienie myśli, czasami indukują uczucie jak po nadmiarze kofeiny. I nie mówię o jakichś śmieciach z szarej strefy, tylko normalne apteczne suple. Zauważyłem, że szkodzi mi cynk i po nim mam najczęściej przymglenie umysłu. Po witaminach b complex, często mi się zdarza uczucie jakbym spożył za dużo kofeiny. Nie dodają pozytywnej energii, tylko takiej negatywnej. Zioła to już w ogóle totalny śmietnik i potrafią rozchwiać nawet jak się nie bierze żadnych leków. Jedyne suplementy, które działały na mnie pozytywnie, to magnez w formie taurynianu, maślan sodu, witamina c, kreatyna, wybrane probiotyki. -
Aplikowanie doustne.
-
@Niewkopomonowanadobrze piszesz po prostu trzeba to zrobić .I też przestrzeni mi brakuje w domu ,muszę wyrzucać rzeczy ,za dużo wszystkiego .aaa powoli wszystko ...
- Dzisiaj
-
AI to błogosławieństwo Nie doceniacie go tylko używacie badziewia
-
A ja kupuję zawsze inny podkład i jakoś jestem zadowolona z każdego.
-
Siedzę na tarasie. Ale tu gorąco. Wrzuć wszystko do pralki, wlej płyn i włącz. Zobacz co się wydarzy.
-
Myślę,że powinniśmy rozbić wszystkie lustra.
-
Lubię gadać z "nienormalnymi", co czyni mnie normalnie nienormalną w tym nienormlanym świecie i robotami z żyłami.
-
Zrobiłam kawe ,posiedzę przy radiu ,jeszcze pranie chcialabym dzisiaj zrobić ,bo długo się zabieram .Coś się nie chce nic .
-
Makijaż? Ja ponoć i pewnie tak, lepiej mi bez szpachly. Ale i tak ją robię, bo jakoś, nie wiem. Chyba pewniej się czuję. Dodać mogę, że mniej tej szpachly, bo ładne mam oczy bez przesadnego ich malowania i nawet jak jestem bez szpachli to się sobie podobam. Jeydnie, co mi się nie podoba to moja skłonność do zaczerwień. Jakby naczynka, albo taka cera. Jestem ciemna i nie wiem, moje brwi są ładniejsze gdy im nadam lepszy kształt. Lubię też eksperymentować itd. Mam dużo malowideł i lubię to robić. I często jest, że mogę codziennie wyglądać jak ktoś inny. Co jest fajne i tyle. Dla mnie. A to, ze babka się pomaluje może ją upiększyć, podkreślić urodę, zakryć coś, albo oszpecić. Różnie. Też zależy od umiejętności malowania i wprawy. Makijaż to głównie domena kobiet i my to lubimy robić. NIe zawsze jest to, że chcemy się podobać. To zależy. A ja mam fajne piegi, no ale podkład to zakrywa. I można sobie namalować wszystko. Nawet gwizdkę z nieba pod okiem eyelinerem. Makijaż dla niektórych jest też pewnym rodzajem sztuki lub pokazania stylu czy osobowości. Takie kolorowe makijaże robię w przypływie euforii i są dosyć ekcentryczne. Ale to taka gadka o mnie. Babki mogą mieć totalnie inne spojrzenie na makijaż. Często makijaż robi się dla mnie wkurzający pod koniec dnia gdzie chcę to zmyć i poczuć krem na skórze. Dlatego dziś się pomaluję. A patrz na Billie Eilish, ona ma jakiś makijaż, ale prawie żadnego. Wygląda przepięknie. Wiem, że się z nią ożenię. To już pewne.
-
Zgadzam się z OP
-
Lato ewidentnie Wolisz jesień czy wiosnę?
-
Kawasaki Zęby naturalne czy sztuczne?
-
Czekolada Język angielski, francuski, hiszpański?
-
Telefon bo chyba droższy Pirania czy krokodyl?
-
John Travolta, Al Pacino, Robert de Niro, Sylvester Stallone etc. Masz ulubiony zespół muzyczny/piosenkarza/piosenkarkę?
-
Pizzę i lazanię Masz jakieś zainteresowania?
-
Tak Lubisz lody na patyku?
-
Komputer i telewizor Masz jakieś osiągnięcia sportowe?
-
Może papieża Leona XIV Pracowałeś/aś kiedyś na działce ogrodniczej?
-
Rozdzielczość / długość przekątnej
-
Najnowsze tematy
-
Ostatnio zaktualizowane
-