Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. Mam nowego laptopa i ma wygodną klawiaturę Nie zawsze, ale często tak. Wtedy są w tym razem. Jeden pije, drugi obsesyjnie stara się to picie kontrolować. Oboje są niewolnikami alkoholu, tylko każde na swój sposób. Nie wiem czy zdarzają się bez traumy. Moim zdaniem zawsze musi się coś zadziać, coś pójść nie tak, żeby pojawiły się objawy. Z pokoleniem to swoją drogą, Ty może jeszcze się na to nie załapałaś (choć może już?), ale żyjemy w czasach, w jakich jeszcze nie żyliśmy. Dzieci od kołyski są uzależniane od mediów ekranowych. Tak jeszcze nie było. Skutki dopiero poznamy. Ale patrz, jednak w twoim pokoleniu taki styl przywiązania chyba nie jest normą. Więc może to jednak nie pokolenie? Jeśli chodzi o związki, to moim zdaniem też przyczyna leży wcześniej. Zdrowa emocjonalnie osoba, ze zdrowym poczuciem własnej wartości i zdrowymi granicami, nie wejdzie w niezdrowy związek, a jeśli już ktoś ją tak zmanipuluje i oszuka, to odejdzie, gdy zobaczy, z kim ma do czynienia. Gdybym ja był zdrowy i normalny to nie interesowałby mnie ten typ kobiet, który mnie interesuje. Interesowałby mnie zupełnie inny, ten który jest teraz dla mnie zupełnie nieatrakcyjny i nieinteresujący.
  3. To że oni się rozstaną to ja wiem, bo ten gość toxic mocno. Natomiast ja to co miałbym niby zrobić później. Przytulić ją? Eee tam. Dla mnie to już zamknięty rozdział mimo że zazwyczaj w przyjacielskich stosunkach żyje z większością ludzi. Konsekwencje swoich czynów się ponosi. Wiec do czego miałaby wracać. Z resztą znając ją, to jej duma by nie pozwoliła się do mnie odezwać. Bo tu też byliśmy podobni niestety
  4. Hm, ja zbieram nudesy. Tylko są obwarowania Że w sensie że zaskakująco prosto siedziałem jak na kogoś tak przetrąconego?
  5. Spokojnie. Wróci. Zawsze wracają. I wtedy to ty zdecydujesz, czy ma do czego wracać. Ona też wróci. Nie da się być wiecznie w toksycznym związku. Zawsze dochodzisz do momentu, w którym jest „albo ja albo on”. I wtedy okazuje się, że nie masz już nikogo, i wtedy próbuje się odnawiać zerwane z powodu czyichś niepewności relacje. Nie da się człowieka zamknąć w klatce wbrew jego woli – manipulacjami, wjazdami na czułe punkty. Trzeba byłoby go schwytać jak małpę, umieścić głowę w imadle i zrobić mu lobotomię. Inaczej dusza zawsze się wyrwie. Czasem to po prostu trwa wiele lat. No, bywa też, że ktoś wykańcza się powoli tak skutecznie, że już nie ma czego ratować. Ale, z mojego doświadczenia, rzadziej niż by się wydawało.
  6. Ale jak na zraniony drób to dzisiaj prezentowałes się ślicznie. No piękny byłeś
  7. a tam takie zatargi jeszcze ze starego miejsca na szczęście nie nudesy
  8. Dziękuję za takie rozpisanie. No jak jeden rodzic pije to drugi jest wspoluzalezniony nie wiem czy mam traumę, moje objawy lekarsko są jako po traumie lub bez traumy też się zdarzają, ale są psychologiczne, nie choroba organiczna. Mój wzorzec przywiązania mógł się wyksztalcic też z czasem, raczej płytkie relacje, ogólnie w środowisku samotna bo takie to czasy i takie pokolenie, związku potem też oba raczej traumatyczne ale to już po moich objawach które się pojawiły;)
  9. TAK Tłum jest żądny szczegółów!
  10. Trzy filmy BARDZO DOBRE - Mechanik - Biegnij! - Herreditary (nie pamiętam polskiej nazwy, ale uwaga dla mocnych widzów w sensie jak ktoś jest wrażliwy na obrzydliwe sceny, z dreszczykiem, czy na horrory to odradzam!! Chyba żaden film mnie nie ruszył bardziej a ogólnie nic nie rusza, nawet serbski film)
  11. Mądre książki mówią, że jeśli jeden z rodziców jest uzależniony (od alkoholu, czy narkotyków, ale myślę że można to uogólnić na każde uzależnienie, spodziewałbym się że mamusie bez końca scrollujące instagrama też mogą mieć szkodliwy wpływ), to dziecko będzie miało deficyty. Ja nigdy nie wiązałem moich relacji z ojcem z jakimiś moimi trudnościami w wieku nastoletnim czy dorosłym. Jedna książka otworzyła mi na to oczy, ale tak naprawdę sam musiałem do tego dojść. Ja nie wiem jak to jest mieć ojca. Obrońcę, który zawsze za tobą stanie, wzorzec męskości, też wzorzec miłości w domu. Gdy nie ma ojca, to matka stara się przejąć jego rolę, jednocześnie dusząc swoją naturalną, subtelną kobiecość, która mogłaby rozkwitnąć przy partnerze, który dawałby jej poczucie bezpieczeństwa – robi tak z konieczności, po prostu nie może być słaba, to są podświadome mechanizmy. I dziecko wyrasta w zupełnie innym wzorcu, niż jest normalny. A komu oceniać… Myślę że nasze objawy mogą brać się z kilku rzeczy – coś się działo (lub zadziało) w dzieciństwie, coś mamy nie tak z głową od urodzenia, albo coś się zadziało strasznego w dorosłości. To ostatnie u ciebie raczej wykluczamy, bo byś chyba pamiętała. Z głową, neurologicznie… no masz AuDHD, ale to nie oznacza PTSD, to są dwa różne schorzenia. Więc moim zdaniem zostaje wychowanie. Moim zdaniem dziecko nigdy nie powinno widzieć rodzica w stanie, w którym ten rodzic nie jest w stanie być rodzicem – czyli pijanego, ale też np. w depresji, w ataku paniki, czy nawet jakimś typowo medycznym ataku (padaczka, hipoglikemia, itd). To zawsze zostawia jakiś ślad. Jeśli jest drugi rodzic, który jakoś to kompensuje i chroni dziecko przed poczuciem porzucenia, strachem, zagubieniem, to super. Ale czasem nie ma, lub drugi rodzic nie potrafi dać takiego poczucia bezpieczeństwa. No i co innego gdy sytuacja zdarzy się raz a co innego gdy się powtarza, gdy jest naszą normą. Coś tam się musiało dziać, Dalilko. Przy czym też nie jest tak, że rodzice powinni być idealni. Nie da się być idealnym. Jest takie określenie jak „rodzic wystarczająco dobry”. Rodzic dość dobry, żeby dziecko wytworzyło sobie ten bezpieczny styl przywiązania (którego ty zdecydowanie nie masz) nawet mimo tego, że czasem coś nie będzie tak, jak w mądrych książkach, i żeby stało się stabilnym dorosłym, zdolnym do budowy szczęśliwego, stabilnego, opartego na miłości, zaufaniu i zdrowej relacji (zdrowemu wpuszczeniu kogoś do swojego świata bez jednoczesnego zatracania siebie) związku.
  12. Raportować też można privy bo tak to nie widzimy
  13. Żebyś wiedział. Właśnie usunęłam bardzo creepy priv
  14. Nastraszyłas że się źli panowie koło domu kręcą, to tatuś pilnuje
  15. Podobno ważna jest też technika i nią można sobie zrekompensować te centymetry. Ale mnie plecy nadal bolą więc nie wiem już sam
  16. "Kto nie ma szczęścia w kartach, ten ma szczęście w miłości" Z pozdrowieniami dla @linka ah ah ahah Dajesz swoje propozycje
  17. Ja jestem wielka jedynie w nomenklaturze kafe, ale przy standardowej zabudowie od razu czuje to w plecach więc każdemu "wielkiemu" polecam zabudowę dostosowana do wzrostu, a nie standard, bo nawet te 2-3 cm robią różnice.
  18. Dzisiaj
  19. No regularnie ale nie codziennie, regularnie ciągi. Tak wiem że kto żyje w patologii uznaje to za normę i to jest jego norma. Ale właściwie komu oceniać gdzie leży norma, jak dziecko od zawsze żyje w "jakims" środowisku to dziecko i jego psychika w nim się odnajduje jest to dla niego znajome i zwyczajne Nie ma u mnie traumy, w tym obszarze też, to zwyczajne smutki były czasami. Niekiedy nie da się znaleźć przyczyny nerwicy i trzeba ja po prostu zaakceptować Tak jak inne choroby
  20. Jezu nie mówię kto co czyta tylko że mózgu kobiet są bardziej artystyczne i częściej humanistyczne a mężczyzn częściej ściśle. Nie wiem skąd te dane ale wiem to bo słyszałam czytałam nie wiem. Do sprawdzenia oks Zresztą wystarczy nawet popatrzeć po uczniach na mat fizach masz jedna dziewczynę w klasie a na humanach jednego chłopaka. To żadne zadziwiające zjawisko, na pewno znajdziesz gdzieś te informacje
  21. I ból pleców też jest przesrany w byciu dużym
  22. Dla mnie najbardziej przytłaczające w dorosłym życiu jest to, ze zaczyna się chodzić na pogrzeby.
  23. Ja też często miałam i mam wrażenie, że przez roztargnienie wzniecę pożar albo spowoduję zalanie, nie zamknę drzwi, nie włączę alarmu itp (w bloku zdarzyło mi się zostawić klucze w zamku drzwi na zewnątrz) co oczywiście jeszcze spotęgowało te natrętne myśli więc to duszenie jest mi nawet na rękę, bo mocno swieczkowa nie byłam.
  24. Cóż...może ciężko aby ją nazwać dosłownie przyjaciółką ale dla tematu nazwijmy ją tak. Zawsze lubiła się mnie poradzić, coś dopytać, zawsze pisała czy idziemy z psami na spacer itd. Wiecie bardziej taka relacja sąsiedzka ale z tym klimatem bardziej przyjacielskim. No można powiedzieć, że we mnie bardziej widziała przyjaciela niż ja w niej ale można powiedzieć, że zawsze byłem dla niej jakimś oparciem, to na imprezy chodziliśmy, to zawsze mieliśmy głębsze rozmowy. Do czasu aż pewnego chłopa z Warszawy poznała. Wiecie ja ją trochę rozumiem bo wcześniej za każdym razem miała nieudane związki z facetami ale...po tym facecie z Warszawy całkowicie się zmieniła. Jak już sie widzieliśmy to tylko przypadkiem na spacerze z psem, były oczywiscie randomowe rozmowy ale...jakby trzymane z dystansem. Z resztą to wyszło z wora, że jej chłop zakazał jej rozmawiać z innymi facetami i "innymi przyjaciółmi" bo się czuł zazdrosny a, że ona była w pewnym sensie zdesperowana, że jej sie w końcu jakis chłop trafił, no to uznała to za znak święty. I tak mniej, więcej od roku jest. Można to uznać jak jedno zdarzenie, potrafi pewną ość życia wywrócić do góry nogami i jak łatwo istota ludzka potrafi zmienić swoje zachowanie z dnia na dzień z tygodnia na tydzień
  25. Wczoraj
  26. W sumie to z takich naprawdę przyjaciół to raz taką sytuację miałem, że mnie ktoś zawiódł. I to w podobny sposób co już tu była poruszana historia. Wieloletnia przyjaciółka "z reala" z którą wiele przeszliśmy. Łącznie z tym, że mieliśmy wspólnych znajomych, wspólne zainteresowania, identyczne poczucie humoru i pisaliśmy lub gadaliśmy prawie codziennie a i przez rok nawet pracowaliśmy dla tej samej firmy. No dużo nas było w swoim życiu. Ale była taka niewidzialna granica której nie przekraczaliśmy. Więc nigdy nic więcej nas nie łączyło. Bo poznaliśmy się jak i ona była zajęta i ja. Także naturalnie wyszło, że nigdy nie byliśmy parą, ale przyjaciółmi. I to było super. BTW nie ma lepszej skrzydłowej na podryw niż ładna kobieta obok kibicowaliśmy sobie wzajemnie w podbojach No a później i u mnie rozstania i u niej. Ja też wyjechałem do innego miasta więc trochę kontakt w realu rzadszy. Ale trafiła niedawno na gościa, przy którym się zmieniła o 180 stopni i... nie może się już ze mną kolegować xd Typek tak ją urobił, że zniknęła prawie z dnia na dzień z mojego życia. Ba, nie tylko mojego ale nawet wspólnych znajomych. Nawet pare dni temu nasza wspólna znajoma opowiedziała mi podobną historie. No fatalnie. No także tak. Zghostowała mnie moja własna i osobista przyjaciółka. I to w sumie taki jeden duży zawód. Tak to normalne sytuacje były jak wszędzie. Ale przyjaciół to ja nie mam wielu. Powiedziałbym nawet, że oprócz niej został mi tylko jeden. Ale mieszka nad morzem i nie często się widujemy. Dlatego ta strata akurat zabolała i nie rozumiem kompletnie. No ale co zrobić. Jak są szczęśliwi to chuj z nimi
  27. marra

    Fizyka

    Posłucham tamtego, ale nie dzisiaj... ten mi się wyświetlił A trochę wcześniej ten Uciekam spać.
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×