-
Postów
422 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Nie lubię świtu
-
Zaglądam co 3 czy 4 lata, raz na jakiś czas, po mojemu to od dawna, wzajemnie pozdrawiam
-
Dzięki ^^
-
Pewne braki u faceta, a związek z kobietą.
Nie lubię świtu odpowiedział(a) na Śmojda temat w Psychologia
Na mnie działa dość prosta rzecz, ścigam się ze sobą a nie z innymi, dobrze mi z tym więc polecam innym i rozumiem, ludzie się różnią ale co mam proponować skoro akurat to mi siadło:p -
Jestem Piter, trochę choruję a trochę daję sobie radę. Na forum zaglądam od bardzo dawna, z taką częstotliwością, że za każdym razem to inne miejsce, nigdy się nie udzielałem, ale brakuje mi ludzi to wybrałem sobie was Prośba do administracji żeby włączyć mi wiadomości priv, już mi zarzucono emocjonalny ekshibicjonizm Pozdrawiam wszystkich
-
Pewne braki u faceta, a związek z kobietą.
Nie lubię świtu odpowiedział(a) na Śmojda temat w Psychologia
Nie pisałem o samochodzie, czy dostosowaniu się do mainstreamu co to wciąż goni za czymś. Nie to miałem na myśli, mnie po prostu tak się kalkuluje, że jeśli ogarniam siebie, przynajmniej staram się to robić, to mam czyste sumienie wobec bliskich ale także wobec mnie samego, no może mniej obciążone bo nie zawsze mi wychodzi x) a co do ludzi którzy nic nie muszą, to rzadko się zdarza, że żyją wolni i spełnieni, najczęściej to się słabo kończy. Nie zgadzam się z Tobą ale szanuję Twoje zdanie, pozdrawiam -
Tak, trochę Ciebie można tu odnaleźć:p
-
Nie wiem, podejrzewam po śladach. Dobrego dnia
-
To jest nieprzysiadalność^^
-
https://youtu.be/q4AI_BpUcDA?is=W9sx2Hq4YQGbIUwq
-
Już wyczytałem, dziękuję ( u mnie był to dzień, o lęku nic nie powiem, od dawna nie mam z nim problemów ale na depre jest spoko, tyle, że zaznaczam, ja jestem w tym nowy, od wielu lat mam jednego psychiatrę z którym dobrze mi się współpracuje, jak się zrąbało w życiu momentalnie zadzwoniłem i nawet dobrze pocierpieć nie zdążyłem
-
Dzięki, nie można i do Shadow'a, nowy użytkownik sprawdził
-
Co jest że mną nie teges, nie mogę napisać na priv, ajuto
-
Bywało, że rozmawialiśmy na temat, ale masz rację stanie się wedle życzenia szanownej gospodyni
-
Większość kariery zawodowej spędziłem za biurkiem kierując autokary z ludźmi w różne strony Europy, od 2 lat kiedy na dobre wróciłem do żywych robię ludziom domy, rękoma żeby było jasne na architekta/inżyniera już za późno. Kiedyś uwielbiałem czytać, później przez kilkanaście lat nie mogłem się do tego odpowiednio wyciszyć, tra dże dy, z czasem pojawiły się audiobooki, YT, Spotify, podcasty, aktualnie wracam do tradycyjnej książki. Chyba nigdy nic sensownego nie napisałem x) umiem dobrze mówić, trochę rozmawiać, więc znośnie komunikuję się za pomocą tekstu. Btw co Cię interesuje na YT, wspominałaś, że aktywnie poszukujesz, może coś podbiorę albo podrzucę.
-
Tak czułem z tą samodzielnością emocjonalną, cholera wie czy jest już duża ale dojrzewa; buty zrób, choć już się domyślam; spodenki noś (ja też bym nie chciał żeby ktoś oglądał moje majty i też zakładam spodenki ); zwrócił ; co ja widzę w Twoich oczach hmm... uważność, ale... - zwykle jestem hej do przodu jednak boję się zbyt pewnie interpretować, te oczęta sprawdzają to na co patrzą, swoje waży to spojrzenie, bawi i przestrasza, nie wiem czy tumani:p Daruję sobie jasełka, coś Ci powiem o ich kolorze ekhm "...oto w chłodny dzień ocalała zieleń ze zmarzniętych drzew..." I właśnie tak powstał czokapik
-
Zaburzenia lękowe, czy to aby na pewno, to? Proszę o pomoc!
Nie lubię świtu odpowiedział(a) na LilyOfTheValley temat w Nerwica lękowa
Nie wiem czy podobny ale miałem etap kiedy przestałem pracować, to był pik mojej własnej nerwicy, nieustające napięcie które doprowadziło do somatu z jakim nie byłem w stanie funkcjonować. Było mi strasznie, kiedy zacząłem dochodzić do siebie, nie chciałem być niczyim ciężarem, zawsze chciałem maksymalnej samodzielności a zarabianie pieniędzy to przecież taka podstawa. Zresztą, praca to nie tylko kasa, to swego rodzaju higiena ciała i umysłu, człowiek nie jest się w stanie zająć tylko rzeczami złymi lub dobrymi, robota to dobry reset, przynajmniej w moim przypadku. Najbardziej zgubny był ten somonapędzający się mechanizm: jestem chory, niezdolny jestem niczym - ergo jedno nasila drugie. Co pomogło? Terapia, leki - miejmy to odwalone - później analiza procesu jakim jest dla mnie szukanie pracy i same jej wykonywanie, uznałem, że najwyżej się nie nadam i mnie wyrzucą, zamknę drzwi i zaraz nikt nie będzie pamiętał, pomogła mi też pewna osoba którą złapałem za spódnicę w jej własnej pracy, żeby na początku wychodzić z domu, później udawać, że pracuję a na końcu pracować. Koniec końców wziąłem telefon i zadzwoniłem do znajomego czy może nie przyda mu się jakaś pomoc w firmie, super się zaprezentowałem (pamiętam tylko że gadałem o swoich minusach, musiałem mu wszystko wyśpiewać żeby mieć czysciutkie sumienie) i na drugi dzień byłem w pracy, to na próbę, to na zobaczymy to na stałe. Czym jestem starszy tym bardziej wierzę w najprostsze prawdy - chcesz iść do pracy to do niej idź, pójdź i pobądź, w jednej nie będą zadowoleni, w drugiej nie będziesz zadowolona Ty a w trzeciej po paru latach przyjdzie Ci refleksja, że jeszcze 5h do końca i z czego było kiedyś to wielkie halo i tak słabo płacą a koleżanka obok to tępa dzida co Cię tylko wk***ia. Choć zawód można też polubić:p Oczywiście to nie jest szczególnie zachęcające, ale skuteczne. No i podkreślam, sam miałem etap kiedy nie było możliwe najmniejsze nawet działanie i musiałem się podleczyć, żeby móc zacząć. Trzymam kciuki, cokolwiek postanowisz -
Słuchać słucham ale to czy się zasugeruje to już inna historia:o Co do Twego słuchania to odnoszę wrażenie, że przechodzisz taki etap kiedy chcesz i zaczynasz słuchać siebie samej (mam na myśli historie o kontaktach z ludźmi, konwenansach, wyglądzie czy wewnętrznym dialogu który ze sobą prowadzisz na tematy wszelakie), spoko to jest, jestem pewien, że samej Ci ze sobą dobrze bądź przynajmniej lepiej, fallow the inner voice nawet nie ograniczałbym tego do Junga i teorii cienia, raczej wybrzmiewa z tego całe "ja" człowiek zbliża się wtedy do zupełności, harmonii. Moda i brwi hmm, no są co do brwi to preferuję te naturalniejsze, grubsze, gęstsze no taki max to Gośka Socha - jednak to dobrze jak baba czy chłop mają po parze brwi a nie jakiś monoline na wale nadoczołodołowym rodem z doliny Neandertal a moda, mieszać trzeba, jeno z umiarem, płetwy do kościoła, gniazda z ptakami na głowie to nieee, wszystko w granicach rozsądku. Pielęgnacja koreańska, google poszło w ruch, znam etapy takie jak: demakijaż - stan permanentny oczyszczanie twarzy i peeling. Lubię mieloną kawą się ubabrać i umyć, ładnie pachnie, czyści jak calgon i nawilża skórę, tylko wtedy czuję się natłuszczony x) a zarazem czysty; dobra, dosyć tego pisania, to ostatni akapit który kończę, choć nie jest ostatni w kolejności i czytając "10 krem z filtrem UV" przeczytałem krem z fiu**mi UV, dosyć pozdrawiam Baleriny ale glany, mózg rozjebany A sukienki są spoko i nieco wygineły, szkoda. Lubię patrzeć na was kobiety w sukienkach, jest w tym coś lekkiego, kobiecego, efemerycznego... I bez podtekstów, skończyłem z tym w przedszkolu, bóg zna moje grzechy i pamięta te fruwające spódniczki, naoglądałem się Gigi La trottola i byłem po złej stronie mocy nie żałuję, koleżanki się śmiały i było pięknie.
-
Nooo to tak, ojciec mój, człowiek w kryzysie wieku średniego od kiedy pamiętam, zaproponował wypad na deskę/narty, dopiero się uczył, był mega zajarany: jedziemy będzie dobrze, wypożyczysz sprzęt, weźmiesz lekcję i jazda... No dobra, to co, że nie mam o tym pojęcia, to co, że pewnie nie mają na moje nogi rozmiaru wiązań, wio. Po przekopaniu całego magazynu wypożyczalni, znalazły się jedne (wspomniane wiązania), właśnie na deskę, deska też się znalazła, czarna z mega czachą jakiś czas później stałem na szczycie (szczyt jakieś 30 metrów) trasy do nauki jazdy, trasie zakończonej, krótszą, ogrodzoną kolorową wstążką, traską... Szkółka jazdy dla kaszlaków ja, czacha, wiatr we goglach i przestraszony instruktor, on już biedny wyczuł psychopatę, coś tam gadał: wstawanie, hamowanie skręcanie, siadanie... Ja sobie wstałem, kierunek na dół i heja, te pierwsze 20 metrów chujowo ale stabilnie, później wstążka, migające dzieci, ogrodzenie i rów. Mnie się podobało ale wiązaniom i przedstawicielom władzy na stoku już mniej, deska przeżyła. Później stary postanowił zaatakować tamtejszą czarną trasę, że niby dla prosów i wypierdzielił na jakiejś hopce aż czapkę z denka zerwało i o tak, tata ma dziś fazę na lotnictwo, lata na prześcieradle ze śmigłem a ja biorę leki i chce żyć, także nasza historia o bombardowaniu ruskich pozycji na froncie to wątpliwa, choć nie niemożliwa pieśń przyszłości
-
Verinia ciekawie o sobie mówi, jest w to zaangażowana, jakby miała takie "ekstra, jak by to podkreślić, pokazać innym co widzę i czuję" taki sposób odbioru świata mi pasuje, może jest w tym coś znajomego, nie wiem. Was, "aktywnych forumowiczów" - też lubię, nie pamiętam co Twojego ostatnio czytałem Dalila ale skończyło się jakąś wizualizacją w stylu: jadę z Tobą autem jako pasażer, wszystko trzęsie się jak w hinduskiej taksówce, łapiesz się uchwytu a to laska dynamitu itd, no jest trochę chaos jest także zabawnie i śmiesznie ale trzeba uważać co się do Ciebie mówi, tak żeby nie musieć nagle wysiąść, gdzieś w szczerym polu:p koniec projekcji. A no i wracając, to trzeba Verinii oddać jej oczy, "te oczy"... Nie będę kłamał
-
Nie lubię świtu ma około 20 lat, Onet ale pokoju nie pomnę, coś z psychologią. Szczerze, nie lubię kiedy robi się rano i kończy się ta niespieszna, spokojna pora, światło rzadko jest wtedy przyjemne, przejaskrawione (chyba że w słoneczny dzień ), trzeba podnieść głowę znad książki, zatrzymać film czy audiobooka albo wracać do domu. Lubię dzień, ale świtu nie; dziewuchy zawsze go lubiły, to takie proste i ok, cieszę się, że jest mój.