Magdalenkaa
Użytkownik-
Postów
123 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Magdalenkaa
-
Pytałam Was o to, bo ja nie wiem czego się spodziewać. Kiedy będę mogła stwierdzić, że leki wreszcie działają. Na razie budzę się rano z lękiem, po tabletkach na uspokojenie jest lepiej, ale nie chcę ciągle na nich jechać, bo po nich jestem bardzo śpiąca. No i pełne działanie osiągają dopiero po około 3 godzinach. Moje ostatnie dni to bardziej wegetacja niż życie, irytujące..
-
Ja tak bardzo liczę na leki w tym momencie, bo chcę funkcjonować, a zauważyłam że robię kroki w tył ciągle. Zaczynam unikać coraz częściej miejsc, w których miałam ataki. Wyjście z domu = katorga, serce chce wyskoczyć przez gardło ze stresu. A na terapię jeszcze muszę czekać, byłam na dwóch pierwszych spotkaniach z terapeutką, jeszcze dwa takie będę miała no i dopiero zacznę terapię, czyli w czerwcu jakoś, bo w międzyczasie ona ma urlop.. Chcę do tej pory jakoś żyć, ale coraz więcej przeszkód sobie podświadomie tworzę. Wstaję nakręcona już. A od poniedziałku do pracy, nie wiem jak, ale muszę.
-
Dzień szósty na 20mg prawie za mną, niestety też wspomagałam się tabsem uspokajającym. Udało mi się jechać do pracy, mimo ataku tuż przed wyjściem - to mój dzisiejszy sukces chyba. Jednak moja głowa i myśli ciągle wybiegają w przyszłość.. Więcej negatywnych myśli niż pozytywnych, dalej niewiele wiary w to, że lek zaskoczy. Dobijają mnie ciągle nawracające somaty, jest okres czasu gdy to są głównie zawroty głowy, innym razem puls, ciśnienie, jeszcze innym nerwobóle w głowie i pieczenie w klatce, średnio co tydzień jest rotacja Jest w ogóle szansa, że po paro te lęki znikną całkiem? Czy tylko będą pojawiały się z mniejszą częstotliwością? Jakie macie/mieliście odczucia?
-
Dzień 5 na paro się kończy, więc mogę napisać - to był kiepski dzień Cały dzień zmagam się z kołataniem serca, pieczeniem i bólem w klatce, ogólnym niepokojem w środku. Miałam drugą rozmowę z moją przyszłą terapeutką - uspokoiła mnie, ale wróciłam do domu, zmorzyło mnie, przespałam się 2h. Wstałam i od nowa jazda.. aż do teraz. Kolejny wieczór łykam tabsa uspokajającego. Nie wiem czemu - odczuwam to jako moją porażkę, że sobie bez nich nie radzę. Chyba byłoby mi łatwiej pogodzić się z tymi zaburzeniami, gdybym była całkiem zdrowa fizycznie, a nie jestem. Przez to chyba strach i frustracja mimowolnie się potęgują.
-
Ja się chyba denerwuję, bo 4 tygodnie brałam 10mg i żadnej poprawy, a teraz piąty dzień na 20mg. Niby lepiej, bo pół dnia było ok, nawet sama chciałam na spacer iść, a wieczór.. no cóż.. Wiem, muszę być cierpliwa.. Po prostu ostatnie tygodnie są paskudne, odebrały mi całą radość z życia. Ja teraz też siedzę z zaciśniętym gardłem i kołataniem serca, ale wzięłam lek pomocniczy więc za jakieś 2h pewnie odlecę, bo mnie uśpi. I dobrze.
-
Dzień piąty na paro. Zauważyłam, że spadki nastroju i lęk atakuje głównie po około 3h od wzięcia tabsa, jak to zwalczę, to jest już w miarę ok. A co do dnia? Było elegancko, do teraz. Jestem wściekła, nie umiem zaakceptować tego, co się ze mną dzieje. Cały dzień miałam spoko, nawet byłam z narzeczonym na spacerze, było fajnie, dobry humor. Potem godzinna drzemka po południu, wstałam z bólem głowy i miałam teraz spontanicznie znów wyjść spotkać się z przyjaciółką - wymiękłam. Zeszłam na dół, po paru krokach lęk mnie pokonał i wróciłam do domu (oczywiście już jest lepiej). Jutro muszę wrócić do "normalnego życia".. Przerażona tym jestem. Eh.. Nie wiem, jak pozbyć się lęku przed wychodzeniem, to chyba jest najgorsze.. I to samonakręcanie się.
-
No i cóż, dzień był fajny tak do 16, nawet miałam fajny humor, pierwszy raz od dawna. Niestety wydarzyła się sytuacja, która mnie przerosła. Miałam jechać w miejsce, które mi się źle kojarzy, no i przepadłam. Wróciłam do domu, poddałam się. Jestem na siebie zła, nie potrafię dostrzec małych sukcesów, że pół dnia było fajnie, widzę tylko porażkę która odniosłam kilka godzin temu.. Irytujące. Ogólnie paro próbowała chyba znów mi psikusa zrobić i przebijać się przez moje myśli, szukać samych negatywów, ale wtedy to jakoś opanowałam. Może to oznacza, że coś się zmienia? Cholera wie.. Boję się pomyśleć, że będzie dobrze, bo znów mogę się rozczarować.
-
Wczorajszy dzień, do około 12 kiepski, ból głowy i ogólne napięcie, potem kilka godzin przespane i było już lepiej, nawet udało mi się wieczorem wyluzować i mieć dość pozytywne nastawienie, a to już sukces. Dziś 4ty dzień, podczas łykania tabletki odczuwalny stres, ale zobaczymy za parę godzin jak to będzie. Ciężka ta walka z samą sobą
-
Nie wiem, czemu moja lekarka tak robi, ale może dlatego że to dopiero moje początki z tego typu lekami, nie miałam z nimi wcześniej do czynienia, cholera wie, próbuję sobie wmówić że to co się dziś ze mną dzieje, to przełomowy moment i zaraz nadejdzie ta moja wyczekiwana chwila ulgi, może złudna nadzieja ale co więcej mi pozostało
-
Wiem, jednak w momencie tego chaosu w głowie, totalnie nie myślę trzeźwo. Aż strach, co jutro mnie czeka. Kurcze, no teoretycznie nie jest to problem, wziąć zwolnienie, boję się jedynie, że jak zamknę się w domu nawet na tydzień, to będzie bardzo ciężko z domu potem wyjść. Bo to teraz już sprawia mi kłopot.
-
Też się dziś lekiem pomocniczym ratowałam, ale nie spodziewałam się że może być tak ciężko.. Ja myślałam, że już "dno" osiągnęłam, a to co dziś miałam w głowie, taki kosmos i syf, że mnie to przerosło. Miałam w pewnym momencie myśli, że nie chcę żyć, bo taki hardcore w głowie miałam. Pierwszy raz.. Przerażona jestem, że to może wrócić. Czy to może oznaczać, że lek się w końcu wkręca i zaczyna działać?
-
Ja dziś drugi dzień na 20mg i jest hardcore.. Wstałam ogólnie lewą nogą i po około 2 godzinach zaczęło się piekło. Nie wiedziałam, że mam takie demony w sobie. Miał ktoś przy zwiększaniu dawki takie jazdy? Tak, że strach i lęk rósł niesamowicie w siłę i myśleliście, że na prawdę zaraz oszalejecie? Jak sobie z tym kuźwa radzić..
-
Ja właśnie z tym serduchem sobie nie radzę ostatnio, każde mocniejsze bicie, bądź delikatnie szybsze niż zwykle, przeradza się w panikę i tętno rozkręca się do 150. Niestety skupianie się na oddechu nic nie daję, szukam dalej innego sposobu. Ale super, cieszę się, że widzisz zmiany na lepsze trzymam kciuki, oby tak dalej
-
A tak w ogóle, mogę się spodziewać skutków ubocznych podczas zwiększania dawki ? Nie miałam ich zbytnio na początku brania leków. Ale jutro wskakuję z 10mg na 20mg i ciekawi mnie to. @Szczebiotka wzięłam lek pomocniczy, w najgorszym momencie mojego ataku przy pulsie koło 150, i wiesz co? zadziałało.. Polecam spróbować mimo wszystko, ja już stwierdziłam że uj tam.. zejdę, to zejdę.
-
Tak, świeżynka. Jeszcze nawet lek nie zaczął działać. Jestem tylko zła, bo pozwoliłam sobie zafiksować się na punkcie jedzenia.. Te skoki ciśnienia są nie do wytrzymania, to mija po 15 minutach, ale przez ten czas przechodzę istny koszmar. A niestety leczę się na nadciśnienie więc strach jeszcze większy Chcę dać szansę paro, po tym co wyczytałam, jak ludzie go chwalą jeśli o działanie chodzi. Więc mam nadzieję że nie czeka mnie trzecia zmiana leku w ciągu zaledwie 2 miesięcy Nie po to przechodzę katorgę przez ostatnie 4 tygodnie, żeby tak szybko się poddać.
-
Ja jutro idę na wizytę kontrolną, ciekawa jestem co usłyszę. Równy miesiąc dziś stuknął, 0 zmian dalej. Na razie jestem zafiksowana na punkcie jedzenia, że bardzo skacze mi puls i ciśnienie po posiłku, co równa się zaraz z atakiem lęku i nie bardzo chce jeść. Mimo że lekarz domowy powiedział mi dziś, że to nie ma żadnego połączenia, to i tak jest do dupy. Także no.. trzeba naprawić głowę. Cudownie
-
Meliska mi towarzyszy od dobrych 3 miesięcy już, codziennie 2 kubki piję, uzależniłam się od niej chyba już A co do leków, ja sobie od dobrego tygodnia powtarzam, że "jutro" w końcu wezmę ten pomocniczy, żeby sprawdzić jak działa. Yhy - ani razu tego nie zrobiłam. Nad pierwszą tabletką paro też 'modliłam' się dobrą godzinę, zanim łyknęłam.