Ja kocham górki,ale latem. Włóczyć się po nich, coś wspanialego.Ale pierwsza "wycieczka"byla w trampasach i przyglądałam się ludziom jak oni ubrani.Zrozumialam to wieczorem ,jak mnie stopy bolały,i obtarcia na nich.Z czasem skompletowalam sobie swoje ciuszki na gorskie wędrówki.Wygodne buty,kurtke i zawsze dużo wody.
Kupilam sobie nawet kijki,bo daja ulgę stawom kolanowym,zwlaszcza przy schodzeniu.Szanuje góry,bo potrafią byc niebezpieczne,wystarczy zmiana pogody.Kiedys przeżyłam burze na zboczach góry.To bylo straszne ,i wspaniale przezycie zarazem.Po tej ulewie schodzilismy ślizgając się na glinie i splywajacej wodzie.Dla mnie to super adrenalinka . Spływ pontonem,kajakiem to juz byl hardcore Ale w górach nie mozna sie nudzić.
Dlatego ja też rozumiem tą pasje i miłość do gór tych wspinaczy,to jest jak uzależnienie.Dziwi mnie tylko , że oni robią to w warunkach bardzo ciężkich dla organizmu (,gdzie powietrze jest juz prawie bez tlenu,mimo że są przygotowani ,to jednak wiedzą jakie ryzyko podejmują i co może sie zdarzyć.Mimo to wchodzą.No nie wiem czy podziwiać czy wręcz przeciwnie.Moze im trochę zazdroszczę.
Dokladnie, też tak uwazam.