Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Zed

Użytkownik
  • Zawartość

    98
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Zed

  1. Specjalnie założyłem ten wątek tutaj, bo nie wiem, gdzie pasuje, i nie wiem, czy dotyczy on zaburzenia, czy nie. Chciałbym prosić o Wasze opinie dotyczące tego, co napisałem. Sprawa dotyczy szeroko rozumianej umiejętności podejmowania zatrudnienia a raczej spory brak tych umiejętności. Chodzi ściślej o to, co ja nazywam totalną niechęcią do wszelkiej rutyny, powtarzalności, złego samopoczucia kiedy trzeba spędzać ileś godzin w pracy, której się nie lubi lub która zabiera wiele godzin i kiedy nie ma się w takiej sytuacji za bardzo czasu na inne rzeczy, poza tymi podstawowymi czyli szybkie zakupy, jeden dzień wolny max itp. Generalnie chodzi o to, że nie potrafię ułożyć sobie życia zawodowego. Nie dlatego, że uważam samą pracę jako coś złego, ale dlatego, że moje zainteresowania czy kierunki, w jakich chcę podążać są dość mocno sprzeczne z szeroko rozumianym rynkiem pracy. Dodatkowo, a może przede wszystkim nie umiem pogodzić się na takie coś, żeby mieć jakaś pracę a po pracy realizować to, co mnie interesuje i gdzie znajduję ujście dla swoich umiejętności i predyspozycji. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że jako tzw. dusza artystyczna w większości prac się po prostu nie odnajduję. Nie mam predyspozycji do wykonywania zawodów technicznych, ścisłych, związanych z szeroko rozumianą informatyką czy handlem, ani do prac fizycznych. Po drugie, podejmowałem już próby tego typu, i niestety ale zawsze szybko rezygnowałem, głównie z tego powodu, że praca taka zajmowała mi zbyt dużo czasu i po niej nie miałem już ani sił ani czasu na robienie innych rzeczy (chodziło o dojazdy lub o to, że wykonywałem zajęcia totalnie nie związane z moimi umiejętnościami i bardzo szybko wypalałem się). Powoli dobiegam 40tki i znajduję się w punkcie, gdzie nie mam ani stałych zarobków (pracuję jako freelancer), nie odprowadzam składek emerytalnych (najczęściej pracuję na czarno, poza tym nie stać by mnie było na płacenie ZUSu w wysokości 1300 PLN/miesiąc), nie mam zbytnich perspektyw na to, aby to czym się zajmuję stało się przyszłościowe (tutaj sporo mógłbym powiedzieć, ale chodzi głównie o to, ze dziedzina, którą się zajmuje jest niszowa i będzie nią coraz bardziej). Z wymienionych powodów od kilku ostatnich lat coraz częściej zmagam się z mocno obniżonym nastrojem, zahaczającym o stany depresyjne (na szczęście nie s ą one jakieś silne, ale jednak są i pojawiają się coraz częściej). Łatwo wpadam w irytację i złość, na czym cierpią moje kontakty towarzyskie. Domyślam się, że spowodowane one są moją sytuacją ale niestety nie za bardzo widzę tutaj jakąkolwiek możliwość zmiany. Jak wspomniałem, u mnie zmiana zawodu jest o tyle ciężka, że ja nie potrafię zgodzić się na pójście do tzw. normalnej roboty, bo raz, że będzie mi ona zabierała mnóstwo czasu, dwa że robienie czegoś nie związanego ściśle z tym, co mnie interesuje, w czym czuję wenę zawsze bardzo szybko powoduje stany depresyjne i ogólnie złe samopoczucie, nie mam nad tym kontroli, po prostu moje wnętrze tak działa a nie inaczej). Perspektywy na znalezienie pracy związanej ściśle z tym, co potrafię i w jakim kierunku chciałbym iść dalej zawodowo są dość marne (albo przynajmniej ja ich nie dostrzegam). Próbowałem zasięgnąć opinii na ten temat u psychologa, ale niestety oni w ogóle nie rozumieją chyba tego, o co mi chodzi. Proponowali mi terapię poznawczą a mnie nie chodzi o coraz głębsze poznawanie siebie, tylko o doradzenie, co można w takiej sytuacji zrobić. Spróbowałem tez wizyty u tzw. coacha ale tam to już była totalna porażka, bo ta osoba chciała mnie pokierować w stronę mainstreamu, wejścia w obecny rynek pracy nastawiony na konsumpcję, oczekiwania ,,pospolitego" klienta a ja od początku zaznaczałem, że to nie moja droga. Lipa jednym słowem. I teraz mam pytanie: czy ja cierpię na jakąś formę zaburzenia czy po prostu problemem jest u mnie zwykłe niedopasowanie do rynku pracy (przyczyny mogą być różne, od wychowania, poprzez masę innych rzeczy, których chyba nie ma sensu wydobywać bo to nie zmieni mojej sytuacji raczej).
  2. Zed

    Problemy z dopasowaniem do rynku pracy

    No to nie wiem, ja nie miałem nigdy takich problemów, po prostu nie chciałem zapierdalać tak, jak zapierdala się w Polsce, dlatego wyjechałem i jest super. Za granicą można znaleźć pracę o wiele łatwiej i to związaną z tym, co się lubi nawet. Rynek jest prężny, ludzie mają inne podejście, są otwarci i nie ma tego buractwa co w PL.
  3. Zed

    Problemy z dopasowaniem do rynku pracy

    Pisz, będziemy mieli bekę z odpowiedzi tych ,,normalnych" :). Swoją drogą, w PL to rynek jest niedostosowany do potrzeb ludzi. Pozdrawiam z UK.
  4. Zapotrzebowanie na bydło gotowe do zarżnięcia jest zawsze :).
  5. Daj sobie spokój. Sam widzisz, że tu nie ma z kim gadać. Sama dzieciarnia.
  6. Też o tym myślałem ale sytuacja na polskim rynku pracy jest taka, że na 10 nowo otwartych firm 8 lub 9 upada i to nie ze względu na to, że ludzie ją prowadzący nie umieją przebić się na rynku, tylko że rynek sam w sobie jest zapchany usługami, głównie dużymi firmami i korporacjami typu wielkie powierzchniowe sklepy, które oferują towary po dużo niższych cenach. Plus kolesiostwo, zmora polskiego biznesu bez którego nikogo nie poznasz i w żadne układy nie wejdziesz. A i trochę też ze względu na przyzwyczajenia polskiego konsumenta, który przez lata nauczył się kupować tańsze zamienniki produktów i który nie kupuje tych lepszej jakości, nawet, kiedy ma na to pieniądze. Ale trzymam kciuki, może Tobie się uda,.
  7. Błąd. Świetnie się bawię w tym momencie.
  8. Mają problemy z przebiciem się przez ciemne masy :). Jaśnie oświeceni pisze się z osobna BTW...
  9. Nie, wystarczy, że przeczytałem Twój ostatni i szybko zrozumiałem, że poświęcając czas komuś takiemu, jak Ty to strata czasu i energii.
  10. Zed

    jestem

    Wybacz, ale nie mogłem się powstrzymać :). Ćwiczę sarkazm przed wyjazdem do UK. Tam uprawianie tego rzemiosła i umiejętność śmiania się z własnych błędów uchodzi za sztukę.
  11. Między innymi dlatego w Polsce jest tylu sfrustrowanych pracowników, bo chyba jest logicznym, że skoro w pracy panuje chujowa atmosfera to nie chodzi się do takiej pracy z chęcią a jej efektywność znacznie spada. Widzę, że ciemnogród ciągle króluje w umysłach większości ludzi w tym kraju, więc jak ma być inaczej? ....
  12. No to startuj :). Bo póki co argumentami w żadnej dyskusji nie zabłysnąłeś, więc teraz masz niepowtarzalną okazję, aby coś wnieść od siebie.
  13. To kiepsko idzie Ci wyciąganie wniosków, ale to już nie mój problem. Nic nie poradzę, że większość ludzi śpi i ma czelność krytykować tych, którzy z tego snu się obudzili. I poradziłem sobie z nimi. Wyjeżdżam z wielkim poczuciem ulgi.
  14. Bo to jest Polska i polskie traktowanie pracownika jak kogoś, kogo można zbesztać i zniewolić. Zero szacunku. Dlatego ja w ogóle nie szukam pracy (wyjeżdżam do UK w październiku na stałe) bo polski rynek pracy to jakaś kpina. Plus ZUS, który nie dość, że zabiera lwią część zarobków, to jeszcze nic nie daje w zamian.
  15. Zgadza się. Ale niekoniecznie trzeba iść do pracy w korpo i sprzyjać konsumpcji. Ten system działa na takiej zasadzie, że im więcej gadżetów, rzeczy chcemy, tym więcej musimy ich produkować, i tym dłużej musimy pracować. A prawda jest taka, że 90 procent z tych rzeczy jest nam absolutnie niepotrzebnych a kolejne 10 procent, gdyby ludzie chcieli naprawdę równej dystrybucji dóbr i wolnego handlu, mogłoby być wypracowywane na dużo wydajniejszym i o wiele mniej stresującym poziomie. Ale ludzie nie chcą tego, wolą żyć iluzją, kupować sobie coraz to nowe ciuchy, telefony, samochody a ktoś na to musi przecież pracować. Nie jest zła, daje satysfakcję? O czym ty mówisz? Ci pozornie szczęśliwsi ludzie to docelowa grupa psychiatrów przepisujących miliony tabletek na różnego rodzaju schorzenia, odsetek samobójstw wśród ludzi bogatych jest niewspółmiernie wyższy od tego w innych środowiskach. Nie wspominając o tym, jak ci ludzie traktują resztę i jak mają wszystko w dupie poza czubkiem własnego nosa. O tym, jakimi mechanizmami posługują się korporacje i co za ich sprawą dzieje się na świecie nie wspomnę. Może wy macie problem w was samych, ja nazywam rzeczy po imieniu bo to jest sytuacja analogiczna do tej, w której kopanego obwinia się o bycie kopanym. A depresje, nerwice biorą się wyłącznie z jednego i tego samego problemu: braku miłości, akceptacji, szukaniu szczęścia w różnego rodzaju substytutach, tych materialnych i podbijających ciągle głodne ego przede wszystkim.
  16. Jak uważasz za dobrą pracę zapierdalanie w korpo to gratuluję wyboru, bo trzeba być bezdennie głupim, aby zostać niewolnikiem na własne życzenie. Rynek pracy już teraz przypomina Matrixa, starch pomyśleć, co będzie za kilkadziesiąt lat wprzód. Macie mózgi wyprane kapitalistyczną propagandą sukcesu wpajaną Wam od dziecka, nic dziwnego zatem, że poza zarabianiem góry pieniędzy i prowadzeniem tzw. wygodnego życia nic więcej nie chcecie. A depresje i inne problemy pojawiają się, gdy wnętrze człowieka woła o cos więcej, niż kolejne zera na koncie....
  17. Zed

    jestem

    Na mądre pytanie mądra odpowiedz. Jak zwykle ekspert stanął na wysokości zadania.
  18. Zed

    Psychoterapia i leki nie leczą z depresji.

    Tylko widzisz, mnie gówno to obchodzi teraz. Po tylu latach męczenia się tutaj mam ochotę stąd spierdolić i więcej nie wracać. A gdybym miał wrócić, to chciałbym całą tę hołotę i bydło wpakować do obozów koncentracyjnych i wytępić, a resztę skolonizować i narzucić takiego bata, że już nigdy nikt tutaj nie śmiałby nawet pomyśleć o jakiejkolwiek próbie buntu. Domyślasz się, że z takim podejściem nie mam tutaj większych szans na ułożenie sobie życia. Moja miłość do Polski i do Polaków jest wprost proporcjonalna do wszystkiego, co jej zaprzecza.
  19. Zed

    Psychoterapia i leki nie leczą z depresji.

    W moim przypadku żadne ćpanie tabletek czy chodzenie na terapię nic nie da bo ja nie chcę się dostosować do tego, co jest w Polsce. Od dziecka czułem się tutaj obco, od zawsze miałem problemy ze zrozumieniem polskiej mentalności, od zawsze polski sposób bycia wydawał mi się dziwny, nie mój. Do dziś dnia nie rozumiem, dlaczego Polacy mimo tego, że jest u nas coraz gorzej, popierają polityków oraz Kościół którzy de facto są w głównej mierze odpowiedzialni za ten stan rzeczy, dlaczego hołdujemy prymitywnym zachowaniom, dlaczego ciągle panuje tabu dotyczące pieniędzy, dlaczego ciągle złorzeczymy sobie itp. Na Zachodzie tego wszystkiego nie ma. Po prostu i aż tyle. Tam się żyje w pewnym sensie bardzo prosto, nawet powiedziałbym mechanicznie ale wbrew pozorom to właśnie ta mechaniczność powoduje, że człowiek tam czuje się bezpieczny i na luzie. Tam prawa człowieka są respektowane a ci, którzy je łamią ponoszą automatycznie tego konsekwencje. Rynek pracy jest oparty o inne wartości, dostanie pracy z ulicy jest czymś normalnym bo tam nikt nie spędza większości swojego zawodowego życia na jednym i tym samym etacie i miejscu. Zmiana pracy jest tam czymś tak normalnym, jak zmiana ubrania codziennie. Ludzie są mili, otwarci, chętni do nawiązywania kontaktów i udzielania pomocy. Nie są nastawieni agresywnie, nie mają patologicznych zachowań znanych z polskiego społeczeństwa. Tam nie trzeba być kimś, aby spokojnie żyć i nie martwić się o jutro. Ale przeciętny Polak tego nigdy nie zrozumie, bo po pierwsze jest właśnie przeciętny, a po drugie ma wbudowany zespół cech i nawyków, które skutecznie izolują go od zrozumienia i umiejętności przyjęcia tych wartości, które w przeważającej liczbie zachodnich społeczeństw uchodzą za normalne i powszechnie akceptowane.
  20. Zed

    Psychoterapia i leki nie leczą z depresji.

    Dlatego już w październiku ląduję u moich znajomych w UK :). Tam pracy pod dostatkiem, w dodatku takiej, która jest dla mnie interesująca i spełnia moje wymagania. Ludzie inni, mentalność inna a najważniejsze to to, że poza moimi znajomymi nie ma tam żadnego Polaka :).
  21. Zed

    Psychoterapia i leki nie leczą z depresji.

    Oczywiście, że nie bo zarówno psychologia jak i leki działają na objawy a nie dotykają przyczyn. Podam mój przykład: moje stany depresyjne biorą się z tego, że nie chcę i nie za bardzo potrafię wpasować się we współczesny rynek pracy, polegający na zapierdalaniu od rana do wieczora w jakiejś beznadziejnej korporacji (tudzież jako szczur za śmieszne stawki u kogoś, kto uważa, że skoro ktoś nie posiada należytych kwalifikacji, można go eksploatować ile się chce), a na znalezienie pracy zgodnej z moimi predyspozycjami mam niewielkie szanse. No i co na to psychologia? Ano odpowiedź jest prosta: trzeba szukać sposobu na dostosowanie się do tego, co jest (bo psychologia przyjmuje założenie, że to zawsze jednostka jest w błędzie, a świat zawsze ma rację; nie poddaje w wątpliwość założeń czy struktur społecznych, które to mogą być przyczyną złego samopoczucia jednostki bez jej winy). Nawet nasz forumowy ekspert radził mi to :). Leki podobnie. Masz depresję - weź tabletkę. Masz stany chwiejności emocjonalnej - weź tabletkę. I zaczyna się spychologia, zamiatanie przyczyn pod dywan. We współczesnym, wysoko rozwiniętym świecie odsetek osób cierpiących na różnego rodzaju zdiagnozowane zaburzenia natury psychicznej, w tym przede wszystkim depresję, cierpi ogromna ilość populacji. odsetek leków przepisywanych na te dolegliwości jest horrendalne wysoki i stale rośnie. Nikomu nie przyszło do głowy, że przynajmniej połowy z tych problemów można by było się pozbyć zmieniając nasz tryb życia, sposób, w jaki funkcjonuje społeczeństwo. Ale to jest praktycznie niemożliwe, bo sporo ludzi nadal uważa za najwyższą wartość posiadanie pozycji społecznej, nieograniczoną konsumpcję, konkurowanie z innymi dla samej zasady. i tego uczy się nas od małego. Niestety coraz więcej ludzi nie wytrzymuje tego tempa (nasza planeta już dawno przestała wytrzymywać, dziś obchodzimy Dzień Długu Ekologicznego, a wraz z nim wiadomość, że od 1 stycznia br. wyczerpaliśmy już światowe zapasy surowców, oznacza to, że mając dopiero połowę roku już nie mamy zasobów na jego drugą połowę, a to oznacza, że ich eksploatacja stale się zwiększa). Ale co tam, psychologia powie na to zaburzenie, które trzeba leczyć. Dlatego mam w dupie psychologię i wszystkich tych doktorków i panie psycholożki, które swoje wykształcenie mogą se włożyć między dwa pośladki i się podetrzeć kwitem magistra ;).
  22. Zed

    Co niszczy współczesnego mężczyznę?

    Porównując się z facetami z portali randkowych zawsze będziesz się czuł gorszy i niedowartościowany bo na tych portalach nie liczy się szukanie partnera / partnerki de facto, a raczej bajera i podryw. Wyjdź do reala, tam szukaj, nawiązuj kontakty. To lepszy sposób na poznanie jakiejś osoby niż spędzanie czasu w miejscach, o których piszesz.
  23. Zed

    Co niszczy współczesnego mężczyznę?

    Ja bym tylko dodał, że w tej chwili na świecie zaczyna być widoczny trend do korzystania z zasad komunizmu, o którym mówisz w celu poddania człowieka jak najściślejszej kontroli. Globalizm, korporacjonizm oraz związana z tym myśl maja na celu całkowite ujednolicenie społeczeństwa ale zdziwiłby się ten, który by sądził, że ma to doprowadzić do uwolnienia człowieka od katorżniczej pracy i innych posług. Chodzi o całkowitą manipulację i poddanie jednostki ludzkiej całkowitej kontroli. Już wprowadza się powoli czipowanie, znikają płatności gotówką, przelewy internetowe są już dziś normą. To bardzo szybka droga do tego, aby każdego obywatela poddać 24-godzinnej inwigilacji i patrzeć mu na ręce nawet wtedy, gdy śpi.
  24. Zed

    Co niszczy współczesnego mężczyznę?

    Jak byś się dowiedział, kto te statystyki przeprowadza i jaka jest przy ich tworzeniu manipulacja na potrzeby medialne, to byś szybko zmienił zdanie :). W tej chwili mamy do czynienia z czymś, co można nazwać feminizacją społeczeństwa, stąd po pierwsze kobiety mają tak silną pozycję (poza tym, w Polsce nie od dziś kobiety mogą pozwolić sobie na grymaszenie; w krajach zachodnio-europejskich panują dość inne od naszego zwyczaje z tym związane), dwa że faceci stali się zgnuśniali. Jest mnóstwo kobiet, które wybierają życie singla, bo nie chcą się angażować w relację, ale często są to osoby samotne, cierpiące na brak możliwości znalezienia partnera. Zbyt wysokie i nierealne wymagania niszczą relacje, powodują, że kobieta i / lub mężczyzna nie mogą znaleźć odpowiedniej osoby. No i gdzie Ty widzisz tych mężczyzn, którzy sa wyrywani przez owe dziewczyny? :) Dyskoteki? Myślałem, że mówimy poważnie...
  25. Zed

    Co niszczy współczesnego mężczyznę?

    Nie, niestety to nie to samo. Zbyt wygórowane wymagania zaprzeczają zdrowo pojętym wysokim wymaganiom typu kultura osobista, zadbana sylwetka, szeroko rozumiana zaradność życiowa (niekoniecznie zarabianie milionów itp.). Statystyki to jedno, a real to drugie. Bardzo dużo ludzi będąc w związkach czuje się samotnymi, stąd duża liczba rozstań i skoków na bok tudzież odreagowywania.
×