Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Zed

Użytkownik
  • Zawartość

    262
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. No i widzę, że kontr-argumenty się skończyły przy podaniu konkretów. Jak zwykle, na początku przyczepiacie się do wszystkiego a potem okazuje się, że problem tkwi po waszej stronie. Klasyka....
  2. Moja motywacja byłą prosta: kasa i warunki pracy. Domyślam się, że kolega ma ten sam problem a nie ma pomysłu, gdzie robić to co chce aby mu ktoś uczciwie za to zapłacił. Witamy w Polsce. Znam wielu ludzi w PL którzy mają ten sam problem albo muszą z..ć w pracy typu fabryka czy budowa bo innej nie ma. I to jest cholernie przykre, jak takie osoby rujnują sobie życie bo polskie społeczeństwo nie umie zrozumieć potrzeb takich ludzi. Moja narracja to skutek doświadczeń, jakie miałem, mieszkając w PL. Żadnego bodźca nie muszę mieć bo jest mi w UK spoko, po prostu lubię patrzeć na to, co dzieje się gdzieś indziej i przeraża mnie, że w PL nic się nie zmienia. Znikam, szef woła LOL
  3. Ja nie jestem Pablo.... ...akurat mam chwilę bo bejca mi schnie na drewnie.....ok, moje pierwsze pytanie: ile miesięcznie na tym zarabia? Jeśli poniżej 3-4 tyś PLN to jest to nieopłacalne chyba, że jest na utrzymaniu męża lub ma dodatkowe źródło dochodów. Ja przez lata w PL musiałem z...ć za stawki rzędu 2-3 tyś PLN mieszkając w dużym mieście i nie było mowy o odłożeniu czegokolwiek, nie wspominając o tym, że pracowałem na umowy-zlecenia i żadnej emerytury nie mam z tego. Firmy konserwatorskie to patologia: chlanie po robocie, zatrudnianie kogo popadnie, chyba że są to renomowane instytucje ale tam jest się bardzo trudno dostać. Poza tym ja nie chciałem iść w tzw. komercję czyli robić coś, co i owszem - miałoby zbyt wśród ludzi ale byłoby tzw. kiczem, robieniem pod publikę. W PL problemem są stawki i warunki pracy. Płace są śmiesznie niskie a warunki karygodne. W większych miastach jeśli nie zarabia się w granicach 5 tyś PLN lub powyżej na miesiąc na czysto to nie ma to sensu. Chyba, że ktoś jest minimalistą, nie kupuje nic poza najbardziej potrzebnymi rzeczami i mieszka na stancji. Jeśli ktoś chce mieć własną chatę i żyć a wyższym poziomie - zapomnij. Warunki pracy - klasyka w wydaniu polskim: praca po godzinach za te same stawki, klimaty bardzo średnie, bardzo często trzeba samemu się wyżywić na wyjazdach terenowych (mówię o konserwacji zabytków). Plus to, że w PL ludzi nie stać na dobrej klasy rzemiosło artystyczne czy sztukę. Tu w UK meble robione ręcznie chodzą po kilka tyś. funtów albo i lepiej i jest na to zbyt jak cholera. W PL ludzie nie mają pieniędzy na to. Trudno jest się wbić na rynek, konkurencja nie chce mieć nowego obok siebie, podkładanie sobie nóg to klasyka w PL w tej branży. OK znikam do roboty.
  4. Zapewne. Ale nie ukrywajmy, że w PL nie jest różowo pod względem rynku pracy i mentalności (szczególnie w mniejszych miejscowościach). Jeszcze raz się spytam, co masz na myśli pisząc, że to kwestia umysłu i postrzegania. Wyjaśnij to proszę bardziej.
  5. Moje pytanie jest zatem następujące: samemu będąc w PL nie mogłem znaleźć pracy zgodnej z moimi oczekiwaniami, zarówno tymi związanymi z wykonywaniem tego, co lubię i co jest moją pasją i pod względem finansowym. Piszesz, aby zmienić myślenie. Pojawia się tutaj pytanie, na jakie dokładnie myślenie? Np. ja od dziecka miałem zdolności plastyczno-manualne i za cholerę nie potrafiłem wykrzesać z siebie umiejętności innych niż te, które dostałem z urodzenia. Miałem cholernie duże problemy z podejmowaniem prac, gdzie wymagano ode mnie robienia rzeczy, do których nie czułem się predysponowany. Jeśli ktoś ma podobnie to tutaj żadna psychoterapia niczego nie zmieni bo to są cechy, które mamy odziedziczone genetycznie, plus to, co mieliśmy w domu. Jeden człowiek nasiąka tym, drugi tamtym. Więc doprecyzuj może, co masz na myśli pisząc, żeby zmienić myślenie. Przykłady, które podałaś są ok ale nie każdy potrafi pójść tym tropem. Nie każdy jest na tyle elastyczny, otwarty. Ja, jako wybitny introwertyk za cholerę nie potrafiłbym robić rzeczy, które wiążą się z wychodzeniem do ludzi, pracą w dużej grupie, częstą zmianą miejsca itp.
  6. Hahahahaha....kwestia postrzegania...raczej kwestia świadomości. Wydaje mi się, że spora liczba Polaków w ogóle nie przejmuje się warunkami, jakie ma bo jest im z tym dobrze. A ta część, której dobrze nie jest tkwi w marazmie bo nie ma siły przebicia. Pamiętam, jak terapeuta powiedział mi, że jeśli chcę uzyskać komfort, to muszę dostosować się do warunków, w których jestem. Jego za chuja obchodziły moje własne predyspozycje, potrzeby, liczyła się zbiorowość. Czułem się, jak w obozie - mam wykonywać polecenia i iść za stadem. Chciałbym widzieć mine tego terapeuty teraz, jakbym mu powiedział, że mieszkam w UK, mam w dupie trzymanie się ogółu i że żyję wedle swoich widzi mi się i że nikomu to tutaj nie przeszkadza. Kurwa, naprawdę przecieram oczy ze zdumienia, ilekroć zachodzę na to forum. Pierdolicie o tym, jak chcecie pomagać ale jak pojawia się problem pod tytułem niechęć do dostosowania się (wyartykułowana konkretnie, dlaczego tak jest), od razu pojawia się mur. Masz robić to, co inni i chuj,. A jak nie to cierp. I tym właśnie różni się Polska od Zachodu. W Polsce mniejszości czy inności są ciągle spychane na margines bo niewygodne dla ogółu społeczeństwa, które ma w dupie problemy innych chyba, że zagraża to bezpośrednio im. Przykro patrzeć, jak kolejni ludzie nie potrafiący w tym wytrzymać podawani są presji społecznej i tłamszeni. Ja tu już chyba nic nie dodam, bo nie umiem przebić się przez mur ignorancji i braku empatii. Dobrze mi w UK i każdemu radzę, kto tylko ma taką możliwośći i nie odnajduje się w PL - wyjeżdżajcie jak tylko możecie. Im szybciej, tym lepiej.
  7. Ale może dla niego to jest coś na tyle wartościowego, emocjonalnego, że nie potrafi tego puścić? Może ma to związek z jego wspomnieniami, dzieciństwem, czymś bardzo osobistym, co chce w sobie zatrzymać, bo mu się dobrze kojarzy? Na co ma się ten ktoś otworzyć? na ten syf w PL? Pracy nie ma, a jak jest to jest słabo płatna i w beznadziejnych warunkach. Nie każdy nadaje się na budowę, na kasę czy do magazynu. A w PL dostanie lepszej roboty bez znajomości lub pożądanych kwalifikacji graniczy ciągle z cudem. To jest błędne koło. Samemu byłem w bardzo podobnej sytuacji bo nie potrafiłem już znieść polskiej rzeczywistości, dlatego wyjechałem. Ludzie w PL wariują od warunków i atmosfery wśród ludzi.
  8. Skoro człowiek nie może znaleźć pracy zgodnej z jego potrzebami to problem może leżeć nie tylko po jego stronie. Mieszkałem w PL i wiem, co to znaczy bezrobocie, praca na czarno, wykorzystywanie, wyścig szczurów. Jak ktoś jest bardziej wrażliwy, to nie wytrzymuje tego. I nie ma szans, aby go zmusić czy przystosować do takiego pędu za ,,mięsem".
  9. Jaka kurwa gra?! Skoro społeczeństwo nie daje komuś robienia tego, co uważa za cenne a tylko ciągle wymaga, to ten ktoś będzie czuć się wykorzystywany i zdołowany. Ja tak miałem bardzo długo, mieszkając w PL. Ludzie pluli na mnie, że nic nie robię, że nie chcę się dostosować, zawsze znalazł się jakiś powód, aby mnie uderzyć. Psycholog stwierdził, że mam zaburzenia narcystyczne...hehe dobre, skoro latałem i uczestniczyłem w akcjach pro-społecznych na rzecz mniejszości narodowych, ochrony środowiska itp. Więc spakowałem się i wypierdoliłem do UK gdzie znalazłem zajebistą, spokojną i w miarę dobrze płatną robotę. Tu takie zachowanie nie przechodzi, za takie coś ludzie przestają się do Ciebie na ulicy odzywać. Nie radzisz sobie, idziesz do social center, robią z tobą wywiad i szukają dla ciebie najlepszego rozwiązania. W PL idziesz do urzędu pracy i zderzasz się z szara, chamską, polską rzeczywistością pod tytułem albo bierzesz to, co jest albo spierdalaj. To wy prowadzicie grę a nie człowiek, który szuka pomocy. Skoro urodził się, żyje, nie kradnie, nie robi niczego złego to należą mu się takie same prawa jak każdemu innemu. A że w Polsce są lepsi i gorsi to widać gołym okiem. Wykorzystywanie i zmuszanie ludzi do robienia tego, co robią inni bez patrzenia, czy to się komuś podoba, czy daje radę czy nie jest przyjęte za normę. Polska to PATOLOGIA i to was trzeba leczyć a nie jednostki, które mają na tyle świadomości i wrażliwości, że nie przystają do tego szamba!
  10. Neurotyczny lęk pasuje ale nie ma jakiegoś szczególnego wydarzenia, które by mogło wpłynąć na mnie tak destrukcyjnie. Pamiętam tylko, że jako bardzo małe dziecko panicznie bałem się zostać sam a zdarzyło się to kilka razy, nie z winy rodziców a po prostu tak wyszło. Raz, kiedy musiałem zostać pod opieką dziadków na całą noc bo rodzice jechali na wesele. Strasznie się bałem. Potem jakieś wspomnienie, kiedy rodzice próbowali po raz pierwszy zaprowadzić mnie do przedszkola, pokazać, gdzie to jest potem kazali wrócić samemu (to było ze dwa bloki od domu). Pamiętam paniczny strach przed porzuceniem. I tylko tyle. Nie miałem żadnych stresogennych sytuacji (no, może poza podstawówką na samym początku bo byłem nieśmiałym dzieckiem i dopiero potem się rozkręciłem). I nic mi obecna sytuacja nie przypomina poza tym lękiem, który noszę w sobie od zawsze. Ciekawe, bo ja nie zwracam się do siebie tylko obwiniam społeczeństwo, że jest takie a nie inne, że nie robi dla mnie miejsca. I to się zaczęło jak zacząłem wchodzić na rynek pracy a należę do pokolenia, które najgorzej doświadczyło okresu bezrobocia w Polsce w latach 1997-2000. Wtedy strasznie wkurzony łaziłem i miałem pretensje do ludzi, że to ich wina, że tak u nas jest. W domu czy na podwórku niczego co nie wykraczało poza zdrowe normy. Ale odczuwam, że społeczeństwo hamuje mnie pod wieloma względami, chociażby pod względem rynku pracy i zapotrzebowania na dane specjalizacje (lub jak w moim wypadku, że na kontynuowanie mojej jest już za późno). Ja w ogóle nie mam zadowolenia z tego, co się dzieje. A prokrastynacja nie pasuje do mnie zupełnie, bo jak mogę robić to, co chcę to raczej popadam w jakiś pracoholizm i mam niespożytą energię do pracy i nauki a nie do odkładania. Zdarza mi się niecierpliwić i mieć konflikty z ludźmi którzy się ociągają w robieniu czegoś, co dla mnie jest totalnie proste albo kiedy druga strona się ociąga z lenistwa czy czegoś jeszcze. Przypominam sobie też, że kiedyś jeszcze w szkole podstawowej chyba psycholog powiedział moim rodzicom, że ja albo będę robić to co chcę i wtedy będę w tym wybitny albo będę mieć kłopoty w robieniu czegokolwiek, co mnie nie interesuje. Zgadza się to z tym, co mam teraz - nie mogę robić tego, co kocham więc nie robię nic.
  11. To coś kiepsko z Twoim szefem, skoro pozwala Ci w czasie pracy ciągle przebywać w sieci. Podtrzymuję tezę, że nie masz ambicji i nie lubisz dawać z siebie zbyt wiele. Taka wegetacja raczej, na koszt innych oczywiście...
  12. Nie potrafię znieść twojego nieróbstwa!
  13. Dopóki wy Polacy nie zrozumiecie, że aby mieć dobrze trzeba na to bardzo ciężko pracować! Zachód jest bogaty dlatego, że tam przez kilka pokoleń ludzie harowali jak woły po 10 lub 12 godzin dziennie w fabrykach i zakładach produkcyjnych, z tego wziął się później dobrobyt. Polacy chcą mieć to, co ma Zachód bez pracy! I Wy dalej nie rozumiecie tego, na czym polega kapitalizm i tzw. wolny rynek. Marzą Wam się socjale, opieka i nic nierobienie. Dlatego będziecie coraz bardziej biedni!
  14. Wybacz i nie odbieraj tego osobiście ale wydaje mi się, że po prostu masz problemy z logiczną interpretacją faktów. Twój wybór, że chcesz obwiniać innych ludzi o swoje niepowodzenia. Jest takie staropolskie powiedzenie, że ,,ten kto nie nosił teczki, teraz nosi woreczki" i to pasuje jak ulał do Ciebie. Ale to Twoje życie, szkoda tylko, że w Polsce myśli tak ogromna liczba osób i że inni muszą godzić się na warunki, jakie takie osoby im fundują (pośrednio poprzez swoje wybory i bezpośrednio poprzez sytuację w kraju). Pozdrawiam
  15. Tzw. reakcja łańcuchowa. Ci ludzie w pewnym momencie, pod wpływem bodźców pod postacią rodzącej się świadomości muzułmańskiej (wspieranej przez bojówki terrorystyczne i radykałów nawołujących do świętej wojny - dżihadu z niewiernymi), stali się świadomi swojej tożsamości. Jak widzisz, nacjonalizm to nie tylko wymysł Europy. Cierpieli już na tę ,,chorobę" starożytni Chińczycy na przykład. Mogliby gdyby nie fakt, że USA jest ,,żandarmem świata" a Wielka Brytania i Francja jego największym sojusznikiem w Europie. To te trzy państwa wysyłają tam najwięcej wojskowych kontyngentów i sprzedają broń tzw. partyzantom Bo działa efekt domina. Muzułmanie ponieśli w tej wojnie największe straty póki co. Ale nie mają, to raz. Dwa, że mentalność świata islamskiego nie jest taka jednolita, jak Ci się wydaje. Upraszczasz to, nie znając wielu czynników. Poza tym łatwiej jest skorzystać z zadawnionego konfliktu niż od podstaw budować nową rebelię, nie będąc nawet pewnym, czy plan uda się wcielić w życie. Muzułmanie nadawali się do tego wręcz idealnie: był punkt zapalany czyli krzywdy poniesione w czasach kolonializmu, było odwołanie się do aktów terrorystycznych spod płaszcza Osamy bin Ladena i terrorystów wspieranych przez Kadafiego (zasada dobrego i złego wujka; złym był kolonializm, dobrym jest wybawca pod postacią USA i państw sprzymierzonych przeciwko terroryzmowi), a teraz jest odwet za niewdzięczność (najnowsze ataki w Europie i niestabilna sytuacja na Bliskim Wschodzie zagrażająca tzw. ,,demokracji". I pomyśl sobie: co byś czuł, gdybyś był mieszkańcem któregoś tych społeczeństw i latały by Ci nad głową bomby? Zapewne chciałbyś to zmienić, tak? Reszty chyba się domyślasz...najłatwiej jest sprowokować konflikt, a potem grać rolę wybawcy i trzymać obie strony w nieustannym konflikcie i czerpać z tego korzyści. I dlatego ponosisz sromotną klęskę nie tylko w dyskusji ze mną ale dajesz się nabierać, jak pelikan na to, co wmawiają Ci politycy, media oraz owe książki, o które pytałem i co do których mam poważne wątpliwości, czy aby na pewno przekazują rzetelną wiedzę co do tematu poruszanego tutaj. Islam po okresie podboju w VII oraz VIII wne okrzepł i na długie stulecia stał się bardzo spójną religią i kulturą na terenach zajmowanych przez Arabów. To, że Mongołowie napadali na Europę, podobnie jak Imperium Osmańskie, nie ma nic wspólnego z Islamem a zwykłą genezą podbojów charakterystyczną dla tamtego okresu w historii ludzkości. Europejczycy też napadli, a byli chrześcijanami, jeśli szukasz takich dowodów. To dopiero XIX kolonializm zapoczątkował to, co dziś nazywamy walką Islamistów z Europą i ogólnie rozumianym Światem zachodnim. A najnowsze wydarzenia tylko podtrzymują te działania w celu utrzymania destabilizacji w tym regionie, umocnienia a raczej rozpaczliwej próby podtrzymania prymatu USA w tej części świata oraz zepchnięcia odpowiedzialności za te zbrodnie na niewinnych mieszkańców Europy, winnych jakoby tego, co stało się za sprawą ich pradziadów w epoce kolonializmu. Pamiętaj, że w jakiejkolwiek wojnie nie liczą się masy, tylko jednostki, które decydują o tym, kto ma wygrać a kto przegrać. Gdybyś zaczął bardziej obiektywnie podchodzić do tematu, swoją złość i agresję ukierunkowałbyś na walkę z tymi, którzy de facto są odpowiedzialni za ten stan rzeczy ale wolisz podtrzymywać wersję, w którą uwierzyłeś już wcześniej. Twój wybór. Szkoda, że nie ma w nim miejsca na wyrozumiałość dla setek tysięcy, jeśli nie milionów niewinnych ludzkich istnień, osób, które miały tego pecha, że urodziły się pod taką a nie inną szerokością geograficzną. Dobrej nocy. Idę w kimę i znikam na jakiś czas. Polecam to samo plus zastanowienie się nad swoimi motywami i schematami myślowymi.
×