Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

LostStar

Użytkownik
  • Zawartość

    148
  • Rejestracja

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Jak, do diabła, pary to robią, że im się udało?? Dla mnie najbardziej szokującym było uświadomienie sobie, że już znalezienie partnera jest mission impossible. I to nie nawet tego wymarzonegp, ale JAKIEGOKOLWIEK. Nie mam nawet z czego wybierać. Wybór mam zerowych. Potencjalnych kandydatów na partnera mam w otoczeniu: ZERO. Tym bardziej, z tego powodu, nienawidzę tych, którym się udało.
  2. Odczuwam niedosyt....Mam poczucie, że nie mogę mieć tego, czego chcę, że nie mam mocy sprawczej nad pewnym aspektem swego życia. Bardzo ważnym aspektem swego życia. Wszak miłość, małżeństwo, seks z miłości-są bardzo ważne w życiu większości dorosłych osób. Seks, przygody na jedną noc-to mam już opanowane. Podoba mi się. Uprawiam seks dwa razy w tygodniu. Mam partnera, ale łączy nas tylko łóżko. Wiem, mam świadomość, że nie możemy być razem. Wróciłam na II rok studiów (byłam na półrocznej dziekance), zapisałam się na zajęcia fakultatywne, na które uczęszcza 22 osób, poszłam na zajęcia i...Wpadłam we wściekłość. Tylko trzech chłopaków....Mam wrażenie, jakby los celowo układał mi się tak, żeby zabrać mi WSZYSTKIE okazje, aby poznać młodego mężczyznę, z którym mogłabym dzielić w przyszłości życie. Jak mam to zrobić, jak nawet nie mam z czego wybierać???!!! Wyć mi się chce z bezsilności. Nie chcę do 60-tki żyć przygodami na jedną noc. Mój daleki 28-letni kuzyn w przyszłym roku bierze ślub....Ludzie w przedziale wiekowym 25-29 biorą śluby teraz na potęgę. To TEN wiek. Boję się, że po 30. już NIKOGO nie poznam. A po 40. to już będzie mission impossible. Tylko dlaczego też słyszę od czasu do czasu o małżeństwach po 50., których w dzisiejszych czasach jest podobno znacznie więcej niż kiedyś? Nie chciałabym brać ślubu przed ukończeniem studiów magisterskich (ukończę je w wieku 29 lat). Ślub chciałabym wziąć w wieku 30-40 lat. Nie za wcześnie, nie za późno. Co mam zrobić, jeżeli w wieku 25 lat mam ZEROWE doświadczenie związkowe. Nigdy nie stworzyłam więzi emocjonalnej z mężczyzną. Cieszę się, że zdobyłam seksualne doświadczenie, ale to nie wszystko. Wiem, co to seksualna przygoda. Nie wiem, co to seks z miłości. Seksuolog powiedział mi, że seks z miłości jest NAJLEPSZY. I uważam, że ma rację. W przygodach na jedną noc według mnie nie ma nic złego, jeżeli przestrzega się pewnych zasad. Jednak seks z miłości to Święty Graal, którego nigdy nie zdobędę. Chcę poznać swojego Wybranka, potem Narzeczonego, a potem Męża. Pragnę się zakochać, dzielić życie z drugim człowiekiem, jednocześnie zachowując pewną przestrzeń dla siebie, swoją niszę. Dlaczego nie mam prawa do tak ludzkiej rzeczy????? Płakać mi się chce.
  3. Zerwałam dzisiaj przez SMS psychoterapię. Nie mogę już patrzeć na mojego psychoterapeutę. W ogóle, nie zamierzam do nikogo już chodzić. Psychoterapia jest NIC niewarta. Oni zarabiają ciężkie pieniądze, a to NIC nie zmienia. Na pewno nie na lepsze. A mój problem "związkowy"? No cóż, los pewnych ludzi wyposażył w te umiejętności. Mnie nie. W sumie wolę do końca życia żyć w pojedynkę niż przeżywać ten koszmar życia w związku-kłótnie, konflikty, ciche dni, sprzeczki, zdrady, problemy seksualne. Nie. To nie dla mnie. Jak czytam o tym, co ludzie w związkach, małżeństwach potrafią sobie robić, to dziwię się, że ludzie dobrowolnie wchodzą w ten szlam.
  4. Moja krewna mówiła mi cały czas (typ sangwinika, cały czas gdzieś wychodzi, otoczona wianuszkiem koleżanek, lat 77): " X, co tak cały czas siedzisz w domu? Wyjdź do ludzi!!!". Taka rada mnie, introwertyka i domatora z zaburzeniami depresyjnymi, dobijała jeszcze bardziej. We wtorek byłam na siłowni na zajęciach z boksu-trzynaście uczestników, trzy kobiety i dziesięciu mężczyzn w wieku 20-40, jeden miał chyba 50. Dzisiaj byłam w klubie dla graczy komputerowych i nerdów oraz w tawernie, gdzie (teoretycznie....) przychodzą studenci z mojego kierunku. Efekt???? G%%%% wno prawda!!!! Okłamano mnie!!! Już lepiej, żebym tam nie wychodziła, bo bym przynajmniej wiedziała, że nic z tego nie będzie, bo siedzę w domu. A tak, znowu się zawiodłam....To cierpienie rozrywa moją duszę...Czuję się tak, jakbym miała cierń w sercu i inni tylko solą to posypywali, a rana cały czas boli i krwawi. 1. Zajęcia z boksu. Jak mam z kim i o czym rozmawiać, jak mamy trening, który przypomina lekcję wf w szkole???!! Wszyscy stoją przed lustrem i powtarzają polecenia instruktora. To nie jest wieczorek inyegracyjny. Nie znam imienia ANI JEDNEGO uczestnika zajęć. Jak ktokolwiek miałby zostać moim chłopakiem???!!! Nawet nie wiem, czy ktoś jest wolny. Boli. Płakałam po zajęciach. 2. Klub dla graczy i tawerna. Idealne miejsce dla mnie, zgodne z moimi zainteresowaniami, bardzo podoba mi się wystrój i....znowu ten sam ból.....jestem kompletnie niezauważana, nieważna, sama jak palec. Przychodzą grupki znajomych w wieku 20-30 lat, siadają przy stolikach lub komputerach i grają w gry komputerowe lub planszówki czy karty. Oni znają się JUŻ WCZEŚNIEJ. Siedziałam jak ten kołek i piłam napój, obserwując ludzi dookoła i wyjąć w duchu z rozpaczy. Nawet chciałam podejść do różnych grupek i zaproponować wspólną grę w Monopoly. Ale się bałam i wstydziłam. Wyszłabym na głupka. Poza tym, nawet gdyby mi się udało, to jak niby tę znajomość utrzymać. Boże, jak ja nienawidzę ludzi, którzy mają już swoich partnerów. Im się udało, mnie to NIGDY nie spotka. Cierpię. I co, mędrkowie? Wyszłam do ludzi i co to zmieniło? Nico. "Jeżeli może się nie udać, nie uda się na pewno." "Nie uda się nawet wtedy, gdy nie może się nie udać."
  5. A ja chcę mieć chłopaka.Chcę, aby później stał się moim Narzeczonym, a potem Mężem. Chciałabym się z tym wyrobić do 30., max 35. roku życia.
  6. Powiedziałam psychoterapeucie, że życzę mu wdowieństwa. Nie żałuję. Nienawidzę ludzi, którzy żyją w związkach/małżeństwach bardziej niż czegokolwiek na świecie. Ja nigdy tego nie będę mieć. Będę bluzgać tym, którzy mają potrzebne do tego umiejętności społeczne i do tego doszli.
  7. Już rozwiązałam swój problem. Już nie cierpię. Wybór między związkiem/małżeństwem a życiem w pojedynkę to wybór między dżumą a cholerą. I tu, i tam się cierpi. Samotnikom brakuje bliskości, ale "związkowcom" wolności. I jeszcze te konflikty...I to, że 90% owdowiałych to kobiety. Nie ma głupich!! Nie zostanę starą, 90-letnią raszplą, której mąż umarł w wieku 57 lat. Nie będę się już łudzić, że spotkam swojego wybranka. Nie, nie spotkam. Po 30. szansa spadnie do zera. Zostaną zdziwaczali samotnicy bez umiejętności związkowych, albo sterani życiem rozwodnicy. Po 40. ludzie zaczną być dziadkami. Nie wierzę w miłość po 50. Takie przypadki to wygrana w lotto. Jak to kiedyś bardzo mądre hasło reklamowe głosiło:"cuda się zdarzają, ale nie warto na nie liczyć." Na studiach nikt nie jest mną zainteresowany, teraz idę na zajęcia z rokiem niżej, bo miałam pół roku urlopu dziekańskiego i....znowu sfeminizowane towarzystwo :) Nie. Nie chcę cierpieć non stop. Wolę być dożywotnio starą panną niż starą 75-letnią wdową,która nie ma żadnych szans na ponowny związek. Owdowiali mężczyźni częściej ponownie się żenią, bo jest więcej kobiet. Wśród grupy wiekowej 65+ jest mnóstwo bab i promil mężczyzn. Jak ja nienawidzę kobiet!!! Niedobrze mi się robi, gdy patrzę na to sączące słodkie likiery towarzystwo wzajemnej adoracji!!! Zabiłam nadzieję na znalezienie swojej połówki. Dokonałam "eutanazji marzenia". I dobrze. Czuję się teraz znacznie lepiej ze świadomością, że NIGDY nie spotkam swojego wybranka i z NIKIM nie będę dzielić życia. To, że oszczędzę sobie "rozkoszy" wdowieństwa, kłótni małżeńskich i sporów o to, czy mieć dzieci (bo mężowi, który nie chciał mieć dzieci nagle w wieku 40 lat włączy się instynkt ojcowski i będzie chciał mnie zapłodnić albo się ze mną rozwiedzie, żeby szukać młódki rozpłodowej i znowu zostanę sama) to plus.
  8. Nie, nie mam żadnego pomysłu, żadnej koncepcji, gdzie iść, żeby poznać młodego mężczyznę do związku. Jestem porażona, że to tak wygląda. Byłam przekonana, że to samo przychodzi....
  9. Dobrze wiesz, że chodzi mi o małżonków, a nie gołębie pocztowe.
  10. Wpadam już w jakieś szaleństwo....Wszędzie widzę "zaobrączkowanych"..Ja też chcę!!!
  11. A najgorsze są te wiadomości w stylu:"emotikona uśmiech", albo "hejka", "co tam"....Koszmar!!!!! Jak można rozmawiać na takim poziomie???
  12. Czy to ma jakąkolwiek skuteczność? Czy jest jakakolwiek szansa, iż korespondencja z portalu randkowego może się przerodzić w miłość? Czy są jakieś szczęśliwe małżeństwa, które się poznały dzięki temu, a potem zaczęli się ze sobą zadawać w realu? Przecież portale randkowe istnieją od 15 lat...
  13. Jestem zdruzgotana. Już wolę nienawiść niż ignorowanie, lekceważenie. Ono boli miliard razy bardziej. Zarejestrowałam się na kilku portalach randkowych, zamieściłam zdjęcia, atrakcyjny opis i.....Odzew żaden!!!!! Te portale to oszustwo!! Byłam pełna nadziei i entuzjazmu, a one obiecują gruszki na wierzbie. Ich skuteczność jest ZEROWA.
×