Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

LostStar

Użytkownik
  • Zawartość

    190
  • Rejestracja

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Jednak wróciłam. Przyjął mnie z powrotem. Twierdzi, że możemy być ze sobą jeszcze kilka lat. Mnie został tylko rok do licencjatu, planuję ukończyć, iść do pracy, zarobić trochę pieniędzy, a magisterium zrobić za kilka lat, po 30. albo 40. Nadal marzę o swoim Wybranku. Zachodzę w głowę, jak też ludzie się poznają. I gdzie. Skoro mnie na studiach się nie udało, to strach mnie bierze, jak ja kogoś spotkam, gdy będę po 12 godzin na dzień spędzać w pracy, od poniedziałku do soboty. Jak to jest, że miliony ludzi na całym świecie, na niemal wszystkich kontynentach poznają swoich Wybranków, osoby homoseksualne też jakoś potrafią się odnaleźć, tylko ja nie potrafię. Fenomenem są dla mnie osoby owdowiałe, które ponownie wzięły ślub. Dla mnie to niesamowite-jak to możliwe, że osoby z takim przeżyciem były w stanie kogoś znaleźć i że ktoś je chciał?? Codziennie mam tego swojego Wybranka w głowie, wyobrażam sobie, że jesteśmy razem, ale nie zbliżam się ani o milimetr do realizacji swojego marzenia. Lata studenckie są dla mnie towarzysko jałowe (i błagam, nie piszcie "takie to czasy", bo mnie szlag trafi-nic to nie pomoże, jakoś się ludziom udaje w tych rzekomo parszywych czasach się odnaleźć). Kiedy pójdę do pracy, to będzie mogiła....Załamana jestem. Chce mi się płakać i wyć z bezsilności. I jeszcze nie chcę mieć dzieci.....A większość mężczyzn chce...
  2. Jeszcze go "śmieciem" nazwałam za to, że jest w związku. Dwa razy. Teraz ryczę jak bóbr. Tak mi smutno. Czuję się jakbym straciła przyjaciela. Byliśmy ze sobą dwa lata Chcę, aby zapamiętał te okruchy dobra, jakie ode mnie dostał.
  3. Potwierdzam. Nie działa. Wczoraj przerwałam. Chodziłam dwa lata, bo miałam nadzieję (nurt psychodynamiczny), poprzedni czterej też zawiedli, chodziłam pół roku (Gestalt, psychodynamiczna, dwa razy poznawczo-behawioralna). NIC to nie pomaga. Wręcz przeciwnie, z czasem człowiek czuje się coraz gorzej. To świetny sposób na wyciąganie pieniędzy od ludzi.
  4. Czyli jeżeli ukończę studia, to będzie: "Ukończenie studiów w dzisiejszych czasach to bułka z masłem, ŻADNE osiągnięcie". A jeżeli nie ukończę, to będzie:"Jak można być takim tłukiem i nie ukończyć studiów, dzisiaj nawet analfabeta może studiować". Dziękuję. Studia, to jedyne, co mi pozostało, dzięki takim wypowiedziom "aż chce się żyć".
  5. Jestem pięć lat do tył, pięć lat w plecy. NIC nie potrafię ukończyć. Dwa lata studiowałam historię na UŚ. Za pierwszym razem uciekałam z zajęć, bałam się ich. Za drugim razem niemal zaliczyłam pierwszy semestr, ale zawaliłam z powodu jednego przedmiotu, bo się poddałam. Potem przez rok dwa kierunki w szkole policealnej, też nie zaliczyłam. Potem politologia na Uniwersytecie, miałam wtedy epizod dysocjacji psychotycznej, doszło do straszliwego wypadku. Przez te cztery lata, od 2013 do 2017, byłam osiem razy na Oddziale Psychiatrycznym.Dopiero od 2017 roku studiuję niszowy kierunek na UJ. Właściwie zaraz po maturze powinnam była się na niego dostać, ale celowo zawaliłam pewne przedmioty, bo bałam się, że sobie z tym kierunkiem nie poradzę. Jak widać, nie bez postaw. I wreszcie stał się cud. Zaliczyłam pierwszy rok, tylko jedna poprawka. Myślałam, że najgorsze za mną, że zła passa bezpowrotnie minęła. Błąd, błąd. Nie radziłam sobie na II roku, to wtedy był nawał nauki. Okłamano mnie. Krewni mi zawsze mówili:"Pierwszy rok najgorszy, potem już z górki". Kłamcy. To II rok był najgorszy. Teraz jestem na drugim, uzupełniam przedmioty, zostały mi jeszcze trzy do zaliczenia. Studiuję z poczucia obowiązku, żeby udowodnić rodzicom, że coś sama potrafię osiągnąć. Jeszcze rok mordęgi do licencjatu, potem studia magisterskie. Kiedy ukończę studia magisterskie, będę mieć 29 lat. Wstyd i porażka. Myślałam, że będę najlepszym studentem na roku, a jest wielu takich, którzy są ode mnie znacznie lepsi, a to nie jest medycyna czy fizyka kwantowa. Nie jest to arcytrudny kierunek. Żeby dostać 3, muszę się nieźle namęczyć, muszę stawać na głowie, 4 i 5 też mam, ale sporadycznie, dostałam ostatnio 4,5 z proseminarium ale w ogóle się z tego nie cieszę. Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Poszłam na tą psychoterapię, ponieważ dwa lata temu jeszcze wierzyłam, że może być lepiej. Teraz już nie wierzę. Do końca życia będę nieudacznikiem.
  6. Widać jestem szczególnym, beznadziejnym przypadkiem, skoro żaden (to był czwarty, ale pierwszy, który dłużej niż pół roku wytrzymał, aż dwa lata) mi nie daje rady. Chcę, żeby to odczuł jako porażkę. Dwa lata i zero efektów. Niech cierpi.
  7. Skąd niby wiesz, że on tak nie pomyśli? Na jakiej podstawie??
  8. Jeszcze dodam, że dzisiaj zerwałam psychoterapię. I dobrze. Ci psychoterapeci są nic niewarci, naciągacze, którzy tylko wyciągają od ludzi pieniądze. Powiedziałam mu:"Chcę, żeby każdego dnia, wstając i kładąc się spać, myślał pan, że poniósł porażkę."
  9. Ale ja w dzieciństwie sobie wyobrażałam, że będę całe życie starą panną, w gimnazjum i LO też. Dopiero na studiach coś mi się w głowie pomieszało. Ale związki i małżeństwa to zło. Ludzie w parach to żałosne kreatury. Potrzebowałam dwóch lat psychoterapii, aby znaleźć się w punkcie wyjścia. Będę samotnym wilkiem, niczym Sherlock Holmes czy Bruce Wayne.
  10. Ale życie w pojedynkę to bardzo dobry wybór. Jestem za celibatem księży. Lepsze całkowite oddanie kapłaństwu niż życie z jakąś brudną kobietą. Życie mężczyzn z kobietami jest odrażające. Szczerze mówiąc, mniej odrazy budzą we mnie związki homoseksualne, zwłaszcza mężczyzn. Pewnie dlatego, że nie mogą się rozmnażać, więc są "czyści". Żyjąc w pojedynkę, nigdy nie zostanę wdową, nigdy nie zaznam wypalenia, rutyny i kryzysu w związku. Żyć, nie umierać. A co do seksu-jak to mówią klerycy w seminarium:"nie musisz kupować krowy, żeby napić się mleka". Mogę zapłacić męskiej prostytutce za seks. Albo umówić się z jakimś gościem na przygodę na jedną noc. Co niby złego w atrakcyjnym fizycznie wyglądzie i pragnieniu idealnej miłości? Od czasów Sumerów ludzkość do tego dąży. Jestem narcyzem bo chcę, żeby było dobrze? Żeby dobro zwyciężyło?
  11. Piotrek87, o co Ci chodzi? Wielu ludzi żyje w pojedynkę z wyboru i jest szczęśliwa. Żałuję, że straciłam dwa lata na pogoń za czymś, co jest mrzonką, powinnam była podjąć taką decyzję już dawno. Chciałam kiedyś tak żyć, tylko w wieku 19-20 lat widok zakochanych zaczął sprawiać mi ból. To dlatego. Było to zignorować. Ci ludzie i tak się rozwiodą, co i tak im oszczędzi udręk, bo w związku/ małżeństwie kryzysy i awantury są nieuniknione. Jeżeli nie może być dobrze, nie chcę w to wchodzić. Żyć z jakimś starzejącym się dziadem, albo z człowiekiem, który umrze w młodym wieku. Jak patrzę na pary to myślę-jacy oni głupi. Są ze sobą razem chyba tylko dlatego, żeby zaoszczędzić na prostytucji.
  12. Może dożywotnie życie w pojedynkę naprawdę nie byłoby takie złe? Są ludzie, mężczyźni i kobiety, którzy tak żyją i im dobrze.
  13. Nie rozumiem. Są dwa wyjścia z tej sytuacji-albo znaleźć partnera i stworzyć związek, albo żyć w pojedynkę. Ja wybieram życie w pojedynkę. To racjonalne rozwiązanie. Ma same zalety. Żyć, nie umierać. Bez jakiegoś tetryka, bez konfliktów, rutyny...Że też nie wpadłam na to wcześniej. Ale ja byłam głupia-że zachciało mi się związku. Ale ponieważ każda para przechodzi kryzysy, to NIE, NIE i jeszcze raz NIE. Skoro nie może być dobrze, niech nie będzie niczego
  14. Moja decyzja jest idealna. Nie ma nic lepszego niż bycie starą panną/singielką. Zanim zaczęła się moja związkowa obsesja, z życzliwością patrzyłam na samotne osoby. Wolałam starych kawalerów niż tych brudnych, otumanionych, zaprzedanych brudnym kobietom żonkosiów. Powinnam była podjąć taką decyzję już dwa lata temu. Zamiast tego miałam nadzieję na rozwiązanie swojego problemu. Nadzieja-matka głupich. NIE. W życiu nie ma szczęśliwych zakończeń. Za tydzień zrywam psychoterapię (mam sesję online). Chcę, żeby mój przykład był dla niego jedną wielką porażką. Zażyczę mu, aby jego dziewczyna umarła na jego rękach i żeby nic nie mógł z tym zrobić. Tego mu z całego serca życzę. "Dziś widzimy się po raz ostatni"-tak zacznę. Powtórzę jeszcze raz: Podjęłam decyzję. Te psychoterapie-nieważne, czy prywatnie, czy na NFZ-to szarlataneria, NIC to nie pomaga. Dwa lata chodziłam, straciłam multum pieniędzy. Ale dość już tego. Licz na siebie-wtedy się nie przeliczysz. To jest jedyne słuszne wyjście. To jest jedyna słuszna recepta na życie. W życiu liczy się tylko wykształcenie i pieniądze. Dobrze, że mam oszczędności. Ludzie bez oszczędności są teraz ugotowani. Doszłam do takiego wniosku, do którego powinnam była już dawno dojść. Teraz już wiem. Jestem swojej decyzji pewna na 100%. I jest to słuszna decyzja i całkowicie racjonalna. Będę sama do końca życia, czyli mówiąc po staroświecku, zostanę starą panną, a po nowoczesnemu-singielką. Powinnam była od początku na to się zdecydować, a nie wierzyć w jakieś mrzonki że dzięki psychoterapii znajdę sobie Wybranka, z którym będziemy dzielić życie i połączy nas miłość. Jeżeli zachce mi się seksu, wystarczy film pornograficzny albo męska prostytutka. Za pieniądze przez dwie godziny zrobi dla nas wszystko. Dzięki takiemu rozwiązaniu: 1. Nie zostanę wdową-coś, czego się najbardziej na świecie obawiam. Nie zagrozi mi. Nie będzie nagrobka, w której żona będzie żyć 93 lata, a mąż 54. Albo, co gorsza, podwójną wdową. To jest dopiero horror. Na moim akcie zgonu będzie adnotacja:"panna". 2. Nie będzie sprzeczek, konfliktów, cichych dni. Byłam niegdyś przekonana, że miłość chroni parę przed kłótniami, że jeżeli para się kocha, to NIGDY się nie kłóci, tylko są perfekcyjnie zgodni. Nieprawda. KAŻDA para, każde małżeństwo przechodzi kryzys, nie ma takiej pary, która by się nie kłóciła. Skoro nie może być idealnie, niech nie będzie NICZEGO. 3. Starzenie się męża/partnera. "Miłość wszystko zwycięża"-bzdura. Nieprawda. Miłość nikogo nie uchroniła przed śmiercią, starzeniem i chorobami. Nie chcę patrzeć na to, jak mój Wybranek traci siły, siwieje (albo co gorsza łysieje), tyje, ma zmarszczki, staje się coraz bardziej zgryźliwy. NIGDY!!! "Ja widzę tu po prostu inny problem. LostStar jest po prostu wymagająca i facet ma być zabawką i pieskiem na smyczy. Tylko czy taki to jeszcze facet? Ma być wiecznie młody i przystojny, zdrowy, zakochany, cierpliwy, bezkonfliktowy. Ok to teraz czy autorka też będzie młodą, zdrowa i spełni wszystkie oczekiwania partnera? No tak partner nie jest od oczekiwań. Ma być sługą od spełniania życzeń. Brutalne ale po prostu z takimi cechami kobieta nie ma szans na związek z facetem a co najwyżej z desperatem lub masochistą. Przepraszam ale nie masz równo pod sufitem. " Piotrek87, a kto tego nie chce? Nie bądźmy poprawni politycznie, zwrócisz uwagę raczej na atrakcyjną fizycznie kobietę niż na nieatrakcyjną. Co w tym dziwnego??? Precz ze związkami!!! Oszustwo, które zatruło mi ostatnie siedem lat życia!!!
×