Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

EntroPiaa

Użytkownik
  • Zawartość

    35
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

394 wyświetleń profilu
  1. Jestem okropnie zmęczona. Nie mam sił na nic. Zastanawiam się, gdzie tkwi przyczyna. Do tego mam wrażenie, że ostatnio przestałam się rozwijać. Boję się, że mój intelekt podupada. Ale jednocześnie nie mam siły by się za siebie wziąć. Motywacji też chyba brakuje...
  2. EntroPiaa

    Seks po traumie

    Ciągle zastanawiam się, czy skorzystać z pomocy seksuologa. Uczęszczam na terapię w nurcie psychodynamicznym i nie jestem pewna, czy jednoczesne spotkania z tym specjalistą to dobry pomysł. Nie powinnam najpierw dokończyć psychoterapii? Jeśli mam opory, by opowiadać T o mojej przeszłości, to czy dam radę omówić moje problemy z seksuologiem? Choć z drugiej strony brakuje mi konkretnych rad, co zrobić i jak to zrobić, by choć trochę naprawić moją seksualność. Moja T nie może mi pomóc w tak bezpośredni sposób. Ja nie potrafię. Te myśli są poza moją kontrolą. Tak, czuję się przy nim bezpiecznie. A z drugiej strony nie potrafię do końca zaufać. Teraz już wiem, że nie skrzywdzi mnie fizycznie, do niczego nie zmusi, choć zdarzyło się kilka razy, że nie zrozumiał mojego niemego „nie”. Niemego, bo ja nie potrafię odmawiać w tym temacie. Jakbym nie znała tego słowa, nie potrafiła go użyć. Wtedy, gdy dochodziło do zbliżenia z moim chłopakiem, a ja tego nie chciałam, czułam się źle, ale później rozmawiałam z nim o tym i wiem, że to nie była jego zła intencja, tylko nieświadomość tego jak reaguję i co to oznacza. Inną kwestią jest, że bardzo często to ja inicjuje kontakt seksualny nie mając na niego w ogóle chęci. Po prostu wewnętrzne napięcie, stres mnie do tego pcha. Czuję się przy nim bezpieczna fizycznie, ale boję się, że skrzywdzi mnie emocjonalnie. Obawiam się, że jestem naiwna, a jego deklaracje wcale nie są ważkie. Niby nie rzuca słów na wiatr, ale ja chyba nigdy nie zaufam. Czekam tylko aż mnie zdradzi, wymieni na świeże mięso. A ja naprawdę go kocham, do czego nie potrafiłam się przyznać przed samą sobą i z czym nie mogłam się pogodzić. Kiedyś myślałam, że nie jestem zdolna do tego uczucia… Jakie leki zażywasz, Lilith? Ja jestem na SSRI + doraźnie benzo. Ostatnio lekarz wprowadził mi stabilizator nastroju, ale wystąpiła reakcja alergiczna i musiałam go odstawić. Boje się próbować innego leku z tej grupy. Dziękuję dziewczyny za odpowiedzi.
  3. EntroPiaa

    Seks po traumie

    Witam. Swoje pytanie kieruję do osób, które doświadczyły w przeszłości przemocy seksualnej. Czy potraficie czerpać przyjemność ze zbliżeń ze swoim partnerem? Czy miałyście problem ze współżyciem? Jak długo to trwało? Jak udało wam się to przezwyciężyć? Czy w ogóle się udało? Dodam, że nigdy nie doświadczyłam normalnych, świadomie dobrowolnych kontaktów seksualnych. Teraz jestem w swoim pierwszym związku (staż 9 miesięcy). Praktycznie od początku współżyjemy. On wie o mojej przeszłości. Jest dla mnie wyrozumiały, czuły, troskliwy. Stara się, bym ja także coś miała ze zbliżeń. Niestety nie wychodzi. Nie potrafię osiągnąć orgazmu, a czasem nawet podniecenia. Zdarza się, że nie czuję nic. Staram się tego nie pokazywać, jednocześnie na spokojnie rozmawiam z nim o tym. Na samym początku nie potrafiłam w ogóle uczestniczyć w akcie. Odcinało mnie i leżałam jak kłoda. Teraz nauczyłam się zachowywać normalnie, ale nadal nie potrafię czuć normalnie. Chyba straciłam już nadzieję, że kiedyś ta sfera stanie się dla mnie naturalna i satysfakcjonująca. Problem również tkwi w tym, że jestem bardzo kompulsywna jeśli chodzi o seks. Czuję przymus ciągłego zaspokajania mojego partnera. Nawet gdy on tego nie potrzebuje, we mnie jest to napięcie i stres. Mam poczucie jakby była to syzyfowa praca. Boję się, że będę to robić niewystarczająco dobrze, dlatego ciągle staram się podwyższać swoje „kompetencje”. Jestem poniekąd przekonana, że on niedługo się mną znudzi i będzie szukał nowego mięsa. Choć z drugiej strony wydaje się takim nie być. Nie potrafię jednak zaufać. Kiedy tylko pomyślę o mojej sferze seksualnej chce mi się płakać i często po prostu to robię – płaczę. Także po zbliżeniach dość często wpadam w dół i mam bardzo złe myśli. Dodatkowo jestem zazdrosna o przeszłość seksualną mojego chłopaka. Miał przede mną tylko jedną partnerkę. A ja i tak nie potrafię pogodzić się z tym, że to ona wprowadziła go w ten świat, że to z nią miał pierwsze zbliżenie, a także że przytulał ją, całował jak teraz mnie. Nie mogę tego znieść. Jestem zazdrosna o niego i jednocześnie zazdroszczę mu - że on zaczął normalnie, świadomie. A ja jestem nienormalna, porąbana, chora, z taką przeszłością. On to akceptuje, w co nie mogę uwierzyć. Nie radzę sobie z tym tematem. Boję się, że mnie oszukuje, bo jest dla mnie zbyt dobry. W domu nigdy nie było zdrowych relacji. Rodzice tylko się kłócili i wyzywali. Nigdy się nie pocałowali, nigdy nie złapali za rękę. Ojciec ukrywał mnie przed rodziną przez 8 lat. Nie mieszkał z nami. Nie przyznawał się do nas. Matka przewlekle chora, sama z dziećmi. Wyładowywała na mnie swoją złość i frustracje. Potem ojciec chciał wszystko naprawić. Zamieszkał z nami, poznałam moją rodzinę z jego strony. Wtedy złość matki skierowała się głownie na niego, choć dla mnie też sporo zostało. W końcu byłam bękartem z jego krwi. Wyzywała go, upokarzała na każdym kroku. Mam wrażenie, że chodzę po omacku. Nie potrafię zaufać, że wszystko będzie dobrze. Przecież ta troska, życzliwość wobec mnie musi się kiedyś skończyć. Nie chcę być naiwna i się zawieść. Do tego wiem, że nie dam rady się obronić. Jeśli mój chłopak zechce potraktować mnie jak mięso (czyli to, czym tak naprawdę jestem), jeśli będzie chciał mnie uzależnić, zrobić ze mnie seksualną niewolnicę, którą byłam w dzieciństwie przez tyle lat, ja się mu nie przeciwstawię. Uzależniłam się od niego uczuciowo. A zawsze sobie obiecywałam, że już nigdy nie pozwolę się zniewolić. No i znowu to zrobiłam. Chciałam, żeby było merytorycznie, a wyszła pogmatwana paplanina… Nie potrafię sobie tego ułożyć.
  4. Po SSRI nie czułam jakiś nagłych zmian w moim stanie emocjonalnym. Natomiast po dłuższym czasie zażywania, tych złych uczuć było mniej, a tych dobrych więcej. Nie wiem czy to kwestia leków, czy bardziej terapii, ale będąc na SSRI doświadczyłam wielu dobrych chwil i potrafiłam się z nich cieszyć i je docenić bardziej niż kiedykolwiek. Inna sprawa, że teraz mam taki zjazd, że te dobre chwile blakną w moim umyśle i mam wrażenie, że z tego nie wyjdę… A na osłabienie emocji biorę benzo – jak jest już bardzo źle, kiedy lęk mnie zżera od środka, łykam alprazolam i mam „wyrąbane” na świat. Ale nie polecam częstego stosowania benzodiazepin (uzależniają i przymulają mocno).
  5. Wczoraj osiągnęłam największy stan krytyczny od dawna. Wieczorem było bardzo źle. Wzięłam większą dawkę benzo, a że raczej unikałam przyjmowania tych substancji i moja tolerancja jest zerowa, ścięło mnie tak mocno, że nie pamiętam co się działo. Spałam 14 godzin. Strasznie boli mnie głowa i jestem okropnie zamulona. Nie wiem czy to był dobry ruch… Nadal po głowie krążą złe myśli, nadal dół… Ja już nie wiem co mam zrobić, żeby poprawić swój stan. Z lekarzem ciągle nie ma kontaktu, a ja bardzo potrzebuje umówić się na wizytę.
  6. Jestem małą dziewczynką do je*ania. Jestem bezużyteczna. Jestem beznadziejna. Nie nadaje się do niczego. Nic w życiu nie osiągnę. Nikt nigdy mnie nie kochał bezwarunkowo. Nikt nie chciał mi pomóc, kiedy działy się te wszystkie rzeczy, przez te wszystkie lata. Nikt nigdy mnie nie pokocha. Na wszystko trzeba sobie zasłużyć. Jestem jak brudna ścierka. Już zostałam zużyta. Nikomu więcej się nie przydam. Nie zasługuję na szacunek.
  7. @Lilith Myślę, że ten lęk jedną z przyczyn. Wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, ale teraz doszłam do wniosku, że ja naprawdę boję się go stracić. Przeraża mnie to zarazem, bo ja zawsze dążyłam do bycia niezależną, a strach przed opuszczeniem… świadczy, że ja go potrzebuję i… kocham. Czyli jestem słaba. To czyni mnie słabą. Dodatkowo boję się tego, że ja go opuszczę. Kiedy moje „omamy” (to o czym pisałam wcześniej – strach przed nim, nienawiść, poczucie bycia zniewoloną i oszukaną) nade mną zapanują to go zostawię i jeszcze skrzywdzę na pożegnanie. Albo zostawię go, bo nie będę mogła znieść myśli, że go ograniczam przez swoje problemy… Mam wrażenie, że wszystkie drogi prowadzą do zakończenia tej relacji…
  8. Dawno nie rozmawiałam z moim psychiatrą. Teraz próbuję umówić się na wizytę, ponieważ kończą mi się tabletki, które aktualnie zażywam. Zastanawiałam się nad tym, czy nie spróbować innych leków, ale boję się, że pierwszy miesiąc na „ubokach” będzie nieznośny, a ja nie mogę być teraz niedysponowana, bo czeka mnie dużo pracy. @Luxor Jeśli chodzi o efekty uboczne, to w moim przypadku było okropnie przez pierwszy miesiąc. Potem zero dyskomfortu. Jedyny trwały „skutek uboczny” to to, że unikam alkoholu. Ale to wyszło mi na zdrowie, bo gdy jest źle to mam ochotę zalać się w trupa.
  9. @Heledore Myślę, że pojawiły się one, ponieważ Święta i Sylwester zazwyczaj były dla mnie ciężkie do przeżycia. Tylko, że ten rok naprawdę był o wiele lepszy od poprzednich. Powinnam go dobrze wspominać, a zamiast tego mój umysł znowu powędrował w dalszą, ciemną przeszłość. I wróciły te emocje, poczucie beznadziei i bezradności. Raczej nie czeka mnie nic nowego. Choć zbliża się sesja, a ja nadal nie poskromiłam mojej lekko przerośniętej ambicji i prawdopodobnie podświadomie zaczynam się stresować… To też może mieć wpływ na moje samopoczucie. Do tego nawarstwia się lęk i frustracja związane z tym, że nie potrafię ogarnąć swojej sfery intymnej. Mam z nią ogromne problemy i nie wiem, czy kiedykolwiek je pokonam. Ponadto czuję, że zawiłości wywodzące się z tej sfery, „naciekają” na inne dziedziny życia. Mam wrażenie, że to taka czarna dziura, która się rozrasta. Męczy mnie to bardzo…
  10. Dlaczego każdy Nowy Rok zaczynam z myślami S? Przecież wszystko szło już w dobrym kierunku. Poprzedni rok był chyba najlepszym rokiem w całym moim życiu, bo wreszcie zyskałam nadzieję, że będzie dobrze. A teraz? Znowu śmierć zaczyna jawić się jako jedyne rozwiązanie... Nie mam siły z tym walczyć.
  11. Superpozycja - chaos i pustka jednocześnie.
  12. Ostatnio mam to samo. Czuję jakby mój umysł został wystrzelony gdzieś daleko w kosmos, a tu została sama skorupka. Jakbym była czymś odurzona - kompletne odrealnienie. Coraz trudniej mi się skupić na czymkolwiek. Wszystko zaczyna sprawiać mi kłopoty i wydaje się być nie wiadomo jakim ciężarem. Boję się, że wraca głęboka depresja. A przecież ciągle biorę SSRI...
  13. Dziś na forum weszłam po ponad 3 miesiącach bycia nieaktywną. Wcześniej było całkiem znośnie. Zdarzały się dni naprawdę dobre i te gorsze. Ale dało się żyć. Byłam bardzo zapracowana. Od jakiś 3 tygodni ciągnie mnie coraz bardziej w dół. Mam zjazd. Czuję, że nie daje sobie rady z tym co we mnie siedzi. Przeraża mnie to, że nikt nie potrafi mi pomóc i jest mi wstyd, bo znalazłam ludzi, którzy mnie wspierają, a ja i tak nie potrafię się wzbić ponad moje problemy. Boję się, że nigdy z tego nie wyjdę.
  14. Wie. Wie o wszystkim. Wie więcej niż ktokolwiek (oprócz mojej terapeutki). Powiedziałam mu o tym na początku naszego związku, bo wiedziałam, że nie chce go oszukiwać i angażować w coś czego on nie jest świadomy. Potrzebowałam, żeby zgodnie ze swoją wolą zdecydował, czy chce się tego podjąć. Tak naprawdę nie czuję do końca jakobym to ja zdecydowała o opowiedzeniu mu mojej historii. Chyba coś musiało się wtedy stać, żeby mnie do tego pchnąć, ale ja tego nie pamiętam. Pustka w głowie. Pierwsze wspomnienie z tego dnia to jak siedzę na podłodze w łazience, pocięta i on kuca naprzeciwko mnie i o wszystkim już wie. Nie pamiętam nawet co mu dokładnie powiedziałam. Podjął się tego i mnie wspiera. Ale kto nie przeżył ten nie zrozumie. Nie mówię mu o moich wątpliwościach wobec niego, bo nie chcę go skrzywdzić. Przez kolejne 3 miesiące starałam się podchodzić do naszej relacji w trzeźwy sposób. Na dzień dzisiejszy moja opinia jest taka, że on jest naprawdę dobrym człowiekiem. To we mnie tkwi problem. Boję się, że go stracę. Boję się, że w środku dążę do powielania jakiegoś chorego schematu, a on jest poza nim. Jest dla mnie za dobry. Ja jestem dla niego za nienormalna.
  15. Wiem, że proszę o wiele, a moje pytanie jest bardzo niedelikatne, ale czy są tu może osoby, które doświadczyły „child-on-child sexual abuse” i chciałyby się podzielić swoją historią? A może raczej jej kontynuacją: Jak zareagowało otoczenie (głównie rodzina) kiedy się dowiedziało o wykorzystywaniu? Czy zostało to zignorowane? Czy jest ktoś, kto rozmawiał ze sprawcą będąc już dorosłym człowiekiem? Jak to się potoczyło?
×