Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

EntroPiaa

Użytkownik
  • Zawartość

    21
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

174 wyświetleń profilu
  1. Wiem, że proszę o wiele, a moje pytanie jest bardzo niedelikatne, ale czy są tu może osoby, które doświadczyły „child-on-child sexual abuse” i chciałyby się podzielić swoją historią? A może raczej jej kontynuacją: Jak zareagowało otoczenie (głównie rodzina) kiedy się dowiedziało o wykorzystywaniu? Czy zostało to zignorowane? Czy jest ktoś, kto rozmawiał ze sprawcą będąc już dorosłym człowiekiem? Jak to się potoczyło?
  2. A jeśli nie doświadczył przemocy seksualnej w „standardowej” formie, tylko przez patologiczne środowisko uzależnił się od pornografii w bardzo młodym wieku i chciał spełnić swoje fantazje za wszelką cenę (mimo wiedzy, że jest to złe)?
  3. Po prostu nienawidzę, kiedy ludzie uznają, że dzieci sobie „tylko eksperymentowały”. Wydaje mi się, że pełny stosunek trochę wykracza poza „zabawę w doktora”. Dlaczego ignorowane są także przypadki, gdy „eksperymenty” trwały latami, a młodsze dziecko było przymuszane za pomocą gróźb, manipulacji emocjonalnej, kłamstw do wszelkich form współżycia.
  4. EntroPiaa

    Niewypowiedziane cierpienie

    Wczoraj wdałam się w dyskusje z grupą moich kolegów (myślę, że ma to znaczenie, iż byli to sami mężczyźni) na temat, którego poruszać nie powinnam. Lubimy spotykać się i omawiać przeróżne wątki, wymieniać swoje spostrzeżenia, myśli. Często mówimy o tematach ciężkich, skomplikowanych. Takie rozmowy dają mi dużo rozrywki i satysfakcji, lecz wczoraj, gdy pojawił się motyw seksualnego wykorzystywania dzieci powinnam odpuścić… Poniosło mnie, poprowadziłam dyskusje bardzo niemerytorycznie. Doszło do tego, że niesłusznie pokłóciłam się z jednym z moich kolegów. Nie wiem co we mnie wstąpiło i co chciałam uzyskać. Dzisiaj cały dzień pokutowałam: dopadły mnie okropne stany lękowe, ogromny żal, smutek, złość – wszystkie złe uczucia jednocześnie. Do południa nie mogłam wstać z łóżka, non stop chciałam płakać. Teraz jest lepiej, aczkolwiek czuję jakiś rodzaj beznadziei i bezsensowności. Mam wrażenie, że życie jest płytkie, że zasłużyłam sobie na wszystko co mnie spotkało, że mężczyźni to bardzo prymitywne istoty dążące tylko do spełnienia swoich podstawowych potrzeb – nieważne jakim kosztem. Przykro mi, że jestem jedynie workiem na nasienie oraz narzędziem do zaspokajania i nie mogę tego zmienić. I jestem zawiedziona, bo zdążyłam już uwierzyć w to, że możliwe jest by dzięki pracy nad sobą stać się szczęśliwym. Czy te PTSD-fazy kiedyś się skończą? Zanim poruszyliśmy ten temat czułam się świetnie. Wystarczyło pół godziny by doprowadzić mnie do samego emocjonalnego dna… Chciałabym powiedzieć o tym na terapii, ale pewnie przed spotkaniem uznam, że nie ma to sensu. Czasami pragnę, żeby moja T bardziej mnie przyciskała na sesjach. Tyle tematów przemilczanych, a jak już jakiś wypłynie to kończy się czas spotkania.
  5. https://en.wikipedia.org/wiki/Child-on-child_sexual_abuse Odkopuje temat. Sama nie wiem po co. Przypadkiem trafiłam na ten artykuł na angielskiej wiki i poczułam zdziwienie, że istnieje coś takiego w nomenklaturze. Czyli jest to możliwe, żeby oprawcą było inne dziecko/ nastolatek. Możliwe jest, żeby nieletni zachowywał się jak największy kat, żeby zniewolił młodsze dziecko grożąc mu, strasząc, manipulując nim. Niektórzy nie widzą w tym znamion czynu szkodliwego. Dorośli mówią o „zabawie w doktora”. Ale co jeśli „zabawa” ta obejmuje wieloletnią penetrację i zmuszanie do innych czynności seksualnych? Co jeśli wiąże się z nieprzemijającym lękiem, wstydem, bezsilnością, bólem fizycznym i psychicznym? Czy osoby, które jako dzieci były wykorzystywane przez inne dzieci/ nastolatków nie są pełnoprawnymi ofiarami?
  6. EntroPiaa

    Myśli samobójcze

    Jestem zmęczona. Chciałabym odpocząć. Do tej formy wypoczynku ciągnie mnie najbardziej.
  7. EntroPiaa

    Doświadczenia z terapią

    Też myślałam, że jak już zacznę to potem pójdzie to siłą rozpędu. Ale znowu milczę i nie mogę podjąć tematu, a że bieżące problemy wiążą się z tym wątkiem, to mówienia o nich też unikam jak ognia. Nie mogę się przemóc. Znów muszę ze sobą walczyć…
  8. EntroPiaa

    Doświadczenia z terapią

    Ja również. Ostatnio nie radzę sobie z tym, że kompletnie siebie nie rozumiem… Przez pewien czas myślałam, że już się po części poskładałam, uporządkowałam swoje wnętrze. Może trochę naiwnie postanowiłam otworzyć kolejne drzwi, a tam czekał mrok i chaos, bałagan sto razy większy niż ten który już w pewnym stopniu okiełznałam. Ja po prostu nie mam siły. Zaczynam wątpić, że kiedykolwiek będzie normalnie. Wszystko mi się miesza… przeszłość i teraźniejszość… Nie potrafię nad tym zapanować. Boję się.
  9. EntroPiaa

    Trauma a związki

    Ja chyba nie potrafię... Nie potrafię być w związku. Od mojego ostatniego posta (14 lipca) w moim życiu wydarzyło się wiele. Ogrom sytuacji i decyzji, o których kiedyś nie pomyślałabym, że mogą być choć trochę realne. Zmiany niewyobrażalnego w rzeczywiste. Żeby do tego wszystkiego doszło musiałam przestać myśleć. Przestać zastanawiać się czy dam radę, tylko biernie przyjąć wszystko to, co daje mi los. Jestem w związku... choć zawsze się przed tym broniłam. Obiecałam sobie, że już nigdy nie będę od nikogo zależna, że nikt mnie już nigdy nie skrzywdzi. A teraz czuję się bezbronna, czuję się winna... Jesteśmy ze sobą prawie 3 miesiące, a ja odkrywam z dnia na dzień coraz to większy chaos w moim wnętrzu, coraz więcej panującego w nim mroku. Zanim wdałam się w tą relację uważałam się za osobę dość samoświadomą. Czułam, że ciężko pracowałam, żeby tą świadomość uzyskać - choć po części zrozumieć co się we mnie dzieje. Teraz jestem kompletnie rozbita. Panuje we mnie chaos, ambiwalencja, ogromna entropia. JA NIE ROZUMIEM SWOICH UCZUĆ I ODCZUĆ. Boję się tej bezkształtnej masy siedzącej w mojej głowie. Nie wiem co do Niego czuję. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego czasami tak bardzo Go nienawidzę, choć niczym sobie na to nie zasłużył. Nie rozumiem dlaczego tak bardzo pragnę się na Nim mścić i Go krzywdzić, dlaczego się Go czasem boję. Czuję się przez Niego zniewolona, choć On mnie nie uwięził. Mam wrażenie, że uwięziły mnie moje uczucia. Boję się, boję się. Jestem na siebie zła za to, że nie wytrwałam w moim postanowieniu bycia niezależną, wiecznie wolną. Nie potrafię rozstrzygnąć czy prawdą są moje spostrzeżenia względem Jego niektórych czynów, czy to zniekształcenie poznawcze powstałe przez pryzmat mojej przeszłości. Czuję się jak rzecz, jak przedmiot, wykorzystywana, pogardzana. Znów służę jako erotyczna zabawka. Czuję wewnętrzny przymus zaspokajania Go. Z drugiej strony wiem, że On mnie do niczego nie zmusza, jest dla mnie dobry, czuły. Ale boję się, że to tylko złudzenie, że tak naprawdę mną gardzi, że prędko zostawi, gdy się już Mu znudzę, będzie się mną bawił, oszukiwał mnie. Jestem tego pewna. Dlatego ja pierwsza chcę Go skrzywdzić, wzgardzić Nim, zabawić się Jego kosztem i pokazać, że moje serce stworzone jest z lodu i pustki i nikt nie może mnie zranić, że to ja jestem górą, to ja mam władzę. Czasem mam ochotę Go zabić, żeby móc się uwolnić. Nie chcę już być małą, seksualną niewolnicą. Choć gdy emocje ucichną myślę sobie, że ja tak naprawdę nie chcę Mu zrobić krzywdy, że On jest dla mnie dobry i przypominam sobie, że ja już nie jestem mała, nie jestem dzieckiem, mam jakąś tam moc, siłę sprawczą. Próbuję po sobie nie pokazywać tego co się we mnie dzieje, tego co się we mnie burzy i buduje na nowo, ale już nie daje sobie z tym rady. Nie wiem co czuję. Z jednej strony jestem bezgranicznie zazdrosna, ale to chyba wynika z lęku przed oszustwem, kłamstwem, wykorzystaniem. Z lęku przed byciem naiwną, małą niewolnicą. Bardzo często chcę zakończyć ten związek, wrócić do swojej skorupki i już nikomu nie pozwolić do niej zapukać. Boję się. Nie wiem co mam robić. Chcę i nie chcę Go skrzywdzić. Chcę i nie chcę z Nim być. Dlaczego to wszystko jest tak cholernie ciężkie?
  10. EntroPiaa

    Możliwe reakcje na przemoc seksualną

    Powiedziałam. Udało się. Byłam już w tak złym stanie, że "stróż" nie dał rady zamknąć mi ust. Choć było to ciężkie, bo ja po prostu nie potrafię używać słów, kiedy mam o tym mówić. Ale terapeutka już wie o co chodzi. Byłam i nadal jestem okropnie wyczerpana tym wyznaniem. Teraz ciągle mam flashbacki. Na chwile zapominam, nagle pojawia się jakiś mały bodziec przypominający i znów jestem na dnie i znów nie mogę myśleć o niczym innym. Jestem ciągle spięta i odczuwam ten okropny lęk i osamotnienie. Przed ludźmi musze udawać, że wszystko jest ok, a kiedy już nie daje rady to używam taniej wymówki, obarczam winą normalne aspekty życia. Mojej terapeutki nie będzie przez 2 tygodnie. Trochę mnie to przeraża. Z drugiej strony zawsze radziłam sobie z tym sama, więc nie powinno to być dla mnie problemem. Terapeutka powiedziała mi, że to nie była moja wina... Ale ja wciąż nie jestem przekonana... Boję się, że nigdy nie zdołam zmyć swoich win, swojego wstydu, brudu i lęku. Boję się, że strach, który czuję jest tak wielki, że nigdy nie będę w stanie kochać...
  11. EntroPiaa

    Możliwe reakcje na przemoc seksualną

    Hej. Mam ostatnio spory problem. W sumie to istnieje on od zawsze, czasem o nim „zapominam”, ale od kilku dni wzrósł on do ogromnych rozmiarów. Wstydzę się poruszać ten temat, ale nie potrafię sobie z nim sama poradzić. Męczy mnie to, że zaczynam odczuwać taki prawdziwy pociąg fizyczny. Od zawsze miałam zasadę, iż nigdy z nikim się nie zwiążę oraz nikomu nie pozwolę wejść do mojego życia intymnego. Jednocześnie czasem nie panowałam nad swoim uwodzicielskim zachowaniem. Od zawsze karałam się, gdy tylko poczułam jakiś popędowy bodziec. Dążyłam do bycia idealną, bezpieczną, co było dla mnie równoznaczne z byciem aseksualną. Nienawidziłam siebie za wszystkie „brzydkie myśli”. Pragnęłam pozbyć się swojej seksualności raz na zawsze. Od dawna myślałam… marzyłam o wycięciu swoich narządów rodnych. Niekiedy to marzenie stawało się moją obsesją. Zawsze mówiłam koleżankom, że nie chcę nigdy być w związku, ponieważ jestem samotnikiem z natury, a do tego nie interesują mnie te tematy. Przez cały czas wypierałam moją seksualność. Od pewnego czasu zaczęłam godzić się z tym, że pojawiają się u mnie te potrzeby. Odkąd rozpoczęłam terapię (pół roku temu) moje podejście do życia zmieniło się. Mimo iż pracowałam nad innymi problemami, bo nie byłam i nadal nie jestem w stanie mówić o moich doświadczeniach w tej sferze, również związki zaczęłam traktować bardziej pozytywnie. Problem tkwi w tym, że przestałam wypierać moją cielesność i teraz nie mogę sobie z tym poradzić. Ostatnie wydarzenia w moim życiu trochę rozbudziły tą sferę i powróciły koszmary senne, których udało mi się pozbyć jakieś 2 miesiące temu. Ponadto zaczęłam myśleć o stosunku w realny sposób, to znaczy uświadomiłam sobie, że naprawdę mogłabym to zrobić. Jednocześnie wydaje się to być jak jakaś straszna bajka, którą widziało się w dzieciństwie i teraz znów można jej doświadczyć i przypomnieć sobie to, co przez te wszystkie lata zostało przetrawione w głowie tyle razy, obejrzane z każdej strony, obrosło ponadto w różne wytłumaczenia i zamieniło się w labirynt, w którym okrywa się z czasem coraz to nowsze ścieżki. Czuję strach. Ogromny strach. Lęk jak gdyby zaraz nastąpić miałaby jakaś niemożliwa do uniknięcia katastrofa. Czasem naciera to z tak dużą siłą, że przyszłość i teraźniejszość przestają istnieć. Jest tylko przeszłość. Przeszłość w formie złej bajki. Kiedy mnie to dopada nie czuję się rzeczywista, jakbym była w transie. Myślałam, że potrafię sobie z tym radzić choć w minimalnym stopniu. Miałam nadzieję, że te lata własnej pracy coś dały. W końcu potrafię już o tym myśleć, przyznać się przed samą sobą. Ale gdy wpadnę w otchłań to nie potrafię się z niej wydostać. Nie potrafię reagować na sytuacje damsko-męskie w zdrowy, normalny sposób. Po prostu nie potrafię się nie bać. Terapia nauczyła mnie rozpoznawać zaburzone schematy mojego myślenia i działania. Dzięki temu zauważam również schematy powstałe przez naruszenie mojej seksualności dawno temu. Najgorsze jest to, że te dysfunkcyjne szlaki myślowe pojawiają się nie tylko w sferze intymnej, ale wpływają na wszystkie dziedziny życia. O Boże, jak to wszystko jest poplątane. Gubię się w tym. Ciągle próbuję to rozszyfrować, ale jest to dla mnie za trudne. A moja terapeutka nie może mi pomóc, bo nie jestem w stanie poruszyć przy niej tego tematu. Nauczyłam się mówić o psychicznym (nadal aktualnym) oraz fizycznym (występującym w przeszłości, oraz w mniejszej skali niż psychiczne) znęcaniu się w moim domu. O przemocy seksualnej nie jestem w stanie powiedzieć. Jednocześnie nadal mam wątpliwości co do zasadności nazywania tego molestowaniem i gwałtami. Czuję się winna tego, co się działo przez te wszystkie lata. Moje doświadczanie seksualności (czyli „zabawy”, które były moim największym sekretem) rozpoczęło się w wieku ok. 3 lat. Ostatni stosunek odbyłam w wieku lat 11. Nie pamiętam wszystkiego, czasem nie pamiętam nic, jakby to nigdy się nie wydarzyło. Innym razem „oglądam klatki z filmu”, jakbym znów tam była. I wtedy widzę wszystko wyraźnie, a potem to znika, staje się mitem. Co jakiś czas pojawiają się nowe klatki z mojej własnej, brudnej taśmy filmowej. Są jak olśnienie. A ten lęk, wstyd, obrzydzenie i nienawiść do samej siebie zostały we mnie jakby utrwalone i nie mam żadnej kontroli nad tym kiedy znów mnie dopadną. Tak bardzo się boję. Dlaczego czuję popęd? Dlaczego płeć przeciwna się mną interesuje? Czy potrafiłabym stworzyć związek? Tu i teraz przyznaję się do tego otwarcie: ja posiadam potrzeby relacji damsko-męskich. Mój ascetyczny ideał był złudzeniem. Nie mam pojęcia co robić. Jak mogę stworzyć z kimś taką relację jeśli są ze mną moje schematy, mój lęk, moje C-PTSD? Boję się. Tak bardzo się boję. Mam 20 lat. Moi rówieśnicy są inni niż ja. Oni nie czują tego strachu. Oni wiedzą jak to powinno wyglądać. A ja chyba nie potrafię odróżnić pociągu seksualnego od romantycznego. Czasem mam wrażenie, że czuje tylko ten pierwszy, a drugi jest mi obcy. Rodzi to ogromne poczucie winy, które każe mi wierzyć, że wszystko czego doświadczyłam było tylko i wyłącznie moją winą. Czuję się jak śmieć, jak ku*wa. Boję się, że kiedyś wypierałam seksualność, a teraz stracę nad nią kontrolę… Przepraszam za tak długi post, ale nie potrafię dalej tego dusić w sobie.
  12. Witaj Akuma. Czy lekarz dał tobie instrukcje jak dalej powinieneś radzić sobie ze swoimi zaburzeniami? Wspominał o terapii lub o szpitalu? Rozumiem, że dostałeś leki, które próbowałeś przedawkować. Czy lekarz o tym wie? Jakie to były leki? Czy powiedziałeś psychiatrze o wszystkich swoich problemach (również tych domowych)? Wydaje mi się, że aktualnie najbardziej niebezpieczne jest dla ciebie środowisko w jakim się znajdujesz, a dopiero potem to jakie konsekwencje pozostawiało ono w twoim wnętrzu przez te wszystkie lata. Myślę, że powinieneś skorzystać z pomocy w szpitalu, ponieważ twój aktualny stan jest bardzo niepokojący, tam na terapii omówić z kimś kompetentnym swoją sytuację życiową, a następnie ułożyć plan „ewakuacji” do zdrowszej przestrzeni. Ponadto musisz zacząć uczęszczać na terapię długoterminową, która z biegiem czasu pomoże tobie poradzić sobie z trudną przeszłością i schematami myślenia wpojonymi przez rodzinę. Teraz wydaje ci się, że nie ma wyjścia z sytuacji, w której się znalazłeś, ale to jest naprawdę możliwe. Potrzebna jest cierpliwość i praca nad sobą. U mnie pierwszym krokiem był wyjazd z domu na studia do innego miasta oraz konsultacja psychiatryczna i rozpoczęcie terapii. Teraz, po pół roku zaczynam dostrzegać pozytywne skutki mojej pracy z terapeutką. I wiem, że ta „ucieczka” z domu uratowała mi poniekąd życie. Kiedyś myślałam, że już nikt nie jest w stanie mi pomóc. Na chwilę obecną, mimo iż zdarzają się gorsze dni (i tak zwane „zjazdy”) z nadzieją patrzę w przyszłość. Co prawda moja naukowa branża skłania się bardziej w kierunku neurobiologii niż psychologii i nie jestem żadnym ekspertem, ale wiem, że żeby sobie pomóc musisz wykonać ten pierwszy krok. Zgłoszenie się do szpitala nie jest niczym złym jak (przypuszczam) twierdzi twoja matka. Ona używa pojęcia „szpital psychiatryczny” jako broni przeciwko tobie, chce cię w ten sposób obrazić. Ale to nie jest nic ujmującego. Twój czyn to ratowanie siebie przed toksycznym światem, w którym się wychowywałeś. „Hej wiem jestem tu nowy i pewnie zraz będzie fala Hejtu na moja osobę […]” – tutaj nikt cię nie będzie hejtował. Nie musisz obawiać się ataku, do którego jesteś tak bardzo przyzwyczajony. Będąc całe życie oskarżanym spodziewasz się od razu agresji. To jeden ze schematów do przepracowania. Trzeba popracować nad twoją samooceną i pewnością siebie. „[…] ciagle tylko krzyki i wyzwiska ja jestem jak bomba raz wkurzony ze zrobil bym komus cos a raz smutny przygnebiony ze nie mam ochoty zyc i chce mi sie ciagle plakac” – wydaje mi się, że w tym momencie twoje wahania nastroju wynikają z tego, ze nie możesz poradzić sobie z atmosferą nienawiści panującą w twoim domu. Dlatego tak ważna jest zmiana otoczenia. Proszę, nie poddawaj się. Wszystko zaczyna się od pierwszego kroku.
  13. EntroPiaa

    Doświadczenia z terapią

    Dziękuję za twoją wiadomość, lily994. Świadomość tego, że nie jest się samemu, że są ludzie, którzy rozumieją, przynosi pewien rodzaj ukojenia… takie uspokojenie. Te słowa… chyba chciałam coś takiego ‘usłyszeć’. W pewnym stopniu mi ulżyło. Postaram się tak robić. Już przygotowałam kilka notatek. Jest to dla mnie trudne, bo zawsze byłam uczona, by nie obciążać nikogo swoimi problemami, by po prostu się do nich nie przyznawać. I choć mam świadomość, że po to uczęszczam do terapeuty, by to wszystko przerobić, to nadal nie potrafię niektórych rzeczy wyznać. Ale nie zamierzam się poddawać. Choć ostatnio sił do walki coraz mniej. Właśnie wróciłam z rodzinnej miejscowości i czuję się strasznie. Jestem tak okropnie zmęczona – przy czym jest to bardzo dziwny rodzaj wyczerpania: mam po prostu ochotę umrzeć. Takie poczucie, że tylko śmierć da wytchnienie. Wizyta w domu nie należała do przyjemnych – znów pojawiły się kłótnie, wyzwiska, manipulacja emocjonalna... I pomyśleć, że jeszcze rok temu musiałam codziennie żyć w tej atmosferze nienawiści, w tym ciągłym napięciu. Od początku mojego przyjazdu chciałam stamtąd uciec. Teraz nie mam siły na nic. Czuję się jak łach pozbawiony duszy, wszelkich witalnych sił. A jeszcze muszę walczyć – autodestrukcja, to monstrum siedzące w moim wnętrzu, zorientowało się, że jestem słaba i będzie polować. Ono pragnie krwi.
  14. EntroPiaa

    Doświadczenia z terapią

    W tym momencie jestem na siebie zła, tak cholernie zła. Czuję się okropnie rozczarowana. Ile jeszcze razy będę podejmowała decyzję, że na następnym spotkaniu powiem terapeutce o moim największym demonie? Ja już nie wiem, czy kiedykolwiek mi się to uda. Jestem bezsilna. Czuję niewysłowioną złość, nienawiść skierowaną do siebie. Znów jestem bezradna, znów nic nie mogę zrobić. Tylko trwać jak roślinka, z obojętną myślą, że może przeżyje, a może nie. Niby na logikę nic wielkiego się nie wydarzyło - przegrałam ponownie jedną z wielu małych bitew, ot co! Ale ja się czuję jak w przeszłości. Jakbym nie miała władzy nad swoim losem, życiem. Boję się, boję się, boję się. I chce mi się płakać z bezradności. Czuję się jak małe, samotne dziecko, któremu nikt nie może albo nikt nie chce pomóc. Kiedyś nie potrafiłam nawet pomyśleć (tak normalnie pomyśleć - bez flashbacków) o moich demonach, a zwłaszcza o tym największym. Potem udało mi się to. Następnym krokiem było przełamanie się w opisywaniu tego na papierze. Pisałam do samej siebie. Ostatnio nawet dałam radę przedstawić część mojej historii osobie z forum. Ale terapeutce... nie potrafię. Może to kwestia bycia anonimowym. Na sesji od razu zatykam usta kneblem tajemnicy. Udało mi się wspomnieć o moim ostatnim ‘zjeździe’. Dwa dni temu, przez to, że pogoda przypomniała mi o pewnym okresie w moim życiu, potoczyła się lawina flashbacków. Przez cholerną pogodę. Przecież to brzmi co najmniej śmiesznie. Powiedziałam mojej terapeutce o tym wydarzeniu, które popsuło bardzo udany tydzień. Treść jednego wspomnienia mogłam opisać, bo łączyła się z czymś, o czym T wie. Niestety, reszta dotyczyła tego, o czym nie potrafię mówić. Przegrałam... Znów przegrałam... Od dwóch dni czuję się bardzo kiepsko, a ta mała porażka jeszcze mnie dobiła. Dodatkowo zbliża się powrót do rodzinnej miejscowości na majówkę, a ja nie chcę tam wracać...
×