-
Postów
2 356 -
Dołączył
Treść opublikowana przez nvm
-
Tak, masz rację. Przepraszam.
-
Wow o_0 Przejrzałeś mnie na wylot o_0 Telepata!
-
Tak, masz rację. Przepraszam. [videoyoutube=zUZJGE3sKao][/videoyoutube] Dla mnie każde przekonanie to blef, a więc i kłamstwo. Taka pochwała to jak z platyny skała xD
-
A tak, w ogóle, Evia, to czego pragniesz? Rozluźnienia? "Szczęście" w moim odczuciu to słowo nieco wyświechtane i niejednoznaczne. W Teorii Wielkiego Podrywu jest taka scena w spalonym sklepie komiksowym Stuarta, gdy omal nie spada mu na głowę lampa. Mówi wówczas: "Mogłem zginąć!", a gdy uprzytamnia sobie, że w sumie chciałby zginąć, dodaje: "Cholera!". Cel ewolucyjny to zmartwienie ewolucji, a nie moje. Na przykład wydanie potomstwa może być korzystne z punktu widzenia ewolucji, ale nie musi być zawsze korzystne z punktu widzenia jednostki. Ale może te jednostki, to po prostu błędy ewolucyjne ;] Weronika postanawia umrzeć ;] To, że się do czegoś poczuwasz, nie znaczy, że to jest prawda ;] Mam jakieś dziwne przeczucie, że ta kwestia może być Twoim czułym punktem, a nie chcę prowokować u Ciebie agresji, więc na razie nie będę tego rozwijał. "Człowiek, który nie miał fejsbuka"? xD Czy To jest właśnie Twoim (ukrytym?) pragnieniem? Święty spokój? Rozluźnienie? Lubię tą teorię. Choć tylko ją liznąłem. Może. Ale czy nie jest tak, że te mechanizmy obronne służą temu, by jakoś sobie radzić, zanim będziemy gotowi na prawdę? Może z wiekiem nasza pojemność i gotowość na prawdę rośnie? Dlaczego zakładasz, że znasz prawdziwą, nieprzefiltrowaną rzeczywistość? Prawdziwa, nieprzefiltrowana rzeczywistość, to obraz, dźwięk, smak, zapach i czucie. I nic ponadto. A my nadajemy temu jakieś znaczenie, snujemy jakieś historie. Jedni snują smutne historie, inni radosne. Ale to wszystko są kłamstwa - "powinni się leczyć" zarówno ludzie uważający, że życie jest piękne, jak i ludzie, którzy mają depresję. Wszyscy jesteśmy siebie nawzajem warci. Mamy tylko inne kłamstwa. (To wyżej to oczywiście też tylko kolejne kłamstwo. Wszyscy kłamią.). I jeszcze na koniec małe pranko mózgu: [videoyoutube=xQU3JxUCm-4][/videoyoutube] oraz https://zenforest.wordpress.com/2008/02/13/4-etapy-twojego-zycia/
-
Tym razem wyciągnąłem wnioski i postaram się tak pisać, żeby ograniczyć liczbę postów jednych pod drugimi: Wow. Miło mi poznać założycielkę kościoła scjentologicznego! Niektórzy mają dystans nawet do własnego postrzegania. Zwłaszcza jeśli zaobserwowali, jak łatwo i często ich własne postrzeganie ulegało zmianie. Kiedyś sobie wkręciłem, że nawet moje wyjście z domu może spowodować na ulicy jakiś wypadek. Zawsze możesz dodawać disclaimer na początku swoich postów, albo chociaż w podpisie ("Uwaga: niniejszy post może zburzyć Twój światopogląd i zepsuć Twoje samopoczucie! Przed przeczytaniem skonsultuj się z psychologiem lub psychiatrą, gdyż każdy post niewłaściwie przeczytany zagraża Twojemu samopoczuciu i zdrowiu (psychicznemu)"). "Buntownik z wyboru"? Zawsze możesz postąpić jak Szyfrant (z Matrixa). Dogadać się z agentami i łyknąć niebieską pigułkę. Ja tak już raz zrobiłem ;] To Ty nie wiesz, że ignorancja jest błogosławieństwem? Dziwne. Ja myślę, że to chyba jednak coś innego. Kładziesz się spać, podchodzisz do łóżka i boisz się, że nagle jakaś wielka demoniczna łapa się wysunie spod łóżka i Cię tam gdzieś wciągnie, jak w horrorach. To jak dla mnie ma się trochę nijak do normalnej rzeczywistości. Bardziej bym to porównał, jeśli już, do jakichś fobii, lęków przed pająkami, itd. Ja tak właśnie mam ;] (nie tyle odnośnie pająków, co horrorów i tego, co nagle z zaskoczenia na mnie wyskakuje). [videoyoutube=ALFX_qA0v9g][/videoyoutube] Końcówka: - Czemu gwiżdżesz? Czemu się cieszysz? Przecież Twoje życie jest do kitu. - Fakt, zapomniałem.
-
Wiesz, odnajduję coś takiego w sobie, ale - dzięki Bogu! - w duuuuuuuuuuuużo mniejszym stopniu. Kiedyś było to u mnie mocniejsze, ale - dzięki Bogu - nigdy nie było to tak skrajne, jak to opisałeś, zawsze było to znaaaaaaaaaacznie słabsze. Nauczyłem się zresztą kiedyś celowo wprawiać w taki stan nadmiernego optymizmu, żeby mieć odwagę zagadywać do dziewczyn Wykorzystywałem w tym celu głębokie oddychanie, połączone ze słuchaniem motywującej mnie muzyki. A czy histeryczny śmiech ma coś wspólnego z "manią"? EDIT: Ja w swoim życiu nie wiem, której części mnie kiedy zaufać - czy tej "depresyjnej" (pesymistycznej, zachowawczej, ostrożnej), czy tej "maniakalnej" (optymistycznej, odważnej, skłonnej do ryzyka, nie przejmującej się zbytnio konsekwencjami, myślącej "A raz się żyje!"). Eksperymentuję metodą prób i błędów. Choć kiedyś ta część "A raz się żyje!" doprowadziła mnie właśnie do tragedii, której konsekwencje odczuwam do dziś, po wielu latach Z drugiej strony ta pierwsza, ostrożna część, też nie jest do końca dobra, bo człowiek boi się wówczas cokolwiek zmieniać. PS: Sorry za posty jeden pod drugim. Jeśli jeszcze mam taką możliwość, to próbuję je edytować, ale taka możliwość wygasa z czasem i wtedy już daję nowego posta. [videoyoutube=snFYdP5nK3g][/videoyoutube]
-
Genialne! Jeśli będę komuś coś udowadniał, a ten ktoś wciąż nie będzie się ze mną zgadzał, to powiem mu, że ma po prostu urojenia! BTW: Lordzie Kapucynie. Bardzo podoba mi się Twoje poczucie humoru i styl pisania, zademonstrowane w historii o Rychu i Adasiu. A może obawiacie się po prostu, że zadowolenie zniekształca waszą percepcję, wywołując nadmierny optymizm i zaburzając ocenę sytuacji? I że z powodu tych różowych okularów możecie się wpakować w jakieś kłopoty, bo nie myślicie wówczas trzeźwo? I że później będziecie tego żałować? Antycypacja spośród mechanizmów obronnych jest ponoć zaliczana właśnie do "dojrzałych".
-
Zapaliła mi się lampka. Oto ona (uwaga - pranie mózgu!): [videoyoutube=sLK7cBdQx-U][/videoyoutube] dobre pytanie Ciekawe czy ktoś kiedyś na nie odpowie... Moja odpowiedź jest taka, że trzeba było myśleć przed faktem (przed urodzeniem się). Teraz jest już za późno. Mleko się rozlało. Mądry Polak po szkodzie ;]
-
I jeszcze jedno podejście. Tym razem zjadłem coś smacznego i postanowiłem zrobić ten test w "różowych okularach": Zrobiłem jeszcze 2 podejścia i dochodzę do wniosku, że ten środkowy wynik (11-14 punktów) był najbardziej adekwatny. Po co mają się z tego "leczyć"? Ty na ich miejscu też byś się z tego "leczyła"? Jeśli kiedyś uznasz, że jednak życie jest piękne, to postanowisz jakoś specjalnie się zdołować? Nie. Żyj i pozwól żyć. Tak, bo nie oszukuję samej siebie Myślę, że chyba rozumiem. Oczywiście. Wszyscy (albo prawie wszyscy) chorujemy na jakieś swoje "prawdy".
-
Aż sobie zrobię: 1) Odczuwam często smutek, przygnębienie. 2) Często martwię się o przyszłość. 3) Sądzę, że czynię więcej zaniedbań niż inni. 4) To co robię sprawia mi przyjemność. 5) Czasem czuję się winny. Nie ma takiej odpowiedzi, ale zaznaczam "Dość często miewam wyrzuty sumienia." mimo iż nie jest to do końca prawda. Mam wyrzuty sumienia, zaznaczając tę odpowiedź 6) Sądzę, że zasługuję na karę. 7) Każda odpowiedź jest prawidłowa. Nienawidzę siebie (choć na ogół nie mam z tą nienawiścią do siebie kontaktu), czuję do siebie niechęć, nie jestem z siebie zadowolony, ale także jestem z siebie zadowolony. Zaznaczam, że nie jestem z siebie zadowolony (i zaznaczając to, mam znowu wyrzuty sumienia). Stale potępiam siebie za popełnione błędy. Choć ostatnio jest lekka poprawa, więc może powinienem zaznaczyć, że "Zarzucam sobie, że jestem nieudolny i popełniam błędy.". Ale niech jednak będzie to "stale", mimo wątpliwości. 9) Myślę o samobójstwie - ale nie mógłbym tego dokonać. Choć ostatnio rzadko, bo moja sytuacja się poprawiła. To były zresztą tylko takie fantazje w kryzysowych momentach. 10) Dawno nie płakałem. "Chciałbym płakać, lecz nie jestem w stanie" - jest w tym trochę prawdy. Kiedyś kilka razy powstrzymałem się od płaczu, i to mógł być błąd. Możliwe, że ten ból emocjonalny we mnie zaległ, zamiast wylecieć ze łzami w oczach. 11) Nie jestem bardziej podenerwowany niż dawniej. Zawsze byłem nerwowy. Właściwie nawet jest mniej nerwowy i bardziej spokojny niż dawniej, dzięki duchowości. Zaznaczam "Wszystko co dawniej mnie drażniło, stało się obojętne.", choć to nieprawda, że wszystko. 12) Waham się między "Interesuję się ludźmi mniej niż dawniej." i "Utraciłem większość zainteresowań innymi ludźmi.". Zaznaczam jednak to drugie. 13) Co do podejmowania decyzji, to ostatnio jest pewna, zdecydowana poprawa. Waham się między "Częściej niż kiedyś odwlekam podjęcie decyzji." i "Mam dużo trudności z podjęciem decyzji.". To zależy jaki przyjąć punkt odniesienia. W drobiazgach już sobie lepiej radzę, poważne decyzje nadal odwlekam tak długo, jak tylko się da. Niech będzie to drugie zatem jednak. To tylko test w końcu. 14) Co do wyglądu, to nie wiem, jak się odnieść. Owszem, wyglądam może trochę gorzej niż dawniej, ale tylko trochę. Wybieram pierwszą opcję: "Sądzę, że wyglądam nie gorzej niż dawniej.". Tym bardziej, że się już tak bardzo nie przejmuję swoim wyglądem. Nawet mi się nie chce za bardzo golić ;] 15) Waham się między "Mogę pracować jak dawniej" a "Z trudem rozpoczynam każdą czynność". Wybieram jednak to drugie, mimo że to nie do końca prawda (wyrzuty sumienia). 16) Znów się waham, między "Sypiam dobrze, jak zwykle." i "Sypiam gorzej niż dawniej.", tym bardziej, że obniżyłem już swoje wymagania. Jednak zaznaczam to drugie. 17) Męczę się znacznie łatwiej niż poprzednio. 18) Mam apetyt nie gorszy niż dawniej. 19) Straciłem na wadze więcej niż 2 kg. Ale to chyba z innego powodu. Jednak nie ja tu jestem ekspertem, więc zaznaczam. 20) Czy " Jadam specjalnie mniej, żeby stracić na wadze :"? Hmm...może trochę na to rzeczywiście uważam. Ale tylko trochę. Trudno powiedzieć. Ani tak, ani nie. Raczej się tym nie przejmuję tak bardzo, ale może podświadomie? Niech będzie, że tak. 21) Nie martwię się o swoje zdrowie bardziej niż zawsze. No, może trochę. Ale to zaznaczam. 22) Utraciłem wszelkie zainteresowanie sprawami seksu. Jeśli kiedykolwiek w ogóle je miałem. Powyższy wynik, to wynik, który uzyskałem, starając się patrzeć na szklankę, jakby była do połowy pusta. A teraz postaram się patrzeć, jakby była do połowy pełna. I uzyskuję wówczas wynik następujący: Tak, to już pasuje bardziej. Pierwsza ocena mojego przypadku brzmiała dla mnie nieco histerycznie. Być może właściwy dla mnie wynik jest jednak gdzieś pośrodku. EDIT: Ale przy próbie oceny wypośrodkowanej uzyskałem 14 punktów i komentarz taki sam jak wyżej.
-
Tak, to prawda. Ale jest depresja i Depresja. Z pewnością "powinni" się leczyć Ci z Depresją. Co do depresji, to się nie wypowiadam.
-
Miałem wczoraj epizod manii, wywołany między innymi dolegliwościami żołądkowymi. Mam wtedy inną ocenę sytuacji. Nie ma w tym jakiegoś wyrachowania, że chcę w ten sposób coś osiągnąć. Po prostu piszę tak jak czuję. Przepraszam, jeśli Cię uraziłem. Ja z kolegą często sobie żartujemy, że mamy sprane mózgi i się o to nie obrażamy. Dystans i pokora, o których wcześniej wspomniałeś. A także luz i poczucie humoru. Sam o sobie też przecież napisałem, że mam sprany mózg. Pudło. To nie była żadna agresja, a już na pewno nie chciałem Cię dotknąć. Jednak przepraszam, jeśli rzeczywiście tak to odebrałeś. Podzieliłem się z Tobą swoją opinią, tym co czuję. Podzieliłem się z Tobą swoją prawdą, a co Ty z tym zrobisz, to jest Twoja sprawa. Do reszty się nie odniosę, bo wygląda mi to (przynajmniej po części) na ataki ad personam, które w ramach "zemsty" miały mnie dotknąć ;] EDIT: Bardzo możliwe, że masz rację. Dzisiaj jest mi głupio, że pewne rzeczy wczoraj o sobie napisałem. I takie właśnie rzeczy się dzieją, gdy przełamuję swoje lęki.
-
Tak, to bardzo dojrzałe z Twojej strony i zarzut o niedojrzałości emocjonalnej zdecydowanie nie jest atakiem ad personam. Przepraszam, jeśli Cię uraziłem. Miałem wczoraj epizod manii, wywołany między innymi dolegliwościami żołądkowymi. Ale rób jak uważasz - jeśli nie chcesz ze mną rozmawiać i jeśli nie mogę być w tej rozmowie sobą i pokazywać swojego prawdziwego oblicza - to Twoja sprawa. To, co napisałem, to są rzeczy w stylu takich, jakie mówię swoim kolegom i oni się o to nie obrażają.
-
akwen, nie mam teraz siły się do wszystkiego odnosić, więc napiszę tyle: Na początku tak było, ale pod koniec podstawówki coś mi się przełączyło w głowie i zacząłem się uczyć coraz lepiej spełniać społeczne oczekiwania. I od gimnazjum coraz bardziej zjednywałem sobie ludzi, lecząc się jednocześnie stopniowo z tych kompleksów i osiągając kolejne sukcesy społeczne.
-
Czasem się podzielę trochę. Ale nie uważam, żebym ja to marnował. Bycie fajnym to też bycie fajnym w swoich własnych oczach, a to daje przyjemne poczucie samo-zadowolenia, tzn. lubienia siebie. A niby kto traci z powodu swojej niewiedzy z mojego powodu, dzięki czemu to ja dostaję jakieś korzyści? Mnie spotykają raczej dobre rzeczy, nawet lepsze niż bym zasługiwał ;] Wierzę, że to wsparcie od Boga. Nie podoba mi się to, że w swoim przykładzie używasz mojej osoby i tworzysz opowieść, w której w przyszłości dzieje mi się coś złego. Jakby co, to będę wiedział, czyja to sprawka, a wtedy Cię znajdę i napluję Ci na wycieraczkę. (to ostatnie zdanie to żart). Może i tak. Ale ludzie wszystko wypaczają, nawet buddyzm. Mam nadzieję, że z czasem to zauważysz. Nie przeczę, że ten sposób na życie jest lepszy niż wiele alternatyw. Twierdzę jedynie, że nadmierna ufność w przekonania (swoje lub autorytetów) zgubna się okazać może. Mogę być szczery? Myślę, że masz sprany mózg. Ja też mam sprany mózg, ale ja przynajmniej zdaję sobie z tego sprawę. Podejrzane jest dla mnie, jeśli wyznawca jakiejś religii/systemu przekonań i praktyk, wydaje się być sztywny i nie okazywać poczucia humoru. Pozwól, że polecę Ci (choć nie wiem, czy dla Ciebie nie będą to dzieła "diabelskie" ) 2 książki Eckharta Tolle - "Potęga Teraźniejszości" i "Nowa Ziemia". "Nowa Ziemia" jest nowsza, ale coś mi mówi, że może dla Ciebie byłaby lepsza na początek niż jej poprzedniczka. Zrobisz jak uważasz, ja myślę, że ta książka może poszerzyć Twoje horyzonty. Chyba, że Ci nie wolno jej czytać, to trudno (mam nadzieję, że się nie obrazisz na mnie za tego typu sformułowania). Albo jeszcze jedna książka, choć trudniej dostępna - Joel Goldsmith - "Grzmot ciszy" - autor tam pisze zarówno o karmie/prawie starego Testamentu, jak i o tym, że sami decydujemy się na reguły gry, dzielące na dobro i zło, a wcale nie musimy tak robić. Zrobisz, jak uważasz. Albo może jeszcze to (nie wiem, jaki to przyniesie efekt, bo autor nawiązuje trochę do swoich wcześniejszych filmików, których pewnie nie znasz, ale mam Ci ochotę to wysłać): [videoyoutube=AohgmQsGLhE][/videoyoutube] Autor najpierw interesował się psychologią, później praktykował buddyzm, na duchowej ścieżce jest od 14 lat. A tutaj filmik pokazujący, jak system przekonań może sprać komuś mózg (na przykładzie hinduizmu/advaity vedanty): [videoyoutube=ZGgcf295fRQ][/videoyoutube] To prawda. Ale człowiek często robi się z wiekiem mądrzejszy, a ja miałem tego farta, że pewną mądrość również odkryłem dość wcześnie ;] Przypominasz mi pod pewnymi względami mnie, gdy miałem ok. 18-19 lat. Jeśli jesteś teraz w podobnym wieku, to to by pasowało Ostatnio czytałem wulgaryzmy z wielką przyjemnością :) Jak już wcześniej zresztą pokazałem na przykładzie joaszki. Z pewną ulgą i rozluźnieniem. Twoje rozumowanie rozwala się o to, że w żaden sposób nie udowodniłeś, że rzeczywiście wulgaryzm jest czymś złym. Nie udowodniłeś nawet, że jest jakimś "brudnym słowem", który byłby wbrew czystości w słowach. Chyba, że uważasz za ten brud agresję w tym słowie zawartą. Ale ja uważam, że agresję jest również dobrze wyrażać - z humorem i we właściwy sposób. Przyjmujesz za pewnik pewne założenia, takie jak: "wulgaryzm jest nieczystym słowem". Ale skąd "wiesz", że to prawda? Bo ktoś mądry Ci tak powiedział? A może właśnie powstrzymywanie się od wulgaryzmów, gdy w głębi duszy czujesz, że teraz dobrze byłoby ich użyć, sprawia, że Twoje słowa stają się nieczyste, bo zostają zabrudzone przez wewnętrznego cenzora, kierującego się nieczystym lękiem przed diabelskimi mocami? Może właśnie kierując się tym lękiem tylko te moce wzmacniasz? I to do Ciebie wróci w pewnym momencie, pod postacią jakiej się nie spodziewasz. Opamiętaj się, póki nie jest za późno, dobrze Ci radzę. Ale zrobisz jak uważasz, nie chcę Cię przecież na silę nawracać.
-
Nie rozumiem pytania, nie kojarzę gościa. Ale rozkazuję Ci!!! rozważenie obejrzenia sobie jakiegoś z wysłanych filmików (nie musisz oglądać, jeśli nie chcesz, tylko weź pod uwagę taką możliwość; kiedy ja byłem w najgorszym okresie swojego życia ktoś też mógłby mi wówczas polecić coś takiego, ale nie miałem wtedy tyle szczęścia; to teraz zamierzam życiu pokazać "jak to się robi; jak się pomaga ludziom w desperackiej potrzebie"; nie wiem, czy Ci to pomoże; nie mogę też obiecać, że Ci nie zaszkodzi; ale przynajmniej daję Ci taką możliwość). Skoro masz deprechę, to wrzucę Ci coś takiego (jest też krótsze): [videoyoutube=xQU3JxUCm-4][/videoyoutube] A jeśli wolisz czytać, to Potęgę Teraźniejszości Eckharta Tolle.
-
dr Psycho Trepens, jeszcze to: Objawy osobowości unikającej - wikipedia, ICD-10: stałe napięcie i niepokój, (to ja, to ja!) poczucie nieatrakcyjności indywidualnej, (to nie, ja jestem akurat zajebisty! jeśli jesteś narcyzem, to nie powinieneś też tak siebie spostrzegać?) koncentracja na krytyce, (to ja, to ja!) niechęć do wchodzenia w związki, (to ja, to ja!) ograniczony styl życia – zapewnianie sobie fizycznego bezpieczeństwa, (to ja, to ja!) unikanie kontaktów społecznych z obawy przed krytyką, brakiem akceptacji, odrzuceniem[2]. (to ja, to ja!) Wikipedia, DSM-IV: unikanie działalności zawodowej, która wymaga znaczących kontaktów interpersonalnych, spowodowane obawami przed krytyką, dezaprobatą lub odrzuceniem, (to ja, to ja!) niechęć do wiązania się z innymi ludźmi, z wyjątkiem niektórych lubianych osób, (to ja, to ja!) powściągliwość w związkach intymnych spowodowana obawą przed zawstydzeniem lub wykpieniem przez innych, (możliwe, że to ja) zaabsorbowanie krytyką lub odrzuceniem w sytuacjach społecznych, (to ja, to ja!) powstrzymywanie się przed wchodzeniem w nowe relacje interpersonalne z powodu poczucia niedopasowania (ang. feelings of inadequacy), (nie wiem, nie jestem pewien) postrzeganie siebie jako społecznie niekompetentnego, niepociągającego lub gorszego od innych, (kiedyś tak miałem, jeszcze zanim łyknąłem eliksir zajebistości xD być może czasem to trochę wraca) niezwykła niechęć do podejmowania osobistego ryzyka lub do angażowania się w jakiekolwiek nowe działania, ponieważ mogą one okazać się kłopotliwe[4]. (TAAAAAAAAKK!!!!!!!!!!!!! BINGO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! TO JA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) Witaj w klubie, dr Psycho Trepens :) Nie jesteś sam xD EDIT: Hmm...możliwe, że to co teraz mam, to okres lekkiej manii, ale nie jestem pewien, nie znam się na tym tak dobrze xD
-
Tak. Nienawiść do siebie i postrzeganie siebie jako kogoś beznadziejnego, to rzeczywiście typowe objawy narcyzmu, panie doktorze psychologii. A tak na poważnie (to nie była agresja, tylko żart, jakby co) - być może jesteś teraz w idealnym stanie do obejrzenia sobie czegoś takiego: [videoyoutube=gu_pZjcwJNc][/videoyoutube] Albo czegoś takiego: [videoyoutube=bcS52YYh4Gk][/videoyoutube]
-
Nie dotyczy. Ja o jedzeniu myślę jak o tankowaniu, ładowaniu baterii. Dzięki temu mam później więcej energii i jest mi cieplej. Zapobiegam też w ten sposób bólom głowy. Oczywiście przyjemność też mi to sprawia - lubię jeść - jedzenie jest smaczne i może rozluźniać. Nie twierdzę również oczywiście, że moja dieta jest idealna. Ależ bardzo możliwe, że rzeczywiście chciałem w ten sposób wyrazić swoją fajność. Teraz też to robię, pokazując, jaki to ja jestem fajny, że nawet potrafię się do tego przyznać i spojrzeć na to "z dystansem". Co więcej, uważam, że to jest zabawne/zabawnie paradoksalne ;] Czy ja wiem, czy wykorzystywanie? Ale co się konkretnie zemści? Dziewczyny będą się zachwycać moim widokiem? A może rzucasz na mnie jakąś klątwę? Brawo, sprawiłeś, że zacząłem się irracjonalnie lękać. Ach, to magiczne myślenie... A ja się z Tobą nie zgadzam, nawet jeśli stoją za Tobą murem buddyjskie autorytety. Pozostajemy przy swoich opiniach, czy chcesz drążyć temat? Już co najmniej drugi raz nie przedstawiasz racjonalnej argumentacji, tylko rzucasz niejasne groźby, że "coś się zemści". Rozumiem, że możesz wierzyć w karmę, coś zresztą może być na rzeczy. Rozumiem też pułapkę bezkrytycznego przyjmowania tego, co nam wbijają do głów autorytety, bo sam to przerabiałem. Rozumiem nawet to złudzenie mądrości, że przecież czuję, że to jest prawda. Owszem, skoro tak czujesz, to pewnie jakaś prawda w tym jest, ale niekoniecznie cała. Być może przymknąłeś na razie oko na pewne "drobiazgi", bo jesteś na etapie trawienia tego, co było w tym mądre. Co do wulgaryzmów to chyba kiedyś uważałem podobnie jak Ty. Być może zresztą byłem wtedy w wieku, w jakim Ty jesteś teraz. Buddyści nie uczą czegoś w stylu, bo wszędzie dostrzegać może nawet nie Boga, lecz jakąś wyższą siłę, czy jak wy to tam nazywacie, we wszystkich rzeczach, także w wulgaryzmach? Hindusi chyba tak mają (przynajmniej w Advaicie Vedancie), ale to może być różnica między hinduizmem a buddyzmem, nie wiem, nie znam się aż tak bardzo. Nie wiem, czy to jest pycha. Mi się to kojarzy bardziej z zachłannością i "ciemną stroną mocy", ale rzeczywiście to może z "pychy" wynikać. Ale może też wynikać z desperacji. I co - dostrzegasz coś takiego we mnie? Chęć zagarniania dla siebie zbyt wiele kosztem innych, nie niosąc tym samym pomocy reszcie? Hmm...może na przykład podczas gry w Monopol ;] (choć dawno nie grałem). Nie twierdzę oczywiście, że tego we mnie w ogóle nie ma, ale chyba nie jest to jakieś mega-wysokie ;] Taka postawa o jakiej piszesz, powoduje poczucie oddzielenia się od innych, odcinania się od nich. A zatem może iść za tym napięcie negatywne. Nom ;] Mogą, mogą. Obecnie już tak bardzo o aprobatę chyba nie zabiegam, znalazłem inną równowagę, która tamtego nie wymaga. Ma za to inne minusy.
-
Nie wstydź się Boisz się, że inni będą zbyt pochopnie odrzucać to, co piszesz, bo "Aaa... to znowu tylko ten buddysta"? Piszesz tak jakby pragnienia były czymś złym, a nie sensem naszego istnienia...Jeśli masz pragnienie pozbycia się pragnień, to spoko - Twoje prawo. Ale różni ludzie mają różne pragnienia. Pragnienie zrobienia czegoś dobrego, to też pragnienie - je też zamierzasz ograniczać? A co z pragnieniem, by pójść na spacer? Bardzo mądre słowa. Tylko czemu kierujesz je do mnie? W oczach Twych jestem taki zły? Nieprawda. Wiem z doświadczenia. Podobno inni ludzie mają w tej kwestii inne doświadczenia, ale ja wiem ze swojego. Gdy moje największe marzenie zostało spełnione czułem się tak, jakbym wygrał już swoje życie i miał odtąd już tylko spijać śmietankę. Moim problemem jest właśnie to, że ja się nauczyłem swoje pragnienia ignorować, zamiast je realizować. Ło matko. Niesamowite, że w taki sposób mnie postrzegasz xD Nie jestem tylko pewien, na czym się opierasz
-
Nie bardzo wiem, co mam na to odpowiedzieć. Nie wiesz tego, nawet jeśli jesteś mędrcem nad mędrcami. Ja tym bardziej. Tak. Słucham uważnie dalej, doktorze Housie/Sherlocku Holmesie ;] Hmm...a gdzie Ci wcięło przedrostek "anty-"? Jadam na ogół, gdy jestem głodny, choć do syta. Na ogół płatki na mleku na śniadanie, a później sytą obiado-kolację (tzn. obiad, kanapki i orzeszki). Z tego co wiem, moja waga mieści się w normach, teraz pewnie trochę spadnie, bo dzisiaj nic nie jadłem, wypiłem tylko kilka szklanek wody (w tym jedna z kroplami żołądkowymi).W ogóle nie palę i nigdy nie paliłem - chyba, że biernie. "Trochę mniej sobie używać" - nie wiem, co to oznacza w Twoim rozumieniu. Innym osobom, zwierzętom i miejscom ofiarowuję (z ochotą) tyle, na ile pozwalają mi moje przywiązania i lęki. Tak. Tak. Chciałem w ten sposób oczywiście pokazać, jaki to ja jestem fajny, że z mojej mądrej perspektywy to są podstawy. Choć odkryte może nie tyle w przedszkolu, co pod koniec liceum. No ba. Będzie działać, tylko w inny sposób. To będzie handel, tudzież wykorzystanie reguł gry społecznej do osiągnięcia swoich (niecnych) celów. Jednak czyjaś aprobata zawiera w sobie nieraz dobro, bo sprawiliśmy jej swoją osobą radość (na zasadzie "cieszę się, że są tacy ludzie jak Ty; to mnie podnosi na duchu"). Oczywiście, że można, jeśli tylko ma się ku temu wystarczającą motywację. Kiedyś z lęku przed piekłem bardzo rygorystycznie starałem się przestrzegać wszelkich kościelnych nakazów i zakazów i stałem się wówczas mistrzem kierowania swoją uwagą. Byłem prawdziwym dżentelmenem pod tym względem. Później jednak uznałem, że może zbyt pochopnie zinterpretowałem pewne zakazy i nakazy, dodając do nich w rozumieniu coś, co wcale z nich nie musi wynikać. Tak, dla chcącego nic trudnego, wiem o tym. Już to przerabiałem. Jednak dzisiaj nie jestem wcale taki pewien, czy spojrzenie na pupę lub piersi to rzeczywiście coś złego. Jeśli chodzi o koleżankę, to sprawa jest prostsza - tutaj jest większa motywacja, bo ją lubię i szanuję. Z nieznajomymi to inna sprawa i zależy to od aktualnego stanu psychicznego, nastroju, oceny sytuacji i tak dalej. Generalnie jednak staram się unikać wszystkiego, co mnie seksualnie podnieca, bo nie lubię seksualnego podniecenia i efektów z tym związanych. Jeśli już ostatnimi czasy nawet decydowałem się na coś, co to podniecenie wywoływało, to nie robiłem tego - o ile mi wiadomo - dla samego podniecenia, lecz dla tego przyjemnego uczucia w sercu, zachwytu, poczucia błogości i bezbronności; a podniecenie traktowałem wówczas jako zło konieczne. I uważałem, że ten zachwyt, błogość i poczucie bezbronności to może być wystarczający powód, aby na takie podniecenie się mimo wszystko narażać. Ja nie zauważyłem takiej prawidłowości. Może chodzi o to, by wulgaryzmów używać mądrze? Wpis joaszki w temacie "Jak się dziś czujecie? Umiecie to opisać/" o treści "Napierdalałabym wszystkich po gębach" do dziś mnie bawi i raduje. W ogóle uważam, że "Napierdalać" to takie piękne słowo. Owszem, zawiera w sobie agresję, ale agresja jest częścią naszego istnienia i dobrze jest ją z humorem wyrażać. Ale wierz mi, długo stawiałem opór wulgaryzmom i się ich nawet poniekąd bałem, zanim zrozumiałem i dostrzegłem ich piękno. Nie bardzo widzę, abym jakoś "nadmiernie" grzeszył pychą, ale jeśli pragniesz mnie oświecić w tej kwestii, to proszę bardzo. Na pewno trochę tej "pychy" we mnie jest (objawia się to samo-zadowoleniem), ale to chyba kondycja ludzka ;] Nie wydaje mi się tez, żebym ją jakoś w nadmiernym stopniu okazywał. Są we mnie też rzeczy, które potrafią tę "pychę" zneutralizować. "Wychwalanie przez otoczenie to zbyt mocne słowo." Ja bym to raczej ujął jako "Pragnienie bycia docenianym". Ale już się tym najadłem i mi tak bardzo jak kiedyś już nie zależy na tym. Odkąd doznałem bardzo silnej aprobaty, wprawiającej mnie wręcz w "ekstazę"/euforię (z braku lepszego słowa), już tak bardzo o nią nie zabiegam. Byłem tak szczęśliwy, że moje ciało było tym zmęczone, więc uznałem, że to jest limit szczęścia jaki mogę w sobie zmieścić, a więc nie ma co się o jakieś jeszcze większe szczęście starać. Co najwyżej o szczęście innego rodzaju - to takie rozluźniające, w przeciwieństwie do tamtego intensywnego. Oczywiście, że robiłem to dla siebie - aprobata dawała mi radość i zadowolenie, nadała jakiś kierunek mojemu życiu i wyciągnęła mnie z depresji.
-
Przełamywanie lęków przez kilka dni z rzędu jest wyczerpujące, sprawdzone empirycznie. Próba pozostawania "scentrowanym" i rozluźnionym w różnych okolicznościach przez kilka dni z rzędu jest wyczerpująca, sprawdzone empirycznie. Ciekawostka - już nie pierwszy raz, gdy rozluźniam swoje przywiązania, mam dolegliwości żołądkowe (co najmniej drugi). Przypadek? Powiedz mi, przed czym konkretnie czuję strach. Ja nie mam wystarczająco energii, by do tego dojść i wystarczająco intensywnie i wystarczająco długo to sobie wyobrażać. Poza tym jeśli uwolnię się od tego podstawowego strachu, który jest fundamentem mojego życia od wczesnego dzieciństwa, to moje życie się rozpadnie. To chyba normalne, że najpierw rozglądam się za jakimiś alternatywami? Albo chcę mieć pewność, że rzeczywiście z tym strachem już dłużej nie wytrzymam. Jestem przeciwieństwem tego, co napisałeś. Kiedyś wręcz byłem anty-hedonistą, ale zmądrzałem (albo zgłupiałem). Tak, wiem o tym. Dobro rozluźnia i generuje błogość i szczęście, a to leczy duszę. Robię, co mogę. Nie zgodzę się natomiast, co do chowania złych emocji. Jeśli chcemy stworzyć z kimś bliższą więź, to o negatywnych emocjach również dobrze jest porozmawiać, a czasem nawet je po prostu okazać. Szczerość i prawda są ważniejsze od tego, by było miło. Wiem, bo sprawdzałem. Nie brzmi dziwnie, powiedziałbym, że to wiedza przedszkolna ;] Oczywiście koloryzuję teraz. Za niektóre błędy płacimy zbyt drogo. Przynajmniej ja tak miałem. Moje ewentualne fantazje kończą się na erotyce. Owszem, pokusa uprzedmiatawiania jest we mnie i niewiele na to obecnie poradzę. Jednak wiem, że w prawdziwym świecie to spłyca relacje. Kiedyś też byłem takim purystą językowym, stroniącym od wulgaryzmów. Jednak zmądrzałem, gdy zrozumiałem, że to rzeczywiście pozwala lepiej wyrazić emocje i nie są wcale takie straszne. Robię to jednak na ogół w swojej głowie, albo na głos, gdy jestem sam, albo wśród ludzi, co do których wierzę, że nie będzie to szkodliwe. No ba. Studia już za mną. Studiowałem w sposób, który dawał mi radość i ekscytował. Owszem, aprobata i bycie docenianym dawało mi wielkie zadowolenie i wyciągnęło mnie wówczas z depresji. I co w tym złego?
-
Inaczej by mnie tu nie było. Robię, co mogę.
-
Chroni mnie przed jeszcze większymi lękami, stresami. Gdy przełamuję lęki, nieraz pakuję się w jeszcze bardziej stresujące sytuacje. A co dają schematy? Właśnie święty spokój, rozluźnienie, komfort, bezpieczeństwo.(tu INFP, 4w5).
-
Buddysta?A co do pragnień, to się nie zgadzam. Tych najgłębszych się nie da wyzbyć, a przynajmniej ja nie potrafię. Dla mnie to tak, jakbym stawiał opór Bogu (jeśli nie uznajesz Boga, to: głosowi serca/wyższemu ja/czemuś większemu ode mnie). Uwierz mi, próbowałem i to właśnie wtedy cierpiałem najbardziej. Gdybyś napisał o przywiązaniu, to co innego. Jest różnica między pragnieniem ("ekscytuje mnie ten pomysł, jestem do niego zainspirowany"), a postawą "potrzebuję tego! muszę to mieć i dopiero wtedy zaznam spokoju!"). To drugie mam już dawno za sobą. Chyba, że pozostały jakieś subtelne, wysublimowane resztki. Pisane również pod wpływem, ale drobnych niedogodności żołądkowych, w związku z czym pozwoliłem sobie na pewne mocne tezy.