Podpinam się pod wątek, gdyż doskonale opisuje również mnie i moje odczucia.
Mam 26 lat, stwierdzoną depresję, chociaż nie jestem pewna, czy to wystarczająco trafne zdiagnozowanie.
Wszystko wydaje mi się bez sensu. Wszystko, co dotyczy mnie i mojego życia. Nie jest tak, że głoduję, nie mam się w co ubrać i śpię w melinie (tam raczej nie byłoby internetu ha...haha.....taaaa :/ ). Ktoś powie więc, że powinnam się cieszyć z tego co mam, bo "inni mają gorzej". Ale to strasznie oklepane. Wszyscy mówią "bo trzeba się cieszyć, mniej narzekać, doceniać" etc..... Tylko, że właśnie w tym tkwi sedno problemu. Ja nie potrafię się cieszyć. Radość dla mnie nie istnieje. Ludzie wokół śmieją się, żartują, a ja się zastanawiam, czy za chwilę coś gdzieś nie pierdutnie. I z czego się cieszyć? Jak to zrobić? To nie jest tylko kwestia podejścia "a bo od dziś będę się cieszyć i chodzić z bananem na twarzy; będę się tak szeroko uśmiechać, że aż mi ósemki będzie widać! (pomijając, że musiałam je usunąć)."
Zdarzają się lepsze momenty, czy nawet dni, ale to jest właśnie kwestia chwili, ulotnej.. W końcu znowu wszystko spada w dół, cały nastrój, wszystko. Właściwie gdyby nie pies, nie wychodziłabym z domu już chyba wcale. Lekarze pakują we mnie od lat tylko i wyłącznie leki oparte na serotoninie. Nudne to już. Jak to ma niby działać? Jak z SSRI mam się cieszyć, skoro nic mi się nie chce, w niczym nie widzę sensu? Czasem myślę, że lepiej byłoby spróbować czegoś opartego na dopaminie, która motywuje, a właśnie tej motywacji mi tak bardzo brak na co dzień. Przecież gdybym podejmowała działania, to i nastrój byłby lepszy automatycznie. W drugą stronę to nie działa. Sztuczny, plastikowy uśmiech wywołany serotoniną nie starcza na długo, skoro i tak nic mi się nie chce...w niczym nie widzę sensu.
Ostatnio brałam Setaloft. Ponieważ po 50mg nie było jakiejś poprawy, zwiększono dawkę do 100mg, przez co wylądowałam w środku nocy na pogotowiu: serce chciało mi wyskoczyć, całe ciało zdrętwiało i bolał mnie każdy mięsień, ręce wykrzywiło mi tak, że trudno było cokolwiek chwycić w dłoń.
Czasem po prostu mam wszystkiego dosyć. Co to za życie. Marna egzystencja...
Czy wiecie coś może na temat leków z dopaminą? Naprawdę już mam alergię na serotoninę. Jakieś pomysły, własne doświadczenia? :/
pozdrawiam