Witajcie, kochani, po przerwie. Od wiosny mnie tu nie było, ale wracam, by powiedzieć, co u mnie.
A u mnie lepiej. Ciągle siedzę na 10mg esci+50mg sulpirydu, śmigam raz w tygodniu do psychologa i jakoś tak leci, z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień.
Oczywiście nie wszystko jest cacy. Uścisk w gardle, jakieś kłucia w klatce, to norma, lekkie lęki ogólne też się pojawiają, jakieś obawy dziwne przed czymś nowym, jakąś "akcją" typu wyjazd, spotkanie itp. Ale jeżeli miałabym oceniać stan sprzed leków i teraz, to i tak oceniam go na jakieś 80-90 zmiany na plus. Funkcjonuję zatem powiedzmy, że normalnie. Życie coraz bardziej cieszy.
Jak tu wchodziłam to myślałam, że nikogo znajomego już nie zastanę, a tu proszę - ta sama ekipa