Skocz do zawartości
Nerwica.com

madseason

Użytkownik
  • Postów

    827
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez madseason

  1. och, ja mam tak samo. zupełnie nie umiem być asertywna. nie walczę o swoje a potem się wściekam, że nie umiałam się postawić. mam wrażenie, że ciągle przegrywam właśnie dlatego, że nie jestem na tyle pewna siebie by tupnąć od czasu do czasu nogą. mam mnóstwo argumentów i cennych przemyśleń...ale tylko w swojej głowie;P beeez sensu.
  2. hehe, za mnie nikt kciuków nie trzymał (bo i nikogo tu nie znam, więc ciężko żeby się ktoś przejmował) ale i tak mi poszło w porządku. chociaż subiektywnie uznałam, że odpowiadałam bardzo chaotycznie, zdałam i jest do przodu. jeszcze dwa egzaminy przede mną...a póki co w nagrodę wypiłam sobie piwo. ...no a jutro psychiatra, brrr.
  3. niektórzy potrzebują Biblii, inni sięgają po innego typu lektury. jedni wsparcie duchowe rozumieją religijnie, drudzy świecko. ja stawiam się z tej drugiej strony, ale chwytajcie się wszystkiego co nie szkodzi a może Wam pomóc. pozdrawiam!
  4. hehe, backstreet boys rzeczywiście mogą poprawić humor, to taki obciach że aż miło przypomnieć. może jeszcze kelly family w celach upodleńczo-nostalgicznych za dzieciństwem? nadal niewiele zrobiłam poza bardzo twórczym zajęciem jakim jest ogryzanie palców z nerwów. pogryzłam do krwi, jestem zła na siebie. Donkey, powodzenia jutro!
  5. wygląda na to, że w każdym poście będę pisać podobne rzeczy:P ja długo się wzbraniałam przed braniem leków, bo obawiałam się majstrowania ze ścieżkami moich myśli..w końcu jednak stwierdziłam, że jedyne czego powinnam się obawiać to właśnie ich obecnego kształtu i trzeba coś zrobić, żeby pomóc sobie myśleć w inny sposób. od miesiąca jestem na setalofcie i o ile początkowo (chyba przez entuzjastyczne nastawienie) miałam wrażenie, że coś się zmienia, że na problemy patrzę jak na coś co mogę rozwiązać a nie jak coś co mnie przygniata do ziemi....to szybciutko wróciłam do swojego "naturalnie nienaturalnego" stanu. czekam na jakąś zmianę i mam nadzieję że wkrótce nadejdzie. pojutrze wizyta u psychiatry, okaże się co mi powie. (pewnie żebym była cierpliwa)
  6. no tak, widzę klimaty sesyjne i u was...ja przespałam dzisiaj cały dzień i oczywiście nie mogłam zebrać się do niczego konstruktywnego. notatki tylko leżały rozpieprzone po całym łóżku tak jakby od patrzenia na nie miała spłynąć na mnie wiedza. tak naprawdę nie widzę sensu w tych studiach ani w ogóle w większości rzeczy które robię, ale -co dziwne - za tym brakiem sensu wcale nie idzie brak przejmowania się. więc martwię się że znów wzięłam się za wszystko za późno. no cóż, zobaczymy co to będzie jutro.
  7. chciałam założyć nowy temat, ale po co dublować...(teraz nastąpi fascynujący wstęp do mojej historii. będę się streszczać). do psychologa trafiłam jakiś rok temu (nie licząc epizodycznych wizyt w czasie liceum) z nadzieją, że człowiek ten pomoże mi w poukładaniu sobie różnych spraw. po prostu poczułam, że już dłużej nie zniosę stanu w którym się znajduję i choć mówiłam sobie, że to jeszcze nie depresja (wiecie, ona ma wiele odcieni) to w zasadzie nie wyobrażałam sobie jak można czuć się jeszcze gorzej (tzn. zapewne gorzej mają osoby, które poważnie planują samobójstwo). od roku tam chodzę i nie czuję by cokolwiek się zmieniało. nadal wiem o sobie tyle co wiedziałam i nadal tkwię w tej samej beznadziei i niemożności ruszenia w przód. w międzyczasie przemieszczałam się jeszcze przez gabinety trzech osób (zupełny brak porozumienia, szukałam więc kogoś innego i nie znalazłam tego co szukałam), trafiłam do psychiatry, dostałam setaloft. bałam się zacząć go brać, ale uznałam, że to wreszcie mi pozwoli się wyrwać z czarnej dziury. i o ile chwilowo było lepiej, teraz znów jest tak jakby absolutnie nic to nie dało (biorę od miesiąca). nadal spotykam się z psychologiem od którego niejako zaczęłam szukanie pomocy, on jest przy mnie cały czas choć widujemy się bardzo rzadko i bardzo krótko, lubię człowieka..ale..jest to poważne ALE, te rozmowy zupełnie mi nie pomagają. mówię, wychodzę, wracam do swojego doła, nie ma żadnych konkretnych porad, wskazówek, przepracowywania. czy tak ma wyglądać terapia???
×