Aktywne wątki (bez zabaw/bez offtop)
Wyświetlanie tematy w Nerwica lękowa, Forum NERWICA.com, Witam, Oferty, Leki - Indeks leków, Leki, Nerwica natręctw, Miasta, Kroki do wolności, PTSD - Zespół Stresu Pourazowego, Depresja i CHAD, Psychologia, Medycyna niekonwencjonalna, Pozostałe zaburzenia, Zaburzenia odżywiania, Problemy w związkach i w rodzinie, Uzależnienia, Odpowiedzi i pytania do psychologa, Zaburzenia osobowości, DDA/DDD, Schizofrenia, Socjologia, Zloty, Psychoterapia, Ważne tematy, Czytelnia, Dla Młodzieży i dla Rodziców, Strefa Rodzica, Strefa Młodzieży, Seksuologia, Pandemia, Psychiatria , Poradnie i szpitale psychiatryczne, Sprawy urzędowe, Leki przeciwdepresyjne, Leki przeciwpsychotyczne, Stabilizatory nastroju, Leki przeciwlękowe, Leki nasenne, Leki nootropowe, Stymulanty, Pozostałe, Regulamin Forum i Pod Lupą: Lęk i Zdrowie Psychiczne.
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Niestety nic tu się nie da poradzić. Te leki już tak mają. Zawsze trzeba czekać. I to niekiedy bardzo długo zanim zaczną pomagać. Czasem lek jest nietrafiony i trzeba od nowa... Niestety trwanie w zastoju nie pomaga tylko przedłuża tą katorgę. Powinieneś podjąć jakąś decyzję i się jej trzymać, zaciskając zęby.
- Dzisiaj
-
o, takie są najlepsze ksiązki. Ale te z fab ułą też bywają "pouczające". Czlowiek przeżywający to, co się dzieje w książce dostaje doświadczenia jakich by nie miał w realu. Mózg nie rozróżnia często tych fikcyjnych historii od tych, co mu się przydarzają. Książki są dla mnie ważne. w końcu wróciła mi koncentracja ii zaczełam znowu sięgać po lektury. Na razie wolniej czytam, ale nie spieszy mi się. Czasem spisuję te lepsze cytaty.
-
Co to za rodzina za pieniądze? Warto nie mieć takiej rodziny Byli już miliarderzy, którzy fortuny nie zabrali do grobu ani ich nie uratowała. Najważniejsze jest zdrowie. Gdy nie ma się zdrowia człowiek dochodzi do wniosku, że dotychczasowe problemy nie mają znaczenia. Pieniądze szczęścia nie dają ale pomagają żyć. Pomagają gdy siedzę w samolocie do Nowej Zelandii lub Tajlandii. Gdy skaczę ze spadochronu. A może w jakimś sensie szczęście dają??? Wydaję tyle na ile mnie stać.
-
Tak bywa. To trochę nielogiczne bo znała Cię przed nim i miała wszelkie warunki aby wasza relacja przekształciła się ale z jakiegoś powodu do tego nie doszło. Zaufanie w związku to podstawa. W punkt
-
To prawda, ale to może trochę co innego, w sensie czyn innym jest to, że dziewczyny mogą nie lubić przedmiotów ścisłych, a czym innym to, że mężczyźni mają czytać proste kryminały, sf itp. Dobrze pisała @Verinia, aczkolwiek mogą być też wrodzone tendencje dla płci. Trzeba sprawdzić na wiki. Nie wiem strasznie mnie irytują takie podziały, ja wiem, że pod nie w ogóle nie podpadam. Też nie jesteś standardowa pod wieloma względami, z tym Twoim zainteresowaniem wojną itp itd. Może jestem wkurwiający, nic nie można napisać bo przyjdzie Mic i będzie zaraz poprawiał i się mądrzył Mam bardzo ścisły umysł, a dużo czytam tzw. literatury pięknej. Przestała mnie interesować fabuła, akcja, szukam głębszej prawdy o rzeczywistości i ludziach. Ale już nie w formie filozoficznych wykładów, jak kiedyś. Ale nie zawsze tak było. Kiedyś dużo czytałem książek wojennych, podróżniczych (Verne) itp. Im człowiek starszy, tym chyba bardziej szuka jakiejś głębi i 'prawdziwości'. Może też różne doświadczenia, niekoniecznie przyjemne, powodują, że człowiek zmienia zainteresowania. A czytacie opowiadania i nowele? To bardzo dobry gatunek. Krótkie, ale często zostawia Cię z takim pierdolnieciem. Hłasko, Pavese, Buzzati etc. Czemu nie śpią w ogóle? He?
-
Jak to Edward Stachura pisał "ludzi coraz więcej, człowieka coraz mniej".
-
To jest zawsze weryfikator. Jak to mówią przyjaciół poznajesz w biedzie a ja dodam, że w sukcesie też. Jak zachorowałam pierwszy raz spotkało mnie to samo. Nie byłam na to przygotowana kompletnie. Zwłaszcza, że gdy w życiu tych osób coś się działo- byłam i myślałam, że mogę liczyć na to samo. Zderzenie z rzeczywistością nie jest łatwe. Im jestem starsza ostrożniej dobieram ludzi ale to nie zawsze też oznacza, że się nie sparzę. Ten świat jest taki, że coraz mniej człowieka w człowieku. Ludzi się używa często.
-
Nie no nie rozumiem za co Nobla dostała Tokarczuk. Czytałam jedną jej książkę i nawet nie do końca. Te przekoloryzowane, przeintelektualizowane teksty mnie irytowały. Jakby robiła "kopiuj, wklej" z Wikipedii.
-
Czy pieniądze dają szczęście? Dużo wydajecie?
cynthia odpowiedział(a) na Verinia temat w Psychologia
U mnie nigdy się nie przelewało i przez to cenię wartość pieniądza. Najgorzej jak nie ma co do gara włożyć. Pieniądze dają możliwości, co znaczy, że dają szczęście. Dobrze jest zaspokoić swoje potrzeby te najważniejsze i te mniej, bo człowiek czuje się później usatysfakcjonowany. Jak ma za co rachunki popłacić i co do gara włożyć to człowiek czuje się spokojniejszy. U mnie zawsze liczono grosz, no bo mama wychowywała nas piątkę, tata pił i były problemy finansowe. Nie jestem typem zakupoholiczki, no ale czasem sobie pozwalam na zachcianki. Człowiekowi należy się chociaż to. Pieniądz ma swoją wartość i smutne jest to, że wiele osób tego nie rozumie. Dopiero jak braknie to człowiek docenia. -
Myślę, że nie było takiego pytania. Właśnie tak się zastanawia jak do tego podchodzicie. Osobiście powiem tak... Kiedyś powiedziałabym, że nie dają. Nie lubiłam zakupów, nie lubiłam oszczędzać. Wszak wtedy jeszcze nie zarabiałam tyle, co teraz, ale coś tam miałam/ Nigdy nie kręciły mnie fury. Nawet nie zwracałam uwagę na markę auta, gdy ktoś po mnie przyjeżdżał. Znałam tylko jedynie kolor. Nawet ogólnego wyglądu auta "nie widziałam". Kasa i "prestiż z nią związany" dla mnie nie istniał. Ubierałam się w tańsze rzeczy, raczej mało modne, często z lumpeksów. Za to uwielbiałam komuś coś kupić. Czy to młodszej o 5 lat kuzynce zawsze chciałam płacić za jakieś drobne zakupy. Nie mówiąc o prezentach. Starałam się trochę na nie wydać. O sobie mało myślałam. A na zakupy nie chodziłam też w powodu ogromnego lęku jaki mnie dopadał w środku. Fobia społeczna i ataki paniki. Teraz jest zgoła inaczej. Są momenty, że kupuję sporo. Jestem trochę zakupomaniaczką. Oczywiście nie trwonię całej kasy, ale lubię coś sobie kupić. Matka jest ultra oszczędna. Chcę być podobna. Ona do przesady, u siebie chcę wypośrodkować, ale więcej zbierać, bo niedługo hajs spory się przyda. Gdy starzy kupili nowe auto, to tylko chwilę nim jechałam po naszej cichej okolicy, i na placu, gdzie czasem uczą się jeździć. Nie jeżdżę nim. Nie to, że się boję, bo kiedyś jeździłam sporo. Lecz dlatego, że szkoda mi tego auta. Nie chcę w coś wjechać. Nie czuję się też pewnie, bo biorę sporo leków. Gdy rodzina stała się zamożna, a ja nazbieralam kasiorę, to rzeczywiście TAK pieniądze mogą dać szczęście. Sama świadomość posiadania jakiejś sumy, daje poczucie bezpieczeństwa i świadomości, że możesz kupić, co chcesz. Samo posiadanie daje też takie poczucie prestiżu. Nie miałam tak nigdy, ale teraz to czuję. Doceniam swoją pracę. Doceniam, że przyjemnie się zarabia.teraz mam wolne przez wzgląd na pogodę, martwy okres. Już nie mogę się doczekać aż się ociepli i znów spotkam z radością swoich klientów. Wolne też potrzebne. To taki zimowy "urlop". Na wakacje nie jeździmy. Dawno nie bylam za granicą. Jedynie mama byla w zeszłym roku w Indiach, więc ma co wspominać, bo bardzo jej się podobało. Mialam jechać, ale depresja mnie oczywiście trzymała za gardło. No i tak. Bardzo chcę się stać jak rodzice i bardziej szanować pieniądz. Zacząć więcej oszczędzać. Mój brat też mało wydaje. Praktycznie nie kupuje ubrań. Wszystko kupuje mu mama, a ma dobry styl, więc mu się podobają. No ale.. pieniądze to nie wszystko. Nie kupisz miłości, przyjaciół, nie wyleczysz się z wrodzonego smutku. Za pieniądze nie kupisz rodziny. A może kupisz? Bywa i tak. Cieszę się, że mam jak mam. Przynajmniej nie szukam faceta patrząc mu do portfela Trochę się uzewnętrzniłam, ale już za późno. Dodaję ten wątek. Może być drazliwy, co dla niektórych, no ale podyskutujmy. Co sądzicie o pieniądzach?
-
* Mój dziki świat *
You know nothing, Jon Snow odpowiedział(a) na You know nothing, Jon Snow temat w Kroki do wolności
https://www.facebook.com/share/r/1BT6Bij2VV/ -
Ja raczej wolę dokumenty, „Złego” czytam bo to klasyk
-
Moja przyjaciółka z lat gdy miałam ich 17/20 nie zaprosiła mnie naa swój ślub. A po czasei spotkałyśmy we trójkę z taką jedną jeszcze. Tamte jak gdyby nic rozmwiały o weselu. Czułam się pominięta, więc dię urwałąm szybciej. Mimo, że ona się przeprowadziła do Anglii, to myslalam, ze bylam dla niej ważna. NO ale cóż. Tak to się pozmieniało. Każdy ma swoje życie. Nie mam jej tego za złe w ogóle, ale niesmak pozostał. No i oczywiście historia z podstawówki o której już pisalam. Bylysmy bajlepszymi przyjaciółkami. Takie gwiazdy w szkole, ona byla liderką. Pewnego dnia dostalam szlaban na wyjście. Kolejny dzień w szkole mnie zszokował. CALA klasa sie do mnie nie odzywala. Seidzialam sama. Nie wiedzialam co się dzieje. Wyzywali mnie, wyśmiewali. Stalam się kimś innym. {Przestalam mowic w szkole i w domu. Ojciec dogryzal, ze nie mam kolezanek i nie wychodzę z domu. Darł się, że jestem niemową. Przestalam chodzić do szkoly, jak to bylo tyljo możliwe. Udawałam chorobę, albo nie szlam i klamalam, ze bylam. W gimnazjum podobnie, choć tam zaprzyjaźniłam się z zaburzoną (prawdpodbnie bulimiczką i borderka) dziewczyną. Trudny byl to kontakt. Jenego dnia mnie kochala, na drugi nienawidzila i obgadywala. no ale nie chcialam zostać sama. Dopiero gdy zaczęłam się przyjaźnić z A., tą ktora mnie na slub nie zaprosilam, to poczulam się w koncu pewniej. Bylysmy naprawdę w dobrej relacjik. Tylko raz lekko się poklocilysmy o jakąś bzdurę, ale przeszło nam do pół godziny. Lubiła mnie, wiedzialam o tym. Na mieście robilysmy szalone rzeczy i chodzilysmy ciągle na odkryty basen. Mialysmy grupkę kolegów z którymi spędzalysmy czas i jeszcze taką jedną koleżankę. Co do tej pierwszej - nie mam żalu. Za to do tej z ;podstawówki.... tego nie wybaczę, bo okazała się potworem. Nadal nim jest z tego co slyszalam. Mieszka na mojej ulicy xD ale cześć tam jej czasem powiem. Takie historie kształtują człowieka. Cieszę się, że pod koniec gimnzjum poznalam A. Dzięki niej czułam, że żyję i stalam się pewniejsza swojej osoby. Niestety liceum bylo osobne. Ona ekonomik, ja ogólniak. W liceum nie bylo za dobrze. Tam mialam kilkoro ziomków, ale nie do konca im ufałam. Byalm na ;profilu dziennikarskim, czyli takim do ktorego chodzilty same "gwiazdy". Nawet nam przydzielonno psychologa do rozmów z nami, bo byly klotnie. Dpiero gdy jeżdzilismy na wasztaty do krk, wawy, bieszczad - byly imprezy, alkohol nas nieco polczył. Ja mając fobię szkolną i lęk przed ludźmi ze szkoly, trzymalam się mocno z boku ciągle slysząc w glowie cichy glosik - oni cię nie lubią, nie jesteś jedną z nich, No i dalej wagarowałam. Zaczęłam brać natydepresanty które w niczym mi nie pomogły. Ale zdałąm maturę, więc moje slabe w dzienniku zachowanie mnie nie obchodzilo. Cieszę się, że mam to za sobą. Szkoła to byl ogromny stres, po traumie ze szkoly podstawowej i cudownej liderki, której kazdy się sluchał. Ale karma sama do niej wróciła i to podwóóóójna. Na pewno byly osobym ktore mnie zawiodly inne, ale to nie byli moi przyjaciele. Co najwyżej znajomi, bądź faceci, ale nie chcę już się na ten temat produkować.
-
Masz rację. To są statystyki. I to prawda że wielu mężczyzn ma jednak duszę romantyka czy artysty. W sumie było mnóstwo pisarzy przecież poetów.... Ale w tych naukowych rzeczach jednak faceci dominują mimo że oczywiście kobiety są. No ciekawe jaki proc jest biologia A jaki nie. Ale już nie offtopuje
-
Przeczytaj "zły czlowiek" dobre z fabułą. Polecam wszystkim którzy czytaja też takie rzeczy
-
ja gdy się męczę czytając, to odkładam na półkę i nie kończę
-
nie do końca tak jest... Ja sama nie cierpię romansideł. Czy to w ksiązce czy w filmie. statetystycznie jest tak, ze kobiety częściej wybierają romansidła, obyczjówki, książki o relacjach i emocjach. Faceci zaś częściej wybierają fantastykę, sci-fi, sensacje, historię, non - fiction itp. Kobiety są częściej zachęcane do przeżywania emocji. Romanse skupiają dię na relacjach, bliskości, psychologii postaci. Marketing książek też to wzmacnia ("książka dla kobiet", okładki itp.) No ale... tak jak i ja, mnóstwo dziewczyn nie znosi romansów. I tak samo - mnóstwo facetów czyta romanse i się do tego nie przyznaje xD) Gust czytelniczny zależy bardziej d osobowości, oświadczeń i nastroju, niż od płci. No ale stataystycznie to tak, kobiety częściej czytają typowe romansidła. Kobiety stereotypowo są wkładane do worka pt. humanizm. Dlaczego? Bo kobiety częściej radzą sobie w komunikacji i empatii, a mężczyźni częściej wybierają systemy, schematym przestrzeń. Ale są to tendencje statystyczne. W szkołach i kulturze faceci zwykle pokazywani są jako ścisłowcy, a kobiety jako te o umysłach humana. Dziewczyny są częściej zachęcane do języków, relacji, emocji itd. Chłopców pcha się w matmę, technikę, logikę. Ale... różnice między jednostkami są duże większe niż między płciami! Są kobiety geniuszki matemwatyczne i mężczyźni poeci (znam takich) z duszą romantyka, Mózg nie ma płci humanistycznej ani ścisłej. Sa zainteresowania, trening i predyspozcyje.
-
Tak, zdecydowanie. Tak jest najzdrowiej. A to w takich sytuacjach ja też nie. Różnie się życie układa.
-
Mniej niż na sobie samym. Chyba taka odpowiedź jest najbardziej trafna. I jednocześnie daje wskazówkę co robić dalej jeśli kiedyś się odezwie. Dzięki Ja nie jestem mściwy jeśli ktoś mi świadomie i celowo nie chciał zaszkodzić. A ona nie chciała na pewno. Wiec tu żadnej złości nie ma. Tylko co najwyżej jakiś żal czy niezrozumienie
-
Pytanie na ile ci na niej zależy… Ja zawsze (mówię o indyku v3, czy po dwóch bolesnych rozstaniach, które go całkowicie zmieniły) po takim odrzuceniu zamykałem już drzwi. Ale ja jestem generalnie wrażliwy na odrzucenie. Daję komuś kredyt zaufania, ale jeśli mnie zrani (a jednak porzucenie zawsze bardziej lub mniej boli), to drugi raz już na to nie pozwolę. Bywały sytuacje, że ktoś, kto mnie olał w chamski sposób (bo zakończyć znajomość można też normalnie, uczciwie, i wtedy jest jasna sprawa, albo np. może wygasnąć sama, bez niczyjej winy, i wtedy też jest OK), odzywał się po latach. Nie doczekiwał się odpowiedzi. Nie zawsze tak było. Ale zawsze, gdy się uginałem i wpuszczałem kogoś takiego do swojego życia, później tego żałowałem. No prawie zawsze, raz nie, ale wtedy to akurat była taka urocza gierka – „ona mnie zrobiła w jajo te 7 lat temu, no to się teraz pobawimy”… Ale oprócz tego to indyki nie są mściwe Inna sprawa że zwykle to ja jestem tym, który znika. Staram się nie ghostować, a już bardzo (od jakiegoś czasu) staram się być fair do końca, ale nie oszukujmy się, nie zawsze tak było i były sytuacje, gdy odbiło mi się to czkawką, bo nagle się okazywało, że świat jest mniejszy, niż się wydawało, i lepiej byłoby nie mieć w tej osobie wroga.
-
To że oni się rozstaną to ja wiem, bo ten gość toxic mocno. Natomiast ja to co miałbym niby zrobić później. Przytulić ją? Eee tam. Dla mnie to już zamknięty rozdział mimo że zazwyczaj w przyjacielskich stosunkach żyje z większością ludzi. Konsekwencje swoich czynów się ponosi. Wiec do czego miałaby wracać. Z resztą znając ją, to jej duma by nie pozwoliła się do mnie odezwać. Bo tu też byliśmy podobni niestety
-
Spokojnie. Wróci. Zawsze wracają. I wtedy to ty zdecydujesz, czy ma do czego wracać. Ona też wróci. Nie da się być wiecznie w toksycznym związku. Zawsze dochodzisz do momentu, w którym jest „albo ja albo on”. I wtedy okazuje się, że nie masz już nikogo, i wtedy próbuje się odnawiać zerwane z powodu czyichś niepewności relacje. Nie da się człowieka zamknąć w klatce wbrew jego woli – manipulacjami, wjazdami na czułe punkty. Trzeba byłoby go schwytać jak małpę, umieścić głowę w imadle i zrobić mu lobotomię. Inaczej dusza zawsze się wyrwie. Czasem to po prostu trwa wiele lat. No, bywa też, że ktoś wykańcza się powoli tak skutecznie, że już nie ma czego ratować. Ale, z mojego doświadczenia, rzadziej niż by się wydawało.
-
"Kto nie ma szczęścia w kartach, ten ma szczęście w miłości" Z pozdrowieniami dla @linka ah ah ahah Dajesz swoje propozycje
-
Jezu nie mówię kto co czyta tylko że mózgu kobiet są bardziej artystyczne i częściej humanistyczne a mężczyzn częściej ściśle. Nie wiem skąd te dane ale wiem to bo słyszałam czytałam nie wiem. Do sprawdzenia oks Zresztą wystarczy nawet popatrzeć po uczniach na mat fizach masz jedna dziewczynę w klasie a na humanach jednego chłopaka. To żadne zadziwiające zjawisko, na pewno znajdziesz gdzieś te informacje
-
Cóż...może ciężko aby ją nazwać dosłownie przyjaciółką ale dla tematu nazwijmy ją tak. Zawsze lubiła się mnie poradzić, coś dopytać, zawsze pisała czy idziemy z psami na spacer itd. Wiecie bardziej taka relacja sąsiedzka ale z tym klimatem bardziej przyjacielskim. No można powiedzieć, że we mnie bardziej widziała przyjaciela niż ja w niej ale można powiedzieć, że zawsze byłem dla niej jakimś oparciem, to na imprezy chodziliśmy, to zawsze mieliśmy głębsze rozmowy. Do czasu aż pewnego chłopa z Warszawy poznała. Wiecie ja ją trochę rozumiem bo wcześniej za każdym razem miała nieudane związki z facetami ale...po tym facecie z Warszawy całkowicie się zmieniła. Jak już sie widzieliśmy to tylko przypadkiem na spacerze z psem, były oczywiscie randomowe rozmowy ale...jakby trzymane z dystansem. Z resztą to wyszło z wora, że jej chłop zakazał jej rozmawiać z innymi facetami i "innymi przyjaciółmi" bo się czuł zazdrosny a, że ona była w pewnym sensie zdesperowana, że jej sie w końcu jakis chłop trafił, no to uznała to za znak święty. I tak mniej, więcej od roku jest. Można to uznać jak jedno zdarzenie, potrafi pewną ość życia wywrócić do góry nogami i jak łatwo istota ludzka potrafi zmienić swoje zachowanie z dnia na dzień z tygodnia na tydzień
-
Najczęściej czytane