Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

polanka_

Użytkownik
  • Zawartość

    20
  • Rejestracja

  1. Dlaczego teraz Illi? Co się stało?
  2. polanka_

    po co to wszystko?

    Cały czas bierzesz? Czy teraz po prostu na trzeźwo jest źle? Jeśli bierzesz, to Monar lub oddział psychiatryczny jest właściwą sugestią. Jeśli nie bierzesz, to psychoterapia i być może jakieś leki. Co w domu było nie tak? Brak uwagi ze strony rodziców rekompensowany kasą? (bo skąd nastolatka ma kilkaset złotych na narkotyki?). Czy więcej złego?
  3. polanka_

    Wyrażanie złości

    Nie chciałam byś poczuła się zaatakowana, ale chciałam Ci pokazać coś, czego być może przez wyryte w Tobie schematy, jeszcze nie możesz dostrzec, a co może być ważne w kontekście myśli o posiadaniu dzieci. Myślę, że nie chciałabyś by Twoje dzieci cierpiały.
  4. polanka_

    Wyrażanie złości

    Witaj z o. o. Nie trzeba być dzielnym, można płakać, zwłaszcza jak się jest dzieckiem, jak się nie rozumie tych wszystkich zasad i mechanizmów rządzących światem dorosłych, jak czegoś pragniesz najbardziej na świecie a nie możesz dostać, jak robisz coś źle, bo po prostu jeszcze nie wiesz jak powinno się zrobić. Mały człowiek jest bardzo chłonny i sensytywny, można mu wiele zaszczepić i wpoić, również złych rzeczy, krzywdzących, ale można nauczyć własnym przykładem (bo dzieci zawsze naśladują) jak wybierać dobro, jak być dobrym człowiekiem, że można płakać, że można się złościć, że dziecko też zasługuje na szacunek, że ma swoje prawa tak samo jak dorosły, nie trzeba bić, wyzywać, karać, upokarzać. Rodzice nie zasługują na szacunek tylko dlatego, że są rodzicami, nie wolno im bić, czy słowem ranić dzieci, tylko dlatego że są rodzicami. Dzieci też zasługują na szacunek i mają swoje prawa. I wymagają ochrony, bo są małe i bezbronne i zupełnie od nas - dorosłych - zależne. P. S. Będąc dorosłym też można płakać. To żaden wstyd. Nie trzeba być zawsze dzielnym. Płacz pomaga, oczyszcza,przynosi ulgę.
  5. polanka_

    Wyrażanie złości

    Kto mówi o banie? W żaden sposób nie chciałam Cię zaatakować ani skrzywdzić. Martwię się tylko, bo widzę, że powielasz schemat, który Ci wpojono. Twoi rodzice popełnili dużo błędów, które Ty postrzegasz jako coś słusznego w wychowaniu. Czytałam w innych postach, że bijesz się z myślami z decyzją o dzieciach, mąż bardzo chce... Jeśli jeszcze ich nie masz, a już planujesz traktować, karać tak jak byłaś karana i traktowana, to martwię się o te dzieci hipotetyczne, bo będą cierpieć, jak Ty wielokrotnie cierpiałaś. Bo wychowasz kolejnych zranionych ludzi. Tradycyjny = przemocowy. Badania, historie wielu ludzi pokazały, że to nie jest właściwy model. P. S. Płacz nie jest dla głupich bab. Płacz to naturalna reakcja, naturalny sposób rozładowania całej gamy emocji. Pewnie jako dziecku mówili Ci, że nie wolno płakać i to powód do wstydu. Kolejny krzywdzący schemat.
  6. polanka_

    Wyrażanie złości

    Nie jest, to prawda. Złość jest uczuciem jak każde inne, normalnym, zdrowym i potrzebuje być wyrażana - inaczej przepoczwarza się w coś innego, np. w smutek, lęk, poczucie winy, autoagresję. Bycie złym (odczuwanie złości) nie oznacza, że jest się złym człowiekiem, a jej wyrażanie nie jest tożsame z agresją, można złość wyrażać konstruktywnie, nie krzywdząc przy tym innych ani siebie. Bardzo ważne w rozwoju dziecka jest by miało prawo do złości, by mogło ją bezpiecznie przeżywać i wyrażać, jeśli tego nie ma, jeśli to uczucie jest tłamszone, jeśli za wybuchy złości dziecko jest karane, szykanowane, to potem w dorosłym życiu trudno sobie z tą złością radzić.
  7. polanka_

    Wyrażanie złości

    Żaden rodzic nie ma prawa stosować przemocy wobec dziecka, ani fizycznej, ani psychicznej, ani seksualnej. Nie ma prawa bić, wyzywać, znęcać się czy gwałcić tylko dlatego, że jest rodzicem, że jest większy i silniejszy. Dziecko nie jest własnością rodzica, jest odrębnym człowiekiem, który też ma przyrodzone prawo do miłości i szacunku, jest słabsze i zależne od dorosłego, co dorośli często niestety wykorzystują. Gwarantuję Ci, że można wychować dobrego, zdrowego psychicznie i szczęśliwego człowieka, nie bijąc go, nie poniżając, nie wyzywając, nie każąc non stop. I taki dzieciak wtedy prawdziwie tego rodzica kocha i szanuje, a nie tylko rodzica się boi i siebie przy okazji nienawidzi.
  8. polanka_

    Wyrażanie złości

    z o.o. - wklejam coś co niedawno przeczytałam, głównie myśląc o Twoich wypowiedziach w tym poście, choć może to coś wnieść wielu osobom. „Moi rodzice bili mnie gdy byłem dzieckiem i nie doznałem traumy” - powiedział mężczyzna, którego była partnerka oskarżyła za stosowanie wobec niej przemocy fizycznej. "Kiedy byłem dzieckiem, zostawiono mnie samego. Płakałem dopóki nie usnąłem. To było takie okropne, że wtedy nie wyszedłem" – powiedział człowiek, który spędza długie godziny w mediach społecznościowych, co zakłóca jego sen. „Karali mnie gdy byłem dzieckiem i nic mi nie jest” - powiedział mężczyzna, który za każdym razem, gdy popełnia błąd, mówi do siebie z pogardą stosując to jako formę samoukarania. „ Gdy byłem dzieckiem wychowywali mnie twarda ręką nazywając to „ edukacją ”- powiedziała kobieta, która wciąż nie rozumie, dlaczego wszyscy jej partnerzy są agresywni wobec niej. „Kiedy jako dziecko stałam się kapryśna, mój ojciec zamknął mnie w pokoju samą, żebym się uczyła, a dziś to doceniam” - powiedziała kobieta, która cierpiała z powodu napadów lęku i nie potrafi wyjaśnić, dlaczego tak bardzo boi się zamknięcia w małych pomieszczeniach. „Moi rodzice, kiedy wpadałam w złość, powiedzieli mi, że mnie porzucą lub oddadzą obcej osobie i jakoś nie pozostawiło to żadnych traum” - powiedziała kobieta, która modliła się o miłość i wybaczała powtarzające się zdrady, aby nie czuć się porzuconą. „Moi rodzice kontrolowali mnie samym spojrzeniem i zobacz jak mi to wyszło na dobre” - powiedziała kobieta, która nie potrafi utrzymać kontaktu wzrokowego z osobami „autorytatywnymi” bez poczucia zawstydzenia. „Jako dziecko radziłem sobie nawet z tym, że bito mnie kablem od żelazka i dziś jestem dobrym człowiekiem i mam dobry zawód” - powiedział mężczyzna, którego sąsiedzi złożyli doniesienie na policję, że będąc pod wpływem alkoholu niszczył mienie i wrzeszczał na żonę. „Moi rodzice zmusili mnie do robienia kariery, która przyniosłaby mi pieniądze i zobacz jak mi się powodzi" - powiedział człowiek, który codziennie marzy o piątku, ponieważ jest zestresowany swoją pracą, w której musi robić coś, co nie jest tym, o czym zawsze marzył. „Kiedy byłam mała, zmuszali mnie do siedzenia przy stole dopóki nie skończę posiłku, a nawet karmili mnie siłą, nie jak inni pobłażliwi rodzice” stwierdziła kobieta, która nie rozumie, dlaczego nie mogła mieć zdrowego stosunku do jedzenia, a w okresie dojrzewania rozwinęły się u niej zaburzenia odżywiania. „Moja mama nauczyła mnie szacunku, bijąc mnie klapkiem po tyłku” - powiedziała kobieta, która pali 5 papierosów dziennie, aby opanować swój niepokój. „Dziękuję mamie i tacie za każdy cios i każdą karę, bo jeśli by mnie nie bili, to kto wie, co by się ze mną stało” - powiedział mężczyzna, który nigdy nie był w stanie mieć zdrowego związku, a jego syn ciągle go okłamuje, bo się go boi. I tak idziemy przez życie, słuchając ludzi, którzy twierdzą, że są dobrymi ludźmi bez traumy, ale paradoksalnie żyjemy, w społeczeństwie pełnym przemocy i poranionych ludzi. Czas przełamać pokoleniowe cykle traumy. ~ David Bradbury Tłumaczenie z języka angielskiego Matryca Życia-Ewa. (https://www.facebook.com/matrycaEwy). Jeśli kopiujesz ten tekst to proszę podaj autora tłumaczenia.
  9. To warto w takim razie popracować nad umiejętnością przyznania się do błędu, przeproszenia, gdy oberwie niezasłużenie, gdy przesadzisz, gdy się na nim wyżyjesz niesłusznie. Często się tak dzieje, że na tych najbliższych ludzi przelewamy złość i inne negatywne emocje, choć wcale oni nie są ich adresatami. Jeśli Ci na nim zależy, to warto pracować nad tym by kierunkować właściwie. No i umiejętność przeproszenia/przyznania się do błędu gdy nawalimy, zranimy kogoś - jest cenna, ważna, nie jest oznaką słabości, wręcz przeciwnie.
  10. Illi, nie jesteś zjebana. Masz traumę. I może jeszcze nie na tyle przepracowaną by być w stanie związek zbudować, może człowiek nie ten. Mi to zajęło kilkanaście lat terapii, ileś rozwalonych prób związków po drodze. Teraz ma szansę być dobrze, dopiero teraz gdy mam kawał ponad 30 lat i dopiero w miarę jestem poukładana.
  11. Czy ktoś wie co się dzieje z doi? Była mocno aktywna i zniknęła z dnia na dzień, co mnie niepokoi.
  12. Przetrwać, zasnąć, mimo że dzień jest zły, że tak mocno w PTSD, że pamiętam. Przetrwać, wstać gdy budzik zadzwoni o 5, mimo wypitego dziś w zbyt dużej ilości piwa i iść do pracy, do której iść nie chcę. Ale trzeba, bo pieniądze z nieba nie lecą. Pójdę, ale tak mi dziś źle.
  13. Dlaczego się tego boisz? Kto jest potencjalną ofiarą? Z jakiego powodu się boisz, że staniesz się sprawcą?
  14. Niestety jeśli kogoś karzesz, to siebie - nie ją. Rozumiem, że z jakiegoś powodu ona uważa, że powinnaś być w szpitalu, ale jak mówisz na szpital się czeka. Jeśli z powodów finansowych terapia dwa razy w tygodniu nie jest możliwa, to też są różne możliwości (ja na przykład w sytuacji gdy zostałam bez pracy, to chodziłam na kredyt, miałam odroczoną płatność do czasu aż będę mogła zapłacić). Trzy lata to już jest kawałek relacji i martwi mnie zerwanie jej z dnia na dzień. Poszłaś na terapię i usłyszałaś, że więcej się nie widzicie? Bez żadnych warunków wcześniej? Bez żadnej możliwości innego rozwoju zdarzeń?
  15. Zastanawiam się co się działo przez ostatni czas, że ona poczuła się bezradna. Kaleczysz się? Głodzisz? Pijesz? Chciała Cię skonfrontować, to pewne i oddać jakoś sprawczość w Twoje ręce. Nie pochwalam tego i Ci współczuję bardzo, wiem i rozumiem, że czujesz się porzucona, zostawiona. Zostałam porzucona przez kilku terapeutów, nim trafiłam do mojej terapeutki. Byłam bardzo chora, trudna i toksyczna, bardzo autoagresywna, nie radzili sobie. U mojej terapeutki leczyłam się kilkanaście lat (tak to możliwe), dopiero teraz dotarłyśny do momentu gdy mogę powiedzieć, że jestem względnie zdrowa, że uporałam się ze swoimi traumami, że choć bywają gorsze dni, radzę sobie. I jestem jej dozgonnie wdzięczna, że mnie nie zostawiła nigdy, w kryzysie kładła mnie na oddział (psychiatra i psychoterapeuta w jedym, ordynator oddziału, byłam zaopiekowana) i choć bywało strasznie źle, bardzo siebie krzywdziłam i nie było wiadomo czy dożyję następnego dnia, to ona mnie nie opuściła. Martwię się tym bardziej, że z tego co pisałaś Twoja terapeutka na duże kliniczne doświadczenie. Nie kończy się terapii z dnia na dzień, nawet sam proces zamykania terapii trwa ileś sesji. Martwię się. Co tam się wydarzyło u Ciebie ostatnio? Czym jest ten kryzys, który zatrząsł wszystkim w posadach? Co się zmieniło?
×