Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

horror_iluzji

Użytkownik
  • Zawartość

    51
  • Rejestracja

1 obserwujący

  1. Dziękuję za odpowiedź! Również staram się odwracać uwagę, ale to średnio działa. Zostało mi chyba tylko przeczekać, ale serdecznie mam dość już tego lęku, bezsilności, myśli oraz ścisku.
  2. Cześć! Co tam u Was? Bo u mnie niestety gorzej. Wczoraj nie mogłam spać, gdyż ściskało mnie gardło i cały czas myślę o tym, że będę non stop wymiotować. Do tego dochodzi uczucie bezsilności. Mam nadzieję, że to szybko przejdzie. Czy macie jakieś metody walki z tym? Albo jakiekolwiek metody, które Was uspokajają, odganiają te myśli?
  3. @heyitsmesara dziękuję! Trochę mi lepiej niż wczoraj .
  4. @Angel_1896 to super, że wybrałaś się do psychologa i podjęłaś decyzję o psychoterapii! To naprawdę duży krok i bardzo trudny do podjęcia (ja sama miałam problemy z rozpoczęciem terapii, gdyż wydawało mi się, że moje problemy są błahe i mnie terapeutka wyrzuci, gdyż przychodzę z tak nieistotnymi sprawami). Gratuluję Ci bardzo! I tak samo podziwiam Cię, że odcinasz się od social mediów i również mam nadzieję, że będziesz tu zaglądać i opisywać swoje doświadczenia . Ja ostatnio nieco gorzej się czuję. Mam częstsze natrętne myśli o wymiotowaniu, myślę, co by było, gdybym dostała nerwicy żołądka i wymiotowałabym non stop i ciągle zastanawiam się, czy od tego ścisku da się zwymiotować (pomimo że racjonalnie wiem, że to niemożliwe, a jednak mam jakieś obawy i natrętne myśli, zwłaszcza że ten ścisk tak realnie "zapowiada" nadejście odruchu wymiotnego. A mimo wszystko nigdy się to nie wydarzyło). Poza tym mam jakiś kryzys egzystencjalny, przez który gorzej mi było zasnąć zeszłej nocy, ale to nie wątek, w którym należałoby to opisywać. W każdym razie nieco gorzej się czuję, ale nie jest jeszcze źle i mam nadzieję, że przejdzie. Trzymajcie za to kciuki!
  5. Jeśli chodzi o preludium 13 w wykonaniu Pogorelicia to na początku miałam drobną uwagę, że powtórzenia tego samego materiału muzycznego wykonuje w bardzo podobny, nawet identyczny sposób, a kiedy wykonuje się Chopina powinno się unikać takich zabiegów (wynika to chociażby z tego, że Chopin nie lubił grać tak samo powtórzonego materiału i często, kiedy powtarzał jakiś materiał muzyczny, dodawał np. różne ozdobniki), ale później zauważyłam w tym duży plus - bowiem dawało możliwość Pogoreliciowi znacznego podkreślenia drobnych, subtelnych zmian w późniejszym rozwoju utworu (aż przechodzą dreszcze - tak powinno być). Poza tym Pogorelić uzyskał wspaniałą kolorystykę, wyrazistą, ale zarazem subtelną, nad którą można się po prostu rozpłynąć (te dwa elementy gry u Pogorelicia bardzo podobały mi się w jego wykonaniu Ballady nr 2 - niesamowita kolorystyka i podkreślone zmiany i różnego rodzaju "niespodzianki", przez co przechodzą dreszcze). U Argerich utwór zdaje się bardziej płynąć, u Pogorelicia brzmiało to bardziej nokturnowo, u Argerich brzmi jak Chopin młody. Według mnie Argerich, na rzecz tego płynięcia i pewnego rodzaju prostoty przekazu nie miała okazji rozpłynąć się nad tym, nad czym zamyślił się Pogorelić - subtelnych zmian, wyrazistych kolorów. Dlatego mam wrażenie, że Argerich wykazuje większą prostotę, pozwala melodii swobodnie się rozwijać (co jest bardzo dobre, bo Chopina powinno się wykonywać z prostotą). Poza tym, jak wspomniałam, uzyskała charakter bardziej młodzieńczy, pełny życia, ale także refleksji (nie wiem czemu ale przypomina mi to zadumanie nad naturą w letni dzień albo po prostu nad życiem). U Pogorelicia jest nokturnowy zachwyt, wręcz medytacyjny, u Argerich czuje się, że można oddychać. Jeśli miałabym wybierać, to bardziej podoba mi się jednak Pogorelić. Ale uprzedzam, to tylko moja opinia, bo obydwoje grają na genialnym poziomie . Moim zdaniem obydwa te pomysły łączy w sobie interpretacja Rubinsteina. Jest tutaj i wyczulenie Pogorelicia na zmiany i kolorystykę, a z drugiej strony prostota i oddech Argerich. Poza Rubinsteinem niesamowicie to preludium wykonuje również Blechacz, ale nie wiem, czy gra lepiej od Rubinsteina. Myślę, że jednak Rubinstein zostanie u mnie na pierwszym miejscu . Gram na instrumencie marki Yamaha. Niestety nie mam specjalnego pomieszczenia - zwykły pokój. Jaki tam nietakt . Ja poza tym nie osiągnęłam tak dużo i wcale świetna z muzyki nie jestem. Dużo rzeczy nie wiem, dużo nie umiem, niestety. Ale jak nie chcesz, to oczywiście nie musisz się pokazywać, nie będę nalegać .
  6. Mówię dokładnie o Balladzie nr 3, chociaż wszystkie z nich uwielbiam, najbardziej w wykonaniu Zimermana, choć niestety Zimerman w Balladzie nr 2, jak dla mnie, ustępuje Pogoreliciowi. W szkole muzycznej mówią, jakich form/gatunków trzeba się nauczyć (taki typowy program to preludium i fuga Bacha, albo jakiś inny barokowy utwór niekoniecznie Bacha, najczęściej polifoniczny, sonata Haydna, Mozarta bądź Beethovena, 2 etiudy i jakiś jeszcze utwór dowolny), a nauczyciel już wskazuje propozycję utworów (oczywiście można z nim dyskutować, jeśli jakiś utwór się nie podoba i chciałoby się grać inny). Zerknęłam na nuty tego preludium i sądzę, że dałabym radę zagrać go a vista, może w nieco wolniejszym tempie, ewentualnie miałabym małe problemy, kiedy wchodzi "Piu lento e molto espressivo". Jednak nad interpretacją musiałabym dłużej posiedzieć. Dziękuję za Twoje miłe słowa . Nie sądzę jednak, że sprawiam swoim odbiorcą tyle radości, nie gram na tyle pięknie . Też nie lubiłam tego robić, też się wstydziłam. Ostatnio jednak przełamałam to i robię to swobodniej (po prostu w ostatnim czasie więcej się nagrywam - monitoruję ukochaną Balladę. Poza tym daję sobie przestrzeń na błędy - jeśli się pomylę, to to nie jest koncert i nagranie można skasować i powtórzyć. Ale wiadomo, i tak jest to stresujące). Uważam, że nagrywanie się jest bardzo ważne. Nie chodzi tylko o pokonywanie tremy, ale także o posłuchanie własnej gry i usłyszeniu, co gramy dobrze, a co źle. Oczywiście nie wolno przesadzać z krytycyzmem, trzeba znaleźć dobre strony naszej gry i fragmenty, które wyszły nam super. No i nasza krytyka powinna być konstruktywna. Nie chodzi tylko o powiedzenie sobie: "Grałem beznadziejnie!", tylko zauważenie, w którym dokładnie momencie coś poszło nie tak, co mogło być tego przyczyną i jak to naprawić. To jest prawdziwa i cenna krytyka. To jest bardzo trudne - sama byłam zbytnio krytyczna odnośnie swojej gry, teraz oduczam się tego. Poza tym dochodzą do tego takie sprawy, jak urządzenie, którym nagrywamy, czy pokój z instrumentem jest duży czy mały, czy w ogóle akustyka jest dobra, czy instrument jest rozstrojony czy nie, a na to wszystko nałożyć pierwszy szok po odsłuchaniu. Tak więc nagrywanie się, a później odsłuchiwanie jest rzeczą bardzo trudną i niekiedy nieprzyjemną, a z drugiej strony cenną. A jeśli chodzi o egzaminy w szkole ogólnej, to zaliczam polski oraz historię i społeczeństwo (pisemne z tych przedmiotów mam już za sobą, zostały teraz ustne). I oczywiście chętnie posłuchałabym Twojej gry, jeśli chciałbyś się pokazać .
  7. @dostojewski19911 Aktualnie uczę się jednego utworu - Ballady Chopina. Strasznie mi się podoba i kiedy tylko odeszłam ze szkoły muzycznej i nieco mój stan się poprawił od razu rzuciłam stary program i zaczęłam grać Balladę - jestem po prostu zakochana w tym utworze. Niestety muszę zaczekać nieco z lekcjami u mojej profesor, bo za niedługo mam egzaminy w szkole ogólnej i muszę się do nich przyłożyć. Muszę spytać moją profesor o jakieś preludium i fugę Bacha i jakąś sonatę Mozarta (albo może zgodzi się nawet na koncert fortepianowy Mozarta, kto wie? Najbardziej bym chciała grać A-dur, szczególnie drugą część). Aktualnie nie gram żadnego preludium Chopina. A jeśli już to grałam chyba jakieś preludium, ale to było lata temu i nie było to chyba na zbyt wysokim poziomie. Pamiętam to jak przez mgłę. Bardzo bym chciała grać jakiś koncert, najlepiej byłoby zagrać jakiś w czerwcu, taki mały dla paru osób, ale nie wiadomo, czy w ogóle będę miała okazję i jak się będę czuła. A o konkursach na razie w ogóle nie myślę - są zbyt stresujące i czasochłonne. Na razie muszę przemyśleć przyszłość, sprawę muzyczną i w ogóle całą moją osobę. A czy czasem się nagrywasz? Jeśli tak, to czy Cię to stresuje?
  8. @Angel_1896 Cześć! Jak było u psychologa?
  9. @dostojewski19911 dziękuję :). To ja jeszcze mogę polecić inne straszne, ale fascynujące utwory. Schnittke - concerto grosso nr 1 (według mnie jest po prostu świetne), może Cię jeszcze zaciekawi koncert skrzypcowy nr 1 Szostakowicza, a także jego koncert wiolonczelowy nr 1 (w tym pierwszym utworze zwłaszcza lubię drugą część, a w tym drugim pierwszą). Bardzo mi się też podobał koncert fortepianowy nr 1 Rautavaara, zwłaszcza pierwsza część. Zakochałam się też w ostatnim koncercie fortepianowym Poulenca, a w ostatnim czasie obsesyjnie słuchałam koncertu skrzypcowego Czajkowskiego w wykonaniu Perlmana. Pewnie wybrałabym Steinwaya, bo uwielbiam tę markę, ale musiałabym się bardziej rozeznać w tych fortepianach, które są tam przygotowywane.
  10. @dostojewski19911 również bardzo lubię tę inwencję. Mam do niej duży sentyment. Grałam ją we wspomnianym już Goerlitz i za nią dostałam nagrodę za najlepsze wykonanie Bacha, że tak się nieskromnie pochwalę .
  11. @dostojewski19911 czy lubisz Glenn Goulda?
  12. @dostojewski19911 Tak, Chopina bardzo stresowało występowanie. Podobno raz podczas występu dostał halucynacji, że jakaś zjawa wychodzi z fortepianu i musiał przerwać występ. W przeciwieństwie do Liszta, który był lwem sceny. Świadczy o tym, że to on stworzył recital, gdzie grał utwory innych kompozytorów z pamięci, co w tamtych czasach było niedopuszczalne (z tego co wiem, było jakby oznaką, że to tak naprawdę mój utwór, a nie kogoś innego) i koncertował bardzo dużo. Było wtedy nawet takie określenie: lisztomania, co świadczy, że publika go wręcz uwielbiała. Poza tym też style uczenia pomiędzy Chopinem a Lisztem się różniły. Chopin kazał ćwiczyć najwyżej 3h dziennie, a resztę czasu spędzić na czytaniu, spacerowaniu, rozwoju artystycznym. Był też bardziej zdystansowany od swoich uczniów. Liszt za to kazał ćwiczyć wiele godzin i utrzymywał bliskie relacje ze swoimi uczniami. Wiem, że nie powinnam i trochę się martwię o to, ale nie potrafię się powstrzymać. Po prostu jestem uzależniona .
  13. @Angel_1896 ja się nie rozkleiłam, w zasadzie to nigdy się nie rozkleiłam. Ale to zależy od osoby. Nie martw się, nie jesteś za stara na to. Każdy człowiek ma święte prawo pokazać swoje uczucia. Dla mnie, gdyby ktoś tak po prostu nie płakał, pomimo że chciałby, po prostu na siłę się hamował, oznaczałoby to, że coś jest nie w porządku. I nie bój się, psycholog zrozumie to, gdybyś się rozkleiła. A w ogóle może się to nie wydarzyć ;).
  14. Ostatnio śpiewałam wstęp Ballady nr 3 (teraz właśnie ją gram i próbowałam uchwycić pierwszą frazę śpiewnym tonem, i do tego musiałam ją sobie zaśpiewać i odwzorować to w grze). Nie wiem, czy można zaliczyć to do codziennych rytuałów, ale zawsze muszę z samego rana, zaraz po przebudzeniu, posiedzieć z mamą w kuchni i porozmawiać o wszystkim. Przed koncertami zaś zawsze musiałam zjeść banana. Poza tym wolne ćwiczenie trudnych fragmentów w dniu występu to dla mnie podstawa, do tego przyjście dużo wcześniej do miejsca, w którym miałam grać. A czy są takie utwory, które Cię przerażają? Ja mam takie. Np. Sonata nr 9 Skriabina, Tren Ofiarom Hiroszimy Pendereckiego, Ricorda cosa ti hanno fatto in Auschwitz Luigi Nono. Jeszcze odnośnie tych koncertów fortepianowych, to moim marzeniem jest zagrać ich kilka (niestety do tej pory nie miałam okazji żadnego wykonać). Chciałabym zagrać wspomniany e-moll Chopina, Schumanna a-moll, Rachmaninowa 2 i 3 (to chyba marzenie każdego pianisty), Mozarta A-dur oraz d-moll. Poza tymi to jeszcze 3, 4 i 5 Beethovena.
  15. @utrapienie Chciałabym dodać jeszcze dwa pytania: 6. Jaki jest Twój ulubiony miesiąc, a jakiego nienawidzisz? 7. Czy lubisz grać w szachy?
×