Ja odkąd rzuciłam wszystkie leki na przełomie września/października i miałam zespół odstawienny to miałam koszmary.
Do teraz mam problemy z zaśnięciem, bo boję się, że to wróci.
Nigdy nie miałam takich koszmarów jakie w tym czasie. Pamiętam je tak wyraźnie i intensywne jak nigdy wcześniej.
Pamiętam, że czytałam książkę Kinga. I to, co wyczytałam na kartkach książki działo się dookoła mnie. Wystarczyło odłożyć tę książkę i wszystko by się skończyło. Ale ja byłam jak zahipnotyzowana, tak pochłonięta, że coś nie kazało mi przerwać.
Były tam potwory, dokładnie do dzisiaj pamiętam ich krzyki, jęki i pochrząkiwania. Smród czuję w nozdrzach nawet teraz. Sny mieszały się ze sobą: jakieś nieartykułowane dźwięki, płacz dzieci, cmentarze a na nich demony, co odprawiały czarne msze. Akty przemocy z użyciem krzyża, potworne, zdeformowane psy, z których pysków sączyła się ślina pomieszana z krwią. Takie sceny rozgrywały się w tym śnie, a ja nie mogłam przestać czytać książki, zaraz jednak budziłam się z poczuciem lęku i bałam się dalej zasnąć. Dlatego siedziałam nocami przy mamie, bo to mnie jakoś jeszcze trzymało. Nigdy w życiu więcej nie chcę czuć tego, co czułam w tych snach.