Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

aramina

Użytkownik
  • Zawartość

    44
  • Rejestracja

  1. Zainteresowałam się tematem, ponieważ przypomniało mi się jak jako dziecko spałam u moich dziadków na wsi i mieli oni ciężkie pierzyny, które moja babcia sama robiła. Uwielbiałam spać pod tymi pierzynami, bo nie dość że przesypiałam całą noc to jeszcze budziłam się na tyle wcześnie, że o 5 rano szłam z dziadkiem na pole (biorąc pod uwagę że uwielbiałam spać do 11 to był to niezły wyczyn). Właśnie dlatego jestem skłonna uwierzyć, że faktycznie to działa, ale fajnie byłoby gdyby ktoś to jeszcze potwierdził :)
  2. Czy ktoś z Was może używa tego wynalazku? Trafiłam na ten produkt jak zaczęłam szukać kołdry, która będzie trochę cięższa niż te nowoczesne, gdzie nie czuje się, że jest się przykrytym. Nieswojo się wtedy czuję. Kusi mnie, żeby sobie taką zamówić, szczególnie że jest rozmiar 155/220 (lubię mieć kołdrę zawiniętą pod stopy), ale nie chcę wyrzucać kasy w błoto. Ciężko mi znaleźć jakieś opinie o stosowaniu takich kołder u osób dorosłych, chociaż widzę, że ludzie sobie zamawiają. Podzielcie się wiedzą i doświadczeniami :)
  3. Dołóż mirty. Zdecydowanie. Może zadziała na Ciebie dopiero 60 mg? I to też nie od razu, ale na Twoim miejscu spróbowałabym. Ja na samą wenle też nie zareagowałam. Jak lekarz będzie kręcił nosem, pokaż mu to forum Ja z moją lekarką razem kilka razy tu wchodziłam, a ponieważ ona załamywała nade mną ręce, bo nic nie chciało działać, to szukałyćmy ciekawych kombinacji tutaj CRF nie poszedł na pierwszy ogień, bo bałam się mirty (15h horroru z którego nie możesz się obudzić troszkę zniechęca ), ale e desperacji sięgnęlam po to i zadziałało :) Ja mam wrażenie, że to nie tyle tycie w sensie tłuszczyk się zatrzymuje, co tycie przez zatrzymywanie wody organizm nie może się pozbywać tego co normalnie poszło by z moczem. Ja widzę to po twarzy, konkretnie po powiekach, które raczej nie tyją No i czuję, że jestem spuchnięta, jak bym miała ciężki okres i kaca stulecia jednocześnie
  4. aramina

    Nerwica?

    Wiem o czym mówisz. Też przechodziłam przez natrętne negatywne myślenie, dobijające mnie do tego stopnia, że w środku nocy zachodziłam do rodziców sprawdzić czy oddychają. I wiem jak to jest kiedy ni z tego ni z owego jedziesz sobie samochodem i nagle patrzysz na drzewo i zastanawiasz się: jakby tak nagle skręcić, to może nawet nie poczułabym bólu... Pocieszę Cię, że można się tego pozbyć :) Nie wierzyłam w to, ale powoli zaczynam wychodzić na prostą :) Da się, a to forum na pewno Ci trochę pomoże :)
  5. A może spróbuj mianserynę? Z tego co pamiętam to to jest prawie to samo co mirta, tylko nowsze albo starsze Z tego co wiem to mianseryna jest starsza i ma więcej skutków ubocznych. Zapytam się lekarza o zwiększenie dawki. Zwiększenie dawki raczej może Cię pobudzić, prędzej zmniejszenie. Ja po 15 mg spałam 15 godzin potem po omacku opróżnić lodówkę i dalej lulu. A co do mianseryny, to może i ma więcej skutków ubocznych, ale może na ciebie zadziała tak jak chcesz i nie będziesz miał tylu skutków ubocznych, bo pamiętaj że równoważy je wenla.
  6. Badanie w kierunku boreliozy było pierwsze, bo jako dziecko miałam kleszcza i wiem, że boreliozę przechodziłam od razu, a rodzinna sprawę olała. Byłam u lekarza od chorób odzwierzęcych, który mnie pokierował na badania i z krwi wyszło mi, że jedne przeciwciała mam, ale samej choroby już nie. Pozostała kwestia powikłań. Poszłam do kumatego neurologa, ten dał skierowanie na rezonan magnetyczny głowy z kontrastem. Wszystko wyszło cacy. Borelioza odpadła. Na drugi ogień poszła tarczyca, bo miałam od ginekologa badania na prolaktynę i wyszła mi bardzo wysoka ze sztywnym testem. Trafiłam do ginekolog - endokrynolog, która wysłała mnie na trzy dni do szpitala na badania. Wyszłam z tamtąd obkłuta jak narkomanka z wzorowymi wynikami. Mimo to wspaniała pani dochtór stwierdziła, że no skoro objawy są to leczymy, a TSH 3,5 to bardzo wysokie i nienormalne (szczegół że miałam takie wyniki od dziecka). Brałam i Euthyrox i Leviron, zjechałam do TSH 0,5 i bez poprawy. Pani dochtór pokiwała, podumała, stwierdziła, że to niemożliwe i przepisała wyższą dawkę. Wiedzy lekarza to ja nie mam, ale idiotką też nie jestem. Odstawiłam leki. Zaliczyłam mały zjazd. Poszłam do innej endokrynolog, która zrobiła mi USG tarczycy i powiedziała, że przy moich poprzednich wynikach i obrazie USG branie leków to głupota bo wszystko w porządku, poradziła iść skonsultować się z neurologiem. Pokiwałam głową, podziękowałam i wyszłam. Toć neurologa miałam już za sobą. Cały czas brałam od ginekolog leki antykoncepcyjne, trzy serie tabletek i przerwa, bo z bólu był taki że cały tydzień leżałam skulona na ketonalu forte i modliłam się, żeby ktoś mnie dobił. Zmieniłyśmy leki na inne i coś tam się zrobiło łagodniej, nie leżałam cały tydzień tylko dwa dni Aczkolwiek nie brałam ich z powodu bólu, tylko z powodu zaniku okresu. 60 dni bez okresu i nawet wywoływanie lekami nie skutkowało. A jak co 6 opakowań szłam po nową receptę, miałam robiony wymaz i pod mikroskop czy jest grzybek. Potem tylko globulki, no bo ginekolog nie może mnie za bardzo przeleczyć kompleksowo, więc poszłam do dermatologa z tym problemem. Dermatolog przepisał jedną serię tabletek, jakąś maść na stopy, a po moim pytaniu przy następnej wizycie, czy ja mogę mieć grzyba w środku i dlatego nic mi nie pomaga, zaostałam wręcz zbrechtana. Poczułam się głupio, wyszłam i zapomniałam o sprawie. Zajęłam się szukaniem innej przyczyny, skoro poprzednie już wykluczyłam. Leki od ginekolog: ostatnie i mogę powiedzieć najskuteczniejsze dla mnie Attywia, no i jedno opakowanie Pimafucin też mi przepisywała raz na pół roku. Przestałam brać Attywię dwa miesiące temu, jak stwierdziłam, że warto podjąc walkę z grzybem, a z antykoncepcją nie mam nawet co zaczynać. Stwierdziłam, że odstawię i zobaczę co mi powie mój organizm. Zawsze mogę pojść i poprosić o tabletki bez problemu.
  7. Nie chodzi mi o to, że mogę latać topless po mieście radośnie machając cyckami, bekać, pluć na odległość i puszczać głośno bąki. Mówię o sytuacji, kiedy wartości wpajane nam przez rodziców poszły za daleko i stworzyły zachamowania. Ja mam problem w kontaktach z ludźmi, bo może powiem coś źle, a może zrobię złą minę, a może coś innego, bo jako żywe i wyjątkowo ciekawskie dziecko bardzo często słyszałam zamiast sensownych tłumaczeń tekst "nie wypada". Ḍryāgan, połowę sukcesu masz już za sobą, bo masz świadomość problemu :) Wiesz, ja jak szukałam usilnie metod na wyjście z doła, przerabiałam po drodze afirmacje. Zapoznałam się z wszystkimi wskazówkami, siałam zadowolona nad kartką papieru i wymyśliłam kilka krótkich i łatwych do zapamiętania zdań. Na drugi dzień oczywiście puknęłam się w głowę i kartka poszła w kąt, ale jedno zdanie raz na jakiś czas w stresowych sytuacjach wyskakiwało samo z pamięci. "Jestem wystarczająco dobra taka, jaka jestem." - nawet pomagało się czasem uspokoić, jak myślałam że oszaleję skupiałam się mocno na powtarzarzaniu tego zdania, że nic więcej się nie liczyło. Może wydawać się głupie, ale spróbuj. Od czegoś trzeba zacząć
  8. Nie musisz wierzyć w cuda, wystarczy ośli upór i świadomość, że jesteś Panem swojej podświadomości i możesz przemeblować sobie ją jak chcesz A leki robią burdel w bani po to, żeby było Ci łatwiej poradzić sobie z bzdurami, które nagromadziły się w głowie i nie dają żyć normalnie. Dlatego mimo, że powoli dochodzę do siebie, to nie odstawię tak szybko CRF'a, bo wiem, że potrzebuję jeszcze leków na uporanie się z tym całym syfem. Ale przyjdzie i na Ciebie czas, wiem to A może spróbuj mianserynę? Z tego co pamiętam to to jest prawie to samo co mirta, tylko nowsze albo starsze
  9. Ja polecam wszystkim Beatę Pawlikowską "W dżungli podświadomości". Dużo czytałam wcześniej o tym jak wyjść z depresji i nerwicy, ale jej książka sprawiła, że wszystko stało się oczywiste i banalnie proste. Opieram się na pierwszej i drugiej części tego cyklu i jakoś leci do przodu Swoją drogą temat przydatny, ale przekopywać się przez 8 stron? Może jakiś moderator zebrałby wszystkie tytuły w jakieś podgrupy jaka książka co opisuje i podpiął to ładnie? I napisał, że nowe posty tylko z tytułem nowej książki i opisem? Fajnie by było :)
  10. Michellea, dzięki :) Ḍryāgan, rozumiem Ciebie bardzo dobrze. Też zmagam się z niektórymi wartościami wpojonymi mi przez rodziców. Szczególnie z wartością pt. "nie wypada" A jeśli nie chcesz, żeby myślała, że jesteś z nią dla kasy, to jej to spokojnie powiedz. I pokaż :) Jak będziesz to dusił w sobie, może to spowodować, że będziesz dla niej nie miły, albo z pozornie błahego powodu wywołasz kłótnie. Czytałam gdzieś, że takie sytuacje biorą się z głupiego przekoniania, że oprócz pieniędzy nie mamy nic do zaoferowania. No bo niby czemu miałby ktoś sam z siebie chceć z nami być, co? Przecież ja chrapię, lubię mongolski balet, mam rozstępy i głupi śmiech. Trzeba czasem uwierzyć w dobry gust partnera/partnerki :) I pokochać siebie - polecam do tego książkę Pawlikowskiej "W dżungli podświadomości", jest genialna i dzięki niej mogę znów spojrzeć w lustro.
  11. Leki hormonalne też z powodu bolesnych okresów, ale przede wszystkim z powodu rozregulowanych i wręcz zanikających okresów. Ginekolog na wizycie co pół roku przepisuje mi globulki przeciwgrzybiczne. Lista objawów jest długa, większość objawów, które wypisałam powyżej, to mam. Ale wyszczególniając, chodziłam do toalety raz na tydzień i z reguły towarzyszyła mi wtedy biegunka, ciągłe przelewania w brzuchu i gazy takie, że Shrek by wymiękł, skóra niby sucha, ale ciągle wypryski, stopy potrafiłam mieć jednocześnie lodowate i spocone, kruche i rozdwajające się paznokcie, włosy wypadały mi garściami (płakałam przerażona że wyłysieję), kataru nie miałam choć oddychać nie mogłam, miałam zgagę, suche gardło, piłam litrami wodę i wciąż byłam spragniona (nie, to nie cukrzyca - sprawdzałam), stopy mi okropnie śmierdziały a dermatolog nic nie stwierdziła, zapominałam słowa, byłam otumaniona, zero koncentracji, zero motywacji, niesamowity ból stawów, zadyszka przy dłuższej rozmowie, nieokreślone bóle brzucha nazwane przez lekarkę rodzinną jako moja 'ginekologiczna natura', swędzenie powiek doprowadzające do szału (badałam się nawet na obecność demodexu, bo prawie powyrywałam sobie rzęsy), masakryczne migreny, itp. Mogłabym wymieniać i wymieniać. Najgorsze jest to, że nie da się jednoznacznie sprawdzić czy ma się grzybicę ogólnoustrojową. Testy ze szklanką wody to bzdura, a badania kału są bezsensu, bo każdy w małym stopniu posiada w swoim organizmie grzyby, więc zawsze się grzyba wychoduje. Można się pokusić o badanie krwi, aczkolwiek ponoć wychodzi pozytywne w bardzo zaawansowanych stanach, czyli w sepsie. Ja sprawdziłam się dietą. Leków nie stosuję, bo grzyba trzeba zagłodzić, czyli odebrać mu cukry. I tak na dłuższy czas, bo zarodniki grzyba przetrwają w krwi około 3 lata, nietknięte przez leki :/ Dieta początkowo bardzo restrykcyjna, a po miesiącu czy dwóch można powoli wprowadzać do diety poszczególne produkty sprawdzając reakcje organizmu. Jak się pogorszy, odstawić. Wiem, że to niezachęcające, ale czym jest dieta nawet restrykcyjna przez trzy lata w porównaniu do normalnej reszty życia.
  12. Ḍryāgan, podpowiem Ci coś z własnego doświadczenia. Jako 17-latka miałam pierwszego chłopaka. Moi rodzice ciężką harówką się trochę dorobili, jego rodzicom się nie udało. Na początu była sielanka, potem się posypało. On wpadł w długi i pociągnął mnie za sobą. Przy którejś z kolei kłótni wyrzucił mi, że to moja wina, bo ja jestem "bogata" i on chciał mi zaimponować i zabierać mnie na kolacje i zapłacić za mnie, itp. Szlag mnie trafił, poczułam się jak dziwka. Nie jestem materialistką, moi rodzice też ani materialistami ani snobami nie są, a najbardziej cieszyłam się kiedy na początku zabierał mnie na spacery po plaży, albo siedzieliśmy i gadaliśmy przez telefon godzinami, albo jak pojechaliśmy mecz oglądać starej czwartej ligi, nigdy nie domagałam się prezentów, restauracji, wycieczek i huj wie czego. Poprostu cieszyłam się wspólnie spędzanym czasem, spacerem, zerwanym dla mnie kwiatkiem czy bohaterskim ratunkiem przed pająkiem-bydlakiem Trzeba doceniać rzeczy małe, bo skupianie się na tym kto płaci prowadzi do kwasów. Wiem, że to sprawia, że czujesz się niemęsko, ale to nie kasa robi z Ciebie faceta. Podam też trochę inny przykład. Mój tata ma bardzo konserwatywne poglądy i ogółem nie jest za bardzo wylewny. Był czas kiedy myślałam, że mnie nienawidzi bo nie spełniałam jego oczekiwań (dłuższa historia). Pracowałam wtedy w jego firmie, więc w pracy się widzieliśmy, tylko on zaczynał o 7, a ja o 8. Często się spóźniałam z powodu problemów zdrowotno-psychicznych, a on się wściekał, że nie potrafię wziąć się garść. Któregoś dnia się spóźniłam znów, podwoził mnie tata, dostałam w samochodzie kazanie. Bez śniadania i drugiego śniadania siedziałam załamana w pracy. Po jakimś czasie wpada tata i bez słowa rzuca mi na biurko reklamówkę. W niej były paluchy drożdżowe z pobliskiej piekarni, które bardzo lubiałam i czasami kupowałam po drodze do pracy w ramach drugiego śniadania. Prawie się popłakałam, i nie ma do tej pory dla mnie lepszego dowodu na to, że mojemu tacie na mnie zależy, jak fakt, że z firmą i kupą ludzi na głowie, zauważył co lubię i zły na moje spóźnialstwo pojechał kupić mi śniadanie. Uwierz mi, że to te drobne rzeczy, jak zaparzenie ulubionej herbaty kiedy wróci zła do domu, się liczy. Pójście razem na spacer w jakieś fajne miejsce, albo na piknik niespodzianka. Proste, małe rzeczy. Kasa jest, na drugi dzień jej nie ma.
  13. bedzielepiej, czytam Twoje objawy i zastanawiam się, czy przypadkiem, tak jak ja, nie masz grzybicy ogólnoustrojowej? Na to też jest dieta, ale bezgłodówkowa.
  14. Nie, nie jestem hipochondryczką Ale ciekawi mnie ilu z Was, oprócz problemów spowodowanych przez zaburzenia psychiczne, ma do czynienia z wstydliwym problemem nawracających grzybic. Zacznę od początku. Rok temu stwierdziłam, że muszę się wziąć za siebie i pierwszy krok do normalności to wyprowadzka od rodziców. Rodzice mieli mieszkanie, które wynajmowali na wakacje, i tam się usadowiłam przejściowo, bo chciałam znaleźć pracę i wynająć własne M, żeby rodzicom nie siedzieć na głowie. Mieszkanie na 4 piętrze bez windy. Cieszyłam się, bo stwierdziłam, że takie codzienne przymusowe spacerki po schodach pomogą mi zacząd budować lepszą formę. Przez pół roku nic kompletnie się nie zmieniło. Dalej było sapanie, mroczki, i totalny opad sił. Tak jak by to była moja najlepsza forma. CIężko mi było w to uwierzyć, i mimo że szukałam jakiegoś rozwiązania w badaniach krwi, u lekarki rodzinnej i w internecie, to w środku byłam kompletnie załamana. Byłam blisko stwierdzenia, że mój zryw wolności był gówno wart i prawie szykowałam się na porót do rodziców z podkulonym ogonem. Aż, przeglądając gazetki u mojej mamy, trafiłam na artykuł o kandydozie. Przeczytałam. Zaliczyłam opad szczęki. No i zaczęłam szukać więcej informacji. To co znalazłam mnie przeraziło i jednocześnie olśniło, dlaczego nie mogę wyjść na prostą, fizycznie czuję się gorzej niż moja 86-letnia babcia i leki przestały na mnie działać. Otóż: Na początku na pewno była to sama deprasja. Czyli kupa stresu, leżenia w łóżku i śmieciowego jedzienia (pizza, KFC, zupki chińskie). Dodatkowo doszły non-stop hormony kobiece (też niby choroba), od czasu do czasu antybiotyk, bo problemy z ciągle zapchanym nosem, i voilà: mamy idealne środowisko dla grzyba. W normalnym stanie u każdego w jelitach są drożdżaki candida i są one niezbędne w procesie trawienia. Po jakimś czasie (nie wiem czy dwa czy trzy lata) depresja poszła bardziej w stronę nerwicy lękowej, a ja obleciałam wszystkich lekarzy: od chorób odzwierzęcych (przebyta w wieku 6 lat nierozpoznana przez konowała borelioza) - żeby sprawdzić czy borelioza mi nie uszkodziła mózgu, endokrynolog - bo może tarczyca, ginekolog - bo może zespół policystycznych jajników, kardiolog - bo może serce (wylądowałam parę racy z EKG bo byłam pewna, że mam stan przedzawałowy), gastrolog - bo może zespół jelita drażliwego, ortopeda - bo może jakaś choroba stawów, okulista - bo mam ochotę powyrywać sobie rzęsy, neurolog - bo może jakaś inna choroba, itd. Lekarze patrzeli na mnie jak na upośledzoną umysłowo, bo przychodzi młoda, zdrowa dziewczyna, z dobrymi (!!!) wynikami i wymyśla. Damy leki niech się wypcha. Nie działają? Hipochondryczka! Dzieci rodzić, a nie kombinowac! (poważnie tak usłyszałam z trzy razy od różnych lekarzy) W końcu psychiatra. Ok, była mi potrzebna ta wizyta z powodu piekła przez jakie przeciągnął mnie były, bez leków sobie bym nie poradziła. Ale moja lekarka (złota kobieta) nie wiedziała już co ma mi przepisywać. Bo miałam same efekty uboczne, a do dwóch miesięcy nie pojawiał się żaden pozytyw. Przeszłam całą gamę leków, popularnych i niepopularnych, niektóredwa razy, a noż widelec zadziała lek podobny,ale o innej nazwie. Po trzech latach już nawet nie miałam skutków ubocznych. Normalnie jak cukierki. A coraz gorzej się czułam. Dalej kombinowałam, a to inny lekarz, a to dietetyk, a to joga. I nic. Przytoczę teraz listę objawów grzybicy ogólno ustrojowej: 1. Ośrodkowy układ nerwowy: zaburzenia pamięci, stan chronicznego zmęczenia, ospałość, brak energii, trudności w przyswajaniu wiedzy i w nauce, "mgła umysłowa", dezorientacja, zaburzenia równowagi, senność, obniżony nastrój, napady lęku, nerwowość, wybuchowość, niecierpliwość bóle i zawroty głowy, stany depresyjne, niepokój, roztargnienie, napady paniki i płaczu, uczucie opuchnięcia głowy. 2. Narząd ruchu: osłabienie i bóle mięśni, skurcze, mrowienie w kończynach, obrzęk ścięgien i stawów, uczucie sztywności i bóle stawów. 3. Układ pokarmowy:niedowaga lub nadwaga, biały nalot na języku, ciągłe odchrząkiwanie, suchość w ustach i gardle, zespół jelita drażliwego, zaparcia lub biegunki, metaliczny smak w ustach, nieokreślone bóle brzucha, uczucie przelewania i silne wzdęcia, zgaga, nadwrażliwość i nietolerancja na spożywanie mleka i glutenu, apetyt na słodkie rzeczy. 4. Układ moczowo - płciowy: nawracające niebakteryne zapalenia pęcherza i dróg moczowych, częste oddawanie moczu, uczucie pieczenia i świądu, nawracające grzybice narządów rodnych. 5. Skóra: świąd, sucha i łuszcząca się skóra, obrzęk twarzy, zimne ręce i stpy, obniżona temperatura ciała, kruche i łamliwe paznokcie, nawracające grzybice skóry (najczęściej stóp), utrata włosów, nieprzyjemny zapach skóry stóp, tendencja do pękania naczyć i powstawania siniaków, nadmierna potliwość, trądzik i wysypki skórne. 6. Układ oddechowy: problemy z zatokami czołowymi oraz szczękowymi, poranny obrzęk śluzówki nosa, zapalenia uszu, chrypa, uczucie zapchanego nosa, przewlekły suchy kaszel, częste infekcje bakteryjne i wirusowe (m. im. opryszczka), płytki oddech, uczucie braku powietrza, sapanie przy oddychaniu, 7. Narząd wzroku: pieczenie i łzawienie spojówek, zaburzenia widzenia, swędzące i zaczerwienione powieki, "suche oko". 8. Układ hormonalny: zaburzenia wydzielania hormony tarczycy, wzrost ilości hormonu prolaktyny. Byłam sceptyczna co do koncepcji jednej choroby odpowiedzialnej za wszystko, tym bardziej, że kiedyś jak byłam u dermatolog poskarżyć się, że leki na grzybicę stóp nie pomagają i czy może być tak że mam tego grzyba gdzieś w środku, wyśmiała mnie. Ale ponieważ byłam zdesperowana, to stwierdziłam, że przestawię się na dietę przeciwgrzybiczą, nic mi nie zaszkodzi, a organizm fajnie się oczyści. Najpierw mnie przeczyszciło i wysypało jak wściekłe. No ale to objawy oczyszczania się organizmu. A w połowie drugiego tygodnia zaczęłam się czuć inaczej. Nos się odetkał, przestałam chrząkać, chodziłam normalnie do toalety, lepiej mi się chodziło po schodach, nie byłam ciągle zmęczona i odstawiłam energetyki. Niestety nie udaje mi się utrzymać tej diety dłużej niż miesiąc, bo ciągle coś wypada, a pozatym grzyb walczy i domaga się cukru i swojej porcji pizzy. Ale zaczęłam brać CRF i w końcu leki zaczęły na mnie działać :) Odstawiłam leki antykoncepcyjne i nagle okazało się że jednak wcale ich nie potrzebuje. Znalazłam siłę, żeby się przeprowadzić do dużego miasta i w poniedziałek zaczynam swoją pierwszą pracę :) Coraz lepiej wchodzi mi się po schodach. Walka z grzybem jest długa, i żmudna. Tylko dieta i to najcięższa. I to dobrze byłoby z dwa lata, może trzy ją trzymać. Ale nie zamierzam się poddać :) Edit: Wyjaśniam czemu leki na mnie nie działały. W przypadku grzybic jelita są pokryte warstwą grzyba, który najpierw żywi się tym co zjemy, a potem efekty swojego stawienia (toksyny) wydala do ścianek jelita, co pobiera nasz organizm. Leki podobnie jak substancje odżywcze, poprostu nie były w stanie się przebić do organizmu. A co Wy o tym sądzicie? Czy waszym zdaniem grzyby faktycznie mogą blokować powrót do normalności? Czy spotkaliście się z problemami skórnymi, które mimo leków, ciągle nawracają?
  15. Za prawdziwych przyjaciół. Dziękuję Bogu, że postawich ich na mojej drodze :)
×