Też to mam. Moja rada - pie*dol to. Tak, właśnie tak prymitywnie opisana moja rada jest najlepszą.
Cały zeszły rok żyłem w mocnym stresie do tego stopnia, że jądra mi nie schodziły z kanału pachwinowego. Stresowało mnie wszystko, dosłownie. Moje zdrowie, przeszłość, przyszłość, moja choroba psychiczna i jej konsekwencje w codziennym życiu społecznym, to że nikogo nie miałem i nie mam i mógłbym tak wymieniać w nie skończoność. Co tydzien u psychiatry, przez rok kilku krotna zmiana leków od ssri po inhibitory MAO i zero pozytywnej reakcji bo... ja czekałem na efekt a te leki tak nie działają. Aż pewnego dnia powiedziałem sobie basta ! Nie będzie mi moja psychika niszczyła życia dalej... i tak stopniowo stopniowo zacząłem analizować przyczyny stresu oraz uspokajać się wewnętrznie aż do w mojej ocenie bardzo dużego progresu czyli stanu w ktorym aktualnie jestem. Wiem, że łątwo się mówi, ale ja SAM siebie podkurowałęm właśnie zmianąsposobu myślenia. Moja autoterapia trwa już z dobre pół roku i trwać będzie z gorszymi okresami ktorych jestem swiadom z resztą do konca moich dni ale dupsko mi się utwardziło czego życzę sobie i wszystkim Wam nerwicowcom.