Witam, jestem nowa na forum, ale widzę, że moje nerwicowe bóle głowy i zawroty są dość powszechne tu :)
U mnie zaczęło się pół roku temu- silne bóle głowy, codziennie, rano słabsze, nasilające się w ciągu dnia.Wizyty u lekarza, badania, szpital, tomografia- głowa czysta, diagnoza: przewlekła migrena. Dostałam leki, na początku lepiej (siła sugestii?), później znow ból, nie tak silny,ale codziennie, uciskający-jakby coś chciało mi zmiażdzyć mózg, ból z tyłu i z przodu na czole, czasem po bokach. Doszły zawroty głowy, bałam się wychodzić z domu, w sklepach rezygnowalam z zakupów, bo czułam,ze zaraz się przewróce. Ciągle myślałam, że to tętniak, wystarczy, że mocniej zabolało i bach- napad paniki. Z każdym dniem było gorzej, miałam kilkanaście napadów paniki w ciągu dnia, ciągle rozmyślałam o tym co sie dzieje w moim ciele, o pękającym tętniaku, potrafiłam mierzyć ciśnienie po 20 razy dziennie, każdy wzrost ciśnienia brałam za zbliżającą się smierć- paranoja. Budziłam się napięta, stres nie schodził przez cały dzień. Dopiero wtedy pomysłalam o wizycie u psychiatry (leczyłam się kilka lat wcześniej na depresje z lękami- wiec powinnam skojarzyć,ale nie sądzilam,ze w nerwicy tak moze dać się we znaki głowa!).
Dostałam leki i juz po kilku dniach poprawa, obręcz praktycznie zniknęła, ból jest coraz rzadszy- nasila sie gdy tylko pomysle o tym,ze go nie ma :) Napady lęku- rzadsze i mniej uporczywe.
Nie jestem maniaczką farmakologii,ale nerwica sama nie przejdzie, wiem od lekarzy, że somatyzacja w nerwicy jest juz jej glebsza forma i ciezko zwalczyć tylko i wyłacznie pozytywnym mysleniem. Czy komuś się to w ogóle udało?