Skocz do zawartości
Nerwica.com

deader

Użytkownik
  • Postów

    4 886
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez deader

  1. deader

    Filmy i seriale

    Dużo się seriali naoglądałem, wolę seriale od filmów. Obecnie katuję Breaking Bad i zastanawiam się czy sam dałbym radę "gotować"
  2. Hm, a mieliście gotowe scenariusze czy spontanicznie musiałeś udawac napaloną wróżke ? Hehe a wiesz że raz faktycznie nawet chyba miałem takiego klienta który zaczął rozmowę od pytań o najbliższą przyszłość a po godzinie namawiał mnie na spotkanie żeby "zaliczyć wróżkę"? A tak ogólnie to nie, żadne ułożone scenariusze, dlatego właśnie zatrudniali ludzi a nie wysyłali wiadomości z automatu, żeby więcej kasy wyciągnąć od klientów. Trzeba się było wykazać niezłą pomysłowością, podstawową "wiedzą ezoteryczną" (miałem nawet, uomatko, kurs ze stawiania tarota...) a przede wszystkim wielką, ogromną, koszmarnie wykurwiście wielką cierpliwością i umiejętnością trzymania nerwów na wodzy. Bo jak dziennie do mnie pisało 100 pełnoletnich osób, które wierzyły że ktoś faktycznie może im przepowiedzieć przyszłość przez sms, to traciłem wiarę w ludzkość. Naprawdę, wytrzymałem w tej robocie 5 miesięcy po czym się zwolniłem, bo po każdej skończonej zmianie wychodziłem z budynku firmy, szedłem na przystanek autobusowy, i jak tylko widziałem kogoś kto pisze sms'a to myślałem że potencjalnie jest jednym z tych debili. Miałem poczucie że żyję wśród idiotów. Szczerze, to wolałem zmiany kiedy robiłem jako "Asia_19" bo prędzej zrozumiem że ktoś się łudzi że jakaś laska "poznana" przez "portal sms-owy" się z nim umówi, niż to że ktoś z całą powagą wysyła sms-a do "wróżki" i prosi o pomoc w podejmowaniu decyzji biznesowych (przysięgam - byli tacy). Tak, to była straszna robota. Ale nie powiem, były też momenty niezłych brechtów. W sumie moim ulubionym trikiem na zmianach jako "Asia_19" było umawianie moich "klientów" na "spotkanie" niedaleko mojego przystanku autobusowego, w pewnym dość rozpoznawalnym miejscu stolicy, na godzinę o której kończyłem zmianę. 10 minut po skończonej zmianie byłem na przystanku i z satysfakcją patrzyłem na czasem kilku nieufnie patrzących na siebie wzajemnie kolesi, drepczących z kwiatami albo innymi wymyślonymi podczas rozmowy znakami rozpoznawczymi, stukający sms'y zapewne o tresci "gdzie jestes, czekam juz"... Eh, pojebała mi ta praca w mózgu.
  3. Zawsze mi się wydawało że takie przypadki właśnie kończą się zupełnie odmiennie - dwójka niezaradnych zaczyna się wzajemnie o siebie podpierać i właśnie nawzajem się motywować do ogólnego "ogarnięcia" się. Mam takie przykłady wśród znajomych...
  4. Nieeee, ja siedziałem w biurze gdzie 40 podobnych mi desperatów na trzy zmiany po 8 godzin klepało w klawiatury komputerów, udając wróżki albo napalone 18-ki :)
  5. Ile płacicie za wystąpienie najpierw powiedzcie :) BTW - OMG dopiero zaczaiłem co to za telewizja i że ja dla nich robiłem kiedyś Byłem "wróżem" Rodinem na sms
  6. deader

    Mięso.

    "Szynka po islamsku" ustawiła mi pozytywny nastrój na najbliższe kwadranse, dzięki
  7. Trochę się to wzajemnie wyklucza, nie sądzisz..?
  8. Uomatko, jaki kierunek dyskusji w temacie. Coś czuję że dziś wreszcie obejrzę długo odkładany "Baby są jakieś inne"...
  9. Żeby potem pójść na studia i pracować w budce z kebabem? no ale mi chodziło o te konkretne studia - psychologie, do niego najlepiej chyba liceum ogólnokształcące lub jakieś może profilowane w tym kierunku przygotuje. I zupełnie abstrahuje w tym momencie od sytuacji na rynku pracy, gdzie obecnie najlepiej póść po gimnazjum do szkoły zawodowej uczącej konkretnego fachu. Sam żałuje że nie poszedłem do zawodówki. Ja dokładnie tak samo niestety :/ Liceum i matura co prawda zapewniły mi niezłą robotę, ale po zawodówce miałbym jeszcze lepszą. Tak więc czy nie najlepszym wyjściem dla autorki byłaby zawodówka aby zdobyć konkretny zawód, umożliwiający później sfinansowanie "upragnionego" kierunku wykształcenia? Ja przynajmniej tak bym dziś kombinował jakbym był z 15 lat młodszy :/
  10. Żeby potem pójść na studia i pracować w budce z kebabem?
  11. Spóźniłem się 1,5 h do pracy a mam wrażenie że mogłem w ogóle się nie pojawić, zero zleceń od rana, od kilku godzin symuluję pracę żeby się nikt do mnie nie przyczepił. To bardziej męczące niż samo pracowanie Chyba nie przesiedzę całych 8 godzin, wyjdę o 16 bo nic tu dziś po mnie jak na razie...
  12. Przecież to twoje fantazje, więc możesz w nich robić co chcesz. Na tym chyba polegają fantazje? Kiedyś jak jeszcze oglądałem "How I met your mother" to pamiętam był odcinek w którym koleżka był tak wierny swojej żonie, że spotykając jakąś laskę na ulicy o której by sobie chciał pofantazjować to najpierw w myślach obmyślał scenariusz że jego żona umiera, on zostaje sam i dopiero wtedy "mógł" sobie pofantazjować, żeby nie było, że zdradza żonę. Scenariusze najczęściej pisane są na podstawie osobistych doświadczeń więc gdzieś tam ktoś musiał mieć tez zrytą banię :)
  13. Piję codziennie mimo że nie ma na mnie najmniejszego wpływu - po latach wciągania amfy to jakby próbować wysadzić słonia petardą. Ale kawa z odrobinką mleka jest po prostu... smaczna. Więc piję :)
  14. Aj,kto by chciał czytać o rozbitych głowach gdzie mózg ląduje z plaskiem na ścianie,o gardłach przerobionych na krwawy arbuz, i o całej reszcie wymyślnych okaleczeń tudzież mordów Lepiej niech pozostaną w obszarze mojej głowy Ja! Przynajmniej wiedziałbym że nie tylko ja tak mam i miał jakąś skalę porównawczą...
  15. Te "silne męskie ramię" którego tak pożądasz może ci nie tylko zapewnić wsparcie, moze tez się okazać że będzie ci sprawiać okazjonalny łomot. Eh, skręca mnie wewnątrz jak czytam takie rzeczy. Masz normalnego, miłego faceta ale jak każdej babie, zawsze będzie ci czegoś brakowało, zawsze będzie za mało. Mnie kiedys dziewczyna rzuciła bo nie chciałem pójść na studia. A jeszcze kilka tygodni wcześniej mi mówiła jak to będziemy mieć razem dzieci itede. Ale okazało się że jestem "za mało ambitny" i - sayonara. Cóż, było to kilka lat tamu. Obecnie mam stałą pracę, niezłą pensję, własne mieszkanie. Jakoś to że jestem "mało ambitny" nie przeszkodziło mi w odniesieniu swego rodzaju sukcesu. Więc, autorko, trzymaj się swojego faceta, nie narzekaj, bądź wdzięczna że ktoś cię chce, bo nie każdy ma tyle szczęścia.
  16. Jedno nierozważne kliknięcie w internecie i ch*** strzelił mój "tydzień trzeźwości". Wiem że jak tylko wrócę z pracy to popłynę.
  17. deader

    Co teraz robisz?

    Odkurzyłem Dreamcast'a i wybieram się w sentymentalną podróż :)
  18. deader

    Co teraz robisz?

    doobre Żeby nie było - tam mieści się mój "departament" Więc w sumie znajdowałem się w miejscu pracy jak najbardziej, hehe. Najważniejsze że teraz 5 dni wolnego, woohoo!
  19. Byłem, widziałem, pokonany się zmyłem - że pozwolę sobie sparafrazować znaną sentencję. "Przyjaźń spokojnie wystarczy" do momentu kiedy nie znajdzie sobie nowej dziewczyny. Wyobrażenia tego że twój "tylko przyjaciel" całuje, piesci, zabawia rozmową kogoś kogo "woli" od ciebie - zacznie rozpierdalać ci mózg. Ale wiem że przez to trzeba przejsć osobiście. Co bym ci nie napisał i tak będziesz wiedzieć lepiej - i w pewnym sensie bedzie to prawda. Współczuję, ale jestem żywym dowodem na to że coś się da z tym zrobić. 4 miesiące temu właśnie komuś powiedziałem że "wystarczy mi chociaż przyjaźń". Nie minął tydzień a wylądowałem u psychiatry i na lekach... I dobrze zrobiłem. Od kilku tygodni zaczyna mi wracać, hmm, no, może nie "chęć do życia"; powiedzmy - zmniejsza mi się niechęć do życia :)
  20. deader

    Co teraz robisz?

    Ukrywam się w pracy w piwnicy bo mój dział nie ma żadnych zleceń a nie chce mi się pomagać przy zleceniach z nie mojego działu :) Oby do 15tej i fruuu do domu :)
  21. Nie ma to jak wyczucie... Mnie kiedyś dziewczyna rzuciła z podobnym "wyczuciem", mianowicie jak co roku mieliśmy jechać na Przystanek Woodstock, od kilku dni przed podróżą zachowywała się jakoś zimno w stusunku do mnie, kiedy pytałem czy może chce jechać sama to powiedziała że nie, że nie chce żebym sobie marnował wyjazd przez to że ona ma "kiepski humor". Pierwszego poranka w Kostrzynie po wygrzebaniu się z namiotu oświadczyła mi że mnie zostawia. No, zajebsty moment. Cały Woodstock miałem do dupy, cały czas zalany, wszyscy dookoła szczęśliwi a mnie się właśnie zawaliła jedyna dobra rzecz w moim życiu. Niektórzy ludzie są po prostu mega-tępi. Może ci się wydawać że nie na temat piszę, że piszę o swoich pierdołach, ale jedna z tych pierdół ważna rzecz wynika. To co opisałem miało miejsce z 8 lat temu. A ja nadal żyję. Morał taki że da się to przeżyć. Ale pierwsze miesiące będą na bank przejebane. I chyba od razu lepiej przestań nastawiać się na "przyjaźń" - coś takiego nie funkcjonuje wśród "ex". Widać że nadal ci na nim zależy więc będziesz próbować tą "przyjaźń" przekuć na "związek", jeśli jemu to nie odpowiada to się zrazi do ciebie, gotowa kłótnia i rozstanie w nieprzyjemnym sosie. Nie polecam, a znam z autopsji niestety.
  22. Hę? Dziwny psychiatra. Zazwyczaj ludzie narzekają w drugą stronę - że psychiatra tylko wypisuje im pigułki a nie interesuje się sednem problemu, nie chce pogadać. Moja rada - psychiatra to też lekarz. A z lekarzami, wiadomo - czasem przydaje się druga opinia. Umów sobie wizytę u innego. Lekami da się zrobić jeszcze lepszą rzecz od zobojętnienia, a mianowicie - osiągnąć poprawę w spojrzeniu na "to wszystko". Ja obecnie - aż sam się dziwię - chodzę z bananem na ryju dość często, nucę coś pod nosem. Absolutnie nie jest tak że biorę pigułkę i zastygam niczym warzywo. Nadal mam problemy, nadal świat jest w znacznej mierze denny, ale jakoś mam więcej optymizmu w zwalczaniu tej szarej codzienności.
  23. Znam ten stan :) Inaczej u mnie rozłożony czasowo (w twoim wieku szarpałem druty w zespole metalowym, imprezowałem i byłem generalnie "guru" okolicznych "brudasów") ale znam. I powiem ci tak: nawet jeśli "nie pasujesz do tego świata", to trzeba jakoś żyć. Co ważne: żyć, a nie wegetować. Jeśli psycholog i psychoterapia ci nie pomagają, to może spróbuj z lekami. Sam obecnie doświadczam pierwszych pozytywnych efektów łykania "pigułek szczęścia" i... cieszę się że po nie poszedłem :)
  24. Goniłem za marzeniami wbrew kierunkowi w jakim chcieli mnie pchać rodzice. Dziś po 15 latach od chwili kiedy zdecydowałem się pójść "swoją drogą" stwierdzam że byłem młody i głupi i źle wybrałem. Dlatego moja rada byłaby taka: jeśli nie masz problemów z nauką i medycyna na którą chcą cię pchnąć rodzice jest dla ciebie możliwa do opanowania - to idź za ich radami. Będziesz zarabiał hajs, a swoje zamiłowanie będziesz mógł rozwijać w wolnym czasie. Nikt ci nie broni po kilku latach zmienić specjalizacji w końcu, prawda? A pieniądze, niestety, się przydają, oj, przydają. Leć na hajs, stary, leć na hajs. Marzenia potem, bo bez hajsu nie ma marzeń.
  25. deader

    Pseudoefedryna

    Zjazd po pseudoefedrynie? o.O Nie doświadczyłem. Może nie łykam tyle żeby dorobić się zjazdu? Nie za bardzo też powiedziałbym że mnie "spiduje", nie jestem "nakręcony" jak po amfetaminie, ot, zauważyłem że od kiedy łykam pseudoefkę to rano przesypiam tylko połowę drogi do pracy, a zazwyczaj kimałem aż do finalnego przystanku i z trudem człapałem do roboty. Nie oszukuję się że uzyskam pseudoefką efekty takie jak przy amfie (choć, wstyd się przyznać, jeden sudafed rozgniotłem i wciągnąłem nosem żeby sprawdzić czy może, jednak...), nie mam zbyt wysokich oczekiwań. Jedyne co irytuje to że faktycznie jakiś efekt ten środek przynosi, więc chętnie bym się w niego zaopatrywał, tymczasem babka w aptece dzisiaj zaczęła mnie nękać że to do "ćpania" kupuję. Nie wiem, może to i faktycznie jest ćpanie, z drugiej strony nikt nie gnębi ludzi w sklepie jak kupują kawę...
×