Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

lovely

Użytkownik
  • Zawartość

    172
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. ekstraktzaloesu, to nie jest tak że ktoś cię wysyła na siłę do lekarza. Ludzie proponują ci po prostu drogi które się najczęściej sprawdzają. Kiedy ja piszę posta to nie powołuję się na swoje odczucia czyli "tak mi się wydaje" - tylko piszę o rzeczach które są potwierdzone przez wiele badań i setki przypadków osób chorych na OCD. I tak się składa że terapia poznawczo-behawioralna i SSRI-e (czasem z dodatkami np.małą dawką neuroleptyku) to najbardziej skuteczne sposoby żeby wyleczyć się z natręctw. I poznałam wiele osób na tym forum którym to właśnie pomogło i mają się bardzo dobrze. Nikt ci nie napisze innych superskutecznych rozwiązań z tej prostej przyczyny - że ich nie ma jak na razie. Są różne eksperymentalne terapie (ale to wciąż terapie i działąnia specjalistów z którymi nie chcesz mieć do czynienia). Oczywiście, możesz sobie poczytać wypowiedzi jak to powinieneś biegać boso po łące i cieszyć się życiem, znaleźć sobie hobby czy coś, ale nie spotkałam nikogo kto by się tak wyleczył. Nie chcesz chodzić na terapię - nie chodź. Zrób sobie sam. Ale zrób to dobrze. Naucz się technik, przeczytaj kilka podręczników, czytaj badania naukowe, zobacz jakie są scenariusze działania i o co w ogóle chodzi. Jak to działa i dlaczego działa. Ja sobie zrobiłam sama - ale tylko dlatego że nie miałam innego wyjścia (ciężko jest chodzić na terapię kiedy jesteś tak chory że ciężko ci w ogóle gdzieś iść). Gdybym wtedy miała wyjście to byłabym wniebowzięta mając w tym pomoc specjalisty - bo to jest cholernie ciężka terapia i bycie z tym samemu wymaga niesamowitego samozaparcia. Z tego co piszesz wiesz na razie bardzo niewiele o tym czym jest ocd. Żeby się leczyć musisz się albo udać do specjalisty - albo sam się zrobić specjalistą. Ale wierz mi - przeczytanie kilku postów na forum cię tym specjalistą nie zrobi.
  2. Masz strasznie dużo silnych przekonań... Jak dla mnie nie wszystko jest takie czarno-białe. Są dobrzy lekarze i tacy sobie. Są świetni terapeuci i do d... . Prawdą jest że w Polsce leczenie chorób psychicznych i zaburzeń często bywa niepełne - dlatego że praca psychiatry i terapeuty są dość oddzielone od siebie. Psychiatra przepisuje tabsy i uważa że swoje zrobił (znaznaczam że nie zawsze, ale bardzo często) - co mnie dość dziwi, bo kiedy popatrzy się na to jakie są protokoły leczenia OCD to zawsze jest o tym że jedną z podstawowych form leczenia jest cbt na które taki pacjent powinien być wysyłany. Tymczasem zazwyczaj jest tak że terapii trzeba szukac na własną rękę i zamiast do odpowiedniego specjalisty dla swojego zaburzenia trafia się na terapię psychodynamiczną na której zmarnuje się czas i kasę i nie osiągnie zupełnie jakichkolwiek efektów. Tak więc specjaliści są tylko komuniacja między nimi leży, przez co chore osoby błądzą trochę po omacku szukając dla siebie pomocy. To uczucie "głowy w akwarium" brzmi trochę jak derealizacja. Występuje często przy depresji ale też zaburzeniach lękowych (do których ocd należy). Miałam coś takiego na samym początku choroby. Nie zrażaj się jedną panią specjalistką. Pójdź do lekarza psychiatry, zdiagnozuj się. Nikt ci przecież na siłę tabletek nie wmusi do połknięcia. Porozmawiaj, popytaj co i jak działa. Ach bo tobie się wydaje że natręctwa to sprawa psychiki, duszy czy czegośtam ulotnego. A tymczasem to nic innego jak błąd w mózgu który zamiast przetworzyć informację i przejść do kolejnej wpada w pętlę. Ciężko jest myśleć w ten sposób o swoich emocjach ale nie jesteśmy ich panami i władcami. Leki mogą sprawić że takie pętle w mózgu się nie pojawiają. I przy pełnej świadomości po prostu nie jesteś bombardowany przez swoj mózg niepotrzebnymi i absurdalnymi myślami.
  3. Wygląda to jak klasyczne OCD i współczuję ci dziewczyno strasznie, bo takie życie jest okropne i wykańczające. Jak chorowałam na taki sam typ OCD co twój chłopak i wszystkim moim bliskim zszargałam nerwy ciągłymi zakazami, prośbami, zasadami i dzieleniem na brudne i czyste strefy całej rzeczywistości. Jak się jest chorym to się nie widzi jak bardzo inni cierpią przez te natręctwa, bo jest się skupionym na swoim stresie, lęku i cierpieniach. Mój chłopak dał radę, ale też widzę teraz że moja choroba trochę go zmieniła. Jest bardziej nerwowy, łatwiej się złości itp. - i tobie też się tak może stać. Nie jest tak że musisz się zastanawiać nad każdym krokiem? Dziwi mnie głównie to że nie leczycie tego i że twój chłopak twierdzi że powinnaś to zaakceptować. Przecież to choroba! To tak jakby chodzić ze złamaną ręką i jej nie leczyć i domagać się od wszystkich naokoło akceptacji że nie może się robić wszystkiego dwoma rękami Co więcej, twoje angażowanie się w jego objawy i kompulsje nie pomaga mu, tylko jeszcze bardziej szkodzi. Jedną z pierwszych rzeczy które się robi w terapii OCD to ustalenie sposobu w jaki wyjdzie się z sytuacji w której bliskie osoby angażują się w te objawy. Nie ma lekko :) Bardzo was zachęcam do szukania pomocy i leczenia się. Taka sytuacja którą opisujesz jest skrajnie destrukcyjna (wiem bo przeżyłam to na własnej skórze, tylko z drugiej strony) i z duzym prawdopodobieństwem będzie stopniowo niszczyć wasz związek. Naprawdę można coś z tym zrobić tak żeby i tobie żyło się lepiej i żeby twój chłopak był zdrowszy, szczęsliwszy i mniej zestresowany. Powodzenia!
  4. Przede wszystkim książki. Moje ulubione wymieniałam np. w tym wątku:http://www.nerwica.com/ksi-ki-o-nerwicy-natrectw-t44971.html Pozwalają zrozumieć jak to wszystko działa i co można robić w danych sytuacjach i jak sobie ułożyć taki plan działania - choć niestety te najbardziej przydatne do autoterapii są po angielsku. To jest generalnie ciężka sprawa żeby samemu to robić (trzeba sobie wyrobić duży dystans do swoich objawów i jakąś taką samodyscyplinę, i ciągle się uczyć) dlatego zawsze lepiej mieć kontakt z terapeutą poznawczo-behawioralnym który to ogarnia lepiej (na NFZ da się znaleźć :). Jest też program OCD Project - który pokazuje jak może wyglądać intensywna terapia. Gdzieś tu linkowałam też. Co do leków Antydepresanty to tylko potoczna nazwa. W OCD i depresji na pierwszy rzut przepisuje się leki z grupy SSRI (też sobie możesz poczytać co to jest i jak działa:P) - w dużym uproszczeniu: stosuje się je dlatego że w badaniach wyszło że zarówno OCD jak i depresja mają coś wspólnego z serotoniną na którą SSRI-e działają. I w wielu przypadkach (fakt że nie we wszystkich) są po prostu skuteczne. Nie rozumiem tego negatywnego nastawienia do leków. Jest szansa że połykasz sobie coś i zniknie ci ten bałagan i ciężar z głowy. Czemu nie spróbować? Ja spróbowałam kilku, nie działały na mnie satysfakcjonująco więc żeby normalnie żyć musiałam sobie robić te różne ćwiczenia i terapie (co jest dużo trudniejsze niż połknięcie tabletki). Gdyby działały to bym mogła ja łykać do końca świata Nie wiem co brałeś i na co że czułeś się jak zombie -ale branie SSRI-ów tak niewygląda raczej :) Masz w ogóle zdiagnozowane to OCD? Czy w końcu coś innego?
  5. Oczywiście że to problem biologiczny i powinno się o tym częściej mówić, zwłaszcza pacjentom którzy szukają problemu w swojej wielkiej wrażliwości czy zdarzeniach z dzieciństwa i obwiniają się za to co się z nimi dzieje. Zresztą nie tylko pacjentom, większości psychologów, którzy próbują leczyć OCD wyszukując jakichś problemów ukrytych rzekomo w podświadomości też :) Nad hipotezą glutaminianową trwają wciąż badania. W sumie najbardziej obiecujące co znalazłam to badania nad ketaminą. np. tu http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23783065 (pojedyńcza dawka dawała bardzo szybkie działanie, które utrzymywało się nawet tydzień) Dalsze badania trwają (jedne kończą się bodajze w 2016) - więc jeśli się potwierdzi to jeszcze trochę zajmie czasu zanim to będzie dla ludzi :) Ale ale... na twoim miejscu poczytałabym sobie jeszcze o neuroplastyczności - która to tłumaczy dlaczego ludzie przechodzący terapią CBT (zwłaszcza ERP) doświadczają nieraz całkowitej remisji (łącznie ze zmianami w mózgu - który w neuroobrazowaniu po przejściu terapii wygląda znów tak jak u osób zdrowych). Nie tylko leki są w stanie zmienić działanie i chemię mózgu, ale też odpowiednio usystematyzowane działania.
  6. Po pierwsze - twój przypadek jest bardzo częstym przypadkiem i bardzo dużo osób doświadcza właśnie tego rodzaju natrętnych myśli i wątpliwości. Nie będę ci pisać że pewnie jesteś wyjątkowo wrażliwa, czy że pewnie w dzieciństwie coś się stało, że teraz tak się dzieje - bo to nie ma nic do rzeczy, zwłaszcza jeśli chodzi o leczenie się. Napiszę natomiast że masz takiego pecha że masz chorobę jaką jest nerwica natręctw, i ona ma określone objawy tak jak każda inna choroba. Ta choroba powoduje, że nieprzyjemne myśli zamiast jak u zdrowych ludzi pojawiać się i znikać - krążą w nieskończoność w głowie. Każdy człowiek w ciągu dnia myśli o całej masie rzeczy któych się boi (a to że nie kocha swojego partnera, a to że coś się stanie komuś, a to że czymś się zarazi...) ale ta myśl się pojawia na krótko, po czym pojawia się np. myśl że autobus przyjechał i trzeba wsiadać i ta pierwsza myśl już znika gdzieś tam sobie. U Ciebie jest tak że jak pomyślisz o czymś strasznym to nie potrafisz przestać - a im bardziej próbujesz to tym bardziej ta myśl ci wierci głowę. To nie jest twoja wina - to twój mózg ci płata figle po prostu. To jest objaw choroby i można ją wyleczyć :) Są właściwie dwa sposoby żeby poczuć się lepiej: - albo przejść terapię poznawczo-behawioralną - która cię nauczy jak sprawić żeby te myśli znikały i nie wracały, a nawet jak się pojawią żeby nie były takie straszne i nieprzyjemne - albo zacząć brać leki, które chemicznie sprawią że te myśli w mózgu przestaną się zapętlać. Życzę ci uporania się z tym i szczęśliwego życia :)!
  7. Można sie leczyć samemu ale trzeba do tego dużej wiedzy (jak działa zaburzenie i jak działa leczenie) i samozaparcia (ćwiczenia trzeba wykonywać codziennie i są trudne). Takie rzeczy jak "weź się za siebie", "idź pobiegaj" czy "zajmij się jakimś hobby" to nie jest leczenie. Są opracowane sposoby i całe plany terapii którą można sobie przeprowadzić samemu - takie sposoby które są sprawdzone i prowadzą do zmiany tego jak pracuje mózg podatny na obsesje i natręctwa. Najbardziej sprawdzona jest terapia poznawczo-behawioralna. W twoim przypadku prawdopodobnie najbardziej by się przydał taki jej rodzaj jak ERP (ekspozycja i powstrzymanie reakcji) - dobrze przeprowadzona jest bardzo skuteczna przy natręctwach właśnie. Wiele badań pokazuje że daje często lepsze efekty niż leki. Choć leki można też brać równocześnie żeby zwiększyć swoje szanse:) No i jeszcze o lekach. Leki na OCD to nie są jakieś hardcorowe psychotropy tylko zwykłe antydepresanty i jest duża szansa że trafiłbyś ta taki który nie będzie ci dawał skutków ubocznych - więc dlaczego by nie spróbować?
  8. Hej. Mi pomogła terapia poznawczo-behawioralna, a w zasadzie rzecz co się nazywa ERP (ekspozycja i powstrzymanie reakcji). Działa to w sumie przy natręctwach w połączeniu z kompulsjami (czyli np. jeśli ktoś sobie ma natrętne myśli że zrobi coś złego i wtedy żeby się uspokoić robi jakąś rzecz - np. liczy. mogli się, powtarza sobie ze nic się nie stanie itp.). Chodzi o to żeby właśnie nie uciekać od rzeczy które powodują myśli natrętne - tylko celowo się na nie wystawiać (ekspozycja) i nie robić nic, co zwykle się robi żeby się uspokoić (powstrzymanie reakcji). Stres i niepokój i tak miną w końcu czy się będzie na nim skupiać i go "odczarowywać" czy nie .Jeśli celowo się wystawia na te lękowe rzeczy i przetrzymuje stres - to te natrętne myśli coraz mniej przeszkadzają i coraz rzadziej się pojawiają. W uproszczeniu można powiedzieć że mózg się uczy, że sygnał o niepokoju to taki fałszywy alarm i że nie ma sensu go wysyłać. Oczywiście w zależności od typu natręctw i sposobu w jaki się objawiają są różne sposoby ekspozycji i całej tej terapii. Ale to jedyny sposób który znam, który daje tak niesamowitą poprawę. Nie wiem jakie masz dokładnie myśli i jak to u ciebie działa - ale może właśnie zamiast uciekać od np. takich filmów powinnaś sobie właśnie celowo je oglądać? Może zrób sobie powtórkę z tego straszydła kilka razy... aż nie będzie na ciebie robić wrażenia po prostu.
  9. monk.2000, może chcesz dawać lekcje? Ja się zgłaszam :)
  10. Nie będzie o szachach... ale o tym co piszesz poza nimi :) Jest taki zwrot (częściej używany w języku angielskim) - niewiedza jest błogosławieństwem (ignorance is bliss). Kiedy zachorowałam w pewnym momencie doszłam do takiego właśnie wniosku - że szkoda że kiedykolwiek pomyślałam albo dowiedziałam się o czymś co stało się moją obsesją - wolałabym nie wiedzieć i żyć beztrosko. Miałam też przekonanie, że wszyscy ludzie martwiliby się tym samym gdyby tylko wiedzieli jak bardzo to jest poważne. I żałowałam że jestem na tyle mądra, że się tym przejmuję. Ale to tylko złudzenie. To nie myślenie jest problemem tylko sposób w jaki się myśli kiedy ma się ocd. Ten błąd w głowach osób z ocd przez który jedna myśl się zapętla i nie daje spokoju. Supermądre osoby bez tego defektu są w stanie pasjonować się różnymi rzeczami, analizować, żyć jakimś tematem i nie doświadczać tych negatywnych doznań jakie przynosi chorobliwa obsesja. Teraz kiedy już praktycznie mam to za sobą widzę, że to wcale nie jest tak, że się dowiedziałam czegoś i to przez to. Widzę, że miałabym inne natręctwa, mniej "intelektualne" i męczyłabym się tak samo. Mechanizm jest zawsze taki sam, niezależnie czy masz obsesję na punkcie rachunku prawdopodobieństwa, bakterii czy płytek chodnikowych. I nie ma on nic wspólnego z poziomem IQ :) Natręctwa można chemicznie wywołać nawet u myszy, które raczej nie spędzają wolnego czasu na łamigłówkach logicznych. Oczywiście że intelekt to nie wszystko - życie składa się z wielu różnych równie ważnych elementów. Znam wielu "mózgowców" którzy potrafią je idealnie wyważyć i żyć szczęśliwie. A teraz o szachach... Jeśli gra w szachy to coś co lubisz, to dlaczego od tego uciekać? Jeśli to sprawia że masz większe natręctwa - trzeba się rozprawić z natręctwami żeby móc robić to co się kocha. Moje natręctwa nie pozwalały mi się spotykać z przyjaciółmi, bo zawsze potem wpadałam w zły stan. Teraz mogę się bawić z nimi bez skutków ubocznych.
  11. autoterapia poznawczo-behawioralna (to ta co nie trzeba się wywnętrzać zbyt wiele - tylko ćwiczenia robić) i dużo zajęć w ciągu dnia. Z maksymalnie nasilonych objawów 24 godziny na dobę (nawet w snach:P) zostały mi tylko jakieś drobnostki od czasu do czasu, które znikają tak szybko jak się pojawiły :)
  12. Był szał na tą dietę ale już dawno temu... Kilka osób które znałam się za nią brało i na początku wszystko było super i nawet od jedzenia tego tłuszczu chudły. Ale wszystkie zrezygnowały bo zaczęły się źle czuć. Ta dieta nie jest uważana za zdrową - i ja też bym patrzyła sceptycznie - o ile ograniczenie węglowodanów może służyć to odrzucenie w dużej mierze warzyw, owoców czy kasz - to taka ryzykowna sprawa jeśłi chodzi o dostarczenie wszystkich niezbędnych dla organizmu skladników. Są ludzie którzy mają taki typ metabolizmu że im wcinanie tłustego mięcha służy - ale to jest bardzo mała część ludzi. Oczywiście że złe odżywianie może prowadzi do wielu problemów psychicznych - zwykłe niedobory niektórych składników mogą powodować depresje czy stany lękowe a przy niektórych zaburzeniach psychicznych odpowiednia dieta znacznie niweluje objawy. Wydaje mi się że pakowanie się w dietę Kwaśniewskiego w przypadku gdy ma się inne problemy zdrowotne jest dość ryzykowne. To że tłuszcz odżywia mózg to trochę takie urposzczenie. Ważne jest spożywanie odpowiednich tłuszczów w odpowiednich proporcjach. Nie słyszałam żeby ktoś wyleczył się z problemów psychicznych jedząc smalec Natomiast wiele badań potwierdziło, że spożywanie kwasów tłuszczowych omega-3 w odpowiedniej proporcji z innymi potrafi wyleczyć np. depresję.
  13. Skoro psychicznie czujesz się dobrze to mogą być skutki uboczne leków jakie bierzesz, albo reakcja na zmianę dawki (odstawiałaś nagle leki, brałaś nieregularnie, coś zmieniałaś?) Może warto by było porozmawiać z lekarzem o zmianie leku na inny lek antydepresyjny (bardzo często jest tak że jedna osoba po jednym leku ma skutki uboczne a po innym może nie mieć wcale). Co do tego czy będziesz do końca życia brała leki - to zależy jak się będziesz czuła :) Bardzo dużo osób ma jednorazowy epizod depresji, zdrowieje i ma się dobrze. Leki trzeba brać przez jakiś czas jeszcze po tym jak czujesz się lepiej - zazwyczaj coś koło pół roku do roku a później jeśli samopoczucie jest ok - stopniowo się zmniejsza dawkę aż do zera.
  14. lovely

    Nowa...nie wiedzaca..

    Laura1234, ja też nie lubię dużo o sobie gadać więc się nie zagłębiałam w jakieś psychologie tylko prosto o objawach i tym jak się czuję. Z przyjemnością pójścia do psychiatry chodzi mi o to, że dla mnie to była straszna ulga: bo w końcu ktoś potraktował serio to co się ze mną dzieje - jak coś czym trzeba się zająć a nie jak jakiś kaprys, przesadzanie, użalanie się nad sobą czy dziwność (jak wszyscy inni ludzie).
  15. lovely

    Nowa...nie wiedzaca..

    Ale właśnie na pomaganiu w takich problemach polega praca psychiatry :) Co oni by zrobili bez nas? :D I akurat u psychiatry można sobie spokojnie poprzesadzać do woli - bo to nic innego jak pokazanie własnych objawów. Nawet jeśli trochę sobie hipochondryzujesz - to przecie właśnie psychiatryczna działka :) W sumie to chyba jedyny rodzaj lekarza u którego bywałam - do którego lubię sobie pójść.
×