To ja napiszę swoją historię?
Z pierwszą dziewczyną a raczej koleżanką bo było to dawno... miałem 16 lat Było spoko ale wiecie bardziej
koleżeństwo nie było żadnej zdrady
Ale z pierwszą taką na poważnie,z którą byłem jakieś 2,5 roku było wszystko dobrze...
wspólne spędzanie czasu, wycieczki, kino, kwiaty na każdą rocznicę, imprezy, wyjścia do barów...
Mieszkaliśmy niedaleko siebie więc było ok. Ona mnie wspierała i ja ją... ufałem jej a ona mnie...
I tak było bardzo dobrze między Nami. W końcu stwierdziła,że chce jechać do pracy nad morze na całe wakacje.
Ufałem,więc nie było problemu. Pojechała a ja w tym czasie też pracowałem w wakacje więc nie miałem czasu myśleć o tym,
że coś się tam stanie.
Wróciła i było wszystko tak jak należy.Tak jakby nigdy nic... Było tak samo jak było.
Któregoś dnia spotkałem Nasze wspólne koleżanki i wtedy się dowiedziałem powiedziały mi ,że B. mnie tam zdradzała,że jakiś ratownik
chodził co wieczór do niej do pokoju itp. Pojechałem wkurwiony do niej i pytam: Czy to prawda??
Ona się rozpłakała i powiedziała,że tak... Przepraszał,prosiła,wydzwaniała ale byłem nie ugięty... Jednym słowem puściła się z ratownikiem.
Z drugą dziewczyną byłem jakieś 3 lata. Też było ok. często mieliśmy mini kłótnie ale po prostu byliśmy obaj nerwowi!
Na początku czyli jakiś rok była sielanka i wszystko w porządku... Tak samo jak wyżej. Prezenty,wycieczki,wypady nad morze itp.
kino,kwiaty... miała wszystko. No ale... miałem kumpla. Mój "brat" do rany przyłóż.
To był koniec roku nic nie wskazywało na to ,że coś się stanie. Nie pamiętam o co ale się pokłóciliśmy. Takie ciche dni wiecie o.c.b
chwilowe... no i spędziliśmy osobno Sylwestra. To była kłótnia dwu dniowa... i co? Okazało się ,że ona spotyka się z moim kumplem od trzech miesięcy i właśnie specjalnie doprowadziła do kłótni... morał z tego taki ,że brzydko mówiąc sypła się z nim właśnie w Sylwestra
Z trzecią kobietą byłem ok 2 lat. Wtedy już zachorowałem na NL i ciężkie były początki ale ona stwierdziła,że mnie kocha takiego jakim jestem
i nigdy mnie nie zostawi... Tak się wydawało. Ja się starałem jak mogłem,robiłem wszystko aby było dobrze... mimo swoich lęków starałem się z całych sił. Nawet kupiłem drugi samochód żeby mogła jeździć do mnie jak mnie dopadały ostre lęki. Miała wszystko. Chciała to szła do baru i na imprezę.
Było wszystko. Zaręczyny nawet. Spotkania rodziców... I najlepsze jest to,że to z jej inicjatywy i to ona wszystko organizowała...
No i klątwy ciąg dalszy... Pewnego pięknego letniego piątkowego wieczoru zapytała czy może jechać na dyskotekę? Mówię: "Oczywiście!! przecież Ci ufam kochanie... "
zawiozłem ją na dyskotekę,jej koleżankę. Mówiła ,że jeszcze dwóch znajomych bedzie kolegów.
No i co? Tak jakby nigdy nic po dyskotece spotykałem się z nią tydzień aż do następnej niedzieli przyjechałem po nią do szkoły...
wsiadła do auta i ze łzami w oczach mówi,że na dyskotece mnie zdradziła z jednym z tych kolesi i ona chce być z nim
z butów mnie wyrwało dosłownie...
to jakaś masakra była.
I weź tu komuś zaufaj... "Jebać,karać, nie wyróżniać"