Nie wiem, gdzie to powinno być, po części pisałam o swoich odczuciach w czesci o lekach, ale chciałabymn rozwinąc temat i poradzić sie was w tej kwestii więc...
Zacząć by należało od tego, że moje problemy zaczęły się od ed. Anoreksja - leczenie, którego nie rozumiałam i nie chciałam, i które przedwcześnie zakończyłam zaskutkowało przemianą choroby w bulimie z ogromna depresją. I tak mam w 'papierach'.
Ale ostatnio czuję się marnie, marnije niż zwykle. Wszystko jest mi obojętne, boję się panicznie wszelkuich ruchów. Boję się zostać wykorzystana, boję się, że coś popsuję. Nie widze sensu brania udziału w czymkolwiek, robienia czegokolwiek. Odczuwam niepokój. Z jednej strony mam chęć schowac się i przeczekać to wszystko, a z drugiej nie mogę usiedzieć w miejscu. Nie chce mi się wychodzić z domu, wszyscy się na mnie patrzą. Patrza się na mnie i myślą sobie o mnie coś obrzydliwego, w końcu wyglądam okropnie, więc im się nie dziwie. Czegos ode mnie chcą, napewno niczego dobrego. Mam wrażenie, że na tym świecie jestem ja, dookoła mnie ogromne urwisko ogrodzone dźwiękoszczelną szybą i dopiero reszta świata. Niezauważam, niepoznaję ludzi, nieodrazu dociera do mnie to, co ktoś mówi.
Wszystko biorę do siebie, bardzo łatwo mnie zranić. Wiele razy myslałam o samobójstwie, ale jestem beznadziejnym tchórzem więc nie mam nawet co myśleć, zreszta co to za róznica?
Wymiotuję dla relaksu, nawet wodą, żeby mieć za co siebie neinawidzic. Nikomu nie ufam, niewiele mnie cieszy.
Tak biorę leki. W środę mam wizytę u psychiatry i... i co ja mam jej powiedzieć? Bo znając życie, nie powiem nic.
Czy to depresja? Jakieś zaburzenia lękowe? Co to jest, co we mnie siedzi....?