Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Dołączył do społeczności: 908mm przedluzenie czlonka
-
I ja się na to życie załapałam socjale pojawiły się jak byłam w starszych klasach podstawówki, jak w gimnazjum już były na dobre, pokazywanie się w socjalach @Doktor Indor
-
No i widzisz, i nie bolało. To chyba nie jest jeszcze aż tak źle. Chociaż ja nie wiem co mi było z tym kręgosłupem, że tak napi…dalało a potem przeszło w zasadzie zupełnie. Jakiś wirus czy inna zaraza… No ba, shad codziennie mi wysyła. Tylko się nie przyzna.
-
Mniej niż na sobie samym. Chyba taka odpowiedź jest najbardziej trafna. I jednocześnie daje wskazówkę co robić dalej jeśli kiedyś się odezwie. Dzięki Ja nie jestem mściwy jeśli ktoś mi świadomie i celowo nie chciał zaszkodzić. A ona nie chciała na pewno. Wiec tu żadnej złości nie ma. Tylko co najwyżej jakiś żal czy niezrozumienie
-
Ps zapomniales zamazać nazwiska na jednym z ekranów
-
Niezdrowy Aż tak? Ja mam wrażenie że covid zrył tym dzieciakom mózgi. Ja już dawno byłem wtedy dorosły, ty dopiero wchodziłaś w dorosłość, ale patrząc na tych, którzy byli wtedy nastolatkami, mieli lekcje zdalne… No coś jest chyba na rzeczy. A jak byłem dzieckiem to smartfonów nie było, internetu też nie, dopiero się pojawił jak byłem nastolatkiem. I wtedy wsiąknąłem na amen. Moim zdaniem czasowo świetnie się w to wpasowałem – na tyle młody, żeby odnaleźć się w tym nowym, cyfrowym świecie, ale na tyle stary, żeby jak już na dobre weszły socjale (w zasadzie z Facebookiem, bo wcześniejsze nie miały algorytmów służących do uzależnienia cię) być już w miarę ukształtowanym. Może… Nie znam dużo osób z tego pokolenia. Ale myślę, że smartfony, socjale, instagramy, to wszystko musiało zryć ten masywny beret całego pokolenia.
-
Tak, zgłosiłam na policje
-
Pytanie na ile ci na niej zależy… Ja zawsze (mówię o indyku v3, czy po dwóch bolesnych rozstaniach, które go całkowicie zmieniły) po takim odrzuceniu zamykałem już drzwi. Ale ja jestem generalnie wrażliwy na odrzucenie. Daję komuś kredyt zaufania, ale jeśli mnie zrani (a jednak porzucenie zawsze bardziej lub mniej boli), to drugi raz już na to nie pozwolę. Bywały sytuacje, że ktoś, kto mnie olał w chamski sposób (bo zakończyć znajomość można też normalnie, uczciwie, i wtedy jest jasna sprawa, albo np. może wygasnąć sama, bez niczyjej winy, i wtedy też jest OK), odzywał się po latach. Nie doczekiwał się odpowiedzi. Nie zawsze tak było. Ale zawsze, gdy się uginałem i wpuszczałem kogoś takiego do swojego życia, później tego żałowałem. No prawie zawsze, raz nie, ale wtedy to akurat była taka urocza gierka – „ona mnie zrobiła w jajo te 7 lat temu, no to się teraz pobawimy”… Ale oprócz tego to indyki nie są mściwe Inna sprawa że zwykle to ja jestem tym, który znika. Staram się nie ghostować, a już bardzo (od jakiegoś czasu) staram się być fair do końca, ale nie oszukujmy się, nie zawsze tak było i były sytuacje, gdy odbiło mi się to czkawką, bo nagle się okazywało, że świat jest mniejszy, niż się wydawało, i lepiej byłoby nie mieć w tej osobie wroga.
-
A męskie tez Cie interesują?
-
A jaki Cię interesuje? Nie było aż tak elektroniki neta ale w porównaniu do siostry to już jednak dzieciaki mniej się znały, bawiły, była większa bariera Taki styl przywiązania jest normą właśnie chyba u nas. Gen z to śmieją są tzw. situationshipy, czyli właśnie unikanie wchodzenia w związek i to jest memiczne już j właśnie moje pokolenie zaczęło takie być na potęgę. Może niektórzy starsi też tak mają ale to prędzej wyjątki niż reguła
-
Nawet dopiero ja później pomyślałem o tym, że siedzieliśmy na krzesłach bez oparcia. A oboje kręgosłupy rozjebawszy xd
-
pisałąm o Tobie, nie sluchaj go. To byla kontynuacja
-
Mam nowego laptopa i ma wygodną klawiaturę Nie zawsze, ale często tak. Wtedy są w tym razem. Jeden pije, drugi obsesyjnie stara się to picie kontrolować. Oboje są niewolnikami alkoholu, tylko każde na swój sposób. Nie wiem czy zdarzają się bez traumy. Moim zdaniem zawsze musi się coś zadziać, coś pójść nie tak, żeby pojawiły się objawy. Z pokoleniem to swoją drogą, Ty może jeszcze się na to nie załapałaś (choć może już?), ale żyjemy w czasach, w jakich jeszcze nie żyliśmy. Dzieci od kołyski są uzależniane od mediów ekranowych. Tak jeszcze nie było. Skutki dopiero poznamy. Ale patrz, jednak w twoim pokoleniu taki styl przywiązania chyba nie jest normą. Więc może to jednak nie pokolenie? Jeśli chodzi o związki, to moim zdaniem też przyczyna leży wcześniej. Zdrowa emocjonalnie osoba, ze zdrowym poczuciem własnej wartości i zdrowymi granicami, nie wejdzie w niezdrowy związek, a jeśli już ktoś ją tak zmanipuluje i oszuka, to odejdzie, gdy zobaczy, z kim ma do czynienia. Gdybym ja był zdrowy i normalny to nie interesowałby mnie ten typ kobiet, który mnie interesuje. Interesowałby mnie zupełnie inny, ten który jest teraz dla mnie zupełnie nieatrakcyjny i nieinteresujący.
-
To że oni się rozstaną to ja wiem, bo ten gość toxic mocno. Natomiast ja to co miałbym niby zrobić później. Przytulić ją? Eee tam. Dla mnie to już zamknięty rozdział mimo że zazwyczaj w przyjacielskich stosunkach żyje z większością ludzi. Konsekwencje swoich czynów się ponosi. Wiec do czego miałaby wracać. Z resztą znając ją, to jej duma by nie pozwoliła się do mnie odezwać. Bo tu też byliśmy podobni niestety
-
Hm, ja zbieram nudesy. Tylko są obwarowania Że w sensie że zaskakująco prosto siedziałem jak na kogoś tak przetrąconego?
-
Spokojnie. Wróci. Zawsze wracają. I wtedy to ty zdecydujesz, czy ma do czego wracać. Ona też wróci. Nie da się być wiecznie w toksycznym związku. Zawsze dochodzisz do momentu, w którym jest „albo ja albo on”. I wtedy okazuje się, że nie masz już nikogo, i wtedy próbuje się odnawiać zerwane z powodu czyichś niepewności relacje. Nie da się człowieka zamknąć w klatce wbrew jego woli – manipulacjami, wjazdami na czułe punkty. Trzeba byłoby go schwytać jak małpę, umieścić głowę w imadle i zrobić mu lobotomię. Inaczej dusza zawsze się wyrwie. Czasem to po prostu trwa wiele lat. No, bywa też, że ktoś wykańcza się powoli tak skutecznie, że już nie ma czego ratować. Ale, z mojego doświadczenia, rzadziej niż by się wydawało.
-
Ale jak na zraniony drób to dzisiaj prezentowałes się ślicznie. No piękny byłeś
-
a tam takie zatargi jeszcze ze starego miejsca na szczęście nie nudesy
-
Dziękuję za takie rozpisanie. No jak jeden rodzic pije to drugi jest wspoluzalezniony nie wiem czy mam traumę, moje objawy lekarsko są jako po traumie lub bez traumy też się zdarzają, ale są psychologiczne, nie choroba organiczna. Mój wzorzec przywiązania mógł się wyksztalcic też z czasem, raczej płytkie relacje, ogólnie w środowisku samotna bo takie to czasy i takie pokolenie, związku potem też oba raczej traumatyczne ale to już po moich objawach które się pojawiły;)
-
TAK Tłum jest żądny szczegółów!
-
Trzy filmy BARDZO DOBRE - Mechanik - Biegnij! - Herreditary (nie pamiętam polskiej nazwy, ale uwaga dla mocnych widzów w sensie jak ktoś jest wrażliwy na obrzydliwe sceny, z dreszczykiem, czy na horrory to odradzam!! Chyba żaden film mnie nie ruszył bardziej a ogólnie nic nie rusza, nawet serbski film)
-
Mądre książki mówią, że jeśli jeden z rodziców jest uzależniony (od alkoholu, czy narkotyków, ale myślę że można to uogólnić na każde uzależnienie, spodziewałbym się że mamusie bez końca scrollujące instagrama też mogą mieć szkodliwy wpływ), to dziecko będzie miało deficyty. Ja nigdy nie wiązałem moich relacji z ojcem z jakimiś moimi trudnościami w wieku nastoletnim czy dorosłym. Jedna książka otworzyła mi na to oczy, ale tak naprawdę sam musiałem do tego dojść. Ja nie wiem jak to jest mieć ojca. Obrońcę, który zawsze za tobą stanie, wzorzec męskości, też wzorzec miłości w domu. Gdy nie ma ojca, to matka stara się przejąć jego rolę, jednocześnie dusząc swoją naturalną, subtelną kobiecość, która mogłaby rozkwitnąć przy partnerze, który dawałby jej poczucie bezpieczeństwa – robi tak z konieczności, po prostu nie może być słaba, to są podświadome mechanizmy. I dziecko wyrasta w zupełnie innym wzorcu, niż jest normalny. A komu oceniać… Myślę że nasze objawy mogą brać się z kilku rzeczy – coś się działo (lub zadziało) w dzieciństwie, coś mamy nie tak z głową od urodzenia, albo coś się zadziało strasznego w dorosłości. To ostatnie u ciebie raczej wykluczamy, bo byś chyba pamiętała. Z głową, neurologicznie… no masz AuDHD, ale to nie oznacza PTSD, to są dwa różne schorzenia. Więc moim zdaniem zostaje wychowanie. Moim zdaniem dziecko nigdy nie powinno widzieć rodzica w stanie, w którym ten rodzic nie jest w stanie być rodzicem – czyli pijanego, ale też np. w depresji, w ataku paniki, czy nawet jakimś typowo medycznym ataku (padaczka, hipoglikemia, itd). To zawsze zostawia jakiś ślad. Jeśli jest drugi rodzic, który jakoś to kompensuje i chroni dziecko przed poczuciem porzucenia, strachem, zagubieniem, to super. Ale czasem nie ma, lub drugi rodzic nie potrafi dać takiego poczucia bezpieczeństwa. No i co innego gdy sytuacja zdarzy się raz a co innego gdy się powtarza, gdy jest naszą normą. Coś tam się musiało dziać, Dalilko. Przy czym też nie jest tak, że rodzice powinni być idealni. Nie da się być idealnym. Jest takie określenie jak „rodzic wystarczająco dobry”. Rodzic dość dobry, żeby dziecko wytworzyło sobie ten bezpieczny styl przywiązania (którego ty zdecydowanie nie masz) nawet mimo tego, że czasem coś nie będzie tak, jak w mądrych książkach, i żeby stało się stabilnym dorosłym, zdolnym do budowy szczęśliwego, stabilnego, opartego na miłości, zaufaniu i zdrowej relacji (zdrowemu wpuszczeniu kogoś do swojego świata bez jednoczesnego zatracania siebie) związku.
- Dzisiaj
-
Raportować też można privy bo tak to nie widzimy
-
Żebyś wiedział. Właśnie usunęłam bardzo creepy priv
-
Nastraszyłas że się źli panowie koło domu kręcą, to tatuś pilnuje
-
Haha co tu sie dzieje do spania!
-
Najpopularniejsze
-
Najczęściej czytane