Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

kanar

Użytkownik
  • Zawartość

    12
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Chyba już wiem, może komuś pomoże... Wszystko wskazuje na to, że był to tzw. efekt "honeymoon". Opisuje to raczej niedużo osób w internecie, w tym kilka tutaj na tym forum w wątku o BUPROPIONie. Czas dobrego (u mnie bardzo dobrego!) samopoczucia trwa dość krótko, mija i nie wraca, nawet mimo zwiększenia dawki. Naukowego wyjaśnienia nie znam, ale na pewno jakieś jest.
  2. Błąd: kwetiapina jest atypowym antypsychotykiem a nie SNRI. Ale wplywa na noradrenaline.
  3. Miałem dokładnie to samo z kwetiapina którą jest dziala SNRI.
  4. kanar

    Zdrada

    Ogólnie to wygląda jakbyś miała coś na sumieniu. Widać że chcesz dobrze jednak zdaje się że pewna furtka jest wciąż otwarta. Musisz sobie zadać pytanie na czym Ci najbardziej zależy. Jesteś mloda możesz popełniać błędy. W zasadzie młodość na tym polega.
  5. Dzień dobry, przyjmuję od jakiegoś czasu kwetiapinę, która po zmetabolizowaniu do norkwetiapiny hamuje wychwyt zwrotny noradrenaliny. Dotychczas leczyłem się SSRI (inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny) i efekt był średni. W 3 tygodniu leczenia kwetiapiną poczułem się bardzo dobrze - lęki, niechęć do życia praktycznie zniknęły - dawno się tak dobrze nie czułem. Niestety efekt ten utrzymał się przez około tydzień, dalej niestety już przestało to działać i jest po staremu, no może trochę lepiej. Ma ktoś pomysł co może być przyczyną? Suplementuję: L-tyrozynę, L-teanine, fenyloanalinę, kwas foliowy, ashwangandę, żeń-szeń koreański... celem wpłynięcia jakoś na poziom noradrenaliny. Jest to już około 2-3 tyg. i nadal bez efektów. Więcej pomysłów niestety nie mam i tracę nadzieję Regulowałem jeszcze dawkę 200-400 mg/dzień przez kilka tygodni i też nic - jedynie jest dużo większe przymulenie z rana przy >= 200mg. Obecnie stosuje 100mg na wieczór. Czasem za dnia dorzucę 50mg w formie o spowolnionym uwalnianiu.
  6. Wenlafaksynę stosowałem 2 razy w ciągu jakichś 10 lat. Pierwszy rzut to była poprawa, lęki trochę ustały, nastrój dobry, jednak z biegiem czasu ten efekt jakby opadł, co jest dziwne, bo ten lek nie uzależnia w teorii i raczej nie wytwarza tolerancji. Zmieniłem (nie pamiętam na co). Kilka lat później znowu spróbowałem wenlafaksyny i było bardzo źle - dostałem jakiegoś dziwnego osłabienia, nie mogłem długopisu utrzymać w ręku. Obecnie stosuje kwetiapinę i nastrój znacząco mi się poprawił, lęki nieco ustały, ale to dopiero tydzień terapii. W pierwszym tygodniu użycia było duże pogorszenie i dlatego też powstał ten post Anafranil - nie stosowałem. Dobrze wiedzieć, że istnieje - dziękuję.
  7. Częściowo też już się tego nauczyłem przez lata, ale wciąż nie jest komfortowo, raz lepiej, raz gorzej. Przemyślę to jeszcze i dziękuję.
  8. Wiedziałbym, ale nauczony "doświadczeniem" wiem jaka była by reakcja i to budzi we mnie kolejny lęk, nawet wstyd. Raczej nie dam rady w związku z tym, ale dziękuję Ci za wskazanie tego pomysłu.
  9. Dziękuję. My funkcjonujemy właściwie dzisiaj względnie normalnie, jak się widzimy raz na miesiąc. Mimo tego, wstydziłbym się z nim rozmawiać o takim problemie, z matką też. Nie pamiętam żeby któreś z nich dało mi kiedyś jakąś dobrą radę, złą - owszem.
  10. Mam, ale co miałbym mu powiedzieć?
  11. Jest, bywa ciężko Nie pamiętam... Chyba poznawczo-behawioralnym? Może spróbuję jeszcze. Chyba "obnażanie" (w sensie poznawczym oczywiście) przed kobietą nie leży mi. Bardzo dziękuję za słowa wsparcia!
  12. Zaczęło się odkąd podszedłem do pierwszej pracy. Pracuję przy komputerze. Jak każdemu, zdarzyło mi się zrobić coś się, spotkałem się z krytyką - to normalne. Od tego czasu panicznie boje się popełnić błąd, być skrytykowany, oceniony, i ogólnie - potencjalnie coś zepsuć. Siedzi to we mnie i urosło w czasie już 10 lat. Leczę się psychiatrycznie. Były okresy gorsze i lepsze. Teraz niestety jest gorszy: przed zrobieniem czegoś zupełnie błahego - nalaniem wody do czajnika, zaświeceniem światła, kliknięciem przycisku na ekranie komórki, nawet tak piszę ten tekst na klawiaturze, boje się. Odczuwam lęk, napięcie w brzuchu, i taki niemiły impuls w głowie - to co każdy czuje, gdy się przestraszy, o dużym nasileniu. Obawa ta jest oczywiście absurdalna i nie ma żadnych podstaw. Leki, które brałem, z tego co pamiętam to: sertralina, pregabalina, gabapentyna, wenlafaksyna, trazodon, buspiron, fluanxol, propranolol, amitryptilina - sporo tego. W zasadzie były pewne okresy poprawy, ale zawsze uciążliwa dawka absurdalnego lęku mnie dręczyła. Obecnie zacząłem z kwetiapiną i jest pogorszenie, ale to początek leczenia, więc może przez to. Z pozytywów to w zasadzie nastrój mam nienajgorszy. Psychoterapii próbowałem, ale gdy opowiadam o moich dolegliwościach, to widzę to niezrozumienie w oczach. Po kilku próbach, mam złe doświadczenia. I nie muszę się odkrywać, bo wiem, że źródłem problemu jest trauma z dzieciństwa - awanturniczy, krytyczny, dołujący mnie ojciec, brak pewności siebie, a co za tym idzie strach przed krytyką, popełnieniem błędu. Piszę trochę z rozpaczy, bo obawiam się, że będę się już tak męczył.
×