Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

linuxa

Użytkownik
  • Zawartość

    12
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Cześć, Już od dłuższego czasu borykam się z poczuciem, że w ogóle życie nie ma sensu. Gdy zaczęłam zastanawiać się nad moim życiowym celem doszłam do tego, że nie mam żadnego. Każdy dzień wygląda tak samo - praca, jedzenie, sen. Niedługo rozpocznie się kolejny rok studiów, na które poszłam z pewną nadzieją, że być może jakoś się podniosę, że uda mi się poukładać co nieco w życiu, ale okazało się, że był to strzał w kolano. Skończyłam na kierunku studiów, który jest dla mnie ciężki i jeszcze bardziej pogłębia stan, w którym jestem. Zaczynam rozsypywać się zdrowotnie, a żaden lekarz nie jest w stanie określić co mi dokładnie jest - tylko wzrusza ramionami zalecając więcej ruchu, ćwiczeń. A ja nie mam na nie siły. Nie mam siły na nic, mogłabym tylko spać i spać. To wszystko sprawia, że strasznie się zamartwiam o moje zdrowie, o moje życie, o to jak ono się potoczy, a potem dociera do mnie, że jakoś nic nie jest w tym życiu fajne, bo też nic mnie nie cieszy już od bardzo wielu lat. Jakbym miała nazwać swoje życie to powiedziałabym, że to egzystencja w trakcie oczekiwania na śmierć. Kilka lat temu próbowałam się leczyć psychiatrycznie, byłam na kilku sesjach terapii, ale nie było mnie stać by kontynuować leczenie. Teraz z resztą jest bardzo podobnie, a na Luxmed w moim mieście nie ma szans się dostać na wizytę. Najbardziej dobija mnie chyba bezgraniczne poczucie osamotnienia. Bo na dobrą sprawę nie mam nikogo. Rodzice mają własne problemy, siostra miewa epizody ciężkiej depresji i raczej to ja wspieram ją niż jest odwrotnie, nie mam żadnych przyjaciół, partnera, nikogo. Jestem sama. I wątpię, że to się zmieni - nie ważne jak się staram, w końcu ludzie o mnie zapominają i przypominają sobie o mnie tylko, jeśli to ja zainicjuję rozmowę, zupełnie tak jakby telefon czy internet działał tylko jednokierunkowo... Czy macie może jakieś sposoby jak poczuć się chociaż trochę lepiej?
  2. linuxa

    Samotność

    Bardzo dziękuję za Twoje słowa i odpowiedź. Choć zmiana myślenia wcale tak łatwa nie będzie, może faktycznie pozostanie sobą będzie najlepszym rozwiązaniem. Tylko w takim razie jak zdobyć znajomych, którzy czasem chcieliby się spotkać, porozmawiać, spędzić razem czas? Nie jestem na tyle odważna, żeby zagadać do obcego człowieka, a imprezy i tłumy ludzi to dla mnie największa zmora... Naprawdę czuję się jak jakiś kosmita, który nie ma pojęcia jak wchodzić w jakiekolwiek relacje...
  3. linuxa

    X czy Y?

    Paryż Lato czy zima?
  4. Tak, choć nie jadam go często. Czy uważasz się za dobrą osobę?
  5. linuxa

    zadajesz pytanie

    Nie chodzę już do szkoły, ale wydaje mi się, że dla mnie najgorszy był wf na pierwszej lekcji i brakiem prysznica w szkolnej szatni. Nie ma nic gorszego od bycia przegrzaną i spoconą przez resztę dnia. Polecisz mi jakąś ciekawą książkę albo film?
  6. linuxa

    Samotność

    Samotność zaczyna mnie męczyć. Nie potrafię nawiązywać dobrych relacji międzyludzkich i mam wrażenie, że jedyni ludzie, którzy mnie otaczają bardziej przypominają sępy niż przyjaciół, które tylko biorą, żądają pomocy, a gdy ja jej potrzebuję, znikają i używają kiepskich wymówek żeby mnie zbyć. W zasadzie odtrącana jestem chyba z każdego środowiska, w którym się znajduję. W szkole od podstawówki do końca gimnazjum byłam gnębiona, wyśmiewana i poniżana głównie ze względu na moją nadwagę (z którą walczę odkąd pamiętam), a nauczyciele i rodzice nie reagowali na moje próby wołania o pomoc. W liceum było już troszkę lepiej, choć trafiłam do wąskiego grona ludzi 'ignorowanych' i 'nie mających prawa głosu w żadnej sprawie'. Teoretycznie miałam dwie znajome, które po skończeniu liceum zerwały ze mną kontakt. Prawdę mówiąc pomyślałam, że być może powinnam wyrwać się z zamkniętego środowiska mojego małego miasta i postanowiłam wyjechać na studia praktycznie na drugi koniec Polski, co w konsekwencji skończyło się tym, że nagle zostałam całkiem sama w zupełnie obcym mieście. Teraz mija już trzeci rok, a ja coraz bardziej pogrążam się w poczuciu beznadziei i myślach, że wcale nie pasuję do tego świata, że coś jest ze mną nie tak. Ta samotność mnie dobija, nie mam nikogo z kim mogłabym szczerze porozmawiać bez udawanych uśmiechów i masek, żeby ukryć moją depresję i to, że sypię się w środku. I jak na ironię nie potrafię być otwarta, wychodzić naprzeciw nowym ludziom i wyzwaniom, bo w głębi mnie wciąż jest przerażona dziewczynka, która boi się, że każda poznana osoba znów będzie ją poniżać i wyśmiewać. Nie wiem co robić, gdzie szukać pomocy. Nie chcę być samotna, a boję się nowych znajomości. Przepraszam za niespójny tekst i chaos wypowiedzi. Nie sądziłam, że tak krótki fragment tekstu będzie w stanie wzbudzić we mnie tak wiele negatywnych emocji.
×