Skocz do zawartości
Nerwica.com

Regina Sofia

Użytkownik
  • Postów

    71
  • Dołączył

Treść opublikowana przez Regina Sofia

  1. Tak, szybko. Jedyne może dwa dni to lekkie nudności, ale jaja biorę zawsze z posiłkiem.
  2. Biorę paroksetyna od mniej więcej tygodnia, szybko zaczęła działać. Wyciszyła mnie tak, że nie wybucham płaczem w momentach, które były dla mnie ciężkie, po prostu nie mam łez. Boje się tylko, że ten stan może się skończyć:(
  3. Nie wiem czy w ogóle zacząć brać ta paroksetyna, czy nie będzie jeszcze gorzej. Mam jeszcze sertaline, która kiedyś mi inny lekarz zapisał i on pewnie kazałby to brać. Nie wiem co robić, jest mi ciężko i chce by mi ulżyło. Czy po paroksetyna się tyje?
  4. Czy ktoś był na jakimś oddziale w Wielkopolsce? Czy taki oddział pomaga?
  5. Cierpię po stracie psa. Jest coraz gorzej. Płacze, mam za dużo myśli, czasem napady paniki, ogromny smutek.
  6. Właśnie psychiatra zapisał mi parogen. Czy to dobry lek i skuteczny na depresję, natłok myśli.
  7. No uważam, że jest coraz gorzej. Niby się trzymam powierzchownie, ale tylko wracam do domu, jest weekend i jak mnie dopadnie, to szok. Choć dziś w pracy też się popłakałam. Jestem umówiona do psychiatry, ale wątpię by wynaleźli złoty środek na to by mnie jakoś wyciszyło
  8. Oszaleje z tymi słodyczami. Non stop mogłabym je jeść, jak wstanę, w nocy, po posiłku. Nawet jak zjem posiłek to nie pomaga, bo tylko mam chęć na coś słodkiego. Kupiłam dietę, chrom, jakieś suple i nic.
  9. Może mi pomożecie, bo ja nawet nie wiem za co i jak się zabrać? Istnieją oddziały dzienne, gdzie pomagają psychologowie? Taka ciągła terapia?
  10. Stracie mojej ukochanej psiej przyjaciółki:( Na początku proszę o pohamowanie głupich komentarzy czy wyśmianie. Pod koniec stycznia nagle, ale chorowała umarła moja seniorka kruszynka w klinice i nie mogę sobie poradzić. Miałam od razu po tym zajściu straszne napady płaczu, w dzień kiedy umierała, co tydzień miałam straszne spadku w życiu, ale aktualnie zaczyna być coraz gorzej. Na dodatek się obwiniam, że zostawiłam ja w klinice, a może powinna umrzeć w domu, ale za pewne by się udusiła:( Mam druga seniorkę, która choć jest psiakiem też strasznie to przeżywa, wiem, że mój nastrój przechodzić też na nią. Od razu mówię nie chce komentarzy kupi kolejnego psiaka, no mam seniorkę i juniorke. A po tym jak przechodzę choroby i teraz ta śmierć to jest to straszne.
  11. Asertin, ale myślę, że jest gorzej niż lepiej po zwiększeniu dawki.
  12. Już nie mam sił udawać,dopadło mnie coś strasznego, dawno czegoś takiego nie miałam. Pewnie po części wpływ miała sytuacja z mamą, co opisywałam, potem miałam długa przerwę w pracy urlop, ale po nie dałam rady iść. Jestem tak przytłoczona, przygnębiona, rozdrażniona. Nie mam sił wstać z łóżka, nie zrobię jedzenia, nie posprzątam, normalnie masakra. Jestem pod kontrolą psychiatry, ale nic mi to nie pomaga, uważam, że jest tylko gorzej.
  13. Wiem, że nic to nie da, że ja będę się tak karać. Ale jakoś tak mam, że mam jakieś wyrzuty sumienia jak chce sobie coś kupić, zrobić.... Ogólnie od świąt kiepsko się czuje, bo jak już pisałam jak każdą dla sytuację czy w życiu codziennym w tym zawodowym muszę odchorować. Ale teraz jest gorzej jestem rozdrażniona, wszystko mnie denerwuje, nic mi się nie chcesz ani sprzątać,ani gotować. Boje się, że skończę jak mama.... Jeszcze ten gość na aplikacji gadało się ok, a na koniec, że raczej nic z tego. Mnie nawet coś takiego dołuje. Wyprzedzę pytanie od tego zajścia z mamą jestem pod opieką psychiatry, biorę Asertin tylko mi dawki zmienia i zwiększył. Ale stwierdził, że to wszystko może być od tarczycy. Jest mi naprawdę źle. Najchętniej bym tylko spała, bo choć w snach jest lepiej.
  14. Mam coś takiego, że uważam, że nie powinnam sobie czegoś kupić, miec lepiej skoro mama tak ma. Bo jakoś sumienie mi żyć nie daje.
  15. Przez ta sytuację to ja jestem wykończona. Nic mi się nie chce, bo ja nie zasługuje tak uważam by normalnie żyć.
  16. Jak uważacie czy pogoda na na nas duży wpływ? Na mnie strasznie działają silne wiatry. Zastanawiam się natomiast czy to, że teraz są takie mrozy może to powodować obniżenie nastroju, przygnębienie?
  17. To się zaczęło wcześniej niż ona miała problemy z pracą. Bo to już trwa, tylko się nasila, a ona nic z tym nie robi. Uważa, że jest wszystko ok, takie życie wybrała. Do psychiatry chodziła jak miała problemy z pracą, ale uważała, że tego nie potrzebuje, że lekarze to większe świry.
  18. Większy problem tzn.co masz na myśli? No właśnie siłą nic się nie zdziała.
  19. 58 lat No ja nie rozumiem tego jak spała. Aldona w tym nic złego nie widzi.Te ilości śmiecie domu, zapasy jedzenia i ubrań jajek dawałam, a ona nawet tego nie rozpakowywała. Zimno to twierdzi, że jest przyzwyczajona
  20. Ona mówi, że wybrała takie życie. Z pracą było tak, że nerwowo już nie dawała radę, miała trzęsawki itp. Ona żyje w syfie, ale o siebie dba tzn. myje się, ubiera schludnie, jak gdzieś es wychodzi. Ja nie rozumiem, dlaczego nie chce jakieś zmiany, by tak nie egzystować. Choć moja babcia w pewnym momencie podobnie żyła, ale nie wiem czy to nie było też po części pod dyktando mamy. Babcia po śmierci dziadka stwierdziła, że teraz już jakby koniec życia. Ja siebie, że też tak skończę...
  21. Najśmieszniejsze już pisze sarkastycznie jest to, że to jest bardzo wykształcona, mądra osoba. Ostatnia jaką bym podejrzewała o coś takiego. Nigdy nie mówiła o pomocy, wszystko sama itp. Leczyła jak w pracy miała ciężki czas, ale ogólnie psychicznie jest dobrze. Jestem sama. Mam co prawda siostrę mojej mamy, która stara się pomóc i się zajmowała jak był ten zły czas. To mama na koniec powiedziała, że nie musiała jej pomagać i inne niemiłe słowa. Mnie męczy właśnie to, że ja wiem, że nic nie zmienię, ale nie chcę ją się wykończyć. Bo ja naprawdę to odchorowuje.
  22. Kiedyś mama coś wypiła, ale od czasu jak ja uratowałam niby nie, poza tym nie ma za co.
  23. Potrzebuję się wygadać i może coś mi pomożecie. Ja już nie daję sobie rady. Otóż mam mamę, ona sobie wybrała, że żyje w starej chacie, bez ogrzewania, wody, prąd w jednym gniazdku oraz okropnym nieporządku. W zeszłym roku dopiero zobaczyłam jaki jest ogrom tego burdelu, jak doprowadziła się do stanu prawie śmierci, w ostatniej chwili ja uratowałam. Ile się nasłuchałam złych rzeczy jak była w skoku choroby, przeinaczają słowa iyp. Spała na podłodze, przy otwartych drzwiach, bo ma psy. Od razu zaznaczam ona nigdy nie chciała pomocy, bo ona chce tak żyć. No i odeszła z pracy, od tak no i wiadomo jest problem, aby teraz ktoś ją zatrudnił, zasiłek, który jest śmiesznej wysokości się skończy. Ale chodzi kino całą sytuację, że ja nie mogę sobie z nią poradzić. Po spotkaniu z nią, patrzeniu jak wygląda, opowiadaniu jestem wymęczona, nie mam sił i ryczeć mi się chce. Następnego dnia jestem nie do życia Mam jakieś poczucie, że ja sobie życia nie mogę ułożyć, że nie mogę kupić cud dla siebie, bo przecież matka takie na życie. Jak pisze do mnie to, że kasy nie ma, ale jedzenia nie chce. Najgorsze, że sama pracy się pozbyla doprowadziła dom do ruiny. A parę lat temu w życiu bym nie powiedziała, że osoba na dobrym stanowisku z wartościami tak postąpi. A ja co noc przed zaśnięciem mam tylko wizję tego jak ja znalazłam, jak tam żyje. To, że ja nie mogę kupić sobie czegoś, żyć normalnie, wychodzić, bo jak skoro matka tak żyje. I tak mnie to doluje, że przez następne dni jestem nie do życia.
×