Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

maja21

Użytkownik
  • Zawartość

    10
  • Rejestracja

1 obserwujący

  1. Witam. W ostatnim poście pisałam o strachu przed utratą dziewczyny. W rezultacie tak też się skończyło, ale przez ten czas zerwania bardzo odżyłam. Opuściły mnie wszelkie uczucia depresji i nerwicy. Zaczęłam wychodzić więcej z domu ze znajomymi, odczuwałam radość z życia, rano budziłam się ze spokojem, a nie lękiem. Kontakt jednak nadal miałam z moją byłą - jako przyjaciółki. Ona (mimo że zerwała pierwsza) mówiła, że kocha mnie i chciałaby, aby to wszystko wróciło. Przez jakiś czas przekładałam moją decyzję, ale w rezultacie się zgodziłam. Wrócił mój lęk - boję się, że przez ten związek znowu wróci wszystko co najgorsze. Ostatnie czego teraz chcę to powrót do tego stanu. Nie wiem co mam robić, ponieważ kocham ją, nie chcę jej ranić, jest wspaniałą osobą. ps. wcześniej rozmawiałam z nią o tym, że mój stan psychiczny niestety w dość dużym stopniu był zły przez ten związek (przyjazdy, odległość, również ten lęk przed utratą)
  2. Przez najbliższe 2 lata nie ma takiej możliwości. Dzisiaj rozmawiałam z nią o tym jak się czuje, w rezultacie wyszło, że widzę we wszystkim problem, że jest jej przykro, bo nie czuję jej miłości. Ogólnie rozmowa sprawiła, że czuję się jeszcze gorzej. Nie wiem co mam robić.
  3. Około 300km. Aktualnie nie ma takiej możliwości. Wiele razy mówię jej, że boję się, że ją stracę głównie przez to, że mogę stać się dla niej uciążliwa przez moje humory, ale ona powtarza, że nie jest to dla niej problem. Czuję się źle z tego powodu od grudnia, ponieważ jej słowa „to nie jest dla mnie problem” nie były do końca prawdziwe. Ja miałam wtedy wyjątkowo trudny okres, przez co doprowadziłam prawie do konca naszego związku, gdyż jak stwierdziła „moje stany wykańczają i mnie, i ją”. Właśnie od tamtego momentu staram się tak często nie wspominać o tym jak się czuję, a myśl o tym, że mogę doprowadzić do tego co było w grudniu doprowadza mnie do ataku paniki. Do psychologa kiedyś chodziłam, teraz zastanawiam się nad ponowną próbą szukania u niego pomocy.
  4. Od pewnego czasu towarzyszy mi silny lęk przed utratą dziewczyny. Z powodu mojej nerwicy lękowej jestem bardzo ograniczona, przez co ciężko mi nawet do niej pojechać i od początku naszego związku (jesteśmy 1,5 roku razem) byłam u niej tylko raz. Z nerwcią towarzyszy mi depresja, przeważnie ciągle źle się czuję. Mam na sumieniu to, że ona musi przez to przechodzić, słuchać tego i boję się, że niedługo będzie miała tego dość i mnie zostawi. Sama myśl o tym sprawia, że nie mogę spać, ciągle chce mi się płakać. Co robić? Bardzo proszę o pomoc:)
  5. maja21

    obwinianie

    jak przestać się o wszystko obwiniać i uważać za najgorszą osobę?
  6. Cześć. Od kiedy pamiętam mój strach przed szkołą znacznie się powiększał, gdy wiedziałam, że mojej przyjaciółki akurat nie będzie. Teraz miałam taką sytuację - przyjaciółka w czwartek powiedziała mi, że nie będzie jej dzisiaj w szkole. Od tamtego czasu towarzyszył mi ciągły lęk, płacz, złe myśli. Dzisiejsza noc była wyjątkowo trudna - co chwile się budziłam, czułam jak bardzo jestem zestresowana pójściem do szkoły. Na miejscu było już w porządku. Jak sobie z tym poradzić? Sytuacja wyglada za każdym razem tak samo (próbuje sobie uświadomić o braku zagrożenia, ale niestety nie udaje się).
  7. maja21

    Moja nerwica

    Kolejnym problemem jest również to, że często nie mogę się skupic na tym co mówią do mnie inni, dużo informacji mi umyka, dlatego nie potrafię się również skupic w szkole, na nauce - a to przynosi kolejny stres
  8. maja21

    Moja nerwica

    Tak, byłam. Psycholog okazała się jednak niezbyt poruszona moim problemem i ogólnie całą swoją pracą. Po dwóch miesiącach zapominała jak mam na imię, jaki mam problem oraz o czym rozmawiałyśmy na poprzednim spotkaniu. Psychiatra natomiast przepisał mi 3 rodzaje różnych leków, do brania dwa razy dziennie (tutaj nawet psycholog stwierdziła, że lepiej z tego zrezygnować, gdyż są silne, a po mnie nie było widać żadnych zmian po 3 miesiącach brania). Dlatego też się tak zraziłam do pomocy lekarzy, ale chyba muszę spróbować jeszcze raz.
  9. maja21

    Moja nerwica

    Jasne, chętnie porozmawiam:)
  10. Witam. Nie do końca wiem co mam Wam napisać, jednak czuję potrzebę "wygadania" się, gdyż rozmowa z bliskimi nie przynosi żadnych rezultatów, etc. Mam 18 lat. Już jako małe dziecko byłam bardzo zamknięta, bałam się ludzi (w szczególności mężczyzn, mimo, że nikt nigdy nie zrobił mi krzywdy). Zawsze chowałam się za mamą i tylko przy niej czułam się naprawdę bezpiecznie. Zawsze była ona moim aniołem . Wszystko jednak poszło w złą stronę, ponieważ jako jedynaczka moi rodzice często wyręczali mnie z różnych obowiązków itp. Miałam problemy z zawieraniem znajomości, a w czasach podstawówki panicznie bałam się chodzić do szkoły. Nigdy nie zapomnę, jak nauczycielka musiała mnie siłą przetrzymywać, żeby mój tata mógł spokojnie zostawić mnie w szkole. Gimnazjum wspominam natomiast jako prawdziwy czas spokoju, szczęścia. Miałam przy sobie wspaniałą przyjaciółkę, dobrze dogadywałam się z klasą. Prawdziwy koszmar zaczął się dopiero w liceum. Klasa z grupką dziewczyn, które każdego obgadywały - bardzo źle się tam czułam. Przeniosłam się - zmiana klasy bardzo mi pomogła, choć bałam się otworzyć przed innymi ludźmi. Przez całą drugą klasę stałam się prawdziwą introwertyczką :)) Moje życie zaczęło się w internecie, tam poznałam dziewczynę. Już wcześniej podobały mi się dziewczyny, jednak nigdy nie myślałam o tym w sposób poważny. Dzieli nas ok. 300km. Jesteśmy razem już ponad rok. Jednak mój stan psychiczny sięgnął dna od czerwca 2018 r. Miałam pracować nad morzem, jednak gdy dowiedziałam się, że w pokoju, w którym miałam spać będzie 7 dziewczyn poczułam wielki dyskomfort i ciągle towarzyszył mi lęk. Wtedy doświadczyłam też pierwszych ataków paniki, coś strasznego:). W rezultacie pracowałam tylko kilka dni, a rodzice umówili mnie do lekarza psychiatry. Pani doktor potwierdziła nerwicę lękową oraz depresję. Przypisała bardzo silne leki (po których czułam się źle) oraz zaleciła wizyty u psychologa. Całe moje wakacje skupiły się na leczeniu, które nic nie zmieniły. We wrześniu zrezygnowałam, nie czułam się lepiej. Do teraz nie czerpię już z niczego szczęścia. Każdy nowy dzień jest koszmarem. Każde wyjście z domu wiąże się z lękiem, któremu towarzyszą mdłości, bóle całego ciała, kołatanie serca, przyspieszony oddech, ciągłe złe myśli. Przez ten czas bardzo schudłam, nie jestem w stanie nic w siebie wcisnąć. Mama twierdzi, że mam już anoreksje (mam 170cm, ważę 45 kg i nawet po bieliźnie już widać, że znacznie schudłam). A co jest najgorsze.... podobają mi się zdrowe sylwetki ciała - nie za grube, nie za chude, ale czuję dziwną satysfakcję, gdy widzę, że chudnę... co chwilę sprawdzam, czy nie przytyłam, ważę się 2 razy dziennie. Mój każdy dzień przepełniony jest złymi myślami, brakiem jakiegokolwiek entuzjazmu, radości. Ciągle płaczę, budzę się w nocy po kilka razy. Jestem ciągle niewypoczęta, ponadto czuję się dla wszystkim problemem, mam wrażenie, że nikomu już na mnie nie zależy, nikt mnie nie kocha. Nie umiem pozbyć się takich myśli, przez co utknęłam w takim błędnym kole, co prowadzi często do napadów paniki. Teraz nie umiem już przebywać sama z sobą, muszę ciągle być w towarzystwie innych (oczywiście tylko bliskich, bo nadal mam problem z poznawaniem nowych ludzi). Gdy jestem sama zaczynam za dużo analizować i pogrążam się w tym wszystkim jeszcze bardziej. W dodatku mam w tym roku maturę, więc mój strach przed szkołą powrócił. Nie umiem już sobie z tym wszystkim radzić. Czuję, że mój stan sięgnął już totalnego dna. Co mam robić?
×