Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

natt_me

Użytkownik
  • Zawartość

    135
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez natt_me

  1. Gdzieś czytałam, że to też może zależeć od naszego nastawienia - im bardziej się otwieramy, tym bardziej otwiera się t. Ale nie wiem, na ile to prawda. Sama mam czasem takie wrażenie, jakby ona mnie testowała - jak zachowam się jeśli będzie poważna, a jak jeśli będzie po prostu sympatyczna. Chyba doszła do wniosku, że lepiej się zachowuję, gdy ona jest poważna, bo zwykle taka właśnie jest Zazdroszczę, jeśli śmiejecie się razem ze swoją t., u mnie to jest droga przez mękę i chwile, gdy czułam się tam "sympatycznie" i po prostu miło, były może ze dwie. Trochę mi tego brakuje. W ogóle to mam wrażenie, że moja t. chce celowo wymusić/spotęgować przeniesienie, dlatego coraz częściej zachowuje się jak moja matka. Na początku, jak jeszcze nie znała mojej historii, to częściej się uśmiechała, zdarzało się nawet, że zamieniłyśmy 2 zdania po "ustawowych" 50 minutach, a teraz... Dystans, milczenie, poważna mina, a ostatnio na mój tekst, że mam wątpliwości co do tej terapii, odpowiedziała, że zawsze mogę spróbować innej... Wiem, że sama na nią projektuję różne rzeczy, ale przecież ona, wiedząc doskonale jaka była moja mama, może celowo stosować takie zagrywki, żeby mnie np. wkurzyć, zmusić do jakichś konkretnych reakcji... Sama już nie wiem czy to możliwe i "terapeutyczne".
  2. uprising, z tego co widzę, też jesteś w terapii od pół roku? Mam podobnie, czasem po prostu jest blokada i koniec, mogę milczeć przez 5 minut... Ostatnio tak miałam, że musiałam się podzielić czymś bardzo (w moim przekonaniu) złym i wstydliwym. I powiedziałam t., że muszę jej o czymś powiedzieć, po czym przez pół godziny uciekałam w tematy zastępcze, ale czułam, że dłużej nie dam rady, bo mnie to strasznie męczyło. W końcu skończyły mi się tematy i postanowiłam, że to teraz ale oczywiście nie mogłam wydusić z siebie słowa. Ciszy też nie mogę znieść, bo czuję, że marnuję nasz czas, dlatego powiedziałam, że mam z tym problem i biję się z myślami. T. spytała z jakimi, no i jakoś poszło. Generalnie bardzo się staram żeby wszystko dobrze brzmiało, żeby brońboże nie stracić kontroli, nie powiedzieć czegoś w zbyt dosadny, nieprzemyślany sposób. Ech... to oczywiście przeniesienie z rodziców. U mnie głównie chodzi o to, że staram się być idealną pacjentką, tak samo jak kiedyś idealnym dzieckiem. Ona o tym wie i ja też o tym wiem, ale czy coś z tego wynika.... nie sądzę. Problemów mi raczej przybywa i chyba nigdy nie byłam w takim złym stanie.
  3. Mam tak samo, śmiech jako mechanizm obronny, skracanie tematów, na które w domu potrafię rozmyślać godzinami, a w gabinecie zamykam je w trzech zdaniach. Patrzę zawsze na reakcje t. i dostosowuję się do nich, zdarzyło mi się nawet powiedzieć "nieważne" kończąc jakąś historię, bo wydawało mi się, że jej to nie interesuje. Miałam też mega problem z zaczynaniem sesji, bo nie wiedziałam, co jest ważne, a co nie. Ale zawsze jej wtedy o tym mówię, np. że mam pustkę w głowie, nie wiem od czego zacząć, mam wrażenie, że panią nudzę itp. Regularnie mówię jej, że czuję, że nie mam prawa tu być. Ona już o tym wie, jakoś to omawiamy, problem jest nadal, ale trochę mniejszy, bo sesje zaczynam już bez problemu i czasem od razu z grubej rury. Także spokojnie jej o tym wszystkim powiedz, pewnie gorsze rzeczy już w życiu słyszała Terapia to ciężka praca, do niektórych rzeczy chyba trzeba się po prostu zmusić, jeśli ma nas postawić na nogi. A Twoje odczucia, że ona się nie martwi, że nie ma empatii mogą też wynikać z nurtu psychodynamicznego, w którym t. jest z reguły bardzo zdystansowany, dyplomatyczny i poważny.
  4. Myślę, że powinnaś powiedzieć t. o swoich obawach. Powtórz jej dokładnie to, co piszesz tutaj. To podobno ważne, żeby mówić o wszystkich przemyśleniach związanych z relacją terapeutyczną. Wiem, że to niełatwe, ale naprawdę warto. Ja np. swojej t. powiedziałam ostatnio, że mnie rozczarowuje i wątpię w jej kompetencje... W jakim jesteś nurcie?
  5. Mnie zdarzyło się parę razy powiedzieć tylko pieprzyć/popieprzone i inne tego typu Też mam opory, chociaż czasem jest bardzo blisko. Pamiętam jak na którejś z pierwszych sesji mówiłam o rozmowie telefonicznej z mamą i powiedziałam wtedy: - "...miałam ochotę wziąć ten telefon i roz..." T: "roz...?" - "rozpieprzyć" (Choć myślę, że naprawdę chciałam go rozpier****ć) Poczułam wtedy takie lekkie przyzwolenie na kolokwializmy. Ale i tak mam opory. Tak w ogóle to cześć. Czytam wątek od dawna, ale dopiero dzisiaj się zarejestrowałam. Może dlatego, że jest ze mną coraz gorzej, a właściwie nigdy nie było tak źle. W terapii od 7 miesięcy. Żadnej diagnozy, choć na 100% nerwica + OCD + problemy z oddychaniem i żołądkiem. Fajnie was czytać, mam nadzieję, że fajnie też będzie pogadać
×