Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

raphael

Użytkownik
  • Zawartość

    17
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. raphael

    TRAZODON (Trittico CR/XR)

    Biorę Trittico od 5 tygodni, przez 4 tygodnie dawkę 75mg, teraz zwiększona została do 150 bo z zasypianiem i tak problem pozostał - z 4-5 godzin w łóżku leżę zanim zasnę (na plus wyszło to że nie przebudzam się w nocy gdy normalnie zdarzało mi się to 3-4 razy w nocy i śpię nareszcie równe 8 godzin). Z pobudkami nie było problemu, czułem się dobrze przez te 4 tygodnie, tylko teraz po zwiększeniu dawki do 150 z zasypianiem dalej problem pozostał, nic się nie zmieniło oprócz tego że rano jestem okropnie zamulony, głowa boli, słabo się czuję. Przy 75 takich problemów nie było i przy 2/3 150 też (bo przez pierwsze dni łamałem, tak jak lekarz zalecił). I teraz nie wiem czy nie warto wrócić do tej 2/3 150 przed snem żeby było okej, jak myślicie?
  2. raphael

    Witam wszystkich! Historia życia 18-latka z nerwicą

    ooooo, to jest fajna sprawa, dzięki, zamówiłem sobie już trzy sztuki nie wiedziałem że coś takiego istnieje nawet :|
  3. raphael

    Witam wszystkich! Historia życia 18-latka z nerwicą

    Jeżeli ktoś chce wiedzieć jak czuję się po dwóch tygodniach od początku przyjmowania leków, to tak: chęć do pracy jest, sprawia mi przyjemność - strasznie fajna sprawa, mogę się normalnie skupić, ataki lękowe nie są takie okropne jak kiedyś (bieganie po domu, krzyczenie, płakanie) - teraz tylko się czasami boję przez minutę czy dwie, po chwili zapominam, lęk przed schizofrenią minął całkowicie, zastąpił go inny niestety.. derealizacja nie dopada mnie tak często jak kiedyś, oczywiście występuje dalej - ale przy większości codziennych czynności czuje się dobrze, otworzyłem się na ludzi, nie boję się rozmowy z nimi, lęk przed nieznanymi mi osobami minął z minusów: straszne dziury mam w głowie, to znaczy zapominam wielu rzeczy, coś gdzieś położę i zaraz nie wiem gdzie jest, słaba sprawa. No i to wywołało u mnie taki lęk - gdy muszę brać tabletkę np. o 15:30, patrzę na zegarek 15:34 - no nie brałem, trzeba wziąć. A co jeżeli wziąłem i nie pamiętam? O jezu, co wtedy? przedawkuje, stanie mi serce, albo zasnę i się nie obudzę. Oczywiście nie zdarzyło się że wziąłem dwie dawki, ale mam taką myśl, że zapomniałem i biorę drugi raz, słaba sprawa, raz nie przyjąłem nawet jednej dawki propranololu bo ciągle wkręcałem sobie że wziąłem... hipochondria to słaba sprawa :v
  4. raphael

    PROPRANOLOL (Propranolol, Propranolol WZF)

    Biorę 10mg propranololu 3 razy dziennie od 3 dni - puls spadł mi dzisiaj do 54, ciśnienie skurczowe do 111 i rozkurczowe do 59. Odstawić?
  5. raphael

    Witam wszystkich! Historia życia 18-latka z nerwicą

    Okej, już jestem po wizycie u psychiatry. Posłuchał mnie, dostałem tabletki - no i tu pojawia się pytanie, czy to normalne że dostaje po nich takiej okropnej derealizacji? Biorę tak: 3x dziennie propranolol, 1x rano ApoEscitaxin ORO - chyba po nich taka derealizacja mi wjeżdża, 1x wieczorem trittico na sen czuję się okropnie dziwnie, wszystkie kolory wyostrzone, wszystko jakbym widział przez szybę - normalne? Może muszę chwile je brać żeby przywyknąć?
  6. raphael

    Wkurza mnie:

    Ludzie którzy nie rozumieją słowa "nie"
  7. raphael

    Bezsennosc pd 7 lat dlaczego psychiatrzy traktuja mnie tak ż

    a powiedz w jaki inny sposób chcesz unormować sen bez farmakologi? zakładam że dostałeś clonozepam albo hydroksyzynę, sam przed snem biorę połowę clonozepamu i śpi mi się fajnie, nie budzę się w nocy a rano nie czuję żadnego otępienia więc nie rozumiem. I tak, spanie na tabletkach to jest sposób bo organizm w pewnym momencie przyzwyczai się do cyklu zasypiania i wybudzania o danej godzinie, oczywiście jeżeli będziemy słuchali się zaleceń lekarza. Pozdrawiam
  8. raphael

    Czesc wszytkim

    Często miałem podobnie. Wiele razy gdy czekam w przychodniach lekarskich, kolejkach w sklepie dostaję okropnego lęku. Nie wiem jaki jest jego powód, czasami ktoś zakrzyczy głośno w sklepie i się przestraszę a w przychodniach wiadomo - każdy mówi szeptem. Nie wiem skąd to się wzięło, że każdy szepta a mnie to okropnie schizuje - zawsze w takich momentach dostaję derealizacji lub depersonalizacji. Opowiem Ci jedną historię, gdy poszedłem do Endokrynologa. Byłem u niego pierwszy raz, więc wiadomo - trzeba się spytać kto ostatni w kolejce, czy lekarz woła etc. No to podszedłem, patrzę się na tych wszystkich ludzi, nastała cisza - trzeba się zapytać. A ja dostałem okropnego lęku, serce zaczęło mi bić jak młot, poczułem się jakby mnie tam nie było - jakbym wszystko widział przez szybę. Zacząłem mówić "p.. p... prze.. przepraszam, zaraz przyjdę". Uciekłem do toalety, przemyłem twarz - pora wrócić. Wracam i słyszę "patrzcie, idzie!" i wszystkie babcie patrzą na mnie. Powiedziałem sobie - dzisiaj nie. Nie dam rady. I wyszedłem przerażony. Widzisz - nie tylko ty tak świrujesz ;p A co do pani która powiedziała "co za matka.." - szkoda mi jej, naprawdę. Pewnie miała dobry dom, zero problemów, nie wie co to jest prawdziwe życie. Znasz tą satysfakcję, gdy uda Ci się przezwyciężyć coś z czym długo walczyłaś? Jest świetnie. Ona takiego uczucia nie zazna. Takimi ludźmi nie warto się przejmować bo one nigdy nie doświadczą tego co my wszyscy na tym forum, a skoro na zdanie że masz nerwicę lękową zareagowała w taki sposób to nie wiem co ona robi w tej pracy. Nie warto się nią przejmować. Jeżeli córki Cie rozumieją - wszystko jest w porządku, zapomnij o sytuacji. Co do rezonansu sam go przechodziłem - gdy "wjeżdża" się do środka do ręki dostaje się gruszkę którą gdy jesteś przerażona ściska się i wtedy przerywają badanie. Jednak ja wytrzymałem, huk był okropny, serce waliło mi też niemiłosiernie ale wyparłem wszystkie złe myśli, zamknąłem oczy i myślałem o tym co najlepsze - o mojej mamie, rodzinie, o tym co zrobię za godzinę, jak jutro spożytkuję dzień. Dostaje się też zatyczki do uszu przed wjechaniem do tej maszyny, więc ten huk nie będzie taki głośny jak Ci się wydaje Dasz radę! A jeżeli nie zawsze możesz zrobić to badanie w narkozie, wystarczy odpowiedni papier od lekarza psychiatry Trzymam za Ciebie kciuki! Pozdrawiam
  9. raphael

    Samotność

    Może to głupie ale ja do samotności przywyknąłem i jest mi z nią dobrze. Nie lubię ludzi i ich komentarzy na każdy temat, głośnych śmiechów - jestem cichym typem człowieka, lubię słuchać smutnych piosenek i wsłuchiwania się w tekst. Nie lubię dnia, wolę noc - bo jest cicho. Ciemno. Nic nie przeszkadza, mogę pracować, słuchać muzyki, oglądać serial dlatego uwielbiam zimowe pory, uwielbiam deszcz w przeciwieństwie do innych. Czasami gdy zaczyna padać mówię sobie "nareszcie!" podczas gdy inni przeklinają bo nie mogą wyjść na piwo
  10. raphael

    Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

    jakoś przedwczoraj podczas oglądania serialu poczułem lekkie kłucie i "odrętwienie" po prawej stronie brzucha, jakoś tak bez powodu. Od razu pomyślałem że to jakiś wylew, że zaraz umrę. Wstałem z krzesła, zacząłem biegać po mieszkaniu (serce oczywiście wariuje, mi się chce płakać) - ale po chwili pomyślałem logicznie, szybko włączyłem moją ulubioną piosenkę na youtube, głośność ustawiłem na tak maksymalną jak mogłem i zacząłem śpiewać, skakać do rytmu piosenki i na koniec z lęku został tylko śmiech. Usiadłem i kontynuowałem oglądanie serialu - śmieszny sposób, ale zadziałał Tylko raczej w nocy nie będę miał okazji go wykorzystać
  11. raphael

    Witam wszystkich! Historia życia 18-latka z nerwicą

    Hej pandzia! Codziennie mówię sobie że to nie możliwe że coś słyszę. Czasami, gdy przypomnę sobie jeden dźwięk zapętla mi się w głowie i przeistaczam go w jakieś śmieszne słowo. Wiem, dziwne - ale działa. Bardzo dobrze wiem także że to co w internecie napisane prawdą zazwyczaj nie jest - przynajmniej wyniki googla. I sam fakt że to napisałaś pomógł. Ogólnie to forum jest strasznie pomocne swoją drogą, bardzo dobrym wyborem było założenie tutaj konta. Patent z karteczką wydaje się na prawdę niezły, muszę go przetestować. Co do dziewczyny i szkoły: Głupim w ogóle wyborem było bycie z nią - chyba wszedłem w ten związek tylko z tego powodu że pomógł mi zapomnieć o problemach. Ale wiedziałem kim ona była - że miała już kilku ale WIERZYŁEM że się zmieni, cóż, nie udało się. W mojej szkole była mama, powiedziała nauczycielom o moich problemach. Jednak wychowawca powiedział "na twoje miejsce znajdzie się tysiąc innych" - no cóż. Nie to nie, zabieram się w tym roku za Liceum Ogólnokształcące z Maturą (1 rok), chociaż i tak raczej zostanę przy tym co robię - nie lubię szefów, bycia inwigilowanym i sprawdzanym co godzinę. To nie dla mnie. A jeżeli o debilach mowa.. ostatnio jedna grupka pogłębiła jeszcze bardziej mój lęk. Dzień jak co dzień, wszedłem sobie na facebooka, piję kawę, przeglądam - widzę post Patriotyczny. Taki typowy, że nigdy nie wyjdą z kraju nawet jak będzie wojna, że powinniśmy walczyć o to co mamy bo tutaj się urodziliśmy i gdyby nie ta ziemia to by nas nie było, o tym że uchodźców to w ogóle do piachu bo tylko krew nieczysta (oczywiście bardziej zwięźle napisane ja tu robię streszczenie). Na końcu był napis: "A co ty o tym sądzisz?". No to postanowiłem napisać co o tym sądzę - "nie widzę sensu walczyć za kraj który i tak dużo mi nie dał. Póki zarabiam i mogę żyć na poziomie jestem tutaj lecz gdy będę wiedział że istnieje zagrożenie dla mojego życia - wyjadę do bardziej bezpiecznego kraju. Nie będę walczył. Co do uchodźców - zdarzyło się kilka incydentów, głośnych. Jednak o tym że polak zabił polkę mówi się cicho. O tym, że polak zgwałcił polkę także. Ktoś wspomni, na drugi dzień zapomni. A uchodźcy? Hurrr, durr! Jak mogą!... według mnie - niech przyjeżdżają." no i zgadnij co stało się po napisaniu komentarza.. pierwsza odpowiedź: "miałem Cie za inną osobę, wiem kim jesteś i gdy Cie spotkam następnym razem wytłumaczymy sobie to inaczej;)", "jak masz jakiś problem to już wypierdalaj z kraju!", "oj człowieku, nie wiesz co właśnie zrobiłeś." Takie wiadomości otrzymałem od grupy lokalnych patriotów. W sumie śmieszne, nie ma się czym przejmować, normalny człowiek by się zaśmiał i żył dalej. Ale ja nie. Odświeżałem co 5 minut, zamknąłem zamki, wyłączyłem światło żeby nie wiedzieli że jestem w domu. Przez kolejny tydzień utrzymywał mi się ciągle ten stan - czułem ogromny strach przed tymi ludźmi. "A co jeżeli nie żartowali?" - mówiłem sobie w głowie.. no ale nic nie zrobili, i raczej nie zrobią. Czuję wstręt do takich ludzi, wstręt do tego że nie potrafią przyjąć czyjegoś zdania i jak człowiek je rozważyć, zacząć dyskusję, przekonywanie do własnych poglądów. Kończąc - czytałem temat założony przez Ciebie - był naprawdę ciekawy! Dzięki za wszelką okazaną pomoc i sposoby walki z nerwicą oraz okazję do ciekawej dyskusji;) Pozdrawiam!
  12. Najśmieszniejszą był Zespół Sudecka. Jezu Chryste, co ja wtedy robiłem - miałem złamany nadgarstek, w internecie przeczytałem że choroba Sudecka może nastąpić przy zbyt ciasnym gipsie. No to sprawdzam - JEZU ZA CIASNY! Nie będę mógł ruszać ręką! Pobiegłem na pogotowie, patrzą, oglądają - wszystko jest w porządku. Ja się cały trzęsę z nerwów, powiedziałem żeby mi to zdjęli bo inaczej nie będę mógł ruszać ręką. No to gips rozcięli, sprawdzili - wszystko było w porządku. Po powrocie do domu znowu sobie to wmawiałem, i znowu jednak już nie biegłem na pogotowie. Od incydentu minął rok i ręką ruszam więc zespołu sudecka raczej nie mam
  13. raphael

    Witam wszystkich! Historia życia 18-latka z nerwicą

    Cześć Aligheri! Bardzo dobrze wiem że nie powinienem wierzyć w to co napisane jest w internecie jednak zawsze do czasu - gdy pojawi się jakiś objaw i znajdę do niego internetową diagnozę. Nie wiem dlaczego ale mówię sobie wtedy "przecież skoro tak piszą, to to musi być prawda, ale może niee, może się mylą" i tak dalej, i tak dalej, w końcu przestaje myśleć o czymś innym i jedynie to zostaje mi w głowie. Co do czytania o nerwicy lękowej, schizofrenii i innych schorzeniach psychicznych - jeden wątek mi pomógł, gdy szukałem pytania na to czy naprawdę choruje na schizofrenię - ktoś napisał że ludzie którzy ją mają nie są tego świadomi więc wykluczyłem to i poczułem się lepiej, jednak tylko na chwilę. Lęk ciągle daje się w znaki, analizowanie każdego cichszego dźwięku to już dla mnie była porażka. Dzisiaj nie miałem w sumie żadnych większych objawów oprócz dwóch dźwięków które wydał mój komputer, ale przez głowę przeszło że "jezu może ja jestem na prawdę chory..", tragedia. Ale to 5 godzin temu, do teraz nie ma większych objawów. Został tylko strach przed ludźmi(?). Zadzwonił dzisiaj pewien pan z pytaniem o stronę internetową z prywatnego numeru - myślałem że ktoś będzie mi groził. Pfa, gdy zobaczyłem "Numer prywatny" BYŁEM PEWNY ŻE KTOŚ CHCE MI COŚ ZROBIĆ.. nie wiem dlaczego. Odebrałem, ręce trzęsły mi się niemiłosiernie i usłyszałem "Witam, z tej strony (...) chciałem się spytać czy poprawił już pan nagłówek naszej strony?" Odpowiedziałem tak drżącym głosem że Pan się rozłączył i powiedział że zadzwoni za godzinę bo pewnie jestem zajęty. Tragedia. Do lekarza psychiatry już jestem zapisany na następny tydzień, mam nadzieje że pomoże. Jeżeli radzisz także zapis do psychologa tak zrobię - znajdę najlepszego w mieście. Pozdrawiam!
  14. Witam wszystkich! Zanim napiszę co mi dolega i jak wygląda moja historia życia przedstawię się pokrótce: Nazywam się Rafał, mam 18 lat, choruję na depresję, nerwicę lękową od wieku lat 14. Pracuję w marketingu, tworzę strony internetowe, reklamy komercyjne i wszystko co z marketingiem związane. Historia mojego życia i rozwój choroby: Pamiętam to jak dziś, założenie konta na facebooku, lajkowanie komentarzy, utożsamianie się z innymi, chatowanie. Było świetnie. Śledziłem wiele portali - zainteresowałem się bardzo wątkiem rzeczy paranormalnych. Więc czytałem, czytałem, czytałem. Nie że w to wierzyłem - było to dla mnie bardziej rozrywką. Historie o UFO czy tajnych bazach wojskowych. Jednak coraz częściej zaczęły pojawiać się newsy, teorie o końcu świata. Czytałem. Zacząłem się bać, no bo jak - mam dopiero 14 lat a to wszystko ma się skończyć już teraz? Pewnego dnia wszedłem na stronę internetową na której czytałem owe newsy, i bum - duży nagłówek, pogrubiony, wielki napis "KONIEC ŚWIATA JUŻ JUTRO, POTWIERDZONE" - ręce zaczęły mi się trząść. Klikam. Było napisane że "pojutrze uderzy asteroida, blabla, proszę się ewakuować z Polski, niektórzy już zakładają bunkry, potwierdzone przez naukowców" (oczywiście napisałem to w skrócie) - zamarłem. No co ja biedny 14 latek miałem zrobić, przecież w internecie piszą prawdę. Chodę przerażony po domu, płaczę, każdy pyta o co chodzi - mówię, że w wiadomościach podali informację że jutro koniec świata. Mama mnie uspokoiła, wszystko wróciło do normy, przestałem się przejmować. Jednak potem znowu wszedłem na tą stronę. I znowu. Czułem w pewnym momencie ogromny lęk przed końcem świata, przed tym że to wszystko może się skończyć. I w tym momencie tragedia - moją mamę zaatakowała schizofrenia. Słyszała głosy, chowała się w pod kołdrą ponieważ uważała że ją nagrywają. Miałem 15 lat, nie wiedziałem o co chodzi. Wszyscy mnie uspokajali, mówili że wszystko wróci do normy, ale nie wracało - z dnia na dzień było z nią coraz gorzej. Po czym dostała szału, biegała po domu, wszystkim rzucała. Babcia zadzwoniła na policję ponieważ się bała, Ci zabrali ją do psychiatryka. Gdy wróciła nie odzywała się do nas przez następny tydzień, ani słowem. Nie wiem dlaczego. Po tygodniu wszystko wróciło do normy, mama zaczęła się do mnie odzywać, pisać ze mną zadania domowe. Teraz wszystko z nią w porządku. Strach przed końcem świata przeszedł w pewnym momencie ponieważ byłem gnębiony w szkole, nie wiem dlaczego przestałem się bać końca świata - pewnie wyparł to inny lęk, gorszy. Każda podróż do szkoły była dla mnie czymś okropnym, przeżyciem traumatycznym. Gdy zostawiałem kurtkę w szatni - kradli ją albo po prostu, bez owijania w bawełnę - oddawali na nią mocz. Na lekcjach byłem gnębiony, rzucali we mnie skórkami z bananów, bez powodu - byłem cichy. Nie mam problemów z otyłością, wyglądam jak normalny człowiek. Nie mieli powodu, wybrali po prostu wtedy kozła ofiarnego. Pluli na mnie, mój plecak nie raz lądował w śmietniku. Oczywiście - próbowałem to zgłaszać, nie raz. Przeniesiono mnie nawet do innej klasy - bezskuteczne starania, wszystko się powtarzało do momentu trzeciej gimnazjum. Trzecia gimnazjum (16 lat) - pewien przyjaciel mnie zaprosił na "wypad z kumplami" - zgodziłem się. Czemu nie w sumie, co w tym głupiego odpowiedziałem. Wróciłem do domu, ogarnąłem się, dostałem telefon, wyszedłem. Widzę ich - jeden trzyma papierosa w ręce (byłem zdziwiony - w tym wieku? palić?), podszedłem, przywitałem się. Gadaliśmy. O tym co nam dokucza w szkole, itp, itp. Podali mi papierosa do ręki. Popatrzyłem się, mówię że nie palę. Odpowiedzieli - 'no co ty młody? nie palisz? co ty p*zda jesteś?" - oczywiście, pod presją zapaliłem. Potem następnego. Następnego. Potem przynieśli piwo. Wypiłem, ciągle pod presją. W sumie, to byłem przekonany że "będą moimi przyjaciółmi, w końcu będę kimś". I tak w sumie było. Paliłem, piłem, oblewałem testy, chodziłem na wagary. Przez rok. Trzecią gimnazjum zdałem CUDEM, naprawdę. No i tu się zaczyna dopiero historia - wakacje przed pójściem do technikum. Boli mnie głowa. Coś jest nie tak, zobaczę w internecie pomyślałem - rak. rak. rak. Pomyślałem - pfff, jaki rak, wziąłem apap, przeszło. Następny dzień - ból głowy. W sumie, boli mnie po lewej stronie głowy, na internecie napisane jest że to może być tętniak. Czytałem więcej. I więcej. Okropnie się zacząłem bać. Poszedłem do mamy i powiedziałem - mamuś, boje się że mam raka, w internecie tak piszą, Opisałem co mnie boli, kiedy i w jakich momentach - idziemy do lekarza. Skierowanie na EEG - wyszło dobrze, nie wiadomo o co chodzi. Głowa boli dalej, no to skierowanie do szpitala. Tam zrobiony rentgen głowy - wyszło dobrze, brak guzów. W takim razie co to jest? Może od kręgosłupa? Następny rentgen. Nic. Lekarze załamują ręce, pytają się czy miałem problemy z nerwami - odpowiedziałem, że tak. Tak więc powiedzieli że bóle głowy mam z nerwów. Dostałem skierowanie do psychologa, który, uwaga - zrobił mi testy na matematykę, ortografię, dyktanda różne. Zamiast zdiagnozowanej nerwicy lub depresji zdiagnozowaną miałem... dysortografię. Psycholog chyba nie wiedział, że trafiłem do niego z bólami nerwicowymi. No cóż. Wróciłem do domu, i znowu - internet. Tętniak, Tętniak, fora o zdrowiu, dyskusje. Jednak w pewnym momencie zbaczyłem z torów, zauważyłem coś innego - krostke na podniebieniu. Nie boli, po prostu jest. Twarda. Diagnoza internetu - rak. Mały rak, który się przekształca, najczęściej z papierosów się robi! Myślę sobie - pale, jest mały, boże drogi, ja umrę. I tu pierwszy atak histerii - zacząłem biegać po domu, płakać, z każdym się żegnać. Mówiłem, że nie ma dla mnie ratunku. Babcia dała mi wtedy 1/4 clonozepamu - poszedłem spać. Po przebudzeniu dalej czytałem, czytałem, czytałem... na drugi dzień poszedłem do dermatologa - powiedział że on tam nic nie widzi. Ja nalegałem, żeby sprawdzał. Odprawił mnie w pewnym momencie mówiąc "nie dermatologa panu trzeba, a psychiatry!" Działo się tak przez kolejne pół roku w technikum - ciągle ataki paniki że mam raka, tym razem ręki, raz nawet podejrzewałem nerek i wielu, wielu innych narządów. Dostałem przez ten czas kilka razy histerii, ale w pewnym momencie.. poznałem dziewczynę. W szkole, wszystko spoko - ładna, dobry charakter. Wyszedłem z nią raz. Drugi. Trzeci. W pewnym momencie nie myślałem już o niczym tylko o niej. Odstawiłem na bok myśli o chorobach - liczy się tylko ona. Była dla mnie podporą, mobilizacją. Wychodziliśmy gdzieś codziennie, jedliśmy w barach, jeździliśmy do większych miast. Było na prawdę świetnie. Do momentu. Do momentu w którym poznaliśmy inne towarzystwo - niezbyt ciekawe. Zaczęło się od kilku piw, wiadomo - dla zabawy. Potem wódka. Wódka kilka razy w tygodniu. Szkoła? Jaka szkoła, idę pić. Piłem. Piłem razem z nią, razem z nią się.. staczałem. Zdradziła mnie w pewnym momencie, co było dla mnie ciosem w serce. Okropnym ciosem w serce, co poradzę. Dowiedziałem się z kim. To powiedziałem koledze co o niej sądze, oczywiscie pijany. Odbiłem od całego towarzystwa, wróciłem na dobre drogi. Nie było tak źle, lęków też nie miałem, przez.. miesiąc. Kolega któremu o niej powiedziałem powiedział innemu. A on innemu. No i następny innemu. Potem wiedział już każdy, nawet ona. Zaczęły się groźby że ja za to odpowiadam i zapłacę. Powiedziałem "pff, co może zrobić"... zrobiła. Idę sobie raz, widzę ją z kolegą - dużym kolegą, większym ode mnie o dwie głowy, no nie ukrywajmy - zabiłby mnie gołymi pięściami. Przechodzę obok nich spokojnie, nagle on mnie łapie i zaczna grozić - w ręce ma nóż - byłem okropnie przerażony. Okropnie. Powiedział, że jeżeli jeszcze raz usłyszy że KTOKOLWIEK o niej mówi to zapłacę. Wróciłem do domu, nie wiedziałem co robić. Strasznie się bałem. I tu zaczęły się lęki przed ludźmi - nie wychodziłem z domu, bałem się że mnie spotka i zabije. Dzwonek do domofonu był dla mnie czymś okropnym, serce przyśpiszało mi za każdym razem gdy słyszałem dźwięk dzwonka do telefonu. Wyjście do sklepu - nierealne. Zaczęła się derealizacja gdy wychodziłem pomiędzy ludzi. Robiło mi się słabo na sam kontakt z ludźmi, rozmową z kasjerką w sklepie. Zacząłem pić. Dużo alkoholu. Baardzo dużo, co drugi dzień kupowałem po 8-9 piw lub 0.7 wódki. I tak wyglądały moje dnie, razem z kolegą piłem, gdy oczywiście on mógł - gdy nie mógł piłem sam. Po alkoholu nie czułem nic, więc mogłem się odzywać do ludzi czy nawet - pracować. Tak. aby móc pracować musiałem być pijany. Nie zdałem 1 klasy technikum, nie dałem rady. Nie chodziłem na lekcje, przestałem. Warto też dodać że ciągle odczuwałem lęk przed tym że ktoś mnie spotka i zabije. Nadal boje się wychodzić z domu, nadal boje się dzwonka domofonu lub telefonu. Piłem dalej, piłem, piłem, pracowałem (tworzyłem strony internetowe) pijany. Za pieniądze które zarobiłem piłem, płaciłem czynsz, kupowałem ubrania, jakiś sprzęt. Ostatnio obudziłem się na kacu, zrobiłem jajecznicę, zjadłem, położyłem się. Zacząłem odczuwać lęk - nieuzasadniony. Był okropny. Zacząłem biegać po domu, mówiłem że coś jest ze mną nie tak. Że tracę nad sobą kontrolę, słyszę głosy, widzę cienie, że juz po mnie. Nie będę siebie kontrolował. Płakałem, krzyczałem, wyrywałem sobie włosy z głowy - rodzina w pewnym momencie mnie uspokoiła, zasnąłem. Na drugi dzień miałem praktycznie to samo - tylko wtedy zaczęły mnie prześladować myśli że "coś jest ze mną nie tak. Pewnie mam schizofrenie, bo słyszę głosy". I tak cały dzień. I następny, I następny, aż w końcu - przeszło. Wszystko wróciło do normy. No to co, ja, głupi zrobiłem? Chwyciłem za alkohol. Upiłem się przedwczoraj. Wczoraj obudziłem się, heh - na kacu. Nie odczuwałem lęków, dopiero wieczorem, gdy szedłem spać - prześladuje mnie lęk że "jezu, ja to słyszałem na prawdę czy może mi się wydaje? Może na prawdę ja to słyszę a oni nie?" - chodziło o dźwięk pukania. Nie do drzwi, zwykłego puknięcia. Tego się bałem. No i teraz jesteśmy dzisiaj - godzina 03:36 piszę ten post. 5 godzin temu zwracałem uwagę na każdy dźwięk - przesunięcia się czegoś, szczęknięcia psa - ciągle wydaje mi się że TYLKO JA TO SŁYSZĘ WIĘC JESTEM CHORY NA SCHIZOFRENIE. Jednak pytam się ludzi - słyszeliście to? Tak, słyszeliśmy. Wszyscy słyszą. Jednak ja ciągle doszukuję się u siebie schizofrenii. Boje się że stracę nad sobą kontrolę tak jak mama gdy miałem 14 lat. Boje się okropnie, nie mogę zasnąć poniewaz myślę tylko o tym. Zwracam uwagę na każdy jeden możliwy dźwięk i analizuje czy mogłem go usłyszeć czy nie. Już mnie to wykańcza, resztkami sił powstrzymuje się od płaczu. No ale cóż - trzeba żyć dalej, prawda? Wiele będzie dla mnie znaczyć twoja opinia do tego co odczuwam i czy jest się o co martwić - może lęk przed schizofrenią może przerodzić się w samą schizofrenię? Ciągle mam takie myśli i okropnie się ich boje. Jest to dla mnie straszne. Tak więc, prosiłbym o jakiś komentarz do tych moich żalów Na forum oczywiście będę się udzielał, mam nadzieję że znajdę tu wiele osób które mnie polubią i ja je Uff, gdy to wszystko napisałem czuję straaaszną ulgę - na prawdę. Nie wiedziałem że aż tak to pomoże. Tutaj skończymy, mam nadzieję że ktoś dotarł do tego momentu i przeczytał WSZYSTKO. Jeżeli tak - dziękuję. Jeżeli nie - także dziękuję! Mam nadzieję że przyjmiecie mnie tutaj z otwartymi ramionami
×