Motocyklista
Użytkownik-
Postów
504 -
Dołączył
Treść opublikowana przez Motocyklista
-
AS=Zespół Aspergera??. Nie znam się na chorobach. Szukałem tego skrótu na forum ale nie widzę co to. Poczytam sobie do poduszki
-
Wasze koty na komende "podaj łape" też potrafią się przywitać? :). Musze jeszcze go nauczyć "siad" i "daj głos" . Kumata rasa
-
Może mąż ma kogoś na boku, skoro rzadko chce uprawiać seks
-
Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć
Motocyklista odpowiedział(a) na Motocyklista temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Stres ostatni raz odczuwałem 10lat temu na maturze. Brzuch rozbolał i przycisnęło na tron o 9. Ani wyjść, ani liczyć zadań. W kazdej innej sytuacji pojawiała sie jakas niechęć. Przy zmianie pracy cos we mnie pękło. Nie pamiętam juz objawów. Teraz walczę z pierścieniem bezpieczeństwa. Chciałbym wyjść dalej niż 200m od mieszkania... Milion objawów tego badziewia a mi przyszło walczyć z najbardziej podłym. Na dodatek jestem zdany wyłącznie na siebie. Czasami psycholog cos doradzi. Jak wygram z tym "urazem" to chyba juz nic mnie w zyciu nie rzuci na kolana. Chyba, ze znów spotkam wariatke. Zazwyczaj Ci spokojni i opanowani trafiają na zołzy. Jedno wiem na pewno. Nie warto przyznawać sie do choroby. Jak widac bliska osoba potrafi później to wszystko wygarnąć. Kobiety nie lubią słabych. Nawet jesli przez "chwile" nie jest się w formie. -
Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć
Motocyklista odpowiedział(a) na Motocyklista temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Nie mogę edytować pierwszego posta, nie chce też dublować postów, ale chciałbym do niego dopisać końcówkę historii(choć tak naprawdę dawno temu się wszystko skonczylo). Trochę się wydarzyło. Nie chce się żalić, jednak jak wywale te myśli to jakoś mi ulży. Naiwny jestem i dałem się podejść jak dziecko. Po jakimś czasie się do mnie odezwała i zaczęła przepraszać za wszystko. Skrucha i zrozumienie sytuacji jakby nie patrzeć. Gniewać się nie potrafię i wysłuchałem wszystkiego. Dałem się wciągnać w rozmowę. Na tanie bajery nie jestem podatny, ale jak ktoś płacze i przeprasza to raczej szczerze to musi być. Ja też idealny nie jestem. Odpadłem totalnie...Postawiła znów jakieś warunki i po raz enty mnie zwyzywała od najgorszych i co złego przyjdzie na myśl to można sobie dopowiedzieć. Pracowałem z różnymi ludźmi. Trochę widziałem. Nie spotkałem się jednak z sytuacją aby kogoś spodlić, sponiewierać po czym z nawiązką przeprosić a następnie znów obedrzeć z godności i na dodatek wyprzeć się całej winy. To tak jakby napluć komuś w twarz, następnie przeprosić, wytrzeć i powiedzieć, że dzisiaj mocno deszcz leje, gdzie za chwile znów narzygać i stwierdzić, że to nie deszcz a moja osoba jest tego przyczyną. Jakoś tak:D. Niby był jakiś tajemniczy znajomy, lecz pozniej swierdzila, ze nie istnieje żaden "pocieszyciel". Twierdziła, że mnie kocha, pozniej jednak nie kocha bo ma mnie dość, po czym znów kocha i nastepnie wyzywa. Ostatecznie pozostało na tym, że wszystko co złe to ja i wina moja. Urwałem kontakt. Po takim praniu mózgu sam nie wiem co jest już prawdą i w co wierzyć. Zresztą pal licho racje. Co skłania ludzi do takiego zachowania... jak nie paliłem, tak zacząłem popalać fajki :/ Dziękuję za uwagę i poświecony czas. Pozdrawiam -
Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Motocyklista odpowiedział(a) na cicha woda temat w Nerwica lękowa
Miałem kilka objawów, od bólu w klatce do natłoku myśli. Na obecnym etapie pozostało już tylko uczucie lęku, "że komuś coś zrobie" i dalsze wychodzenie z domu. Nad tym drugim pracuje w terenie z psychologiem i są super rezultaty, ale to pierwsze jest bardzo uciążliwe. Tego nie można porównać do tego, że ktoś zwyzywał wam dziewczyne bądź uderzył i włącza się mechanizm obronny . Zupełnie inny stan. Nie czuje się agresji. Bardziej strach przed nią. Nigdy w życiu się nie biłem, ani też nie byłem bity. Nie wiem skąd takie uczucie sie bierze. Może to analfranil powoduje, nieźle dodaje sił i chęci. Słoiki mógłbym na czas otwierać^^. Jak brałem parogen(swoją drogą fatalny w skutkach ubocznych lek, ale dzialal) nie czulem takiego uczucia edit: oczywiscie takie uczucie jest chwilowe, ale uciążliwe -
Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć
Motocyklista odpowiedział(a) na Motocyklista temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Jak kobiecie nie imponuje opanowanie, spokój, zaradność, pozytywne nastawienie do życia, kultura osobista, sprawność ero itp. to ja wole być sam -
Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć
Motocyklista odpowiedział(a) na Motocyklista temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Haha, żadne bdsm . Nie chce zrzucać winy na nią bo to moja choroba spowodowała rzadkie przyjazdy, a sporadyczne spotkania doprowadziły do takiej sytuacji. To, że miała taki charakter..."hmmm, dajcie mi człowieka, a znajdę na niego chorobę" . Coś musiało powodować, że po pół roku potrafi sobie przypomnieć, że pozwoliłem kiedyś tam chodzić jej w dresach po domu, bądź, że lubie nią jak ma roztrzepane włosy, bądź bez makijażu, lub, że nie jestem zazdrosny. Potrafiła wymyślić fikcyjną znajomość z facetem i powiedzieć, że ktoś nią wspiera. Im bardziej chciałem się dowiedzieć, porozmawiać, pomóc tym bardziej chyba mnie nienawidziła. Nie jestem idealny, może za mało się interesowałem jej osobą, Może chciała abym na nią głos podnosił?, ale na psa nie krzykne, a co dopiero na kobiete. Bardzo ciężko przez internet utrzymać miłość, podziwiam żony żołnierzy. Już nawet chciałem się z Gdańska wyprowadzić i pójść do niej, coś wynajać. Jednak za dużo widziałem i słyszałem z jej strony aby podjąć taki krok. Co do jej inteligencji. Nie wiem co powiedzieć, dziewczyna po studiach inżynierskich. Moje średnie wykształcenie potrafiła mi wypomnieć, kiepskie auto też, pracę, którą musiałem zmienić i zaczeła się nerwica od tego również .;D. A wystarczy już skarżenia . Wniosek jest taki, że ona chciała faceta przy sobie, ale jej zachowanie dalej nie wiem z czego wynikało, nigdy pewnie się nie dowiem. Szkoda, bo chciałem i starałem się pomóc. Nerwica pojawiła się z przeciążenia i presji. Na dodatek mam spokojny(miękki?) charakter Na portalu randkowym . Pierwsza napisała, ale jakoś zignorowałem jej wiadomość bo coś tam mi się nie spodobało w jej rozmowie już na starcie. Nie odpuściła i pisała dalej a ja jakoś się wciągnąłem w gadke. Po jakimś czasie pojechałem do niej na spotkanie. Średnio wyszło bo całowanie i siedzenie na kolanach. Nie popieram tego typu metod na podryw?, ale skoro taka odważna... -
Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć
Motocyklista odpowiedział(a) na Motocyklista temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Pewnie zrozumiem, kiedy przestaną męczyć wspomnienia i pozytywne momenty. Jako, że nie ma we mnie nienawiści i jadu co w ex, to zapewne trochę to potrwa. Co do nerwicy. Jeśli nawet się z tym pogodzę i nauczę żyć to szanse na znalezienie partnerki są zerowe. Skoro dziewczyna z którą wiele się przeżyło nie potrafiła zrozumieć, za to znienawidzić, to raczej ktoś "nowy" tego nie pojmie i nie będzie chciał takiego faceta. Ludzie zaraz myślą: "świr", "wariat", "psychol" albo jak była potrafią powiedzieć: "Tobie to chyba na mózg padło"-żeby mi dowalić(choć to i tak łagodnie powiedziane, nie będę epitetów przytaczał bo aż strach ). Póki co wiem jedno. Muszę się podleczyć i poznać sensownych ludzi. Jestem bardziej samotnikiem i zazwyczaj małomówny, ale lubię towarzystwo. Taki pardoks -
Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć
Motocyklista odpowiedział(a) na Motocyklista temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Musiałem sobie wygooglowac co to ta agorafobia . Kilka objawów się zgadza. Nigdy o tym żaden lekarz mi nie powiedzial. Nerwica=agorafobia?, czy to dwie różne choroby?. Nie zglebialem nigdy wiedzy w tych sprawach. Ciezki dla mnie temat. Im mniej o tym mowie, im mniej wiem tym jakos lepiej sie czuje. -
Ktoś z Gdańska może chciałby pogadać?. Trochę małomówny jestem, ale mimo wszystko wesoły . Samotność jest gorsza niż ta nerwica
-
Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć
Motocyklista odpowiedział(a) na Motocyklista temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Cebula?, ze niby wiesniara, tak? . No dziwny charakter ma. Taki zakompleksiony. Musi sie czymś stale dowartościowywać. Lepsze auto czy inne bzdety. Lubila upór i stale mamrotanie o dobrej pracy i kasie. Czerpala radosc z ciaglego wypominania czegos. Szybko sie zloscila i dużo brala do siebie. Bardzo podatna na czyjeś zdanie, opinie. Niby silna ale gdzies slaba. Potrafila powiedziec, ze wolalaby byc bita i zdradzona niz widziec moja obojetnosc. JAKA OBOJETNOSC?!.Chciałem jej pomóc, pomoc sobie. Zyc szczęśliwie Ps Pisze z telefonu i opcja edytuj wygasla i wyszedł podwójny post -
Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć
Motocyklista odpowiedział(a) na Motocyklista temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Prawda. Patologia. Niestety ciężko bylo porozmawiać. Wręcz niemożliwe. Próby konczyly sie odpowiedziami typu: "zostaw mnie", "daj mi spokoj" a na brak argumentów gdy pytałem dlaczego taka jest słyszałem "spierd......". Nigdy nie dala sobie wmówić, ze jest za cos winna albo nie ma racji. Jest mi przykro bo oddalbym wiele aby cos do niej dotarlo. Mysle, ze to wina odległości jaka nas dzielila. Doszly do tego rzadkie spotkania. Dostałem rozkaz od niej abym sie przeprowadził do jej wioski. Nie mogłem sie na to zgodzić. Skończyłbym marnie. Po drugie mam gdzie mieszkać. Dobrze postapilem?. Sam nie wiem. -
Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć
Motocyklista odpowiedział(a) na Motocyklista temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Nie, nie jeżdze już na moto. Biore leki i nie chce z tego powodu mieć kłopotów. Nic mi po nich nie jest, ale na osiemnastke zrobiłem prawko i nie chce by mi ktoś zabrał . Przez 8lat tylko jeden mandat, haha, i to taki aby był, ale długa historia. Co to dziewczyny to rozmowy nie pomagały. Nie wiem. Jako słaby materiał na męża i ojca zostałem oceniony?!. Na początku wydawała mi się normalna, ale potrafiła mówić rzeczy, które to podchodzą pod ludzi z horrorów. Ciężko o tym pisać. Twierdziła, że jest za silna na takie objawy jak u mnie i nigdy jej nic nie będzie. No ok, niech ma rację. Niby to miała być moja wina bo nią denerwuje i nie może się skupić na studiach. Zawsze uważala się za lepszą ode mnie, ale mi to nie przeszkadzało. Nie lubie rywalizacji w związku bo to chyba nie o to chodzi. Na studia nie poszedłem, ponieważ pracowałem. Zresztą zapewne by mnie pogonili w pracy. Wszystko zaczeło się 3 lata temu. Jakoś tak. W czerwcu. W związku zrobiło się podle a zdrowie raz lepiej, raz gorzej. Chciałbym wyjść do ludzi, ale nie mam do kogo. Nie widzę celu. Rozstanie trooooochę mnie zniszczyło. Od kiedy biore anal?franil to mam przypływ siły i chęci, a teraz gdy słońce to wręcz ogrom. Tylko ten lęk przed wyjściem, który to teraz jest zagłuszony, gdy zdenerwuje się sam na siebie też znika. Lecz gdy chce iść po prostu do przodu, normalnie, to czegoś się boje. Trochę nielogicznie piszę, ale nie wiem na czym się skupić i jestem w kawałkach. To minie, lecz boli okropnie. Żeby to jeszcze były myśli jak mnie poniżała, traktowała, wyzywała i szantażowała. Niestety, na złość same pozytywne momenty -
Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć
Motocyklista opublikował(a) temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Witam Nie mam komu się wygadać, ponieważ nerwica zabrała mi już wszystko. Chciałbym jakoś podzielić się ze swoimi myślami. Od 3 lat zmagam się z tym lękiem. Wszystko gdy zmieniłem pracę. Pracowałem nawet po 300h aby zapewnić sobie jakaś przyszłość. Dziewczynie to chyba imponowało. Lecz zmieniłem pracę i wtedy chyba wszystko się zaczeło. Pierwszy dzień pracy to był dziwny lęk. Ot po prostu za dużo ludzi bylo i natłoku pracy i to mnie jakoś męczyło. Po miesiącu poległem bo nie mogłem z tym funkcjonować a praca odpowiedzialna i nie chciałem problemów. Pracowałem w mundurówce. Poszedłem do psychiatry i dostałem jakieś leki afobam, parogen i jakieś permazyny. Miałem dziwne obawy, że coś może mi się stać, problemy z oddychaniem. Typowe głupoty związane z nerwicą, nic nowego. Męczyłem się rok ale chyba stanąłem na nogi, miałem jakieś wsparcie dziewczyny, lecz nie mogła mi tego wybaczyć, że dopadła mnie choroba. Czułem po prostu to. Z miesiąca na miesiąc relacje były coraz gorsze. Twardy niby jestem ale mam miękkie serce i brałem wszystkie winy na siebie. Jeszcze na początku choroby byłem w stanie do dziewczyny jeździć. Objawy mi nie przeszkadzały lecz czułem się podle. Próbowałem podjąć pracę ale tylko odbijałęm się od klamki. Dziewczyna coraz to bardziej zaczeła na mnie się wyżywać. Ja nie dawałem rady walczyć z nią, z chorobą i z podjęciem pracy. Nie mam żadnych znajomych, w tej branży co pracowałem ich się nie znajduję. Sporo też tam widziałem i trochę mnie to zniszczyło. Na rodzinie mogę polegać lecz moi rodzicę są po 70stce i zbytnio nie miałem i nie mam na kogo liczyć. Próbowałem swoich sił w terapii grupowej ale szczerze...denerowało mnie to. Nie jestem nerwowy i nigdy nie byłem, teraz też nie jestem. Lecz niestety wysłuchiwanie problemów innych oraz te całe funkcjonowanie mnie trochę irytowało. W zeszłym roku pękłem totalnie. Przez parogen jakiś obojętny się zrobiłem. Niby było wszystko ok, ale dziewczyna raniła co raz mocniej. Pojawił się lek przed wychodzniem, który trwa do dziś. Mam problem z wyjściem z domu. Czuje się dziko, nieswojo. Uczucie "jakbym miał coś komuś zrobić", "jakbym miał zwariować". Dziewczyne nie bardzo to obchodziło i dostawałem co raz rózne utlimatum "jak nie wpadne to koniec". Minął rok jak się nie widzieliśmy. Zerwała, związek upadł, przegrałem. Obecnie biore analfranil? coś w tym stylu, chodze do psychologa. Nie wiem co już mi dolega, nie mogę się pozbierać. Ona odeszła a ja nie mogę zapomnieć. Nie wiem komu mam się wygadać. Nigdy nikogo o nic nie prosiłem. Na wszystko ciężko pracowałem i po prostu chcialem zyć i kochać. Zwyczajnie cieszyć się życiem i wrócić do formy. Dziewczyna obarczyła winą za wszystko mnie. Słowa, rękoczyny i zachowanie, którego doświadczyłem wypala mi serce. Nie chce się żalić, nie w moim stylu, ale teraz czuje się jak wrak. Mam spokojny i wesoły charakter. Nigdy nie miałem wrogów. Od ukochanej słyszałem, że jestem zbyt spokojny i opanowany, że to źle. Serio?. Moja dziewczyna była przeciwieństwiem mnie. Potrafiła powiedzieć co tylko na język przyjdzie. Ktoś, kto czyta mój post może w tym miejscu cokolwiek sobie dopowiedzieć. Na pewno to usłyszałem i przyjąłem na klate. Może mam jakiś ciotowaty charakter i nigdy nie dałem się jej sprowokować, a spokój z jakim mówiłem doprowadzał ją do szaleństwa. Potrafiła podnieść rękę. Nie potrafię jej nienawidzić, nie mam takiego charakteru. Święty nie jestem ani idealny również. Tak czy owak zostałem sam i nie wiem co dalej. Bolą mnie wspomnienia, to co planowałem. Boli to, że zniszczyłem wszystko, choć nie miałem wpływu na chorobę. Ciężko by ktoś zrozumiał, jeśli sam tego nie doznał. Nie mogłem zawalczyć o związek. Próbowałem ale przyjazdy i to 100km w jedna strone byly dla mnie za trudne. Dziewczyna troche na poczatku przyjezdzala a pozniej stwierdzila, ze nigdy wiecej już nie przyjedzie. Nie mam do niej żalu. Mam do siebie, że choroba pozwoliła do tego doprowadzić. Nie mogę się z tym wszystkim pogodzić. Ona miala duza rodzine i zawsze pomoc. Ja słuchałem sam siebie i sam podejmowałem decyzje. Chodze, placze i nie wiem za co musze płacić taką cene. Nie mogę nawet sobie wypić bo tabletki, po drugie nie lubie :/. Jedyny pozytyw tego wszystkiego, że ból, żal smutek zagłuszył lęki przed tymi dziwnymi objawami i mogłem wyjść na miasto. Podła choroba, bo ogranicza człowieka, powoduje objawy, które tak naprawdę nie istnieją. Nie przestaniemy oddychać, nie umrzemy od tak ani też nic złego nam się w tłumie nie przydarzy. Jednak to dokucza. Nie wiem czy ktoś mnie zrozumie, skoro ukochana nie potrafiła. Jest mi smutno. Nie mam już nic. Straciłem godność skoro uznała mnie, że ta choroba to jakieś upośledzenie a moje dzieci "będą miały downa". Strach więcej epitetów przytaczać. Przepraszam, że tak się rozpisałem. Piszę co czuję. Chciałem to wyrzucić z siebie. Czy ten koszmar się skończy? Co jeszcze strace? Mam 26lat a włosy i tak mi wypadły :/. Pozdrawiam i dziękuje za dotrwanie do końca historii. PS dodam, że w mojej rodzinie nigdy nie było przemocy. Nigdy nie było patologii czy czegoś podobnego. Zostałem wychowany w miłości i szacunku. Tak też byłem i w sumie nadal jestem nastawiony do świata... edit: W tematy choroby nie wnikałem. Nigdy też się z tym nie pogodziłem i nie mam zamiaru pogodzić. Leki biorę, ale z bólem bo nigdy nic nie brałem. Nawet przeciwbólowych. Na służbie wytrzymywałęm w gorszych warunkach