Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

dia

Użytkownik
  • Zawartość

    19
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. dia

    Wkurza mnie:

    Wkurza mnie to że jestem w relacji z zazdrosną i pasywno- agresywną osobą, a przez to że jestem zdiagnozowana z zaburzeniami osobowości nie wiem czy to ja popełniam błąd czy ona
  2. dia

    Nie chce mi sie zyć

    Wiesz, to że to sobie wymyślasz- to właśnie mówi twoja depresja. Na tym to polega, twój umysł będzie szukać każdej okazji by się zdołować, a to napędza spiralę. Kwestia jest taka że sobie nie wymyślasz. Jeżeli chodzi o sport to powiem ci że przyjemność wróci jeśli będziesz systematyczny. Za pół roku, za rok, ewentualnie wróci Cieszę się że masz czego się złapać. Co do braku chęci do życia... Kwestia jest taka że musisz pamiętać że istnieje coś takiego jak normalne życie. I jest coś takiego jak szczęście. To był mój największy problem, po latach doła człowiek zapomina że szczęście wg istnieje. Ale znam wielu szczerze szczęśliwych ludzi. Na to po prostu musimy sobie zapracować. Tak już jest, nie ma co lamentować, chciałoby się żyć w idealnym świecie, ale nie żyjemy, musimy zaakceptować to co mamy bo więcej nie dostaniemy. A życie potrafi być genialne, dla każdego z nas w inny sposób. Moja kuzynka kocha przebywać z przyjaciółmi, ja kocham chodzić do lasu i rysować. Trzeba tylko regularnie pozwalać sobie na te rzeczy i nasza miłość do nich wróci. Ja w to wierzę Wiem że to brzmi głupio i pusto, ale ja naprawdę tak myślę. Jeśli będziesz kiedyś czuć się źle to pisz do mnie, jestem dobra w byciu pozytywnym
  3. dia

    SSRI-temat ogólny

    Mam pytanie o bezsenność po fluoksetynie. Jakoś 2 miesiące temu zaczęłam brać jedną tabletkę 20mg na dobę. Ze skutków ubocznych występowały biegunka, brak apetytu, mdłości, ale po ok. 2 tygodniach minęły. Od niecałego miesiąca jestem na zwiększonej dawce 40mg na dobę i żadne ze skutków ubocznych nie wystąpiły, ale mam problem ze snem. Nie jest tak że wcale nie śpię, po prostu śpię 4-5 godzin lub budzę się co 2 godziny, albo czasami wcale nie śpię, ale to rzadko. Mam bóle głowy i jestem strasznie zmęczona a nie mogę się normalnie wyspać (na ogół mam lekki sen a potrzebuję go dużo, taki mam organizm). Czy ktoś już wcześniej coś takiego miał? Jak sobie z tym poradzić? Nie chcę odstawiać leków bo bardzo mi pomagają, a nie mam zamiaru też brać żadnych środków nasennych (i pewnie bym nie mogła, patrząc że strasznie łatwo się uzależniam). Muszę coś z tym zrobić bo jestem gotowa napchać lawendy do poszewki od poduszki, rozsypać sól wokół łóżka i poświęcić kota w rytuale
  4. dia

    Samookaleczenia.

    Dziwne. Normalnie zdarzało mi się ciąć kiedy byłam w złym nastroju, łapało mnie zdenerwowanie albo bezpodstawny wstyd, było mi smutno itd. Teraz wszystko jest w miarę ok, ale i tak chcę się ciąć. Myślałam że to minie po kilku godzinach, ale trzyma mnie od dwóch dni. Nie rozumiem.
  5. Wszystko byłoby ok gdyby nie to że wróciłam do samookaleczania. Wszystko jest za płytkie, mam wrażenie że ten problem będzie mógł być wzięty na poważnie jeżeli zrobię to dostatecznie głęboko. Jestem sfrustrowana bo wczoraj to wszystko rozdrapałam żyletką i zaczyna swędzieć. A 30 stopni to nie jest pogoda na długi rękaw. Nie mogę iść do pracy do której bym chciała, nie mogę ćwiczyć na wf. A więc tak, frustracja. Jestem sfrustrowana jak diabli.
  6. Wszystko mnie boli. Nie wiem co mam robić, nie wiem czego chcę. Boże, niech to się skończy.
  7. Cholercia... Muszę to gdzieś wypalić. Najprawdopodobniej nie zdam, chcę zmienić szkołę, jednak nauczyciele na mnie naciskają. Pedagog w szkole dała mi wyraźnie do zrozumienia że jestem dziecinna, najgorsze jest to że ma rację. Zważając na to że nie mam rodziców, muszę być bardziej odpowiedzialna. I nie być ciężarem dla rodzeństwa. Dziś nie dałam rady pójść do szkoły. Dodatkowo nachodzą mnie myśli na temat jedzenia. Jakaś część mnie nie chce jeść, z kolei moje sumienie mówi mi jak wiele osoby z zaburzeniami odżywiania by dały by móc być zdrowym. I przez to czuję się jeszcze bardziej jak szmata...
  8. dia

    Jestem żałosna

    Moncjusz, W dzieciństwie wolniej się uczyłam i odstawałam od reszty grupy, to chyba zbudowało we mnie jakieś poczucie niższości. I w moim domu jakikolwiek okaz słabości jest traktowany jako powód do wstydu. A ja zawsze byłam jakaś niedorobiona, czy tego chcę czy nie moje ciotki miały rację mówiąc że jestem 'powolna'. I ogólnie irytuję samą siebie, patrząc na siebie z boku. Nie jestem samodzielna wtedy kiedy tego ode mnie oczekują. Mam prawie 17 lat i wciąż mam problemy z rozporządzaniem pieniędzmi (rentą po matce) czy sprzątaniem. A moje rodzeństwo to 34 letnia siostra, która (jak mi się zdaje) nigdy nie miała faceta i gnije w tym domu, a brat ma 35 lat i swoje życie spędza na pracy i oglądaniu telewizji. Oboje zachowują się jakby mieli depresję, no i na pewno DDA.
  9. Witam, od razu ostrzegam że to wszystko jest nudne, niedorzeczne i mam wrażenie że znowu robię z igły widły. Nie jestem do końca pewna po co to piszę (wiem że powinnam iść do psychologa, terapeuty), prawdopodobnie by się wyżalić, poukładać w głowie... Sama nie wiem, ale to robię bo czuję taką potrzebę. Wydaje mi się że moim największym problemem jest niska samoocena, to chyba ona powoduje że przez cały czas czuję się zdołowana... Wychowywałam się w rodzinie patologicznej, może mnie nie spotkała jakaś straszna patologia- ojciec alkoholik, znęcał się psychicznie nad matką. Mam starsze rodzeństwo które miało gorzej, kiedy ojciec był młody potrafił... szarżować. Ogólnie to taki typ darmozjada i tyrana, z tego co słyszałam to na oczach ciotki we własną matkę talerzem rzucił bo mu obiad nie smakował. Tego rodzaju akcje były na porządku dziennym. Moja matka zaczęła chorować na raka jak miałam może... 8 lat? Nie jestem pewna bo wtedy nie wiele rozumiałam. Powoli zmieniała się w warzywo i ostatecznie odeszła kiedy miałam 12 lat. Byłam takim nieprawdopodobnie oderwanym od rzeczywistości dzieciakiem- prześladowano mnie w podstawówce więc najczęściej ucieczką od rzeczywistości były dla mnie książki. Moja matka miała słaby charakter i ciężko mi było się usamodzielnić. Od tamtej pory opiekowało się mną rodzeństwo, a ojciec próbował udawać że się opiekuje. Kilka miesięcy po śmierci matki zaczęły mi się problemy z autoagresją (jakbym nie była już dość żałosna) i potem powoli popadałam w coraz większą melancholię, co było dość dziwne dla tych którzy znali mnie lepiej, bo zawsze byłam niepoprawną optymistką. Byłam bardzo dziwnym dzieckiem i to było w dużej mierze powodem tego całego dokuczania w podstawówce. Dojrzewałam w jakimś przeświadczeniu ze jestem wyjątkowa, a wszyscy którzy próbują wcisnąć mi jak bardzo jestem do niczego nie mają racji. Tak się zaczytałam w tych swoich książkach że miałam wyrobioną jakąś fałszywą wizję rzeczywistości. A potem (tak właściwie po śmierci matki) musiałam zaakceptować świat takim jakim jest i ten cały upadek na dupę strasznie bolał. Tak bolał że zaczęłam mieć myśli samobójcze. Miałam okres dwóch miesięcy kiedy wychodziłam z pokoju tylko po to żeby zaspokoić potrzeby fizjologiczne. Na dzień zasuwałam zasłony w oknach i leżałam w łóżku, w lepsze dni korzystając z komputera. Były wakacje więc nikt się nie zainteresował. Ogólnie mam wrażenie że moja rodzina ma nawet gorsze zdanie o mnie niż ja sama. W dniu śmierci matki usłyszałam pod drzwiami jak jedna z ciotek mówiła do mojego rodzeństwa 'Ona była z was wszystkich taka dumna, tylko nie z tej Klaudii bo ona taka powolna'. Jak 12 latka usłyszy coś takiego to nie za dobrze na nią działa. Ogólnie moje starsze rodzeństwo zawsze sprawiało że czułam się źle że muszą się mną opiekować, zawsze dawali mi do zrozumienia że jestem głupia i irytująca, a ja w to wierzę. Najgorsze jest to że nauczyciele w szkole zawsze widzą we mnie jakiś potencjał, że jestem zdolna, inteligentna, a wyciągają to z tego tylko, że umiem się zaprezentować. Kiedyś myślałam nawet ze jestem inteligentna, ale rozczarowywałam i siebie i innych. Moja średnia rzadko kiedy wykraczała ponad 3.0 i mam wrażenie że wielu ludzi uważa mnie za idiotkę. Jestem nieporadna, niezdarna, nie umiem gospodarować pieniędzmi, nie uczę się. Poszłam do nowej szkoły myśląc że przecież stwierdziłam ze warto żyć, ale znowu jest coraz gorzej, znowu jestem potwornie leniwa, nie sprzątam dookoła siebie. Poznałam tam krąg przyjaciół i zastanawiam się dlaczego ci ludzie mnie lubią, albo udają że mnie lubią. Przecież nie jestem już biednym dzieckiem, nie trzeba okazywać mi litości. Tak strasznie nienawidzę siebie i nigdy nie użyłabym w stosunku do drugiego człowieka określeń których używam wobec siebie. Wiem że ludzie mają gorzej a ja się użalam, ale nie potrafię przestać bo mam wrażenie że to mnie usprawiedliwia. Nigdy nawet nikogo nie kochałam, członków rodziny, przyjaciół. Jestem upośledzona emocjonalnie i najgłębsze uczucia żywię do bohaterów książkowych. Dodatkowo teraz ojciec miał wylew, wylądował w szpitalu. Prawdopodobnie zostanie w domu opieki, a ja tylko się cieszę że już go tutaj nie ma, że nie zatruwa powietrza... Ale to powoduje poważne problemy finansowe. Boję się że nie zdam albo wywalą mnie ze szkoły bo nic nie potrafię skończyć, moja nauczycielka od zajęć praktycznych (jestem w technikum) wciąż zachowuje się jakbym była jakimś zdolnym motylkiem choć ani razu tego nie dowiodłam i potwornie zalegam z materiałem... Przepraszam że piszę tak chaotycznie, długo i nudno, przepraszam ze się żalę ale jestem już na skraju nerwów, nie mam nawet prawnego opiekuna... Zawsze byłam słoneczkiem dla tych którzy mieli doła, ale sobie za nic nie potrafię pomóc.
  10. Ojciec miał wylew, dom opieki 3- 4 tysiące, nie będzie dofinansowania bo dochody przekraczają 1300 na osobę (dostaję jeszcze rentę po zmarłej matce). Moja siostra i brat zarabiają po 2000, i dom do utrzymania. Jestem niepełnoletnia i nie mam opiekuna prawnego, do tego nie radzę sobie w szkole i mam obniżony nastrój...
  11. dia

    Wkurza mnie:

    WKURZA MNIE to że ojciec który jest tylko darmozjadem, nie utrzymuje swojej nieletniej córki (oj, przepraszam, czasami daje jej 50 zł) śmie jej mówić że jest skończona bo robi mu awanturę za palenie w miejscu które powinno służyć do JEDZENIA i wypomina mu swoje problemy z płucami. ŚMIE grozić że już nic się nie dołoży, i w odwecie na groźbę alimentów mówi 'powodzenia', a ja i tak wiem że nic nie mogę bo jest schorowany z przechlania... Piękne polskie prawo
  12. dia

    Samookaleczenia.

    Ok, teraz zaczęłam się zastanawiać. Raczej zaczęłam już sobie radzić z takimi wyskokami (umieram na myśl że mógłby ktoś zauważyć). Ale nie robię tego dla bólu (bólu praktycznie nie czuję) tylko dlatego że w jakiś sfiksowany sposób... uspokaja mnie widok własnej krwi? Ran? Nawet do blizn czuję lekką sympatię. noszila, Ej, to jest dziwny pomysł. Serio, rany po oparzeniach paskudnie się goją, a ci którzy już wiedzą co tam miałeś stwierdzą że jest z tobą coraz gorzej... I w sumie będzie. Nie żebym pozjadała wszystkie rozumy, ale to naprawdę będzie kiepskie dla ciebie. Ja myślałam nad tatuażem.
  13. Jakby mi ktoś wsadził kaktus w brzuch. Albo sama bym była kaktusem. Rzygającym i kłującym innych.
  14. dia

    Samotność

    Semir, Chyba zaczynam rozumieć. Faktycznie, to jest beznadziejne. Z lekka klaustrofobiczne uczucie, jakby nie patrzeć...
  15. dia

    Samotność

    Semir, Nie wiem czy cię dobrze zrozumiałam, i nie wiem czy wg to w porządku że coś ci mówię, ale może spróbuj wyjść na spacer, nawet jak pada, popatrzeć na drzewa, spędzić miły czas ze sobą? Mnie to zawsze pomagało. Zawsze nam ktoś wciska że bycie samemu jest czymś nienaturalnym i nieodpowiednim, ale moim zdaniem to jest wciskanie kitu. Zawsze myślałam że jest coś nie tak z tym że nie wychodzę do ludzi, nawet mając znajomych potrafię im powiedzieć 'ej, spotkajcie się beze mnie, ja źle się czuję' i pozostaję sama w domu przed komputerem albo czytając książkę. Zawsze spotykam się z tym że ktoś uważa że introwertyzm to jest jakaś chorobliwa samotność. Tak jakby wszyscy za wszelką cenę chcieli uciec od myślenia.
×