Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

hawan

Użytkownik
  • Zawartość

    22
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. hawan

    muszę o tym porozmawiać

    Tak, zdecydowanie czułem stres i przerażenie. Miałem ochotę wszystko rzucić. Zakładałem, że nie jestem tak dobry jak inni. Szczęśliwie jednak nie podejmowałem pochopnych decyzji. Z czasem okazywało się, że nie jest tak źle, że wcale nie jestem mniej kompetentny od innych. Ten najgorszy okres trzeba niestety przeczekać. Robić swoje... Pozdrawiam hwn
  2. Hej Ingrid. Z tego, co napisałaś, to masz drobną wadę serca (wypadalność płatka zastawki dwudzielnej). Nie ma ona znaczenia kardiologicznego, w tym sensie, że nie przyczynia się do chorób serca (np. choroby niedokrwiennej). Niestety ma ona pewne konsekwencje psychiatryczne. Okazuje się bowiem, że znaczna część osób, u których zdiagnozowano wypadalność płatka zastawki dwudzielnej, cierpi zarazem na zaburzenia lękowe z napadami paniki. Czasami pewne objawy pojawiają się zanim uda się zdiagnozować tę przypadłość kardiologiczną. Wiele osób, które mają tę wadę serca, miewa napady lekkiego częstoskurczu po wypiciu kawy, zapalaniu marihuany itd. Jeśli chcesz się zająć swoją przypadłością, to powinnaś działaś dwukierunkowo. Po pierwsze, warto popracować nad tym, aby dolegliwości sercowe (które są - powtarzam to raz jeszcze - całkowicie niegroźne) były mniejsze. Tutaj dobre efekty daje wysiłek fizyczny. Ważne, aby to były ćwiczenia aerobowe. Ćwicz przede wszystkim dla relaksu (a nie dla jakichś osiągnięć). Jeśli te ćwiczenia będą systematyczne (np. codziennie po 30 minut), to reaktywność serca znacznie się zmniejszy (nie będziesz czuła jego bicia - a czucie bicie serca to częsta przypadłość u osób z wypadalnością). Warto też wzmocnić serce odpowiednimi pierwiastkami - głównie magnezem oraz potasem. U osób z wypadalnością równowaga chemiczna krwi jest nieco zaburzenia (w największym stopniu brakuje tych właśnie pierwiastków). Po drugie, warto popracować nad zaburzeniami lękowymi z napadami paniki, które często towarzyszą wypadalności. Tutaj dobrym rozwiązaniem wydaje się terapia behawioralno-poznawcza bądź leki. Jeśli sprawnie posługujesz się językiem angielskim, to jest taka amerykańska strona poświęcona wypadalności płatka: http://www.mitralvalveprolapse.com/ Pozdrawiam hwn
  3. hawan

    muszę o tym porozmawiać

    Keaty, jeśli to Cię pocieszy, to za każdym razem jak zmieniałem pracę czułem to, co Ty. Najpierw był hurraoptymizm, a potem lęk, że nie podołam, że coś mi się nie uda itd. Jak ktoś już wspomniał, warto to rozłożyć na czynniki pierwsze. Zastanowić się o co chodzi. Czym ten lęk może być wywołany. Być może to skutek Twojego postrzegania całej sytuacji. Jeśli jesteś perfekcjonistką, to zapewne od razu chciałabyś być osiągać dobre (a może najlepsze) rezultaty, być przez wszystkich lubiana itd. A na to trzeba czasu... :-) Taki okres niepokoju z czasem powinien osłabnąć. U mnie taki okres adaptacji do nowych warunków trwa od 3 do 6 miesięcy. hwn
  4. TheEvilBlade, z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że cierpisz na nerwicę (zaburzenia lękowe). Badania medyczne jednoznacznie wykluczyły zaburzenie somatyczne. Gdyby się coś działo z Twoim sercem, to nie miałbyś tak dobrych wyników. Poczucie osłabienia, o którym piszesz wynika z napięcia i niepokoju. Niestety tak jest, że im bardziej jesteśmy zaniepokojeni, w tym większym stopniu czujemy się fizycznie wyczerpani. Paradoksalnie dobrym rozwiązaniem na tego rodzaju problemy jest wysiłek fizyczny. Wysiłek fizyczny redukuje poziom adrenaliny i kortyzolu we krwi, a zwiększa poziom tzw. hormonów szczęścia. Zmniejsza też ten rodzaj poczucia wyczerpania, który wywołany jest czynnikami psychicznymi. Jeśli boisz się uprawiać w tym momencie sport (mam na myśli ćwiczenia aerobowe oczywiście) - a jest to częsta sytuacja u kogoś, u kogo dopiero zdiagnozowano nerwicę - zacznij od czegoś banalnego, np. od spacerów (najlepiej w jakimś dobrym towarzystwie). Jeśli ów wysiłek fizyczny będzie miał systematyczny charakter, to jego efekty mogą Cie pozytywnie zaskoczyć. Ważne jest także, abyś się tak nie koncentrował na objawach fizycznych. To niestety dość trudne. Kiedy mamy wrażenie, że coś nam grozi, to trudno to ignorować. W momencie jednak, kiedy czujesz nieco większy niepokój, staraj się zająć umysł czymś innym. Możesz na przykład zacząć liczyć od 1000 do 0. Zagraj w jakąś wciągającą grę komputerową bądź po prostu idź z kimś pogadać (nawet przez telefon). Możesz sobie powtarzać: "Ty tylko nerwica. To, co czuję, to nic więcej, jak tylko objawy mojego lęku. Nic mi nie grozi". Dobrze byłoby wyłapać myśl, która Ci przychodzi do głowy w momencie lęku. Może brzmi ona tak (lub podobnie): "Czuję ucisk w klatce piersiowej. A co jeśli to zawał?!". Taką myśl warto zapisać i postarać przekonać siebie, że jest ona irracjonalna. W takiej sytuacji musisz sformułować argumenty podważające tę myśl. Na przykład: "Zrobiono mi już tyle badań i nic one nie wykazały. To tylko lęk i jego objawy". Oczywiście zaraz może się pojawić kolejna myśl: "A co jeśli coś przeoczyli?!". Wówczas musisz znów wysilić się na kontrargumenty: "Byłem badany przez specjalistów. Na pewno niczego nie przeoczyli". Całą procedurę kończysz w momencie, gdy niepokój minie. Przydatne są też techniki relaksacyjne. Możesz spróbować z muzyką relaksacyjną, a także z treningiem autogennym Schultza (jest do ściągnięcia na necie). Szkoda, że nie możesz mieć wizyty u psychiatry. Myślę, że mógłby on rozwiać wiele Twoich wątpliwości dotyczących choroby. Nie przejmuj się, na pewno nie wziąłby Cie za wariata. W zaburzeniach lękowych nie traci się osądu rzeczywistości. Pozdrawiam i życzę powrotu do zdrowia hwn
  5. Rzeczywiście rikuhod ma rację. W przypadku osób z ZOK dużą rolę odgrywają cechy osobowości, w tym zwłaszcza perfekcjonizm oraz potrzeba aprobaty innych. Pozdrawiam hwn
  6. Twoje objawy sugerują, że jest to z dużym prawdopodobieństwem nerwica natręctw (zaburzenia obsesyjno-kompulsywne). Idź do psychiatry (mogą być potrzebne leki), a także do terapeuty. Objawy powinny ulec zmniejszeniu bądź nawet całkowicie zniknąć. Pozdrawiam hwn
  7. Wydaje mi się, że w zaburzeniach lękowych (a zapewne też w niektórych zaburzeniach nastroju) istotną rolę odgrywają dwa rodzaje czynników: fizjologiczne oraz kognitywne. Te pierwsze mają charakter konstytucjonalny i nie podlegają tak łatwo zmianie (bądź w ogóle nie da się ich zmienić). Dla przykładu, jeśli jesteś osobą wysoce reaktywną, to nie ma szans, abyś to zmieniła. Jest to cecha Twojego temperamentu. Nie oznacza to, że nic z tym nie można zrobić. Problem najczęściej polega na tym, że naszą reaktywność wyzwalają negatywne bodźce. Stąd, ich kumulacja jest dla osób z tego rodzaju temperamentem dość nieprzyjemna. W takich przypadkach warto zadbać jednak, aby oddziaływały na nas też bodźce pozytywne. Dobrze jest się koncentrować na dźwiękach czy obrazach, które sprawiają nam przyjemność (w końcu muzyka to balsam dla duszy). Dużo korzyści daje wysiłek fizyczny, nawet możliwie niewielki (np. spacer). Drugi rodzaj czynników to czynniki kognitywne. Nasza reakcja zależy bowiem w dużej mierze od interpretacji, którą nadamy sytuacji. Tutaj w pracy nad problemami psychicznymi otwiera się duże pole dla różnych technik zaczerpniętych z terapii poznawczej. Najbardziej skuteczną jest tzw. restrukturyzacja poznawcza, gdzie osoba próbuje podejść bardziej dojrzale - racjonalnie do swoich objawów (np. lęku, zamartwiania się). Aby ta technika była skuteczna, musi być stosowana codziennie. Jak to powiedział kiedyś Aaron Beck, trudno jest zmienić sposób myślenia z dnia na dzień, zwłaszcza jeśli dysfunkcjonalne schematy poznawcze stosowaliśmy przez zdecydowaną większość naszego życia. Pozdrawiam hwn
  8. Potomkini, znam tę książkę. Być może to wyjaśnia, dlaczego Twoja terapeutka tak skoncentrowała się na dzieciństwie. Książka została napisana przez autorów związanych z tzw. terapią schematu. Terapia ta pozostaje takim mostem pomiędzy nurtem behawioralno-poznawczym a perspektywami wywodzącymi się z terapii psychodynamicznej. Zakłada się tu, że przedmiotem leczenia powinny być nie tylko obecne objawy, ale również ugruntowane, w większości wyuczone w dzieciństwie schematy. Pod wpływem niekorzystnych warunków środowiskowych owe schematy ulegają uaktywnieniu, zaś sam przedmiot lęku czy objawy mogą podlegać zmianom. W terapii schematów oprócz standardowych technik behawioralnych i poznawczych stosuje się też inne metody. Pacjent wraz z terapeutą zastanawiają się m.in. w jaki sposób ten pierwszy nabył dysfunkcjonalny schemat oraz co sprawia, że dalej się on utrzymuje. Być może Twoja terapeutka związana jest z tym nurtem, a może po prostu jest nim zafascynowana. Trzeba przyznać, że założenia terapii schematu są sensowne. Jeśli jednak odczuwasz obecnie duży dyskomfort psychiczny, to może warto zwrócić uwagę terapeutce, abyście zajęli się teraźniejszymi problemami, a "leczenie" schematu odłożyli na przyszłość. Zastanawia mnie to, co rozumiesz pod pojęciem natręctwa i dlaczego Twoje natręctwa miałyby być tak nietypowe. Pozdrawiam hwn
  9. Może zamiast jogi oddechu wybierz jakąś inną technikę. Na mnie duże wrażanie zrobił opis jednego z autorów, jak pojechał do Japonii i jego japoński kolega podał mu rybę. Ów autor myślał, że to Fugu i z wyczuciem smakował każdy jej kęs, zachwalając przy tym kulinarny kunszt gospodarza. Po kolacji okazało się, że to nie fugu, a jakaś pospolita ryba. Sama koncentracja na doznaniach smakowych sprawiła jednak, że ryba smakowała wyśmienicie :-) Można koncentrować się na różnych doświadczeniach, ważne jednak, aby te doświadczenia pochodziły z zewnątrz, a nie z wewnątrz (choć takie rozróżnienie jest cholernie problematyczne). Myślę, że w mindfulness dobra jest metoda małych kroków. Nie ma się co śpieszyć. Jeśli chcesz mieć szybko efekty, to tutaj się sparzysz. Życzę Ci dużo dobrego na Twoim polu bitwy hwn
  10. Opis Twoich objawów wskazuje, że z całkiem sporym prawdopodobieństwem można mówić o nerwicy. Pojawia się tu tzw. triada objawów: - najpierw jest MYŚL (np. gdy opowiadasz innym o swoich mdleniach); - MYŚL indukuje ZACHOWANIE (np. mdlenie); - ZACHOWANIE wywołuje REAKCJE EMOCJONALNĄ (lęk, a w dłuższym okresie - zamartwianie się). hwn
  11. Hmm, może to była za mała dawka? Może zbyt szybko zrezygnowałaś z niego? (u osób cierpiących na ZOK czasami trzeba czekać dłużej na pozytywną reakcję farmakoterapii - w depresji jest to ok. 6 tygodni, w ZOK 2-3 razy dłużej). Polecam Ci też taki podręcznik dla terapeutów behawioralno-poznawczych, zajmujących się leczeniem ZOK: Anita Bryńska, "Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Rozpoznawanie, etiologia, terapia behawioralno-poznawcza". Książka jest do kupienia w Wydawnictwie Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zawiera nie tylko informacje o chorobie, ale też techniki pracy nad objawami. Pozdrawiam hwn
  12. mangiferaindica, nie chodzi mi o to, że jak coś jest modne, to musi być dobre zarazem :-) Osobiście podszedłem do mindfulness z dystansem. Spodziewałem się szybkich efektów. Jak stosowałem trening autogenny, to relaksacja nadchodziła szybko. Tutaj zaś celem nie miała być relaksacja, a potencjalnych korzyści nie przedstawiano w tak różowych barwach (w końcu trzeba się też otworzyć na negatywne doświadczenia). Z czasem jednak przekonałem się do tej metody, głównie z dwóch powodów: po pierwsze, łatwiej jest mi oderwać się od jakiegoś katastroficznego, neurotycznego myślenia; po drugie, w większym stopniu panuję nad swoimi emocjami (staram się podchodzić z dystansem do myśli, które je wywołują - choć nie zawsze się to udaje). U mnie bilans jest zatem pozytywny :-)
  13. Spróbój z Anafranilem. Klomipramina jest znacznie bardziej skuteczna w leczeniu ZOK, zwłaszcza tych trudniejszych przypadków. Zob. artykuł kazuistyczny o leczeniu pacjentki, która przez kilka lat nie była zdolna funkcjonować zawodowo przez ZOK: http://static2.medforum.pl/upload/file/OCD_przypadek_pani_Zofii%281%29.pdf
  14. Szczerze mówiąc to dość ciężka sprawa :-) Nie jest łatwo odciąć się od myśli. Obecnie coraz większą popularnością cieszy się tzw. mindfulness therapy (terapia uważności). Jej celem jest praca nad uwagą. Pacjent uczy się umiejętności koncentrowania się np. na oddechu (joga oddechu). Dzięki oddychaniu przeponą powiększa się poziom odprężenia, relaksu. Myśli oczywiście nie znikają. Pacjent powinien jednak przyglądać się im z pewnym dystansem - traktować je nie jako fakty, wytwory rzeczywistości, ale jako myśli, które prędzej czy później przeminą. Te myśli mogą budzić w nas określone emocje. Nie przerywamy jednak całej procedury - cały czas staramy się utrzymać uwagę na oddechu (oczywiście nie należy sprowadzać mindfulness therapy do jogi oddechu, w ramach tego podejścia obecne są także inne techniki). Najprościej mówiąc, celem terapii uważności jest zakotwiczenie umysłu nie na jego konstrukcjach, co na rzeczach, stanach istniejących poza nim (stąd, jednym z pierwszych ćwiczeń jest doświadczanie smaku. Zazwyczaj jemy automatycznie, nie koncentrując się na doznaniach). Terapia uważności kieruje nas na inne tory - obliguje, abyśmy otworzyli się na różne doświadczania, żebyśmy żyli życiem, a nie wyobrażeniami o życiu. Innymi słowy, postuluje, abyśmy wyłączyli autopilota :-) Nie wiem, czy są jacyś terapeuci w Polsce w tym nurcie... W USA widoczna jest konwergencja mindfulness therapy i terapii behawioralno-poznawczej. Terapia jest użytecznym wsparciem w leczeniu depresji i zaburzeń lękowych. Jest parę książek w temacie, głównie autorstwa Jona Kabata-Zinna. PZDR hwn
  15. Potomkini, spokojnie... Natręctwa i kompulsje są "zaleczalne", a w najlepszym przypadku - uleczalne. W moim odczuciu, terapia psychodynamiczna słabo nadaje się do leczenia ZOK. Powiedz swojej obecnej terapeutce o swoich wątpliwościach i o kryzysie, który teraz przeżywasz. Wskaż jej, że nie chcesz powtarzać doświadczeń z terapii psychodynamicznej - tam Twoja przeszłość została szczegółowo przeanalizowana (swoją drogą, terapeutka powinna wziąć pod uwagę to, że niektóre Twoje interpretacje mogą wynikać z wcześniejszego procesu terapeutycznego, może te interpretacje budzą jej wątpliwości?). Jeśli czujesz się bardzo źle, to zawsze warto włączyć do leczenia leki antydepresyjne. Trzymam za Ciebie kciuki
×