Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

kamastar1985

Użytkownik
  • Zawartość

    65
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Hmmm... na szpitalnym wiecie - bez podjadania - to schudniesz na bank.
  2. Niebieska777 spodobało mi się to, co napisałaś: Ja po tym jak nie zostałam przyjęta na 7F złapałam wielomiesięcznego doła, potem zaczęłam się podnosić, szukać pracy... ale nie miałam siły. Potem trafiłam do Obrzyc, gdzie zostałam potraktowana dokładnie odwrotnie niż na 7F. Dziś wiem, że Obrzyce to było to moje miejsce, gdzie mam odzyskać swoje życie. Tyle dobra, ile tam dostałam przez 24 tygodnie, nie dostałam chyba przez całe życie. Dzięki temu dobru przetrwałam trudne momenty i wyszłam z nich z tarczą a nie - jak zwykle - na tarczy. Jestem mocniejsza. Tylko żebym to jeszcze utrzymała...
  3. Ala1983 dzięki za odpowiedź To pranie było jedynym mankamentem na Oddziale, ale przetrwałam pół roku. Warto było. Warunki materialne są mniej istotne od wartości własnego życia. Zrozumiałam to na terapii. I chwała Bogu, że są ludzie, którzy mi to uświadomili. I dziękuję im za to!!!
  4. Mewka91 przepraszam, ...to było do wel2 ...skutki siedzenia do północy na necie. Sorki
  5. Ala... mam pytanie - głupie, ale dla mnie ważne - jak to jest z własnymi rzeczami? Można mieć czy nie...? ...bo w reg. czytałam, że trzeba jakiś depozyt podpisywać...? Nie rozumiem tego. Po co on? I jak się już ten depozyt podpisze i ma się swoje własne ubrania /bo niby w czym miałabym tam chodzić? ;P/ a nie ma tam pralki jak pisałaś /znaczy jest ale nie można z niej korzystać/ to 1. po co ona jest? Taka nowa dekoracja czy co...? a 2. jak mam prać? Ja np. nie bardzo mogę w łapach bo mam awarię kręgosłupa i kurcz mi ręce i nogi łapie... no to jak...? A od Międzyrzecza dzieli mnie jakieś 550 km -- 21 mar 2015, 14:43 -- wie ktoś z Was czy jeździ jakiś bus z jak najbliżej dworca PKP w Międzyrzeczu pod szpital?
  6. Mewka91 ...nie przesadzasz "troszkę"? Przecież nawet jeśli Twoja terapeutka poda kogokolwiek z personelu 7F do komisji etyki czy jak to się tam u nich nazywa, że używają niecenzuralnych słów, bo przecież 1. zrobi to w sposób anonimowy; 2. wątpię, żeby ktoś z 7F śledził ten wątek i się doszukiwał który pacjent kryje się pod jakim nickiem, ale nawet jeśliby to robił to 3. w jaki sposób mogłoby to wpłynąć na Ciebie w przyszłości?
  7. Mewka91 jakich rzeczy nie można mówić wprost ...bo nie bardzo rozumiem, co chcesz powiedzieć
  8. my_name kamol z serca mi zdjęłaś. Bałam się, że może jednak przesadziłam. Ale tak to właśnie jest. Życie często funduje nam takie zimne prysznice na opamiętanie. I nie po to, by nas zabić, lecz - by wzmocnić nasze "ja". ego dobrze Ci się wydawało. Jakbyś chciała skoczyć z mostu, byłabyś kierowana na oddział ogólnopsychiatryczny tak, jak osoba z obrażeniami ciała w wypadku na chirurgię, tj. od razu. I tak jak osobie z podejrzeniem urazu kręgosłupa szyjnego zakłada się kołnierz, tak osobie zagrażającej sobie i/lub innym - zakłada się kaftan bezpieczeństwa. Jeślibyś "zbzikowała" i sama uznała "...ups zaczynam widzieć białe myszki" np... :) musiałabyś pójść do psychiatry po skierowanie i z takowym udać się do szpitala psychiatrycznego. Przyjęliby Cię - oczywiście przy założeniu, że akurat mają wolne miejsca /pewnie musiałabyś poczekać co nieco / i nie skończył im się limit z NFZ. I trafiłabyś na oddział ogólnopsychiatryczny. Oddział 7F jest to natomiast Oddział Leczenia Zaburzeń Osobowości /i Nerwic - to ostatnie to tylko zmyła dla NFZ-u, bo ten nie ma w swej klasyfikacji czegoś takiego jak zaburzenia osobowości i nie mógłby finansować czegoś, czego nie ma. Stąd dotuje leczenie nerwic./ Na oddziałach ogólnopsychiatrycznych leczy się choroby psychiczne. Najogólniej mówiąc można powiedzieć, że pacjent chory psychicznie nie jest świadomy tego, co robi, natomiast pacjent cierpiący na zaburzenia osobowości wie, że robi źle, ale jednak to robi. Można te dwie sytuacje zobrazować na przykładzie dwóch osób idących środkiem autostrady. Pierwsza /chora/ nie zdaje sobie sprawy z tego, że naraża się na niebezpieczeństwo; druga /zaburzona/ wie, że w każdej chwili może w nią wjechać rozpędzony samochód, ale mimo to dalej idzie środkiem autostrady. Osoby chore psychicznie leczy się głównie farmakologicznie, czyli lekami psychotropowymi. Psychoterapia indywidualna, grupowa, społeczność terapeutyczna itp. formy pomocy mają tutaj znaczenie drugorzędne. W przypadku osób z zaburzeniami osobowości jest dokładnie odwrotnie Pierwszorzędne znaczenie mają oddziaływania o charakterze psychoterapeutycznym, natomiast leki /psychotropy/ są wyłącznie pomocą, kiedy pacjent ewidentnie nie radzi sobie i potrzebuje chwilowego wsparcia w walce z emocjami. Stąd też procedura przyjęcia na 7F jest też bardziej skomplikowana, 4-etapowa, żeby lepiej zorientować się w sytuacji i możliwościach pacjenta. Sprawdzenia jak radzi sobie w sytuacjach emocjonalnie trudnych no i - tym samym - czy pobyt na oddziale nie zagrażałby zdrowiu jego i innych pacjentów oddziału. Ktoś mógłby np. mieć skłonności do odreagowywania złości, frustracji na sobie i przy pierwszej lepszej konfrontacji /a tych na 7F nie brakuje/ próbować się zabić. Ktoś inny w podobnej sytuacji mógłby całą swoją agresję przenosić na inne osoby i być agresywnym psychicznie i/lub fizycznie w stosunku do pozostałych pacjentów, zagrażając im, ich poczuciu bezpieczeństwa. Dlatego proces diagnostyki na ten oddział jest tak złożony. I i tak zdarza się, że dochodzi do przepychanek /głównie słownych, ale zdarzały się też sytuacje, że ktoś kogoś uderzył na 7F. W tym drugim przypadku agresor wylatywał z oddziału/ między pacjentami. A co dopiero gdyby tych konsultacji nie było... Poza tym te konsultacje mają jeszcze dwie funkcje: sprawdzić poprawność diagnozy /nie zawsze do leczenia kierowane są osoby posiadające zaburzenia osobowości bądź są niewłaściwie zdiagnozowane; chyba często się zdarza że osoby osobowością antysocjalną kierowane są jako z borderline. To tak na przykład. A antysocjalne nie są przyjmowane właśnie z uwagi na wysokie prawdopodobieństwo stosowania przemocy na oddziale. Kolejną funkcją takiej złożonej diagnostyki jest motywacja do leczenia. To jest to o czym pisałam do niebieskiej777 i o czym mówiłam z my_name. Chęć zmiany sposobu w jaki się funkcjonuje w świecie jest tu podstawą. Bez tego pobyt na 7F po prostu nie ma sensu. Tak jak nikt nie jest w stanie zmusić żebraka do skorzystania z noclegowni, tak nikt z personelu ani ze współpacjentów nie będzie w stanie zmusić konkretnej osoby, by zmieniła to czy tamto. Można pokonywać opór w pacjentach, identyfikować mechanizmy obronne, nazywać różne rzeczy po imieniu... ale jeśli mimo to ta osoba nie będzie nic zmieniać... leczenie nie ma najmniejszego sensu. Zresztą, ...sama jestem żywym tego dowodem. Wyleciałam za brak postępów w terapii. I tak jak pisałam do niebieskiej777 tu nie chodzi o to, że ktoś podejmuje różne aktywności w życiu czy nie i tych pierwszych przyjmują a tych drugich - nie. Nie, kompletnie nie o to chodzi. Bo ktoś - sory niebieska777 że akurat taki przykład podaję, ale po prostu pod ręką - może tak panicznie bać się pójścia do pracy, że w końcu z niej rezygnuje, ale pomagać w domu, gotować obiady, prać, prasować, sprzątać... a może tego nie robić. W pierwszym przypadku dowodzi, że jest osobą odpowiedzialną, starającą się, dbającą o innych... Istnieje więc prawdopodobieństwo, że na oddziale taka osoba weźmie odpowiedzialność za swoje leczenie i będzie się starać jak najlepiej pracować nad sobą, by innym z nią też żyło się lepiej. W drugim przypadku ... no cóż... będzie dokładnie odwrotnie. Nieodpowiedzialny człowiek nie zmieni się nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w odpowiedzialnego i nie weźmie na siebie ciężaru odpowiedzialności za swoje życie, za swoją terapię. Tak jak napisała my_name: "Też mi się wydaje, że sam fakt posiadania czy nieposiadania pracy nie jest tu decydujący, tylko jest brany pod uwagę łącznie z innymi czynnikami. Przemawia za tym m.in. ten projekt Peron 7F skierowany do osób bezrobotnych z zaburzeniami osobowości." echsz....znowu się rozpisałam tak, że można by było z tego jakieś wystąpienie zrobić
  9. my_name tak, właśnie tak mi powiedziała. Na 7F gdzie też byłam lata temu się ze mną /ani z nikim innym/ nie cackali. I w momencie, kiedy to się działo, nie doceniałam tego, obrażałam się, strzelałam focha... Ani też bym nie słuchała dalej, ale jakimś sposobem udało jej się mnie zatrzymać. Nie podobał mi się właśnie ten sposób, w jaki do mnie mówiła, uważałam, że nie zasługuję na takie traktowanie itp., itd. ... Dopiero po czasie doceniłam to, że powiedziała mi to i że zrobiła to w taki sposób. Dzięki temu się obudziłam z letargu, w którym tkwiłam od dłuższego czasu. Zgadzam się z Tobą, że nie każdy jest w stanie znieść taką krytykę i może się okazać, że się posypie psychicznie... że będzie jeszcze gorzej. Tylko że w takich sytuacjach b. ważne jest wsparcie otoczenia. I ja ufam, że niebieska777 je otrzyma. Ma rodziców, męża. Podniesie się. A wtedy jest szansa, że zauważy, że nie jest zbyt w porządku wobec rodziny. Mnie p. Ordynator powiedziała to jeszcze bardziej dosadnie. Najpierw sfochałam potem się zastanowiłam czy przypadkiem nie ma racji. Miała. Zgadzam się z Tobą, że każdy jest inny, nie ma dwóch identycznych osób ani - tym bardziej - sytuacji. Myślę jednak, że niebieska 777 jednak da sobie radę. Czasem warto być kategorycznym i nie pozwalać na pewne rzeczy. Niebieska777 okłamuje samą siebie, ze jest zmotywowana i oczekuje /roszczenie/ od innych, żeby dawali jej różne rzeczy /akceptację, utrzymanie, pomoc, szansę.../ I nie byłam fair wobec niej, ani siebie, gdybym jej nie powiedziała prawdy w oczy. Wiem, czasem prawda jest brutalna i bolesna, ale wiem też, że warto ją usłyszeć, przyjąć i zaakceptować, by poprawić jakość swojego życia /i przy okazji innych osób z naszego otoczenia/. Niebieska777 jeśli odbierzesz mojego wcześniejszego posta jako atak na swoją osobę albo poczujesz się przeze mnie osądzona, to strasznie bardzo Cię przepraszam. Naprawdę. Nie zamierzałam Cię osądzać. Jedynie chcę, żebyś sobie wzięła do serca to, co zostało Ci powiedziane na kwalifikacji na oddział. Ja się zgadzam z my_name, że służba zdrowia w tym kraju jest chora i że gdybyś poszła do prywatnego gabinetu, nie odesłaliby Cię z kwitkiem tylko dlatego, że nie pracujesz. Tylko ...dlatego że jak nie pracujesz = nie zarabiasz = możesz nie być wypłacalna Dlatego też myślę, że jednak nie dlatego dostałaś odmowę na 7F tylko dlatego, że nie masz prawdziwej motywacji. Jakąś masz, ale to jest tylko pewne oszustwo, w jakim żyjesz. my_name napisała, że mimo kiepskiej motywacji, jednak terapia coś jej dała i zmieniła na jakiś czas sposób jej funkcjonowania. I na pewno tak było. Tylko że my_name miała MAŁA motywację a Ty niebieska777 masz ZEROWĄ motywację. I to jest ta różnica. Wydaje mi się, że to właśnie to zdecydowało o tym, że personel 7F zadecydował na "nie". Nie oceniam Cię. Tym bardziej, że Cię nie znam. Piszę tylko o tym, co zaobserwowałam czytając Twoje posty niebieska777. I jestem prawie pewna, że za tym parawanem nieróbstwa i niechęci do zmiany z Twojej strony kryje się super dziewczyna: w pełni wartościowa, odpowiedzialna i wcale nie żaden wykorzystywacz tylko osoba, która wiele może z siebie dać, i nawet chce tego, tylko jeszcze nie wie jak.
  10. Niebieska777 p. Ordynator nie pracuje tam od wczoraj i wie kiedy ktoś naprawdę nie mógł/nie może podjąć pracy a kiedy szuka wymówek. Tłumaczenie, że rzuciłaś pracę, bo bolał Cię brzuch z nerwów... sorry, ale ja mam koleżankę, która cierpi na rdzeniowy zanik mięśni i pracuje na pół etatu... I całkiem nieźle sobie radzi. Tłumaczenie nr 2 że przecież od kwietnia Twój mąż miał podjąć pracę, więc Ty ze swojej rezygnujesz, bo boli Cię brzuch... żałosne, naprawdę. Dlaczego? Bo to że Twój mąż pracuje i zarabia na życie, nie znaczy, że TY masz leżeć i pachnieć. Nie jesteś jakimś super-uprzywilejowanym człowiekiem i powinnaś podjąć pracę. I to jak najszybciej. Choćby tylko po to, żeby pokazać, że nie jesteś nieodpowiedzialna, zależy Ci, starasz się... nie wyjdzie? OK, wtedy ludzie wokół Ciebie przestaną Cię postrzegać jako bezwartościowego lenia, a spojrzą na człowieka, który cierpi i któremu warto pomóc, bo nie odpuści zbyt łatwo. Wiem, że taka krytyka boli. I nie piszę tego, żeby Cię dobić. Wręcz przeciwne - dziękuję Ci, że napisałaś tego posta, bo dzięki niemu zrozumiałam coś, co mnie trapiło od czasów mojej ostatniej kwalifikacji na 7F (jakieś półtora roku temu). Też mnie nie przyjęli. Też wtedy nie pracowałam. Miałam doła. Nie potrafiłam wziąć telefonu do ręki i zadzwonić o pracę. ..miałam w sobie jakiś wewnętrzny opór, którego nie byłam w stanie /...a może - właśnie - nie chciałam?/ pokonać. Wtedy z pomocą przyszła moja współlokatorka. Wyciągnęła mnie z domu. Poszłyśmy na baaaardzo długi spacer. ...pogadałyśmy... I to ona otworzyła mi oczy, że ja cały czas próbuję uciec przed samą sobą, przed podjęciem stającego przede mną wyzwania. Uciekam: a to na oddziała, a to do zakonu, a to do McDonalda, Tesco... i to cichaczem, po nocy, ...tak żeby nikt mnie nie spotkał i nikt tego nie zobaczył... no i żebym ja sama nikogo nie spotkała i nie musiała odpowiadać na niewygodne dla mnie pytania. Teraz, po przeczytaniu Twojego posta, ...zobaczyłam swoje własne postępowanie tyle że w kimś innym - w Tobie. A to zmienia postać rzeczy, bo 1. nie jestem wyjątkiem = nie ja jedna stosuję taką taktykę; 2. kogoś innego łatwiej skonfrontować z rzeczywistością niż samego siebie; 3. ...ale jak krytykuję innego człowieka, który robi te same błędy, co ja, to konfrontuję samą siebie i swoją rzeczywistość. Także dzięki niebieska 777 Dzięki Tobie już wiem co powinnam zrobić: wziąć się do roboty. Jeśli chcesz zmienić swoje życie na lepsze, nie oczekuj, że będziesz brać z życia garściami. Jeśli chcesz zmienić swoje życie na lepsze, dawaj z siebie jak najwięcej, a wtedy będziesz spijała z życia prawdziwą śmietankę - to co najlepsze. Mówię to z własnego doświadczenia. I życzę Ci, żebyś to zrozumiała, wystartowała jeszcze raz na oddział, tylko teraz już z prawdziwym pragnieniem zmiany. Wiesz jak odróżnić pozoranta od prawdziwego człowieka? Kiedyś byłam osobą, która nie chodziła na egzaminy, bo się bała /...bóle brzucha, biegunka, nudności.../ I w efekcie zawaliła studia. Wielokrotnie. Aż przyszedł czas, kiedy poszłam na egzamin, chociaż miałam wszystkie powyższe dolegliwości. Do tego dołączyło drżenie rąk, pocenie się ... trudno mi było wydusić z siebie jakieś słowo. Zdała na piątkę. I do tego wzrosło moje poczucie własnej wartości. Już nie byłam bezwartościowa, bo każdy, kto pokonuje swoje słabości, jest zwycięzcą. A zwycięzca to nie byle kto! Więc ja stałam się kimś! Kimś wartym czegoś! Ja wiem, że nie jest łatwo odłożyć swoje strachy na bok i robić swoje, ale to właśnie jest droga do sukcesu. Twojego sukcesu w życiu! Pomyśl sobie co by się stało, gdyby Twoi rodzice i mąż stwierdzili, a ... mnie to się dziś nie chce iść do roboty. Rwie mnie w kościach. Nie idę. I tak co dzień. ...a brzuch mnie rozbolał. Czeka mnie stresujący dzień - nie idę. Zostanę w domu, obejrzę sobie mój ulubiony serial i będzie OK. ... chciałabyś żeby tak się stało? Jakbyś się z tym czuła? Ja jak zrozumiałam tę - z pozoru prostą i oczywistą zależność - ...nie myśląc o niczym otworzyłam serwis gumtree.pl, wzięłam telefon do łapy i zaczęłam dzwonić. Dzwoniłam do skutku. Po setce telefonów, w końcu znalazłam swoje miejsce na ziemi - w pracy. Teraz powoli przestawiam się na swój biznes. ...tylko najsampierw musiałam odłożyć na półkę i zamknąć na klucz swój egoizm. Bo hrabina Kamila pracowała nie będzie. Przecież matka da, więc po co? ...a że ona czuje się przeze mnie wykorzystywana....? co mnie to obchodzi? To bardzo złe nastawienie. I wierz mi - na początku wgl nie wiedziałam /zaprzeczałam/ że co? ..że niby ja coś robię matce? dobra, kochająca córeczka mamusi? ...nie, to niemożliwe ...ale okazało się jak najbardziej prawdziwe. Wykorzystywacz i pozorant to leń, który może, ale mu się nie chce i to widać, że żeruje na innych. Jakbyś zobaczyła na ulicy "zebraka" sprawnego i w sile wieku, uwierzyłabyś, że nie może znaleźć pracy lub jest mu coś, co uniemożliwia mu podjęcie pracy? Dokładnie tak samo wyglądasz mówiąc, że nie pracujesz, bo boli Cię brzuch a Twój mąż ma pracę, więc jest OK. I dokładnie tak samo ja wyglądała jakieś półtora roku temu. Dokładniutko tak samo. Daję Ci więc info z pierwszej ręki. Sama zdecyduj co z tym zrobisz. Buziak!
  11. panty-line zgadzam się z getmeoutofhere - skierowanie od psychiatry jest konieczne a poza tym lepiej nie ściemniać. Na 7F personel jest naprawdę wykwalifikowany i odróżnią zaburzenia lękowe od zaburzeń osobowości - nawet jeśli nie od razu to po przyjęciu na oddział. Przecież pierwsze 2 tyg pobytu na oddziale to z jednej strony czas dla pacjenta na zaaklimatyzowanie się a z drugiej - dla nich, żeby się lepiej przyjrzeć Twojemu funkcjonowaniu. także... lepiej bez ściemy ;P
  12. Niby wszystko jest ok. Niby powinnam normalnie funkcjonować, żyć, pracować.. Tylko że mi się k...a nie chce Na co dzień micha od ucha do ucha i jest fajnie ale jak przychodzi chwila, że zostaję sam-na-sam ze sobą... to wcale już tak fajnie nie jest. Wgl nie jest. Nawet był czas, że wgle nie było. Teraz jest źle. Teoretycznie - poprawa. Bo z nicości pojawiło się coś. Tylko że to "coś" przeszywa mnie do szpiku kości i rujnuje mi życie. Nikt mi nie wierzy, że nie mam znajomych, bo nie wyglądam na taką. A prawda jest taka, że jestem sama. Moi znajomi znają mnie, jak coś ode mnie potrzebują. Jak przestają - zapominają o mnie. To ja już wolę nie mieć żadnych znajomych. Nawet mój lekarz POZ mi nie wierzy, że większość moich problemów wynika z uczulenia na nie wiem na co. /..bo że jestem uczulona na samą siebie i siebie samej nie lubię to wiem/ ....wiem jednak że jestem uczulona na niektóre produkty spożywcze, ale nie wiem na jakie. I ciągle je jem. I jest coraz gorzej. I wiem doskonale, że moje depresje i fobie społeczne wynikają z panicznego lęku przed odrzuceniem i oceną innych /w moim mniemaniu oczywiście do będzie ocena na moją niekorzyść/ ...tylko............kurde co z tego, że ja to wiem, skoro nie mam zielonego pojęcia co ma z tym faktem zrobić? Właściwie to nawet nie wiem po jaką cholerę piszę to na tym forum. Chyba tylko po to, żeby gdzieś to powiedzieć, wyrzucić to z siebie ...
  13. no comment... Ja się nie tłumaczę, bo tłumaczą się winni a ja nie popełniłam żadnej zbrodni :) Tego posta którego przytaczasz pierwszy raz widzę na oczy i w żadnym razie się pod nim nie podpisuję. -- 02 cze 2014, 19:06 -- Vassaga - no pewnie, że to ty wysłałaś tego posta z mojego konta Tarantula - dobrze, że nie kupujesz, bo psychologię skończyłam na prywatnej uczelni Powiem więcej: nie prowadzę żadnej "meiloterapii" ani nawet pomocy online. W realu też nie. (Prowadzę firmę handlowo-usługową). Także - chociaż mam uprawnienia (nie musisz wierzyć ) - do terapeutyzowania jest mi równie blisko jak Marsjaninowi na Ziemię Ala1983 - no może jest w tym trochę przesady, ale zauważyłam, że terapeuci z 7F ... nie wiem jak to nazwać. No ale w każdym razie nie są zachwyceni tym forum.
  14. Vassaga nie rozumiem twojego posta. Nie prowadzę żadnej "meiloterapii" jak to nazwałaś. Piszę zdecydowanie jako była pacjentka. Nic więcej. I w żadnym razie nie biorę kasy za meile. I nie szukam "zdesperowanych klientów na 20 zł za meila". Skąd ci się to wgl wzięło? Skąd takie pomysły? Jeśli kogoś wgle naprawiam to raczej siebie a nie cały świat. :) Jak piszę - czy to na forum czy na priva do kogoś - to też wyłącznie jako "absolwentka" oddziału a nie jako terapeuta!!! Zgadzam się z tobą, że przez neta można naściemniać ile wlezie. Tylko jak tu mówić o próbie oszustwa i lewych papierach skoro ja tu nie prowadzę żadnej terapii!!!!!! - co podkreślam raz jeszcze. Po pierwsze nie mam uprawnień do prowadzenia terapii Po drugie to nie jest moja bajka Po trzecie to nie jest ani czas ani miejsce /nawet jako była pacjentka nie powinnam tu pisać i udzielać rad nt. oddziału.Bo ma to wpływ na to co się potem dzieje w społeczności a personel nie jest w stanie tego ogarnąć. Musiałby siedzieć i na bieżąco czytać to co tu piszemy - bo to dotyczy wszystkich tutaj piszących jako ci którzy byli/są na oddziale i dzielą się doświadczeniami. No, ale wtedy to forum nie miałoby sensu :) Jako była pacjentka piszę, ale jako terapeuta Przepraszam jeśli gdzieś napisałam coś z czego wyciągnęłaś takie wnioski. Napisz mi proszę gdzie żebym się na przyszłość klupnęła młotkiem zanim coś takiego napiszę
×