W sumie to można nawet pozazdrościć Ci wytrwałości i sił, żeby obyć się bez tego. Też bym wolał nie brać.
Generalnie sprawa rozchodzi się o to, że mało zgrabnie ująłeś swój pogląd. Ale rozumiem o co Ci chodzi.
U mnie bez leków, tworzę taką barierę, której żaden psychoterapeuta nie przeskoczy. Może dam jeszcze szansę psychoterapii, ale bez popuszczenia hamulców przez farmakoterapię, nie ma w ogóle szans.
Każdy musi znaleźć swój złoty środek. Nie twierdzę, że bezdyskusyjnie są to leki. Komuś pomoże psychoterapia, innemu religia, komuś z kolei filozofia itd...
Ja wiem co mi pomaga. I się tego trzymam.
Ja też swojego czasu nie wyobrażałem sobie leków. Ale stan w jakim się znalazłem nie dał mi żadnego wyboru. I dzięki lekom przeżyłem kilka najlepszych lat swojego życia. Ja nie żałuję.
U mnie noradrenalina->100 razy większa pewność siebie-> wysoka samocena-> lepsze samopoczucie.
Niestety sen się spłycił. Będę musiał przyzwyczaić się gdzieś do 6 godzin.
No i trzeba czasem uważać, żeby samoocena nie przerosła. Jak kiedyś rzuciłem się bramkę w jakimś klubie i nie najlepiej się to dla mnie skończyło