moje doświadczenia: byłam na mszy z dobrą szopką rzekomo uzdrawiającą, kumpela namówiła, słyszałyśmy historie, że ludzie mdleją pod wpływem działania sił wyższych. co jak co, msza całkiem cacy, klimat dobry, muzyka też działająca na wnętrze - wrzucała jakieś pozytywy uspokajając. po mszy nabożeństwo z modlitwą. myśle, nie przyszłam tu żeby płaszczyć ładnie dupala i poszłam do grupki z zachęcającymi bananami na facjatach, która oferowała wsparcie przez kontakt cielesny ze mną, a metafizkontakt ze stworzycielem. na wstępie krótka gadka o tym z czym przyszłam, później wstęp do modlitwy i położenie rąk na barkach. stoje i słysze jak grupa nadaje modlitewny przekaz w uszko, z każdym zdaniem głośniej i z większą dozą jakiegoś emocjonalnego przejęcia, ostatecznie z prawie sekciarskim wyciem: jeeezus. trwało to jakąś chwile, po czym czuje jak powoli odchyla mnie za barki do tyłu. nie działanie boskie, tylko położona na mnie ludzka rączka. walczyłam ze wspomaganą grawitacją, żeby jakoś nie pierdlnąć oficjalnie na ziemię, bo mnie grupa zmusza do boskiego natchnienia. w końcu akcja skończyła sie. konkluzja jest dla mnie prosta, perswazja plus mechanika równa sie boskie omdlenie. sceptyczna jestem