Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Qarius

Użytkownik
  • Zawartość

    67
  • Rejestracja

  1. Pewnie by nie pasowało ;D . Marzenia są zawsze wyidealizowane I tutaj bardzo Ci zazdroszczę
  2. No i taki gość jak Wieki w moim otoczeniu odnalazł by się doskonale. Niestety mi przychodzi to znacznie ciezej. Najlepsze w tym wszystkim jest to że kiedy ktoś patrzy z boku na moje zycie to uważa je za pasmo sukcesów tak jak pisaliście w tym wątku. I ono takie rzeczywiście jest. Niestety nie udało mi się znaleźć pracy odpowiadającej moim preryspozycjom i teraz się mecze. Gdybym był np dobrym informatykiem, programista, tlumaczrm to śmiało mógłbym rywalizowac swoimi umiejetnosciami z tymi od których czuje się teraz gorszy.Teoretycznie mógłbym zrezygnować Z tej pracy która mnie męczy ale warunkowo i płacowo jest na prawdę niezła a pieniądze (szczególnie teraz) są nam bardzo potrzebne. Zawsze zostaje mi ta praca dorywcza z którą mogę przejść na full etat i jakoś tam żyć ale nie będą to już takie warunki. Z drugiej strony jest możliwość przejścia na emeryturę w wieku 48 lat czyli jeszcze 20 lat z hakiem i może warto się przemęczać. Kiedy byłem już bardzo sfrustrowany myślałem o nauce nowego zawodu w którym byłbym na prawdę dobry np programowania. Chyba bym się w tym odnalazł ale wymagało by to znowu sporych nakładów czasu i pieniędzy a poza tym nie ma gwarancji że to wypali. Sam już nie wiem. Póki co pracuje i staram się jakoś przystosować ale jest mi na prawdę ciezko. Dzięki za zainteresowanie tematem i czekam na kolejne historię,opinie, komentarze. Każdy jest dla mnie bardzo cenny.
  3. No jest to jak najbardziej objaw nerwicowy. Jak z każdym, nie ma co z tym walczyć bo tylko się nasili. Zaakceptuj ten stan i za jakiś czas przejdzie. Ja na nerwicowe bóle głowy kupowałem validol - takie tabletki mentolowe do ssania. Była to chyba jedyna rzecz jaką dawała doraźna, chociaż chwilowa ulgę. Sproboj. Na pewno nie zaszkodzi.
  4. Ja dzieliłem się z rodzicami na początku ale wtedy było bardzo źle. Później każdy przyzwyczaja się do tego, że źle się czujesz i na nikim nie robi to już wrażenia. Przez ostatnie lata nie było ze mną tak źle ale żonie mówiłem, że coś jest nie tak i że nie daję rady tylko jak już na prawdę nie mogłem wytrzymać. Jeśli długo coś w sobie dusisz to troche to pomaga się komuś wygadać.
  5. Dzięki wielkie za odpowiedź. Od razu się jakoś lepiej człowiek czuje. Widzicie perfekcjonizm niestety towarzyszy mi od dziecka i mnie wykancza tylko jak sie go pozbyc? Obnizyc wymagania wobec siebie?' Są takie podstawowe 2 rzeczy, które mnie niszczą. 1) Porównywanie się z innymi. Wszystkich pracowników fizycznych ( fachowców budowlanych. majstrow . tynkarzy itp ) uwazam za lepszych od siebie. Bo oni potrafią coś stworzyć. I wtedy się zaczyna. W rozmowach , myślach stawiam siebie od razu na niższej pozycji. Tak samo z kolegami z pracy. Jest to takie srodowisko, że wiekszosc ludzi pochodzi właśnie ze wsi. Stawiali domy od zera, dorabiają jako tynkarze, brukarze, kierowcy . mechanicy. Nie wiem dlaczego ale czuję się od nich gorszy. Nawet w rodzinie tata jest dosyć ogarnięty , potrafi troche majsterkować, ogólnie ma głowę na karku, wujek jest porządnym elektrykiem. Dla mnie to czasami czarna magia. Pózniej zaczynam się szarpać, że przecież ja nie mogę być od kogoś gorszy i pojawia się obwinianie i frustracja 2) Druga sprawa to to, że mam z tyłu głowy to co powinienem umieć i robić np: powinienem umiec samemu położyć płytki, powinienem sadzić i przycinać drzewa, powinienem się na wszystkim po trochu znać. Jestem ojcem więc powinienem to i tamtoTo też wykańcza. Nie ma tu miejsca na bycie sobą. Nie wiem skąd tyle tych ograniczeń,wyimaginowanych barier, uprzedzeń i stereotypów ;/ Mieliśmy najpierw z żoną budować dom ale w koncu stwierdzilismy, że skoro nie mam ochoty ani specjalnych predyspozycji na ciągłe naprawy, remonty i dbanie o niego to zdecydujemy się właśnie na mieszkanie. Biorąc pod uwagę to , że obydwie roboty mam właśnie w mieście była to chyba dobra decyzja, co? Jak odpuścić i cieszyć się życiem bo sami widzicie, że mam czym. Czy macie na to jakieś sposoby?
  6. Witam wszystkich bardzo serdecznie. Minęło już prawie 10 lat od moich pierwszych postów na tym forum, 10 lat od pierwszych ataków,lęków , objawów, derealizacji,depersonalizacji,bóli serca,brzucha,głowy,kołatania,zmęczenia,obręczy,depresji,natrętnych myśli i miliona innych dziwnych objawów. Pewnie zapytacie co u mnie? Jakoś żyję Troche pozmieniałem w swoim życiu , zmieniłem kilka rzeczy, udało się trochę wyciszyć. Ciężki stan trwał pewnie z pół roku. Później bywało raz lepiej raz gorzej. Kilka lat w ogóle nie było objawów. Nauczyłem się trochę swojej choroby a tak na prawdę to zrozumiałem, że to nie żadna choroba tylko reakcja organizmu na stres/lęki/obwinianie się. Zrozumiałem, że nerwica to swoistego rodzaju czujniki parkowania, które piszczą gdy zbliżamy się do przeszkody. Piszczą dając objawy bo wjeżdzamy swoim życiem w przeszkodę. A jak jest teraz? Dalej miewam lepsze i gorsze okresy. Czasami pół roku jest dobrze a czasami kiedy zaczynam się obwiniać lub wmawiać sobie jaki jestem beznajdziejny objawy wracają. Przynajmniej jestem świadomy, że nadal muszę sporo zmienić aby nigdy nie wracała Piszę tego posta, gdyż chciałbym się was poradzić w sprawie moich kolejnych kroków do wolności Mam 27 lat. Jestem żonaty i mamy 2 śliczne i kochane córeczki. Właśnie bierzemy kredyt na mieszkanie. Pracuję w budżetówce i dorabiam sobie wożąc ludzi Myślę, że całkiem nieźle sobie radzę. Zarabiam około 7-8 tyś miesięcznie i wydawałoby się, że wszystko idzie super ale Ale tak na prawdę to dalej się obwiniam tak jak to miało miejsce 10 lat temu i kiedy zaczęły się problemy nerwicowe. Wychowywałem się na wsi oddalonej o około 20 km od dużego miasta. Rodzice nie mieli już gospodarstwa, maszyn rolniczych. Posiadali małe pole pod drobne uprawy. Już od małego byłem niezbyt zainteresowany pracami typu przycinanie drzewek, uprawy, majsterkowaniem. Mechanika samochodowa czy budowlanka również średnio mnie interesowały. Można powiedzieć że miałem trochę dwie lewe ręce. Koledzy remontowali motory , samochody a mnie jakoś nigdy do tego nie ciągnęło.Technicznie byłem lewusem Bardzo dobrze się za to uczyłem. Zawsze miałęm dobre oceny i nigdy nie wymagało to nauki. Poszedłem do technikum lotniczego( chyba za namową rodziców) co było dużym błędem. Nawet nie podszedłem do egzaminu technicznego. Pózniej na studia - logistykę i dalej nic z tego nie wyniosłem bo mnie to nie interesowało. Z czasem zacząłem się obwiniać, że nic nie potrafię, że marnuje swoje życie, że koledzy są informatykami, budowlańcami a ja niczego się nie nauczyłęm a manualnie też jestem słaby. Pracowałem w różnych kiepskich miejscach ( supermarkecie, byłem listonoszem, operatorem CNC) ale w pracach gdzie wymagane były umiejetności techniczne czy manualne zawsze leżałem. W końcu dostałem się do budżetówki ( również za namową taty). Zrobiłem wszystkie potrzebne uprawnienia i się dostałem. W pracy tej dalej się bardzo frustruje. Warunki są dobre i ludzie są szanowani, jest sporo wolnego i możliwośći, można dorabiać ale to znowu praca kompletnie nie dla mnie. Pracuję tutaj od ponad 4 lat, zacząłem także dorabiać. Głowna praca nie cieszy mnie, chodzę bo muszę, bo daje mi pieniądze.Kompletnie nie mam do niej predyspozycji Do emerytury jeszcze 20 lat Za to praca dorywcza jest odskocznią. Sprawia mi radośc i satysfakcję. Jak sami widzicie nadal jestem w nie najlepszym układzie. Pracuję w miejscu które mnie frustruje i które jest kompletnie nie dla mnie, męczę się bo czuje że marnuję moje talenty. Myślę, że mógłbym być dobrym pisarzem albo komikiem:) Ale są to bardzo niepewne i ryzykowne profesje. Obwiniam się ciągle o to, że nie jestem prawdziwym facetem, że nie znam się na budowlance, miałbym problemy ze zrobieniem większego remontu, że nie znam się na mechanice samochodwej, że bałbym się jezdzic tirem. Obwiniam się o dziesiątki rzeczy zamiast cieszyc się życiem. Niestety robiąc to sobie zapraszam moją przyjaciółke nerwice do swojego życia i kolejne objawy na pewno wkrótce się pojawią. Co o tym wszystkim sądzicie? Czy prawdziwy mężczyzna w 2020r. musi wszystko potrafic? Czy nie może do remontu wezwać ekipy, do samochodu mechanika? Czy nie może być wrażliwcem i lekkoduchem jak ja? Taką najgorszą ciotą to też znów nie jestem. Koło potrafię wymienić, olej i płyny też, ściany pomalować czy szafkę skręcić także ale ludzie z mojego otovzenia to włąsnie mechanicy, budowlancy , wykonczeniowcy, rolnicy itp.Obracając się wśród nich czuję się malutki. Nie wiem co o tym wszystkim już myśleć. Może mam po prostu zbyt wysokie wymagania co do siebie. Może to otoczenie w którym żyje każe mi takim być. Nie wiem doradzcie coś, jak to widzicie. Z góry przepraszam za chaotyczność tego posta. Chciałem się po prostu komuś wygadać i usłyszeć czyjąś opinię. Proszę o dyskusję o roli faceta , jego koniecznych umiejętnościach i o tym czy na prawdę jest ze mną tak źle czy po prostu zżera mnie mój perfekcjonizm i bezpodstawnie sam siebie wyniszczam ;/
  7. Odpuść one Ci nic nie zrobią,,,,
  8. osobiście miałem derealizacje z różnym natężeniem przez jakiś rok,uczucie strasznie nieprzyjemne i denerwujace ale to nic strasznego,teraz jakoś o tym zapomniałem że coś takiego wogóle było,wszystko przemija nie martwcie się:)
  9. Nerwice da się pokonać tylko trzeba po prostu przestać z nią walczyć:) Odpuść wszystkim lękom i wszystkiemu co si e z Tobą dzieje Mi wyjście zajęło jakiś rok ale warto było:)
  10. No macie racje.KIlka dni nie włączałem komputera.Zbierałem porzeczki za kase chodziłem na dyskoteki z kumplami, mecze i kurcze na prawde miło,kontakt z ludzmi.Tyl ze jak sobie przypomniałem jak miłe było granie to az spróbowałem znowu i od rana nie moge zejsc z tego pudła.Pff.A mam rozwiazywac testy na prawko;/ Wiecie co zrobie, oddam komputer starszym, wyniose go z pokoju to mnie nie będzie kusiło.Tak jak dzisiaj siedze i mysle ze moje postepowanie jest beznadziejne to az mi sie płakać chce.Jak bede miał dzieci to za Chiny im kompa do pokoju nie dam.To jest po prostu straszne ile my młodzi ludzie tracimy przez to debilstwo.Jak ja sobie przypomne to 5 wakacji wstecz każdego roku tylko grałem.Była też tibia wow i inne.Wszystkie cele marzenia były w grze.... Jezu ludzkosc sama sie załatwi za kilkadziesiat lat..Nie mam zamiaru zmarnować kolejnych lat.Szkoda ze mam już 18 - bo straciłem kilka wspaniałych... lat.Dzieki za wskazówki. TO co mówisz ze wiele ludzi nieświadomie traci... Ja widze po moich kolegach.Wiekszosc dalej maniaczy i chyba nawet nie widza problemu.Ciesze sie że ja zauważyłem...
  11. Ja kocham tańczyć..... Musze sie tylko zmusić do pewnych rzeczy.Może z początku nie będą mi przynosić radości ale w końcu staną sie alternatywą dla komputera i będzie ok;)
  12. Witam wszystkich.Oto mój problem: Byłem uzależniony od komputera.Był to mój cały świat,moje całe życie, ucieczka przed problemami,ucieczka przed światem.Na ostatnich wakacjach zagrywałem się w popularnego Wow-a po 9-10 godzin dziennie.Wszelkie inne czynności były tylko przerywnikami pomiędzy grą.GRA-->Sen-->jedzenie-->reszta.To była moja hierarchia wartości.Póżniej przyszedł rok skzolny.Więcej obowiązków,nauki a ja ciągle grałem.Nie wiedząć kiedy komputer przejął stery nad moim życiem.Wkrótce nabawiłem się nerwicy.CO tu dużo mówić.Właśnie nerwica powiedziała mi:Przestań grać weż się za życie.Po długich bojach a raczej ich zaprzestaniu udało mi się ustabilizować sytuację.Przestałem grać i..... i tu skończył się mój świat.Niestety komputer dawał mi szczęście,dostarczał rozrywki,był całym światem,przcyiągał moje myśli a kiedy go brakło w moim żciu jest ogromna pustka.Nie potrafię się niczym zająć.Nic mnie nie cieszy.Wszystko co robie to tylko zapychacze czasu..coś co pozwala mi egzystować.Ciągle chce od czegoś uciec.Chce żyć być spełnionym ale nie potrafie bo komputer wjechał mi w psychikę jak buldożer.Rozwalił wszystko.NAstrój zmienia mi sie przynajmniej kilka razy dziennie.Wiem że nie moge sie poddac.Wiem że musze walczyć ale jest mi strasznie ciężko.Nie wiem czy to nie depresja.Zapisuje się znów na terapie.... Co mam robić? Doradzcie prosze Mam dużo sił i motywacje do tego aby być zdrowym.Jak odzyskać zdrowie psychiczne...??
  13. Hmm mi się przypomniała pewna rzecz.Pamiętam początki mojej nerwicy.Dopiero sie rozkręcała.Miałem lekkie objawy ale się tego wszystkiego bałem,Chodziłem do szkoły i bałem się ale nie o to chodzi.Kiedy byłem na pierwszych wizytach u psychologa kobieta mówiła.Kiedy przychodzą objawy zajmij się czymś po prostu się czymś zajmij.Jakoś było dalej.O dziwo po 2 tygodniach przychodze do babki i mówie.Pani jestem zdrowy.No i dobra Za 2 miesiące- były to święta Bożego narodzenia-dużo wolnego czasu, nuda... Zaczęło mi szybciej bić serce.Przestarszyłem się.Z dnia na dzien było coraz gorzej nie spałem nie jadłem wszytsko naraz.Po prostu koszmar.Żegnałem sie juz z rodzicami...Błagałem o wyzdrowienie.Ale jak miałem wyzdrowiec gdy biegałem po 100 razy dziennie na orbitrek żeby sobie zobaczyc puls.A wiadomo jak sie o czymś myśli to jest jeszcze gorzej.Nastepne 2 miesiące to już na prawdę wyrwane z życia.Po prostu tragedia.Tylko nerwica i nerwica Tylko bóle i strach.Zapomniałem o całym świecie bo liczyła sie tylko choroba...Dlaczego było tak żle>? bo nic nie robiłem.Tkwiłem w tej bezczynności i bierności.Modliłem się płakałem i przeglądałem kolejne strony o nerwicy,bezsenności depresji i wszelkiego rodzaju chorobach.Żyłem tą chorobą.COdziennie dolewałem oliwy do ognia.I wtedy nastąpił przełom.Przypomniałem sobie słowa psychologa.Zajmę się czymś zacznę coś robić byle by nie tkwić.Pamiętam jak kazałem tacie kupić"potęgę podświadomości" .Leżąc w łóżku przeczytałem ją 2 razy.Uwierzyłem w to co było tam napisane.Nie wiem jak to się stało ale tego wieczoru byłem jak w transie.W kółko powtarzałem sobie wszystko będziedobrze,wcale nie umieram,wrócę do szkoły do znajomych zaczne znów żyć.To wszystko nakręcam sobie sam.To był chyba punkt zwrotny w moim życiu.Przestałem kutwić w miejscu narzekać obwiniac siebie i cały świat dlaczego mnie to spotkało.Przestałem błagać o pomoc lekarzy rodziców.Wziąłem sprawy w swoje ręce.W ciągu kilku kolejnych dni napięcie nerwowe znacznie sie zmniejszyło zacząłem normalnie spać.Był to 1 ogromny sukces.Zacząłem chodzić do szkoły, zajmować się czymś.W głowie wciaż siedziały przedziwne myśli i ten ciężar, psychiczny ciężar.W szkole też nie było łatwpo ale angazowałem sięa lekcjach rozmawiałem z kolegami, byle by zająć m,yśli.Z czasem sukcesów było coraz więcej.Objawy oczywiście wciaż mi towarzyszyły ale przyzwyczaiłem sie do nich.Przygarnąłem je do siebie i było coraz lepiej.Czasem przychodziły kryzysy.Wtedy było ciężko myślałem że wszystko co zrobiłem do tej pory runęło i znów od początku.Ale tak nie było .Czułem się coraz lepiej.Coraz lepiej dawałem sobie radę. Teraz troche o przyczynach: Byłem uzależniony od komputera.Grałem bez opamiętnia zaniedbując szkołę i calą resztę.Gdy odchodziłem byłem wkurzony...Grałem i wiedziałem że marnuję sobie życie.DO tego byłem osobą ambitną wrażliwą i wielkim perfekcjonistą...... Na kartce spisałem sobie cele które muszę osiągnąć aby żyć w zgodzie z samym sobą.Przestałem od siebie dużo wymagać.Moje wielkie plany ... które konfrontowały się z ciągłą gra na kompie, wygasły.Powiedziałem sobie.Przecież nie można byc dobrym we wszystkim.Nie można byc pieknym wysokim inteligentnym super spiewac tanczyc i wszystko po kolei. Nauczyłem się asertywności, pewności siebie,bardzo wydoroślałem.Mocno ograniczyłem komputer,zacząłem żyć wprowadzać zmiany w każdej życiowej sferze... i wprowadzam je dalej... Jakość Życia staje się coraz lepsza.... Nerwica pokazała mi co było żle i co trzeba zmienić.Tylko jak cokolwiek zmieniac skoro zycie z nerwicą to koszmar.Życie stało sie koszmarem bo wzięliśćie nerwice za życiowy problem.Jest dal was demonem.A ja teraz wiem że nerwicema każdy człowiek.Tylko że reszta się nią nie przejmuje.Zdenerwujesz się mocniej-może zaboleć serce przdusić cię.Nie jest tak? tak samo jest z Nerwicą:Żyjesz w nie \zgodzie z sobą w ciągłym napięciu stresie ścigasz się z życiem a może jesteś niesmiały maszza niską samoocene błędy z dzieciństwa.No to do dzieła napraw to i żyj lepiej...
  14. Tu sie niestety mylisz.Nerwica to czerwone światełko, że coś jest nie tak, coś trzeba zmienić.Jedni dochodzą do tego szybciej inni póżniej ale uwierz mi nerwica nie bierze się ot tak jak grypa...Uwierz mi na słowo
×