Aktywne wątki (bez zabaw/bez offtop)
Wyświetlanie tematy w Nerwica lękowa, Forum NERWICA.com, Witam, Oferty, Leki - Indeks leków, Leki, Nerwica natręctw, Miasta, Kroki do wolności, PTSD - Zespół Stresu Pourazowego, Depresja i CHAD, Psychologia, Medycyna niekonwencjonalna, Pozostałe zaburzenia, Zaburzenia odżywiania, Problemy w związkach i w rodzinie, Uzależnienia, Odpowiedzi i pytania do psychologa, Zaburzenia osobowości, DDA/DDD, Schizofrenia, Socjologia, Zloty, Psychoterapia, Ważne tematy, Czytelnia, Dla Młodzieży i dla Rodziców, Strefa Rodzica, Strefa Młodzieży, Seksuologia, Pandemia, Psychiatria , Poradnie i szpitale psychiatryczne, Sprawy urzędowe, Leki przeciwdepresyjne, Leki przeciwpsychotyczne, Stabilizatory nastroju, Leki przeciwlękowe, Leki nasenne, Leki nootropowe, Stymulanty, Pozostałe, Regulamin Forum i Pod Lupą: Lęk i Zdrowie Psychiczne.
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Ja raczej wolę dokumenty, „Złego” czytam bo to klasyk
-
Moja przyjaciółka z lat gdy miałam ich 17/20 nie zaprosiła mnie naa swój ślub. A po czasei spotkałyśmy we trójkę z taką jedną jeszcze. Tamte jak gdyby nic rozmwiały o weselu. Czułam się pominięta, więc dię urwałąm szybciej. Mimo, że ona się przeprowadziła do Anglii, to myslalam, ze bylam dla niej ważna. NO ale cóż. Tak to się pozmieniało. Każdy ma swoje życie. Nie mam jej tego za złe w ogóle, ale niesmak pozostał. No i oczywiście historia z podstawówki o której już pisalam. Bylysmy bajlepszymi przyjaciółkami. Takie gwiazdy w szkole, ona byla liderką. Pewnego dnia dostalam szlaban na wyjście. Kolejny dzień w szkole mnie zszokował. CALA klasa sie do mnie nie odzywala. Seidzialam sama. Nie wiedzialam co się dzieje. Wyzywali mnie, wyśmiewali. Stalam się kimś innym. {Przestalam mowic w szkole i w domu. Ojciec dogryzal, ze nie mam kolezanek i nie wychodzę z domu. Darł się, że jestem niemową. Przestalam chodzić do szkoly, jak to bylo tyljo możliwe. Udawałam chorobę, albo nie szlam i klamalam, ze bylam. W gimnazjum podobnie, choć tam zaprzyjaźniłam się z zaburzoną (prawdpodbnie bulimiczką i borderka) dziewczyną. Trudny byl to kontakt. Jenego dnia mnie kochala, na drugi nienawidzila i obgadywala. no ale nie chcialam zostać sama. Dopiero gdy zaczęłam się przyjaźnić z A., tą ktora mnie na slub nie zaprosilam, to poczulam się w koncu pewniej. Bylysmy naprawdę w dobrej relacjik. Tylko raz lekko się poklocilysmy o jakąś bzdurę, ale przeszło nam do pół godziny. Lubiła mnie, wiedzialam o tym. Na mieście robilysmy szalone rzeczy i chodzilysmy ciągle na odkryty basen. Mialysmy grupkę kolegów z którymi spędzalysmy czas i jeszcze taką jedną koleżankę. Co do tej pierwszej - nie mam żalu. Za to do tej z ;podstawówki.... tego nie wybaczę, bo okazała się potworem. Nadal nim jest z tego co slyszalam. Mieszka na mojej ulicy xD ale cześć tam jej czasem powiem. Takie historie kształtują człowieka. Cieszę się, że pod koniec gimnzjum poznalam A. Dzięki niej czułam, że żyję i stalam się pewniejsza swojej osoby. Niestety liceum bylo osobne. Ona ekonomik, ja ogólniak. W liceum nie bylo za dobrze. Tam mialam kilkoro ziomków, ale nie do konca im ufałam. Byalm na ;profilu dziennikarskim, czyli takim do ktorego chodzilty same "gwiazdy". Nawet nam przydzielonno psychologa do rozmów z nami, bo byly klotnie. Dpiero gdy jeżdzilismy na wasztaty do krk, wawy, bieszczad - byly imprezy, alkohol nas nieco polczył. Ja mając fobię szkolną i lęk przed ludźmi ze szkoly, trzymalam się mocno z boku ciągle slysząc w glowie cichy glosik - oni cię nie lubią, nie jesteś jedną z nich, No i dalej wagarowałam. Zaczęłam brać natydepresanty które w niczym mi nie pomogły. Ale zdałąm maturę, więc moje slabe w dzienniku zachowanie mnie nie obchodzilo. Cieszę się, że mam to za sobą. Szkoła to byl ogromny stres, po traumie ze szkoly podstawowej i cudownej liderki, której kazdy się sluchał. Ale karma sama do niej wróciła i to podwóóóójna. Na pewno byly osobym ktore mnie zawiodly inne, ale to nie byli moi przyjaciele. Co najwyżej znajomi, bądź faceci, ale nie chcę już się na ten temat produkować.
-
Masz rację. To są statystyki. I to prawda że wielu mężczyzn ma jednak duszę romantyka czy artysty. W sumie było mnóstwo pisarzy przecież poetów.... Ale w tych naukowych rzeczach jednak faceci dominują mimo że oczywiście kobiety są. No ciekawe jaki proc jest biologia A jaki nie. Ale już nie offtopuje
-
Przeczytaj "zły czlowiek" dobre z fabułą. Polecam wszystkim którzy czytaja też takie rzeczy
-
ja gdy się męczę czytając, to odkładam na półkę i nie kończę
-
nie do końca tak jest... Ja sama nie cierpię romansideł. Czy to w ksiązce czy w filmie. statetystycznie jest tak, ze kobiety częściej wybierają romansidła, obyczjówki, książki o relacjach i emocjach. Faceci zaś częściej wybierają fantastykę, sci-fi, sensacje, historię, non - fiction itp. Kobiety są częściej zachęcane do przeżywania emocji. Romanse skupiają dię na relacjach, bliskości, psychologii postaci. Marketing książek też to wzmacnia ("książka dla kobiet", okładki itp.) No ale... tak jak i ja, mnóstwo dziewczyn nie znosi romansów. I tak samo - mnóstwo facetów czyta romanse i się do tego nie przyznaje xD) Gust czytelniczny zależy bardziej d osobowości, oświadczeń i nastroju, niż od płci. No ale stataystycznie to tak, kobiety częściej czytają typowe romansidła. Kobiety stereotypowo są wkładane do worka pt. humanizm. Dlaczego? Bo kobiety częściej radzą sobie w komunikacji i empatii, a mężczyźni częściej wybierają systemy, schematym przestrzeń. Ale są to tendencje statystyczne. W szkołach i kulturze faceci zwykle pokazywani są jako ścisłowcy, a kobiety jako te o umysłach humana. Dziewczyny są częściej zachęcane do języków, relacji, emocji itd. Chłopców pcha się w matmę, technikę, logikę. Ale... różnice między jednostkami są duże większe niż między płciami! Są kobiety geniuszki matemwatyczne i mężczyźni poeci (znam takich) z duszą romantyka, Mózg nie ma płci humanistycznej ani ścisłej. Sa zainteresowania, trening i predyspozcyje.
-
Tak, zdecydowanie. Tak jest najzdrowiej. A to w takich sytuacjach ja też nie. Różnie się życie układa.
-
Mniej niż na sobie samym. Chyba taka odpowiedź jest najbardziej trafna. I jednocześnie daje wskazówkę co robić dalej jeśli kiedyś się odezwie. Dzięki Ja nie jestem mściwy jeśli ktoś mi świadomie i celowo nie chciał zaszkodzić. A ona nie chciała na pewno. Wiec tu żadnej złości nie ma. Tylko co najwyżej jakiś żal czy niezrozumienie
- Dzisiaj
-
Pytanie na ile ci na niej zależy… Ja zawsze (mówię o indyku v3, czy po dwóch bolesnych rozstaniach, które go całkowicie zmieniły) po takim odrzuceniu zamykałem już drzwi. Ale ja jestem generalnie wrażliwy na odrzucenie. Daję komuś kredyt zaufania, ale jeśli mnie zrani (a jednak porzucenie zawsze bardziej lub mniej boli), to drugi raz już na to nie pozwolę. Bywały sytuacje, że ktoś, kto mnie olał w chamski sposób (bo zakończyć znajomość można też normalnie, uczciwie, i wtedy jest jasna sprawa, albo np. może wygasnąć sama, bez niczyjej winy, i wtedy też jest OK), odzywał się po latach. Nie doczekiwał się odpowiedzi. Nie zawsze tak było. Ale zawsze, gdy się uginałem i wpuszczałem kogoś takiego do swojego życia, później tego żałowałem. No prawie zawsze, raz nie, ale wtedy to akurat była taka urocza gierka – „ona mnie zrobiła w jajo te 7 lat temu, no to się teraz pobawimy”… Ale oprócz tego to indyki nie są mściwe Inna sprawa że zwykle to ja jestem tym, który znika. Staram się nie ghostować, a już bardzo (od jakiegoś czasu) staram się być fair do końca, ale nie oszukujmy się, nie zawsze tak było i były sytuacje, gdy odbiło mi się to czkawką, bo nagle się okazywało, że świat jest mniejszy, niż się wydawało, i lepiej byłoby nie mieć w tej osobie wroga.
-
To że oni się rozstaną to ja wiem, bo ten gość toxic mocno. Natomiast ja to co miałbym niby zrobić później. Przytulić ją? Eee tam. Dla mnie to już zamknięty rozdział mimo że zazwyczaj w przyjacielskich stosunkach żyje z większością ludzi. Konsekwencje swoich czynów się ponosi. Wiec do czego miałaby wracać. Z resztą znając ją, to jej duma by nie pozwoliła się do mnie odezwać. Bo tu też byliśmy podobni niestety
-
Spokojnie. Wróci. Zawsze wracają. I wtedy to ty zdecydujesz, czy ma do czego wracać. Ona też wróci. Nie da się być wiecznie w toksycznym związku. Zawsze dochodzisz do momentu, w którym jest „albo ja albo on”. I wtedy okazuje się, że nie masz już nikogo, i wtedy próbuje się odnawiać zerwane z powodu czyichś niepewności relacje. Nie da się człowieka zamknąć w klatce wbrew jego woli – manipulacjami, wjazdami na czułe punkty. Trzeba byłoby go schwytać jak małpę, umieścić głowę w imadle i zrobić mu lobotomię. Inaczej dusza zawsze się wyrwie. Czasem to po prostu trwa wiele lat. No, bywa też, że ktoś wykańcza się powoli tak skutecznie, że już nie ma czego ratować. Ale, z mojego doświadczenia, rzadziej niż by się wydawało.
-
"Kto nie ma szczęścia w kartach, ten ma szczęście w miłości" Z pozdrowieniami dla @linka ah ah ahah Dajesz swoje propozycje
-
Jezu nie mówię kto co czyta tylko że mózgu kobiet są bardziej artystyczne i częściej humanistyczne a mężczyzn częściej ściśle. Nie wiem skąd te dane ale wiem to bo słyszałam czytałam nie wiem. Do sprawdzenia oks Zresztą wystarczy nawet popatrzeć po uczniach na mat fizach masz jedna dziewczynę w klasie a na humanach jednego chłopaka. To żadne zadziwiające zjawisko, na pewno znajdziesz gdzieś te informacje
-
Cóż...może ciężko aby ją nazwać dosłownie przyjaciółką ale dla tematu nazwijmy ją tak. Zawsze lubiła się mnie poradzić, coś dopytać, zawsze pisała czy idziemy z psami na spacer itd. Wiecie bardziej taka relacja sąsiedzka ale z tym klimatem bardziej przyjacielskim. No można powiedzieć, że we mnie bardziej widziała przyjaciela niż ja w niej ale można powiedzieć, że zawsze byłem dla niej jakimś oparciem, to na imprezy chodziliśmy, to zawsze mieliśmy głębsze rozmowy. Do czasu aż pewnego chłopa z Warszawy poznała. Wiecie ja ją trochę rozumiem bo wcześniej za każdym razem miała nieudane związki z facetami ale...po tym facecie z Warszawy całkowicie się zmieniła. Jak już sie widzieliśmy to tylko przypadkiem na spacerze z psem, były oczywiscie randomowe rozmowy ale...jakby trzymane z dystansem. Z resztą to wyszło z wora, że jej chłop zakazał jej rozmawiać z innymi facetami i "innymi przyjaciółmi" bo się czuł zazdrosny a, że ona była w pewnym sensie zdesperowana, że jej sie w końcu jakis chłop trafił, no to uznała to za znak święty. I tak mniej, więcej od roku jest. Można to uznać jak jedno zdarzenie, potrafi pewną ość życia wywrócić do góry nogami i jak łatwo istota ludzka potrafi zmienić swoje zachowanie z dnia na dzień z tygodnia na tydzień
- Wczoraj
-
W sumie to z takich naprawdę przyjaciół to raz taką sytuację miałem, że mnie ktoś zawiódł. I to w podobny sposób co już tu była poruszana historia. Wieloletnia przyjaciółka "z reala" z którą wiele przeszliśmy. Łącznie z tym, że mieliśmy wspólnych znajomych, wspólne zainteresowania, identyczne poczucie humoru i pisaliśmy lub gadaliśmy prawie codziennie a i przez rok nawet pracowaliśmy dla tej samej firmy. No dużo nas było w swoim życiu. Ale była taka niewidzialna granica której nie przekraczaliśmy. Więc nigdy nic więcej nas nie łączyło. Bo poznaliśmy się jak i ona była zajęta i ja. Także naturalnie wyszło, że nigdy nie byliśmy parą, ale przyjaciółmi. I to było super. BTW nie ma lepszej skrzydłowej na podryw niż ładna kobieta obok kibicowaliśmy sobie wzajemnie w podbojach No a później i u mnie rozstania i u niej. Ja też wyjechałem do innego miasta więc trochę kontakt w realu rzadszy. Ale trafiła niedawno na gościa, przy którym się zmieniła o 180 stopni i... nie może się już ze mną kolegować xd Typek tak ją urobił, że zniknęła prawie z dnia na dzień z mojego życia. Ba, nie tylko mojego ale nawet wspólnych znajomych. Nawet pare dni temu nasza wspólna znajoma opowiedziała mi podobną historie. No fatalnie. No także tak. Zghostowała mnie moja własna i osobista przyjaciółka. I to w sumie taki jeden duży zawód. Tak to normalne sytuacje były jak wszędzie. Ale przyjaciół to ja nie mam wielu. Powiedziałbym nawet, że oprócz niej został mi tylko jeden. Ale mieszka nad morzem i nie często się widujemy. Dlatego ta strata akurat zabolała i nie rozumiem kompletnie. No ale co zrobić. Jak są szczęśliwi to chuj z nimi
-
Głębokie i metaforyczne to niezależne kategorie. Mam wrażenie, że mocno stereotypowo patrzysz na mężczyzn. Jak dla mnie to kobiety czytują dużo, a kiepskiej jakości, typu romansidła i inne szity.
-
He? Skąd te dane?
-
Dlatego wolę od razu przeczytać: Los, który dziedziczysz - Noemi Orvos-Toth którą polecam zawsze i wszędzie
-
Wielokrotnie. Myślę że nie da się nigdy nikogo nie zawieść, nawet jeśli ta osoba jest nam bardzo bliska.
-
No tak czy siak na koniec książki zrozumiesz że to jest o dziedziczeniu traumy wszystko
-
Nie, że lubię bo przeczytałem tylko jedną. Ale przeczytałem Księgi Jakubowe i jestem pod wrażeniem całości chociaż też to było wyzwanie. Ale czytało mi się to dużo lepiej niż tego Marqueza. Tam się każdy nazywa Buendia Arcadio Jose ja już nie wiem kto jest kim tak jakby każdy się nazywał Pszemek
-
Nadal „Zły”. „Życzliwy zakrztusił się papierosem. W tej chwili nawet niedorozwinięty baran miałby z nim szansę we współzawodnictwie o bystry wyraz twarzy.”
-
Zajebista książka!! Ale to coś w stylu Ferdydurke to trudy styl. Jak ktoś chce fabułę to niech sięga po jakieś dobre kryminały albo futurystyczne no ogólnie fabularne A takie głębokie metaforyczne to nie do końca dobry wybór szczególnie dla chlopakow Bez urazy mężczyzna ale literatów humanistów więcej jest u kobiet xd Jak już się wypowiadam o książkach to nie wiem jak można lubić Tokarczuk. Czy to Ty nie mówiłeś że lubisz jej książki? Wtf shad
-
Z takich normalnych książek to próbuję skonczyć "Sto lat samotności" Marqueza i jej jak to ciężko idzie. Wszyscy się tak samo nazywają nie rozumiem zachwytów nad tym. Mało czytam takich powieści i książek z fabułą to myślałem, że się przekonam bardziej ale dramat. No tylko jak zaczynam czytać to muszę skończyć i się męcze okrutnie
-
Najpopularniejsze
-
Najczęściej czytane