Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Ethnar

Użytkownik
  • Zawartość

    9
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Cześć, Zastanawiałeś się kiedyś dlaczego funkcjonujesz inaczej niż większość ludzi w Twoim otoczeniu, dlaczego wyjście do pubu/dyskoteki wydaje się trudne i raczej nieprzyjemne? Swojego czasu tez myślałem, że coś spieprzyłem. Potem doczytałem na temat zespołu Asperger'a i sprawa stała się dość jasna - mam predyspozycje do nielubienia tych rzeczy, teraz z ulgą i radością od nich stronie. :) Nie mam pojęcia jak jest w Twoim wypadku, może to być socjofobia lub inne uwarunkowanie, sam musisz się przekonać. Jeśli chodzi o diagnozowanie problemów tego typu, to z tego co wiem ze świeczką szukać lekarza który o tym wogóle słyszał. Poczytaj, zastanów się, trzymaj dystans. Może wyciągniesz podobne wnioski jak ja, a może zwyczajnie zaczniesz szukać źródła Twojego charakteru. Na poaczątek polecam oczywiście: http://pl.wikipedia.org/wiki/Socjofobia http://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_Aspergera Jak chcesz możemy więcej pogadać (po tym jak choć trochę poczytasz), tutaj lub przez PM.
  2. Ethnar

    Proszę o pomoc;((

    Wszystko w Twoich rękach.
  3. Cześć, Z mojej perspektywy Twój post nie ma nic do czynienia z lenistwem i może tylko trochę do depresji (mam nadzieję, że jednak Cię nie sięgnie). Myślę że cały Twój problem rozbija się o motywację, co zresztą sam wypisałeś: "bo niby dla kogo miałbym to robic?". Są trzy możliwe wyjścia z tej sytuacji, sam będziesz wiedział najlepiej która Ci odpowiada. Pierwsze: zacząć wyciągać z życia najlepsze, skupiając się na własnej osobie. Lubisz adrenalinę, mocne przeżycia, turystykę, gry, filmy? Może spróbuj skoków spadochronowych, zacznij chodzić do kina, kup dobry komputer do gier, zacznij podróżować. Cześć rzeczy z listy pewnie sam z góry skreślisz, zapewne sam mógłbyś też coś dopisać - najważniejsze to próbować. No a niestety - próbowanie nie będzie wcale takie proste. Przy obecnym kształcie społeczeństwa znajdzie się duża liczba osób "potępiająca" takie podejście do życia - wypominanie Ci że powinieneś mieć dom, żonę, dziecko i stabilną pracę. Jak sam pisałeś - nawet najbliższa rodzina już Ci to wypomina ("Od rodziny słsze tylko pretensje (...) że nie mam dziewczyny", "Gdy sie gdzies wybierałem zaraz pojawiały się pytania od rodziny, a po co?"). Dlatego wymagałoby to od Ciebie dużo siły i samodzielności, w tak młodym wieku być może lepiej będzie spróbować prostszych rzeczy - kino, książki, gry (będąc stronniczy nie polecam telewizji ) - a bardziej odważne - podróże, sporty ekstremalne - zostawić na trochę później. Pamiętaj, że jeśli się na to zdecydujesz i np. będziesz spędzał czas w domu przed komputerem to nie dopuść do siebie wyrzutów, że nie robisz tego co "powinieneś". Nie martw się też że całe Twoje życie może tak upłynąć - prędzej czy później samemu złapiesz humor na próbowanie innych rzeczy. Drugie rozwiązanie - znaleźć sobie "drugą połówkę". Jest to bardzo prosta metoda na porzucenie większości wątpliwości pod tytułem "po co się wogóle starać". Jeśli naprawdę się w kimś zakochasz to masz przynajmniej na rok do dwóch lat rozwiązany problem "po co" - wtedy działa chemia i nawet nie będziesz miał czasu o tym myśleć. Jeśli uda Ci się do tego zbudować mocny związek z tą osobą to energii do życia będziesz miał na dużo dłużej. :) Jest niestety druga strona monety, czyli presja społeczna i rodzina, która może próbować wymusić na Tobie przedwczesne deklaracje ("a kiedy ślub", "nie możemy doczekać się wnuków"). Jeśli coś takiego by się zdarzyło, musisz niestety sam oddzielić co jest dobrą radą (tak, rodzina czasem ma kilka ) a co popychaniem w złą sytuację. Jest też oczywiście problem szukania drugiej połówki - najprostsze co mogę doradzić to patrz pkt. pierwszy. :) Mając wspólne zainteresowania dużo łatwiej nawiązać dobry kontakt, są wspólne tematy do rozmowy. Niestety tutaj (szukanie drugiej połówki) nie mam zbyt dużego doświadczenia. Jest jeszcze trzecia opcja... cóż wielu ludzi by mnie opluło za nazywanie tego rozwiązaniem. Ja specjalnego problemu nie widzę, wszyscy kiedyś zejdziemy z tego świata. Chcąc być rzetelny czuję że nie mogę tego przemilczeć jak większość ludzi. Bardzo istotne jest jednak dla mnie dodanie, że w twoim wypadku dał bym temu jeszcze dużo czasu, na śmierć nigdy nie jest za późno. Masz bardzo duże szanse (jesteś młody, zaradny) że znajdziesz wiele rzeczy sprawiających Ci radość lub być może również jakiejś drugiej osobie sprawiając radość. :)
  4. Ethnar

    Proszę o pomoc;((

    Naprawdę dobrze to znosisz. Powiedz, rozważałaś wspólne spotkanie z Twoim mężem i psychologiem? Mówisz, że oboje macie sobie pewne rzeczy do zarzucenia, że każde z was czuje się jakby wkładało do tego związku więcej - tutaj naprawdę potrzeba spojrzenia osoby trzeciej. Mam tylko nadzieje, że jeśli się zdecydujesz i nakłonisz do tego męża to traficie na kompetentnego psychologa. Powodzenia! :)
  5. Ethnar

    Proszę o pomoc;((

    Witaj, Przedstawiłaś całkiem dużo elementów tej historii* - sprawa zdecydowanie nie jest prosta, nie wydaje mi się też zdecydowanie jednostronna. Przedstawiłaś tu pewne, moim zdaniem, znaczące uchybienia ze strony męża - wydaje mi się że rozwiązanie tkwi w skonfrontowaniu go z tymi problemami - abyś przedstawiła mu wszystko co tutaj napisałaś (stronniczość, niezrównoważone oczekiwania, zbyt duża podatność na zdanie matki/rodziców) i sprawiła aby on podszedł do tych zarzutów poważnie, żeby zastanowił się nad sobą. Oczywiście on posiada swoją perspektywę na to co zachodzi między wami i musisz być gotowa spojrzeć przez jego pryzmat - tak jak on powinien zrobić to dla Ciebie. Teraz najważniejsza kwestia - nie ma mowy, o konfrontacji "w cztery oczy". Zakładając, że bardzo dobrze oddałaś wpływ jego matki na niego, może to być człowiek który będzie się starał zmanipulować Ciebie w tej rozmowie i przekonać Cię, że jesteś winna (nic niebezpiecznego, nic nadzwyczajnego - wielu ludzi ma tę przypadłość, z różnych powodów). Powinno się to odbyć w obecności osoby trzeciej, postronnej, najlepiej psychologa - który będzie w stanie wyłapać takie momenty manipulacji faktami - wskazując tym samym na błąd w postrzeganiu. Przyznam, że nie znam procedur przygotowawczych do sesji z psychologiem, ale prawdopodobnie korzystnym byłoby zebranie faktów które powstały wokół tego konfliktu, faktów które psują relację, wpływają na odczucia. Cieszę się, że masz wystarczająco siły aby powiedzieć sobie, że możesz wyobrazić sobie życie bez niego. Pamiętaj, to dla Ciebie ogromny skarb który pozwoli Ci uniknąć pewnych błędów i który być może pomoże Ci wprost odbudować wasz związek. Jeśli przyjdzie, jak mawiają, najgorsze - czyli rozstanie - pamiętaj też, że nikt nie będzie egzekwować od Ciebie tych deklaracji, że jesteś silna, że sobie poradzisz. Może być Ci wtedy ciężko, ale pamiętaj że Ty masz tą siłę i ona pozwoli Ci stanąć na nogi. *zupełnie na boku - Twój opis wydaje mi się odrobinkę chaotyczny - być może dobrze byłoby to przesortować i skupić kolejne punkty historii na konkretnych wydarzeniach
  6. Być może źle to odbieram, ale z tego co czytam sugerujesz tutaj "naprawienie" związku z powodu dziecka, w trosce o jego życie i przyszłość. Jest to na tyle istotna kwestia, że pozwolę sobie rozszerzyć moją myśl dot. losu dziecka. Dobro dziecka jest moim zdaniem tutaj bardzo istotne. Jak mówiłaś - Ci którzy je poczęli są za nie odpowiedzialni. Ale wyciąganie wniosku, że naprostowanie takiej relacji przyniesie korzyść dziecku jest niezwykle śmiałym posunięciem. Może to przynieść dziecku tyle korzyści, co szkody. Scenariusze mogą być różne: częste kłótnie domowe, nastawianie dziecka przeciw drugiemu rodzicowi czy chociażby rozstanie kiedy dziecko będzie trochę starze (które to wydarzenie może się bardzo odbić na psychice dziecka). Właśnie z tytułu niepewności - która ścieżka okaże się najkorzystniejsza dla dziecka - zasugerowałem postrzeganie tego problemu odstawiając chwilowo emocje dotyczące malucha. Tylko wtedy ta dwójka ludzi naprawdę może podjąć decyzje czy bycie razem jest ostatecznie jakkolwiek pozytywnym rozwiązaniem. Jeśli zaś rzeczywisty problem zasłonimy dzieckiem i decyzja zostanie podjęta zgodnie ze stereotypem "ojciec musi być, matka musi być" - najprostsza droga do tragedii. Oczywistym jest, że nie musi skończyć się to źle, ale wtedy bardzo zwiększamy na to szanse. Jeśli chodzi o odpowiedzialność za dziecko - w wypadku rozstania są różne rozwiązania. Sam daleki jestem od dosłownego uciekania od problemu i nie miałem zamiaru tego sugerować.
  7. A jaka jest Twoja odpowiedź na zasadnicze pytanie: Czy chcesz z nią być i jakie są ku temu powody?
  8. Świeża krew na forum, ale pozwolę sobie na komentarz. Właśnie dziś (wiem, godzina absurdalna) zdecydowałem się poszukać forum dot. psychologi, wszystko ze względu na temat który zapewne wkrótce poruszę tutaj, jak tylko się trochę oswoję. Forum mi się podoba, zwłaszcza w porównaniu. Będąc szczery, nie czytałem tutaj jeszcze zbyt wielu wątków, ale tych kilka które przejrzałem różniło się atmosferą od innych for które dziś widziałem. Zasadniczo tym, że rady na tamtych forach sprowadzały się do wymieniania nazw leków antydepresyjnych. Już tyle dla mnie wystarczy, żeby dać plusik dla tego forum. Pozdrawiam
  9. Witam forumowiczów, Pierwszy post tutaj, zastrzegam że nie jestem żadnym ekspertem. :) Wyjątkowo mnie ruszyło na odpisanie na ten watek, bo sprawa jest smutna, młody człowiek przyparty do muru, kilka rad podanych (moim skromnym zdaniem kilka bardzo znaczących)... a jednak dziwi mnie że nikt nawet nie zasugerował, czy rozważył, że to małżeństwo może być całkowicie patologiczne. Dlaczego tak bardzo ciągnąć coś, co zostało wymuszone na dwójce ludzi? Slawex, piszesz ze teściowie Cie nie lubią, ze "zona" nie uważa Cie za mężczyznę, ojca, męża... Piszesz, ze jej rodzice chcieli by, żeby ich córka była jakaś księżniczką, utrzymywana przez bogatego, dobrze prosperującego, młodego człowieka. Jeśli dobrze odczytuje Twoje wiadomości - wynika także że jej nie za bardzo widzi się usamodzielnianie z Tobą, woli trzymać się rodziców na dzień dzisiejszy. Jak dla mnie - wszyscy Ci ludzie wołają do Ciebie ze to małżeństwo to fatalny pomysł. Musisz sobie jedną sprawę postawić jasno, przed samym sobą: chcesz być z ta kobietą? Czy naprawdę jest to osoba która będzie w stanie iść razem z Tobą przez życie i z którą Ty chcesz spędzić przynajmniej zasadniczą cześć życia? Podkreślam słowo "razem" - ludzie mogą mówić, że Twoją rolą ją utrzymywać. To tradycja, to przyzwyczajenia, to coś z czym same kobiety walczyły i wciąż walczą. Związek nie polega wyłącznie na obarczaniu mężczyzny dodatkowymi obowiązkami i oczekiwaniami. Jak słusznie tu zostało już powiedziane, partnerstwo (czy małżeństwo - ja nie robię specjalnego rozróżnienia) jest ostatecznie ważniejsze od rodziców - musi być dla obojga partnerów. Potrafisz zarobić pieniądze, jesteś młody, próbujesz coś zrobić ze swoim życiem (świadczy o tym dla mnie inicjatywa z Twojej strony na rzecz usamodzielniania się) - nie wiem czemu miałbyś tkwić w tym toksycznym związku. Jakie są Twoje powody na pozostawanie przy nim? Mam świadomość - jest dziecko, jest zawarte małżeństwo - z takich rzeczy ciężko się wychodzi, a często płaci się za nie do końca życia. Ale spróbuj ocenić ten związek przez chwile nie patrząc na te czynniki. Być może to pozwoli Ci na trochę bardziej racjonalne podejście do rzeczywistych wyborów i problemów jakie przed Tobą dziś stoją. Odpowiedz sobie, a również nam jeśli chcesz kontynuować ten wątek i otrzymywać co ludzie na tym forum mogą Ci zaoferować, czy ten związek ma jakąkolwiek przyszłość, przyszłość która jakkolwiek Tobie odpowiada? Do innych osób postronnych: Powyższy post jest stronniczy, mam tego świadomość. Wspieram stronę Sławka (wybacz jeśli wyciągam błędne wnioski dot. imienia) nie znając historii od strony jego żony, co może być uznane za solidne uchybienie w jakimkolwiek działaniu zmierzającym do pomocy w rozwiązaniu czyjegoś problemu. Zdecydowałem się jednak przyjąć tę stronę, ponieważ w zarysie który został nam przedstawiony, Sławek wystarczająco wyraźnie jest osobą skonfrontowaną z trzema innymi, bez dodatkowych punktów oparcia. Zjawił się również na tym forum, co tylko wspiera tę tezę. Jeśli uważasz, ze w tym rozważaniach powinien być uwzględniony los żony i z tego powodu zechcesz zdyskredytować podejście które tu przedstawiłem, proszę pozwól to zrobić Sławkowi. Jeśli ten związek ma rację bytu, jestem przekonany, że zrobi to osobiście.
×