Bilem kolegów w przedszkolu. Bilem kolegów na podwórku. Kolegę i siostrę rzuciłem kamieniem w głowę. Koleżankę rzuciłem patykiem i miała rozcięcie na twarzy. Rzucałem w inne dzieci petardami i pech chciał, że akurat wtedy musiał przechodzić dzielnicowy. Rzucałem z kolegą śnieżkami po oknach. Nie spodziewaliśmy się, że ktoś do nas zejdzie i jak zobaczyliśmy typa, to od razu w długą. Postanowiliśmy się rozdzielić. Koleś pobiegł za wolniejszym ( chyba nie muszę mówić, że nie za mną). Wystraszony, ale zadowolony pokręciłem się po mieście i wróciłem do domu okrężną drogą. Moja radość nie trwała długo. Koleś dorwał kolegę, a ten strzelił mnie z ucha i już wszyscy czekali na mnie przed klatką.