Możliwe, jak widać są różne odczucia, na temat śpiączki. Mnie się wydawało, że raczej jestem na Ziemii, ale w czymś zamkniętym, czułam duszność, gęstość czegoś. Tylko podczas słuchania Muzyki uśmiechałam się, poruszałam. Może to też przez to, że jednak to była próba zaduszenia się. A to przeżycie też mi pokazało, że z grobu jest w stanie mnie podnieść tylko Muzyka. Póki dźwięki będę słyszeć nie umrę. A Ci co potrafią, sprawdzali czy nawet z bardzo zatkanymi uszami jestem w stanie słyszeć dźwięki. Sprawdziłam, na sobie, że nie tylko przez uszy się słyszy, lecz póki umysł działa można te dźwięki usłyszeć, przynajmniej w moim przypadku mam jakby such muzyczny rozlany po całej głowie a nawet ciele. Jestem bardzo wyczulona na dźwięki, ale nienawidzę pisków i krzyków. Nie których ton mowy mnie odrzuca.
Nie mogłam się wybudzić przez 3 tygodnie. W ogóle gdyby nie mój kot to by mi się pewnie udało, ale uratował mi życie. Straciłam przytomność i wprowadzona zostałam w śpiączkę. Bardzo miauczał by ktoś zareagował, że próbuje się powiesić w łazience, zawsze za mną chodził też wcześniej, sprawdzał czy żyje gdy się długo nie odzywałam. Ja niestety Jemu nie byłam w stanie, tak został zatruty. Posłuchał głupot, że uratuje go królik, gdy dotknę go łapką a ten przez skoki przerwał mu kręgosłup. Przestraszył się go w tym stanie za bardzo.
Spałam z Nim martwym też ok 3 tygodni aż zabrali mnie do szpitala. Mieszkałam wcześniej tylko z kotkiem, nie potrafiłam się z Nim rozstać.