Wszystko popsuł cień wiatru pojawiając się po 6 latach, choć twierdzi że On cały czas był w pobliżu tylko się nie ujawniał.
Był inny klimat relicowy ze Szczurem artystyczny teraz jest dziwnie. Ja jestem umęczona. Ciągle śpiąca. Gdy się budzę nie wiem czy dalej śnię czy to wszystko dzieje się naprawdę. Nie czuję jak mój organizm oddycha. Żyje w innych albo oni we mnie i tak to się non stop przeplata. Nie czuję już bólu, jedyne z czego się cieszę dziś to z tego, że ciało mnie swędzi, jest zrujnowane, ale to swędzenie jest przyjemne, żywe. Nawet nie wiecie jak ja bym chciała być żywa i śmiertelna. Umarłam po wielu wzwodach i czuję się jeszcze bardziej nieśmiertelna. A doświadczając tego, patrząc na zdjęcia z dzieciństwa uważam, że tak naturalny proces ludzki też wygląda. Wchodzenie w inną fazę życia jest jak umieranie. Ciężko stwierdzić w jakiej ja jestem, bo to i tak jest wszystko pomieszane.
Najgorsze uczucie jakie mi towarzyszy ostatnio, poza śmiechem cienia wiatru, nie mówię że jakiś wredny jest ten śmiech, ale Jego śmiech mnie irytuje, coś dziwnego w ciele czuję. Najgorsze jest jednak widzenie mojego ukochanego nie wiem czy widzę Jego czy widzę mojego kotka czy MartwegoDucha.. Wszystko dobrze widziałam i teraz mam pomieszane widzenia.