-
Postów
421 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez MlodyKapi
-
Też mam coś w rodzaju murowanej sciany która jest gdzieś za mną. Pytanie czy nie można jej rozebrac? Mi się właśnie udało w 1 zrobić okna przez które wróciło mi orginalne spojrzenie. Tą ściane budowałem na własne życzenie a myślałem że to schody są. Łącznie naliczyłym ich 4 z czego tylko 3 mogę sobie jakoś przybliżyć. Choć te pozostałe 3 wydają się jakieś mniej ważne bo nie miały większego przełożenia na sam kierunek i jakby automatycznie je wyburzyłem. Niby wiem jak je posprzątać ale pytanie czy uda mi się zrobić to co do jednej cegiełki, jednego ziarnka kurzu co został po tym? I pytanie dlaczego nawet te cegiełki i nie widoczne ziarnka kurzu aż tak rzutują naaa mnie? Za bardzo zaufałem swoim schodom. Miałem wszechobecną presję, to prawda. Jednocześnie nie mogłem puszczać gardy... "Gdybym" przy nich nie został to nie musiałbym budować sobie 3 kolejnych. Te 1 były Wyyystarczające..
-
Te wszystkie po neuro to raczej wypluwanie tego co siedzi a nie przeszło. Niż coś duchowego, czemu można by było się przyjrzeć i w jakiś sposób zinterpretować
-
Z tym snem to też ciekawa sprawa. Właśnie od czasu tych przeżyć miałem sny podobne do tych które opisujesz. Jeszcze sprzed brania neuro miałem jeden sen który pokazywał czerwone oko które było wrotami, po wejściu widziałem fraktal który zaczynał się od kwadratu z oczami które wyrażały emocję, dalej przewijało się 9 kolejnych a potem ukosem w prawą stronę jakieś 1000 kolejnych. Po wybudzeniu czułem jak znikają ze mnie lęki, choć skupiałem się na superlatywach, w rzeczywistości mnie wyparło. Wtedy jeszcze sen wydawał się być normalny. Po tym jak wszedłem na neuro każda noc była wyczerpująca, nawet jak nie pamiętałem snów. Mogę opisać jeden w którym jestem odsunięty od miejsca które opisuje życie, przyglądam się mu, wyrażam emocje ale jedynie na nie patrzę. Cieszę się z obecnego spania, sen wykańcza mnie gorzej niż sam dzień a czytałem o tym że to przez sen mózg się regeneruje.
-
Ze mnie z przeszłości została głucha cisza... Sam sen jest kluczowy do regeneracji po takim trybie i takich stanach. Nie wiem nawet czy moje ego to przeżyło. Na trasie miałem dokładnie 3 razy zrycie z którym potem chodziłem 2-4 dni z koszmarami na jawie a przez oczy przewijały mi się najgorsze chwile z życia. Po tym już się nie czuje tak samo Wydaje mi się że to były elementy mojej tożsamości I niby czuję się podobnie ale czegoś fizycznie i duchowo mi po prostu brakuję Właśnie po takim zryciu. Do tego doprowadziło mnie zbyt dalekie oddalanie się od własnej wiedzy i emocji A w zasadzie odrzucanie siebie Straciłem wtedy nie tylko to co odrzucałem ale i to czego nigdy bym nie puścił... Pytanie czy to była kompletna reintegracja jaźni czy tylko deficyty w afekcie całości?
-
tzn o utracie Młody kapi to raczej ja, ehh.
-
Nie wspominałem o nim, nie wiem też co przez to rozumiesz. Raczej się od niego oddalałem od któregoś momentu
-
J3bać bułeczki maślane i suche kabanosy.
-
Wiesz, to tylko jakiś element. Ja czuję w takich momentach nie opisany zastrzyk energii, a przez to jaki jestem "wyjściowo" nie mogłem tym za wczasu dobrze zarządzać... Tory które już miałem zarysowane połączyły mi się w jedność. I mimo że już wydaje mi się że wiem jak nimi jeździć to działają w ten sam sposób w jaki je ułożyłem jakiś czas temu. Mam jakąś nadzieje że jeszcze można je ponownie pospawać, już kiedyś miałem przygotowaną ich budowe, zostaje przy niej. Nie zawsze trzeba mieć tą siłę, w przebiegu dłuższych tras każdy się w końcu zmęczy, trzeba zadbać o sen.
-
A nuż zaraz może znowu w przecinki będę umiał
-
To przenośnie, i dla mnie symbolika tego o co kaman, nwm moze ktos zrozumie
-
Tauryna i l - Teanina. Czy stosował ktoś? Jakie odczuwacie korzyści?
MlodyKapi odpowiedział(a) na Verinia temat w Medycyna niekonwencjonalna
Teanina w ilości 400-600 mg osłabia u mnie lęki, jednocześnie lekko uspokaja. Działa troche psychotropowo. Korzystam z niej między innymi by nie budować tolerancji na benzodiazepiny i pregabalinę. Co prawda nie znosi lęków przy bardziej stresogennych sytuacjach ale na co dzień jest idealna. -
Mieliście stany olśnienia? Takie nagłe poszerzenie percepcji, proste dostrzeganie czegoś co przedtem wydawało się być trudne. Łapanie zdrowego dystansu do codziennych problemów? Ja osiągałem takie stany za pomocą głębokiej medytacji. Oddalałem się od codziennych myśli i emocji. Pomogła mi w tym hipoteza Freuda przy pomocy której jasno określałem co chce a co jest pasożytem zabierającym tlen. Jakby czyściłem krew. Była to dla mnie brzytwa w życiu na co dzień. W odróżnieniu od tych schizofrenicznych olśnien które są afektem niedoboru lub nadmiaru ego te normalne się o nic nie opierają. Łatwo mi po przychodziło, za łatwo. Dla mnie haczykiem była skrajna determinacja, nie chcę póki co opisywać swojej wczuty ale szła w parze z ego. Ciekawostką jaką chce sobie teraz zobrazować jest sama wola która mimo że zachowana przy tej całej determinacji i ego to zarazem podziurawiona w paru miejscach za sprawą wczuty. To doprowadziło mnie do stanu w którym trzymam pełną kontrolę nad swoim wozem a zarazem jestem w NIE MAŁYCH sidłach mechanizmów uzależnienia. A byłem i jestem uzależniony od chociażby kofeiny i nikotyny. Co z tego jak mnie psychicznie ani fizycznie nie ciągnie do tych wszystkich narkotyków jak to działało na parudziesięciu płaszczyznach na które nawet nie chciało mi się spojrzeć, ograniczając się do tezy bycia /cenzura/ silnym?¿. Pochłaniałem ogólną wiedzę o zdrowiu, okazało się że za mało nie ogarnąłem wszystkiego wsm i tak bym nie mógł nigdy Nie wiem ile jeszcze śmierci mnie czeka przez to, zdaje się że to meritum przez pare czynników. Na pewno muszę się karmić usmierzaczami przez całą toksyczność tego przedsięwzięcia. Chce z tym dojść do punktu 0. Nowa misja.
-
Odpowiedziałeś sobie. Jak to rozpamiętywanie jest dla ciebie ciężkie to może spróbuj o tym z kimś porozmawiać Nie cofniesz czasu, za to możesz z tym zostać w teraźniejszości i wybrać to co chcesz
-
Z SSRI nie mam za dużego doświadczenia. Brałem jedynie sertraline w dawce 150-200. Wiem że są też takie SSRI które nie siadają na ciało jak sertralina a działają bardziej na samą psyche bez większej ilości skutków ubocznych jak np. escitalopram. Z SNRI zgaduje że to działa podobnie poza dodatkowym działaniem na noradrenalinę. Dla mnie złotym środkiem są aminokwasy jak tryptofan albo 5-htp. Wydają się omijać te wszystkie uboki jak: wypranie z emocji, energii i kastracji większej lub mniejszej. Przynajmniej dla mnie samą serotoninę doładowują wzorowo, wybijając przy tym lęk i dając taki serotoninowy chillout z clearheadem Sugeruje przetestowanie ich tym którym SSRI/SNRI pomogło ale uboki dają się we znaki
-
Ja tak zrobiłem z sertraliną po ponad miesięcznej kuracji. 150 mg ścięte z dnia na dzień do zera. U mnie efekt był taki że było jedynie lepiej, sam medykament poza tym że faktycznie zmniejszał mi lęk wycinał mnie totalnie z duszy i witalności. Poza brain zapsami odbicie było tylko lepsze. A w zasadzie podmienilem to na 5-htp (aminokwas) który w moim przypadku doładowuje samą serotoninę nie niosąc za sobą tych wszystkich uboków.
-
Jak te objawy pokrywają się z odstawieniem pregi to raczej jednoznacznie świadczą o samym przerwaniu kuracji. Wydaje mi się że możesz być spokojny. Tak samo z nowymi objawami które ci wyszły, prega niektórym osobom wychodzi bokiem przez układ neurologiczny tym bardziej jak miałes z nim jakis problem. Możesz próbowac wykluczać resztę potencjalnych przyczyn samych dolegliwosci fizycznych jak czujesz ze to moze byc cos wiecej niz to 1 schorzenie
-
Jednym ze skutków odstawiania pregabaliny jest rozwolnienie. Piszesz o problemach pseudoneurologicznych, prega to sam plaster na nie, nie cos co leczy. Sama odstawka powoduje wiele nie przyjemnych symptomów, w tym właśnie objawy neurologiczne, masz za pewne kumulacje. Nie wiem ile brałeś sam lek ale wymieniłeś raczej te lajtowe objawy odstawiania. Objawy dzień za dniem będą narastać jak przyjmowałeś lek już jakiś czas
-
PUSTKA W GŁOWIE, UTRATA MONOLOGU WEWNĘTRZNEGO, APATIA I ANHEDONIA
MlodyKapi odpowiedział(a) na ziomek423 temat w Uzależnienia
Nie ograniczał bym się w środkach, klin rozwiąże temat -
Uzależnienia są jazdą po stanach świadomości, nie wiem czy w 7 letniej karierze udało mi się któreś pominąć. Piszę w tym dziale bo stany schizofreniczne są dla mnie najgorszym w skutkach stanem. chciałbym je sobie jakby zobrazować, wydają się być najciekawsze a zarazem najbardziej wyniszczające ciało. Wydaję mi się że udało mi się wygrać walkę z tymi stanami, piszę stanami bo sam obraz tego co nade mną wisiał to były wszystkie możliwe urojenia, najbliżej według nazewnictwa stoi schizofrenia paranoidalna patrząc szerzej przełaziłem przez katatonię ponad to to całe odczepienie od własnych emocji czasem dawało wygląd Hebfreni czy jakoś tak. To był pełno skalowy obraz tego co się dzieje z mózgiem na samej płaszczyźnie ciała. Dążę do stanu który daje mi poczuć niektóre emocje... Za dzieciaka miałem prze/cenzura/one, przyjmowałem do siebie rzeczy których nigdy nie powinienem doświadczyć. Po jakimś czasie mnie to wypaliło doszczętnie. Miałem zasadę taką że świat już taki jest chodź "wyjściowo" mocno wierzyłem w ludzi i ceniłem dar życia. Byłem bardzo wrażliwy zanim mnie wypaliło. Była to depresja ciągnięta od dziecięcych lat. Życie kolorowalem baką która tylko poszerzała mi świadomość w takim systemie... Któryś cios już konkretnie siadł mi na głowę, w jednej chwili odsunałem się od własnego ego i przestałem akceptowac jak i przetwarzac niektóre rzeczy. To była już psychiczna autoagresja-prowadzila mnie do tej zwykłej z której ominąłem co najwyżej fizyczne okaleczanie się. Przybralem postawę która emanuje wkurwieniem i agresją z jednoczesnym wyuczonym brakiem akceptacji do samego siebie, skasowało mnie takie "nastawienie" Tak działałem okrągły rok. Jak tylko przyjrzałem się tej kwestii po zdrowym praniu neurolepami to mnie w sekundę odomamilo. Fajnie. Więcej grzechów nie pamiętam. Regulowalem nastrój substancjami teraz już sam z siebie skacze po biegunach Po tym wszystkim Jak patrzę swoimi oczyma przez swoje ciało na świat to całość jest jak czarna dziura, zero emocji, zero opinii. Nie potrzeba mi większych bodźców by złapać tą agresję, teraz staram się jedynie nią dobrze zarządzać, nie kierowac jej do siebie. Nie chce wracać do tego wszystkiego Zostawiam paragon
-
Z tym oddechem mam pewność że to sprawa typowo psychosomatyczna. Z żołądkiem wszystko gra. Myśle że powinienem przyjrzec sie jelitom ktore brałem za skakankę przez chwile. A to właśnie one robią za 2 umysł i produkują wiele przekaźników itd
-
To z zalet. Mogę jeszcze wspomnieć o somatycznych objawach nerwicowych. Przed tą całą galaktyka miałem głównie potliwość przez stresy chodź przeszedłem przez całe spektrum jak nawalające serce, przyspieszony oddech itd. Nwm czy może być gorzej niż jest teraz, za każdym razem jak czuję jakiś większy lęk to odcina mi oddech niemalże do 0 i dostaje wręcz drgawek na tle nerwowym, choć już rzadko mi się to zdarza. Za każdym razem jak głęboko medytuje, skupiam się na relaksie, myślach i cielesności to mi drętwieją nogi i ręce a twarz blednie.
-
To działanie samej substancji, tym bardziej że cię łapie jakaś tam alkoholowa moralność rasowego alkusa na pewno juz na to nie stac. Sam po pierwszych browarach robionych w młodszym wieku odpowiadałem agresją nigdy nie mając kontaktu z używkami. Tylko koledzy się ze mnie śmiali
- 6 odpowiedzi
-
- piwo
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Wiekszość rzeczy wydaje sie byc odwracalna. W pielęgnowanej Psychozie amfetaminowej mialem uro: przesladowcze, ksobne, oddziaływania, odsloniecia- to z tych wkurwiajacych. Tak mialem jeszcze blizej niezarysowane wielkosciowe i te cielesne. Co dzien slyszalem 2 glosy ktore przybieraly postac rozmowy za sciana, na biezaco mnie "podpalali", wtedy to bylo realne przy calym systemie w ktorym to wisze na jakiejs stronce ktorej za /cenzura/ nie moglem znalezc a ktora to w peaku generowala 200k widzow. Bezposrednio do mnie zwrocili sie ze 3 razy wtedy juz czułem najgorsze stany lekowe w życiu. Ludzie na ulicy przybierali nastroje ktore byly jakims odbiciem mnie- dostrzegalem sie tylko na swoich czynach? Moglem sie skupic tylko na tym co akurat robie a i tak szlo mi to słabo. Wszystko bylo ze soba w jakis sposob powiazane. Odskakiwalem od osob co przenosily na mnie spojrzenie. Kazdy wiekszy ode mnie typ był jakims kryminalista co mnie sledzi albo chce mi zrobic kuku. Pare miesiecy z nozem i gazem w kieszeniach spodni. Calosc na jakis tam omamach. Neurolepy w tym stanie wylaczaly mi ta kreatywnosc" chodz dalej na kazdym kroku chcieli mnie zajebac. To wynik ciąglego przestymulowania i "wierzeń". Po jakims czasie zaczalem sobie przetlumaczac te najbardziej abstrakcyjne rzeczy, w miedzy czasie pozar w ciele sie wypalał a olanzepina kasowala wszystko co bylo jakkolwiek kreatywne odciazajac mnie. Zostala mi lekka ksobnosc ale ta juz jest efektem samej baki i lęków. Nwm co muszą czuć ludzie którzy takie jazdy mają na codzień Po calej przygodzie mam wrazenie ze wypralo mnie z emocji i wyczuwalnje zostaly mi te bardziej pierwotne odruchy Cialo niezaprzeczalnoe dostalo ostry w/cenzura/ i bedzie potrzebowac czasu, poki co wychodzi. Nwm czy nie zostal mi ten pusty niepokój ktory sie utrzymywal do niedawna mimo braku urojen.