Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Moon73

Użytkownik
  • Zawartość

    17
  • Rejestracja

  1. Wczoraj ruszyła kampania "Wrażliwi na słowa. Wrażliwi na ludzi", której celem jest uświadamianie społeczeństwa na temat niewłaściwego używania języka w kontekście chorób psychicznych, co nierzadko prowadzi do stgmatyzowania i dyskryminowania osób chorych. Ponadto powoduje, że utrwalają się niekorzystne stereotypy dotyczące chorych i chorób. Kampanię zainicjowało Polskie Towarzystwo Psychiatryczne wraz z Radą Języka Polskiego. Stygmatyzowanie osób chorych jest obecne nie tylko w języku potocznym, ale też w dyskursie publicznym, w polityce, w przestrzeni medialnej. Może przybierać różne formy, np. jest to: - używanie negatywnych określeń dotyczących osób chorych, lekarzy, placówek leczniczych i procesu leczenia (wariat, czubek, psychol, psychiatryk, dom wariatów itd.) - nadużywanie terminów psychiatrycznych na określenie zjawisk niemedycznych (np. używanie słów typu paranoja, demencja, schizofrenia na określenie osób zdrowych lub w odniesieniu do niemedycznych zjawisk) - używanie terminów psychiatrycznych w funkcji obraźliwej (np. gdy polityk nazwie przeciwnika chorym psychicznie albo psychopatą itd.) W ramach rozpoczętej kampanii dziś PTP opublikowało "Rekomendacje dotyczące języka niedyskryminującego osób z zaburzeniami psychicznymi": https://prowly-uploads.s3.eu-west-1.amazonaws.com/uploads/landing_page_image/image/287232/4fc87cae758c6fc69ee555eaf7fa8cc1.pdf I jeszcze artykuł z Gazety Wyborczej na temat akcji i jej celu: https://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/7,174530,26380289,wrazliwi-na-slowa-wrazliwi-na-ludzi.html
  2. Moon73

    Witam wszystkich :)

    Dzięki, że pytasz No zdarza mi się spotkać z kimś poznanym na portalu randkowym. Ale z każdą osobą dochodzi zazwyczaj do jednego spotkania, a maksymalnie trzech, czterech W profilach randkowych jest wszystko świetnie, gorzej z realną weryfikacją. Przykładem niech będą moje choćby ostatnie spotkania w realu z trzech tygodni: Pani A: Zdjęcia wyretuszowane, na żywo nie do poznania. Jedno dziecko. Nie pracuje, nie szuka pracy. Nie ma planów, nie wie, czego chce. Wszystkie moje wypowiedzi kwituje krótkim "aha". Nie chce nic powiedzieć o sobie. Próbowałem, ale nie da się dogadać, gdy druga strona tylko milczy albo potakuje. Dziękuję. Pani B: Zdjęcia, jak wyżej, wyretuszowane. Bez dzieci. Nie chce zakładać rodziny, tylko żyć niezależnie na odległość. Pracuje, ale nawet po kilku spotkaniach, nie chciała powiedzieć, gdzie. Szuka towarzysza na telefon, nie partnera w życiu. Dziękuję, nie szukam koleżanki do łóżka. Pani C Zdjęcia prawdziwe. Bardzo ładna. Trójka dzieci. W rozmowach zaczyna wychodzić, że każde dziecko ma z kimś innym. Nigdy nie pracowała, utrzymywali ją kolejni partnerzy. Teraz też nie pracuje, gdyż nie ma żadnego wykształcenia. Nie chcę być czyimś bankomatem, więc dziękuję. Pani D Najpierw sporo rozmów przez telefon. Sympatyczna, kontaktowa, bardzo miła. Nie ma dzieci, chce mieć dzieci. Na realnym spotkaniu okazało się, że zdjęcia prawdziwe. No to już coś. Spotkanie przebiegało w dobrej atmosferze. Ale tylko do pewnego momentu, gdy już po godzinie usilnie zaczęła mnie dopytywać o sprawy religijne. Musiałem odpowiedzieć, że jestem ateistą. Pani nagle skwaszona, dla niej sprawa nie do pogodzenia. Chce tylko katolickiego życia i nie będzie żyła z kimś, kto jest "nieuświadomiony religijnie". Rozumiem, nie obrażam się. Dziękuję. No i tak to na razie w skrócie wygląda. Chyba ewidentnie na razie nie trafiam. Zobaczymy, co będzie dalej
  3. Moon73

    Źle mi że sobą

    Po prostu masz partnera, który jest z Tobą tylko "na dobre" a nie "na złe". Po tym, co piszesz, to nie jestem pewien, czy on wesprze Cię w chorobie. Ale nie skupiaj się na tym. Napiszę to brutalnie, ale teraz ważniejsze jest Twoje zdrowie niż Twój partner. Świetnie, że podjęłaś decyzję o dalszym leczeniu. Trzymam kciuki!
  4. Zanim zacząłem się leczyć, miałem podobne do Ciebie obawy. Nie mogłem ogarnąć umysłem tego, co się we mnie dzieje. A już w ogóle nie wiedziałem, jak to komuś przekazać. Ale zacząłem robić notatki. W chwilach, w których mogłem określić swój stan, zapisywałem to sobie. Później, przed wizytą u psychiatry, zrobiłem sobie na osobnej kartce taki wyciąg najważniejszych rzeczy, o których chciałbym powiedzieć. I na wizytę po prostu poszedłem z tą kartką. Dla mnie okazało sie to sensowne, bardzo mi to pomogło. Już na pierwszym spotkaniu z lekarzem potrafiłem przedstawić objawy, odczucia itd. O niczym nie zapomniałem. No a później obywałem się już bez kartki. Rozumiem też Twój wstyd przed mówieniem obcej osobie o tak bardzo intymnej sprawie, jaką jest psychika. Ale to musisz już po prostu przezwyciężyć. Nikt Ci nie pomoże, jeśli Ty sama nie powiesz, co Cię gnębi. Może potraktuj psychologa/psychiatrę/psychoterapeutę jak innego lekarza (np. ginekologa). Oni mierzą się z rozmaitymi ludzkimi historiami. Nic, co im powiesz, nie jest im obce. Po to są. To nie jest tak, jak piszesz, że "nie ma dla mnie ratunku". Jest. Ale musisz zawołać o pomoc.
  5. Bo taki był temat wątku - żeby polecić kogoś, kto się tym zajmuje. Wiesz, on przez wiele lat prowadził bardzo ciekawy blog poświęcony uzależnieniom duchowym. Opisywał tam różne przypadki, sposoby wyjścia z uzależnienia, ćwiczenia itd. Ten blog jest teraz nieaktywny, bo platforma blox przestała istnieć i wszystkie blogi tam zawarte zostały wykasowane. Byłem czytelnikiem tego blogu przez długi czas. I moge tylko powiedzieć, że naprawdę umiał swoją wiedzę religioznawczą wykorzystac do pomocy innym. Robi to do dziś. Dlatego polecam. A jeśli Ty znasz terapeutę, który "zajmuje się tym problemem" to tez poleć innym. Tylko konkretnie i z nazwiska. O to przeciez chodzi w tym wątku.
  6. A skąd to założenie, że terapeuta katolik nic nie wnosi do procesu terapii ze swojego światopoglądu, ale terapeuta niekatolik wnosi? Pan, do którego podałem link, nie leczy kabałą czy wróżbami. Gdyby tak było, to w ogóle bym sobie głowy nim nie zawracał. To tylko jego zainteresowania, nie mają nic do rzeczy.
  7. Moon73

    Witam wszystkich :)

    Nerwus, doskonale to rozumiem. Byłem też w takim związku kilkuletnim, gdzie cholernie czułem się samotny. Wiem więc teraz, że sama obecność kogoś to nie wszystko. A zazdrościć naprawdę nie masz mi czego. Jak się nie ma z kim dzielić życiem, to do d*py jest taka egzystencja. Ja widzę sam po sobie, że coraz bardziej rezygnuję z różnych życiowych aktywności. Na wakacje nie chce mi się jechać samemu, do kina sam nie chcę iść, na imprezach wszyscy w parach a ja wiecznie sam. W Sylwestra sam, w urodziny sam. Wracam po pracy do domu - sam. Nawet kot mi umarł ubiegłej jesieni . Więc nie zazdrość, tylko przytulaj swoją partnerkę ile sił . Powodzenia!
  8. Świetnie znam to uczucie. dopadło mnie w stanie największej aktywności zawodowej i towarzyskiej. Nagły zjazd do absolutnego zera. Naprawdę zero miejsca w głowie. Po pierwsze, musisz się uspokoić, zrozumieć, że to naturalna reakcja przemęczonego i zaburzonego umysłu. Po drugie, malymi krokami musisz odbudowywać siebie. Dać sobie margines błędu, nieporadności, niewiedzy. Naprawdę, nic się nie stanie strasznego, gdy kogoś nie zrozumiesz, nie wysłuchasz. Świat się przez to nie zmieni. Przestań analizować, zacznij czuć i wsłuchiwać się w swoje własne reakcje. Skieruj energię na siebie samego, bo Ty potrzebujesz pomocy a nie "ktoś".
  9. Zdecydowana większość terapeutów w Polsce to katolicy. Czy ktoś ich pyta na wejściu o ich wierzenia i zainterresowania? Czy wierzą w anioly, chodzenie po wodzie i zamianę wody w wino? No chyba nie. Liczy sie rozeznanie w temacie.
  10. Moon73

    Brak ochoty na seks

    Twój facet nie jest zboczony, ma swoje preferencje i tyle. Zgadzam się z przedmówcami - komunikacja to podstawa, porozmawiaj z nim poważnie. Powiedz o tym, że nie chcesz seksu roztrząsać w rozmowach, tylko go po porstu uprawiać. Musi zrozumieć, że samym gadaniem nie doprowadzi Cie do spełnienia. Możliwa jest też druga wersja, też tu sygnalizowana, że Twój partner mówieniem kompensuje sobie prawdziwy seks. Problem bez wątpienia jest i musicie go omówić wspólnie. To jedyna droga do porozumienia w łóżku.
  11. Ale wszystko w nadmiarze jest szkodliwe. Niestety syndrom uzaleznienia duchowego jest faktem. A uzależnionego trudno jest "sprowadzić na ziemię". Znam osobę, która zajmuje się taką terapią. To dr Jan Suliga z Warszawy. Antropolog kultury i terapeuta o szerokiej wiedzy religioznawczej. Lata temu zainicjował Centrum Terapii Uzależnień Duchowych. Jego strona na Wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Witold_Suliga
  12. Moon73

    Witam wszystkich :)

    Ja w silnej fazie depresji samotności w ogóle nie odczuwałem, chyba wolałem przechorować to sam Chyba podświadomie czułem, że i tak nikomu nic siebie nie dam. To się zaczęło zmieniać, jak zacząłem zdrowieć. Może tak ma być. No nic, nie poddaje się, zobaczymy, co przyniesie los. Jeszcze raz witam wszystkich i dziękuję za przeczytanie mojego postu!
  13. Moon73

    Chcę odejść

    Nie wiem, ile czasu się leczysz. Jeśli bardzo krótko, to musisz zaczekać na działanie. Jednak jeśli minął już jakiś czas i lek Ci nie pomaga, to zgłoś to swojemu psychiatrze. Może lek jest źle dobrany. Ja na początku depresji miałem podobnie, dostawałem lek, który w ogóle mi nie pomagał, tylko zrobił ze mnie zombie. Zmieniłem psychiatrę. Nowy lekarz to się za głowę złapał jak się dowiedział, co przyjmuję. Zapisał mi nowe leki i to był strzał w dziesiątkę. Tak więc psychiatrzy są różni i leki również. Masz wiele typowych objawów depresji, ale w miarę leczenia powinny ustępować. Musisz przeżyć ten okres. Wiem, że to się tak łatwo mówi, ale uwierz mi, to się da zrobić. Myślę też, że pod pewnymi względami za dużo od siebie oczekujesz. Piszesz, że masz 20 lat i nic nie osiągnąłeś. No wiesz, w wieku 20 lat większość ludzi jest dopiero na starcie dorosłego życia i to zrozumiałe, że nic jeszcze nie osiągnęli. Wszystko przed Tobą.
  14. Moon73

    Witam wszystkich :)

    Tak, próbuję. Jestem w specyficznej sytuacji. Mieszkam w małej miejscowości, pod dużym miastem, do którego mam 20 minut samochodem. W mieście nie mam już znajomych, od czasów studiów wszyscy moi znajomi rozpierzchli się po świecie. Tak więc dojeżdżam do miasta tylko do pracy, po czym wracam do siebie. Na miejscu też nie mogę nikogo poznac, bo to mała miejscowość. Co prawda turystyczna, ale odżywa tylko w sezonie wakacyjnym. Moi rodzice, znajomi mieszkają w innych miejscowościach. Na co dzień jestem więc sam. Rok temu założyłem sobie profile na portalach randkowych, ale to też nie przynosi wymiernego skutku. Kobiety nieufnie podchodzą do kogoś, kto nie miał żony. Zakładają, że coś z nim pewnie nie tak. A ja po prostu żyłem w związku partnerskim, nie miałem ślubu ze swoją partnerką.
  15. Witam wszystkich! Jestem grubo po 40, od trzech lat leczę się na depresję egzogenną. Najcięższy etap, który trwał dwa lata, mam już za sobą, ale jeszcze trochę tej drogi przede mną. Po pierwszej próbie zakończenia leczenia okazało się, że niektóre objawy depresji jeszcze nie ustąpiły, tak więc na razie leczenie trwa dalej, tyle że już na zmniejszonych dawkach. Z typowo depresyjnych objawów najbardziej dokucza mi bezsenność. Nie pamiętam, kiedy normalnie, długo i głęboko spałem. Przez jakiś czas brałem leki nasenne, ale nie dawały mi właściwego odpoczynku, bardziej zamulały. Obecnie przyzwyczaiłem się do krótkiego, płytkiego snu. Na tyle w nocy odpoczywam, że jakoś normalnie w dzień funkcjonuję. Nie mam żadnych tzw. życiowych kłopotów. Fizycznie jestem zdrowy, mam dobrą pracę, własny dom, żyję w pięknym miejscu, jestem niezależny od nikogo. Niestety depresja nie pozwala mi się tym cieszyć w pełni, każdy dzień to walka. Chorujący znają to doskonale, nie będę więc tu się rozpisywać. Dodatkowo moją największą bolączką jest totalna samotność. Kiedy zacząłem chorować, odeszła ode mnie moja partnerka, nie rozumiała istoty depresji (bo któż ze zdrowych to zrozumie), nie chciała mnie wspierać ani chociażby zaczekać. Nie oceniam, rozumiem. Sam, gdy byłem zdrowy, kompletnie nie wiedziałem, jak wygląda depresja. Tak więc od trzech lat żyję sam i coraz bardziej mi to doskwiera, no i nie pomaga w walce z depresją, wręcz ją momentami pogłębia. Moim największym marzeniem jest dzielić się z kimś swoim życiem. Dla mnie to nie jest fajne nie mieć dla kogo żyć. Czasem czuję, że tracę sens swojego istnienia. Mimo wszystko - trwam.
×