Dla mnie szkoła nie byla jakims większym problemem w sumie. Jakos z łatwością mi to przychodziło... jak nie weszło do głowy, to jakims sposobem sie ogarniało.
Podręczniki w podstawówce i gimnazjum zawsze w okładach przezroczystych, zeszyty tez. W LO juz olałam sprawę, zrwszta większość podręczników i tak miałam na e-booku wrzuconą.
U mnie nauczyciele na prawde byli w porządku. W LO miałam babeczkę z wfu, ktorej pisałam smsa ze mnie nie będzie, ale bede potem i mi obecność wstawiała. Bo jakis idiota wymyślił 2h wf na 7... większość lekcji przesiadywałam u psycholog na herbatce pociskając pierdoły. Jakos nauczyciele zawsze mnie lubili i mogłam wiecej... nie wiem w sumie czemu.
Jednak mimo wszystko nie chcialabym wracać. Obowiązek wstawania rano, wychodzenia do ludzi... brrr. Straszna wizja.