Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Charles Severinus

Użytkownik
  • Zawartość

    10
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  1. U mnie w domu nie było alkoholu, ani jakichś wyraźnych patologii, przez co przez długi czas miałem problem ze zdefiniowaniem swojego problemu. Zdarzało się, że ojciec był agresywny, wybuchał czy bił, a matka była oziębła i krytyczna, ale nigdy nie miałem poczucia, że jest w moim domu jakaś ogromna patologia. Wręcz przeciwnie, wydawało mi się, że mam dużo lepiej niż inni i nawet miałem z tego powodu poczucie winy. Zauważam jednak, że osoby, które miały 'dużo gorzej' to dużo lepiej radzą w sobie w życiu ode mnie, tak jakby ból, którego te osoby doświadczyły, był dla nich motywacją i napędem do działania i osiągania celów. U mnie takiego napędu nie było, bo ojciec owszem zachowywał się czasem jak bydlak, ale przez większość czasu był spokojny, a często też starał się był pomocny. Matka podobnie, ciężko mi zarzucić jej coś konkretnego, ale też ciężko mi określić co dobrego od niej otrzymałem. W ostatnim czasie stwierdzam, że głównym problemem w moim domu był brak rozmów i brak kontaktu. Rodzice byli zamknięci w sobie i nie rozmawiali, nie wykazywali się inicjatywą w budowaniu relacji i nawiązywaniu więzi. Uważam, że problem tkwił w braku ich świadomości emocjonalnej, intelektualnej czy duchowej, bo skupieni byli oni głównie na potrzebach fizycznych, zaniedbując każde inne. Nigdy nie brakowało mi jedzenia, a także zawsze miałem w co się ubrać. Zdarzało się, że też jeździliśmy na wakacje, czego nie miały inne dzieciaki. Nie było jednak więzi, nie było rozmów, nie było bliskości ani zaufania. Była samotność, obcość i wyalienowanie przykryte maską pozorów i ról opartych na spełnianiu swoich obowiązków. Zdecydowanie mogę określić siebie jako DDD, ponieważ nie otrzymałem w dzieciństwie odpowiedniej przestrzeni do tego, by wzrastać jako człowiek, przez co mój rozwój został zablokowany. Teraz sam dla siebie staję się rodzicem i biorę w ręce odpowiedzialność za proces wychowywania siebie.
  2. Dla mnie to brzmi jak masochizm a nie duchowość. Męczennictwo na własne życzenie, zamiast odkrywania czym jest Miłość, do siebie i do swego bliźniego. Dla mnie to fałszywa duchowość oparta na błędnych przekonaniach (cierpienie zbliża do Boga, więc trzeba wywoływać je w sobie). Dla mnie autentyczna duchowość, taka prawdziwa, to odkrywanie Miłości i owszem cierpienie może być jednym z etapów, kiedy to burzy się stary światopogląd i okazuje się, że życie było oparte na iluzjach i trzeba poszukać prawdy gdzieś indziej. Chrześcijanie, szczególnie zatwardziali, podobnie jak wyznawcy każdej innej religii, są przywiązani do swoich przekonań religijnych i tego co jest słuszne a co nie, tego co trzeba a czego nie można i jak stado nieświadomych owieczek podążają za tym, co ktoś tam, gdzieś tam kiedyś powiedział, zamiast zaufać sobie, włączyć zdrowy rozsądek i zastanowić się, czy coś faktycznie ma sens, jest logiczne i trzyma się kupy. Uważam, że chrześcijaństwo (jak i każde inne wyznanie) ma swoją jasną jak i ciemną stronę. Jasna strona to przykładowo tworzenie wspólnot, wspólne modlitwy, czy też wspieranie się wzajemne, wspólne świętowanie, cieszenie się i radowanie życiem. Ale jest też ciemna strona związana z wychwalaniem cierpiętnictwa, dorabianiem filozofii do śmierci Jezusa, wyprawy krzyżowe w przeszłości, pedofilia, nadużycia. Warto oddzielać ziarna od plew.
  3. Moim zdaniem okaleczanie się jako duchowa praktyka jest błędem i wynika z fałszywych przekonań na temat duchowości. Żadna forma zadawania sobie czy innym bólu nie może zbliżyć do Boga, czy Boskości a jedynie od Niego oddalić. Oczywiście do wszystkiego można dorobić ideologię, dlatego też można znaleźć argumenty potwierdzające mechanizmy autodestrukcyjne jako praktykę duchową, ale wg mnie to nie jest autentyczna duchowość, a jej zaprzeczenie. Autentyczna duchowość to miłość do swego ciała, troska o nie, dbanie o potrzeby ciała.
  4. Charles Severinus

    Skojarzenia

    Kombinatorstwo
  5. Śmierć to trudny temat, osobiście nie potrafię o tym rozmawiać, jak i o wielu innych tematach. Tym bardziej o samobójstwach, albo myślach samobójczych. Wynika to z niechęci do mierzenia się z trudnymi emocjami, jakie pojawiłyby się wraz z tym tematem. Wolę tego unikać, przynajmniej na ten moment. Rozmowa na tak trudne tematy wymaga jednak dojrzałości emocjonalnej, o którą trudno w naszym społeczeństwie. Pragnienie unikania bólu jest zbyt silne, by przemóc się i zmierzyć się z prawdą o tym, że śmierć dotyczy wszystkich jednakowo i wszyscy kiedyś umrzemy, że jest to tak naturalne zjawisko jak narodziny.
  6. Charles Severinus

    Skojarzenia

    samodzielne myślenie
  7. Cieszę się z odczuwanego przeze mnie spokoju. Doceniam to, że udało mi się nie pokłócić z żadnym z członków rodziny, z którymi mieszkam. Czułem samotność i niepokój, co skłoniło mnie do założenia sobie kont na kilku forach internetowych, również na tym. Jestem nieco niezadowolony, że siedzę dziś cały dzień w domu, pomimo wcześniejszych myśli, by wyjść na rower, lub na spacer do lasu. Znów nie odezwałem się do swoich znajomych, by spytać co u nich, od dłuższego czasu nie mamy kontaktu, ale nie gniewam się na siebie, akceptuję swoją introwertyczną naturę i skłonności do samotnictwa. Czuję lekkie zmęczenie, chyba się zdrzemnę jeszcze przed pójsciem spać. Czuję lekki głód, chyba czas coś przekąsić
  8. W innym wątku przeczytałem, że jesteś nastolatką, a jest to okres nieco chaotyczny, kiedy kształtuje się osobowość. Zachodzą duże zmiany, zarówno w ciele fizycznym, jak i w psychice. Jednak Twoje myśli samobójcze brzmią niepokojąco. Jaki masz kontakt z rodzicami? Czy masz kogoś, komu ufasz, komu możesz się zwierzyć, przy kim czujesz się bezpiecznie? Będąc w Twoim wieku również przechodziłem swoje różne fazy i często zupełnie siebie nie rozumiałem. Robiłem też sporo głupot, których później żałowałem. Z perspektywy czasu, żałuję, że nie skorzystałem wcześniej z wizyty u psychoterapeuty, bądź psychologa, a to dlatego, że zbytnio się wstydziłem, czy to przed rodzicami czy przed znajomymi. Pierwszy raz ze wsparcia terapeutycznego skorzystałem, jak byłem już kilka lat po dwudziestce, myślę, że o jakieś 10lat za późno. Życzę Tobie, byś zatroszczyła się o siebie. Być może jesteś teraz nieco pogubiona, ale wszystko jest z Tobą w porządku. Może porozmawiaj z psychologiem?
  9. Z mojej perspektywy Twoje obawy wynikają z procesów myślowych napędzanych lękiem, co jest objawem nerwicowym. Masz myśli na temat urojeń, a nie urojenia. Myśli o urojeniach to nie urojenia. Zwróciłem uwagę na Twój lęk, który jest zresztą powiązany z nerwicą. Napisałeś o wizycie u psychiatry, który jak podejrzewam, zaleci Ci branie odpowiednich leków. Czy myślałeś może o podjęciu psychoterapii i próbie pracy nad swoimi emocjami, nad swoimi lękami? Jak Ci się udało ocenić procentowo stopień wyleczenia?
  10. Terapeuta ewidentnie przekraczał granice, co nie powinno się wydarzać w idealnym świecie, ale jednak zdarzyło się w naszej niedoskonałej rzeczywistości. Coś się wymieszało, pojawił się chaos, zdarzyło się coś, co teoretycznie nie powinno się zdarzyć, ale jednak mimo wszystko w tej całej sytuacji wyszły sprawy nad którymi można popracować. Terapeuta zapomniał się (mniej lub bardziej świadomie), w momencie kiedy przestał brać pieniądze, kiedy Cię przytulał, czy kiedy pisał do Ciebie na messengerze (może jeszcze w innych sytuacjach). A jego tłumaczenia, że Twoja osoba coś w nim uruchomiła i uświadomił sobie swój głód wskazują, że najprawdopodobniej nie ma superwizji, a na pewno sam ma do przepracowania ten swój temat 'głodu', w który Cię zupełnie nie powinien angażować, z racji tego, że był Twoim terapeutą, a Ty jego klientką (pacjentką). Nastąpiło wymieszanie ról. Ale sytuacja mimo wszystko wydarza się w obrębie tematu, nad którym przyszłaś, by pracować na terapii, a mianowicie temat związków. Podziałałaś na tego mężczyznę tak mocno, że pomimo, że jest terapeutą ze sporym doświadczeniem i ma żonę, to dał się ponieść swoim emocjom i pomimo zdrowego rozsądku próbował się do Ciebie zbliżyć bardziej, niż powinien w ten sytuacji. Widzisz jaką masz moc oddziaływania na mężczyzn? Możesz to zobaczyć poprzez sytuację, która Ci się wydarzyła z tym terapeutą, którego można by uznać za niekompetentnego, ale jednak, mimo wszystko, on Ci coś pokazuje. Relacja terapeutyczna pomiędzy wami została zburzona, została zniszczona... więc jeśli terapia i kontynuacja pracy nad tematem to tylko z kimś innym, kompetentnym, dojrzałym i kimś, kto sam aktualnie nie zmaga się z problemami rzutującymi na jego pracę.
×