Witam, chyba trafiłem idealnie w temat na tym forum Jak ja się cieszę że będę mógł sobie porozmawiać z kimś o sraniu Od lipca 2018 mam wodniste stolce i nie mogę sobie z nimi poradzić. Ale od początku: Parę lat temu trafiłem na to forum z objawami nerwicy, z czasem jakoś dałem sobie z tym rade, ale od marca 2018 dostałem potężną dawkę złych emocji i do dnia dzisiejszego mam przesrane.
Zaczeło sie w lutym, umarł mój dziadek, lezal w szpitalu bez mala 4 miesiace z malymi przerwami , w koncu okazalo sie ze ma raka pluc z przerzutami na zebra i miednice i umarł w szpitalu. Stosunkowo dobrze to przemielilem w mozgu, lekarz mi powiedzial tydzien przed jego smiercia ze max co mu pozostalo to miesiac.Zaakceptowałem to. Ale pod koniec marca dosiegnal mnie grom, wrocilem po pracy do domu i znalazłem martwego ojca, matka byla w pokoju obok jeszcze 20 minut wczesniej z nim rozmawiala, no po prostu szok.Fakt ze chorowal na miazdzyce, mial w styczniu czyszczenie zyl i byl po wymianie biodra, ale wiek 64 lata jakos jeszcze nie kwalifikowal go do tak naglego odejscia. Od tamtej pory moja nerwica siegnela apogeum. Niecaly miesiac po pogrzebie karetka zabrala mnie do szpitala, objawy zawalu. Oczywiscie 2x EKG, badania krwi i diagnoza ze to nerwy.Wizyta u rodzinnego a ten jak z armaty bez wynikow badan wystrzelil, ze na bank mam to samo co ojciec, ze to genetyka. Ja w głowie juz pozamiatane. Lekarz po obejrzeniu badan jednak zmienil zdanie a ja juz niekoniecznie i do tej pory prawie rok po tamtych wydarzeniach caly czas mam zawal, miazdzyce, raka watroby, trzustki i jelita grubego. W lipcu 2018 byłem na chorwacji, pod koniec wywczasu dopadly mnie biegunki i mam je do dnia dzisiejszego. Nie byłem u gastrologa, bo lekarz rodzinny chyba stwierdzil ze on mnie wyleczy ze wszystkiego. Dodam, ze od roku biore tabletki na nadcisnienie, mam szumy w uszach, tachykardie, zaburzenia równowagi, zawroty głowy i nierowne bicie serca. Ale jakos codziennie sie budze i jakos nie moge umrzec. Meczy mnie to , bo kazdy kolejny dzien to dla mnie "koszmar"., szukanie sobie chorob itp. Oczywiscie nie pomagam sobie, bo ratuje sie tradycyjnym trunkiem warzonym na szyszkach chmielu, ale jak na razie nic innego nie wymysle. Wizyta u psychiatry skonczyla sie recepta na depralim 5mg, ale oczywiscie nawet nie zaczałem brac. Ale wracajac do biegunek, ja tez mam schiza, pije codziennie zakwas z burakow(sam sobie robie) i tez mam "krwiste" stolce Ale juz sie nawet nimi nie przejmuje, juz tyle przerobilem u wujka google chorób, ze mam to w nosie> Co ma byc to bedzie, byle bym nie cierpial a reszta to juz mnie nie bedzie dotyczyla Oczywiscie probowałem juz akupunktury, olejku CBD, nalewek czosnkowych itp, a tutaj chyba juz pozostaje mi pogodzenie sie z tym gównem i wegetacja do konca mych dni. Moim celem na najblizsze dni jest walka z biegunka, poki nie bede mial napadow lekow i paniki Takze mimo naszych wkretow co do rakow itp to ciagle sie budzimy (poki co), a jezeli cos w koncu sie stanie to raczej to bedzie ulga w cierpieniach anizeli cos złego