Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

mpaw

Użytkownik
  • Zawartość

    13
  • Rejestracja

  1. mpaw

    Stare dusze

    Ja od przedszkola chciałem być już na emeryturze i umrzeć. Wierzyłem i wierzę w Boga a świat mojego dzieciństwa wydawal mi się nudny i trudny. Chciałem od razu umrzeć i pójść do nieba
  2. Chodzi Ci chyba o farmakoterapię. Jak już wspominałem w innych wątkach, mnie kiedyś, na pewnym etapie, pomogła nauka. W sensie uczenie się. W moim przypadku były to studia. Ale teraz uczę się wiedzy z liceum. Chemia i biologia. Jak człowiek robi coś dla swojego umysłu to potem ma bogatsze myśli. Może wpaść na rozwiązanie swoich problemów bądź po prostu jest zdolny do podejmowania decyzji, które zbliżają go do wyzdrowienia. Polecam
  3. Hej. Mam koleżankę z ZA. Sam jestem schizofrenikiem, ale jeden z psychologów, któremu opowiadałem swoją historię z przemocą i nieumiejętnością nawiązywania relacji z rówieśnikami w szkole i też z przemocą w niej, zasugerował, że mogę mieć ZA. I też, mam 34 lata i tylko raz się całowałem, w liceum, ale to był chory związek, ona zbuntowana a ja udawałem kogoś innego. Trwało to niecały miesiąc, a samo całowanie niecały jeden dzień (w sensie byliśmy jeden raz na spacerze nad stawem i spytałem się, czy umie robić sztuczne oddychanie - wiem głupi tekst ale miałem wtedy 15-16 lat). Co do seksu to tak samo, nigdy z nikim, niestety w szkole koledzy pokazali mi pornografię i przez kilka lat miałem problem z onanizmem. Więc niejako wiem co to seks ale nie z kobietą Ale, jeżeli mam być szczery, już się z tym trochę pogodziłem. Owszem fajnie byłoby mieć partnerkę, nawet nie po to, żeby współżyć, tylko by mieć kogoś, z kim można by porozmawiać i zbudować coś fajnego. Ale u mnie relacje to tylko teoria. Nauczyłem się rozmawiać z ludźmi ale nie umiem "zaspokajać" potrzeb emocjonalnych drugiej strony. Rozmowę prowadzę przy pomocy intelektu, a nie serca. Niestety. Ale co mi po seksie, i tak za 40 lat umrę (mam 34) jak nie wcześniej, a podobno po drugiej stronie nie ma seksu, a mimo to jest super. Oczywiście pod warunkiem, że trafi się na górę a nie na dół Bo na dole podobno jest seks, tyle że dla tych, co upatrywali w nim sens swojego życia współżyjąc z kim popadło i nie żałując aż do śmierci, ale do temat na inny wątek
  4. @BrilletDzięki za odpowiedź! Tak tak, chodziło mi o chęć zmiany, ale także o gotowość na tą chęć. Osoba, która idzie do terapeuty z nastawieniem, że proces zmiany sam się dokona przy pomocy terapeuty (ja tak długo myślałem po pogorszeniu zdrowia) niestety może się zawieść (znam wiele technik relaksacji i regulacji emocji ale nie chce mi się ich stosować, trudno mi z nich korzystać jak mam inne, sprawy na głowie, jak choćby obowiązki, które zaniedbuję przez moją ignorancję i pogubienie). Psychoterapia nie jest mechanizmem który zawsze działa. Potrzebna jest współpraca obu stron. U mnie nie ma chęci współpracy. Muszę sobie poukładać rzeczy w głowie a korzystanie z terapii w momencie w którym aktualnie jestem dokłada mi puzzle do mojej już jedno tysięcznej mozaiki. Skoro nie potrafię jej rozwiązać, to po co dokładać kolejne. A osób, które potrafią wczuć się w sytuację pacjenta i wpasować w jego sposób myślenia z empatią i precyzją jest bardzo mało. Szczerze mówiąc to spotkałem tylko jedną taką osobę i był to coach. Nie mniej i tak nie skorzystałem bo byłem zbyt roztargniony. Ale sory bo się rozgadałem. Podsumowując, dziękuję wszystkim użytkownikom tego zacnego forum, za tworzenie nowych wątków i dzielenie się swoimi myślami. Cieszę się że jesteście i że razem budujemy wspólny krajobraz. Komu do tego posłuży psychoterapia niech korzysta. Mnie nie służy. Pozdrawiam! ;)
  5. Dzień dobry. byłem w swoim życiu już u ok. albo ponad 10 psychologów. Moje obserwacje są takie, że ta forma leczenia jest skuteczna tylko u tych co są świadomi swoich problemów i chcą sobie sami z nimi poradzić, tzn. psychoterapia jest dla nich wsparciem procesu, który sami uskuteczniają. Jak miałem dobry czas i pracowałem nad sobą, to psychoterapia pozwalała mi rozwijać się, przez wzmocnienie mojego własnego, budującego myślenia. Miałem też czasem wrażenie, ze to ja bardziej pomagam psychologowi niż on mi. Żeby zrozumieć sens słów psychologa i wychwycić jego myśl, samemu trzeba być badaczem swojej duszy i psychiki, takim własnym terapeutą. W pozostałych przypadkach szkoda kasy na terapię. Uważam też nieskromnie, że psychologowie o tym wiedzą i nawet jak widzą, że na aktualnym stopniu rozwoju pacjenta nie są mu w stanie pomóc to i tak go golą z kasy. Ja już przez najbliższe kilka lat nie skorzystam z terapii, bo szkoda mi kasy. Korzystam z kierownictwa duchowego, co do którego też mógłbym coś wygarnąć, ale jeszcze jest za wcześnie. polecam naukę. Dzięki nauce można uelastycznić i wzmocnić swój umysł.
  6. mpaw

    Wyrażanie złości

    U mnie w domu ojciec był cholerykiem, trzaskał drzwiami i czasem bił (lekko) a mama się z nim kłóciła a mi zabroniła się bić. Obrażała się na mnie jak coś źle jej zdaniem zrobiłem, nawet jak nie wiedziałem co. Jedynym sposobem było uznanie swojej winy nawet bez wiedzy co się źle zrobiło i przeproszenie. Mama była alfą i omegą, na każdy temat miała coś do powiedzenia i tak długo się kłóciła aż rozmówca się z nią zgodził. Zabroniła mi samoobrony i nie stawała w mojej obronie kiedy mnie bito w szkole. a ja dziś nie umiem się bronić przed przemocą. Kiedy czasem odpyskuję w internecie na czyjeś chamskie zachowanie to zaraz mam wyrzuty i przepraszam, że źle się zachowałem. Pozwalam sobą pomiatać. Dlatego w świece realnym nie mam bliskich znajomych. Nie umiem się zaaklimatyzować i wpuścić do serca 2 osobę. Moje życie to rozwój duchowy i psychiczny, ale rzadko emocjonalny. Emocjonalnie jestem na etapie 6-latka. nie wyrażam złości na zewnątrz, czasem myślę o kimś źle ale zaraz wtedy przepraszam Pana Boga za to i poddaję się. Chyba to nie jest normalne.
  7. mpaw

    Brak wsparcia rodziny

    Mam, ale przyrodnie ze strony ojca. Moja mama jest bardzo specyficzną osobą. Jako dziecko chłonąłem jej sposób bycia, ale w szkole zobaczyłem że nie jest on normalny. Też sobie tak żartowałem z kolegów jak ona ze mnie. I byłem bardzo przewrażliwiony na jakąkolwiek krytykę. Kiedy byłem bity i za namową mamy nie broniłem się ani nie zgłaszałem tego nikomu zobaczyłem że ona normalna nie jest. Jak jej powiedziałem ze mam problem i jestem bity to ona na mnie nakrzyczała i powiedziała żebym im powiedział, że jeżeli uważają że robią dobrze to niech robią tak dalej, jakbym był winny całego zła na świecie. No ale mam już 34 lata. Zbliżam się do półmetka życia, mam nadzieję że jakoś dam radę. Ale mama nie chce iść na terapię.
  8. mpaw

    Brak wsparcia rodziny

    Aha. Ja tez tak próbuje. Ale mam także braki we własnym funkcjonowaniu. Mam 34 lata i raptem miałem 2 krótkie związki nie trwające więcej niż miesiąc A mama nawet nie porusza tego tematu. Tak jakby ją to w ogóle nie obchodziło nasmiewa się że mnie. Ciągle ma sarkastyczne poczucie humoru
  9. Dzień dobry. Czy też macie ten problem z relacjami w rodzinie? Ja czasem myślę że schizofrenię ulepila mi mama. Od dziecka mnie nie wspierała. Kiedy mialem problemy w szkole z kolegami, którzy mnie bili, nawet nie poszla do szkoły. Dla niej liczy się tylko inteligencja i nauka. 0 relacji.
  10. mpaw

    Wyjście

    Bardzo dziękuję. Też życzę aby udało Ci się wyjść ze swojego stanu. Powodzenia!
  11. mpaw

    Wyjście

    Dzięki za odpowiedź. Ja już raz wyzdrowialem że schizofrenii (zaleczylem) ale zgrzeszylem i choroba wróciła. A wyzdrowialem dzięki pracy nad sobą i nauce. W psychiatryku się nawrocilem i po 6 latach byłem zdrowy. Jednak po zgrzeszeniu owoce mojej pracy zniknęły. Chcę się teraz uczyć chemii i biologii i zdawać ponownie maturę i iść na medycynę.
  12. Co Wam pomaga przy wyzdrowieniu z choroby?
  13. Dzień dobry. Choruję na Zespół Paranoidalny (F20.0). 1,5 roku temu utraciłem swoje zdolności (umiejętności matematyczne, bystry umysł). Choruję od 2008 r. Nękały mnie wtedy lęki przez piekłem i potępieniem. Ale przy tym miałem dobry umysł (przenikliwy). 1,5 roku temu czułem się super. Jednak jako osoba uzależniona od gier komputerowych, po ponad 6 letniej abstynencji, zagrałem kilka razy. I wszystko zniknęło. Jestem teraz jak szary człowiek, mam sporadycznie lęki, ale czuję, że jestem kimś innym, bez polotu. Przez ostatnie 6 lat mocno pracowałem nad sobą. Było to o tyle łatwe, że wiedziałem co mam robić, potrafiłem to wymyślić i tak pracować, aby mi to służyło. Teraz mam w głowie czarną plamę. Wolę już mieć lęki kilka razy w tygodniu, niż być na marginesie nijakości. Proszę o wskazówki. Biorę cały czas leki.
×